słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Rodzina
















Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Uroczystość I Komunii św.

Wydają się doroślejsi od rodziców

W niedzielę przed kościołem mamy w nowych garsonkach, ojcowie, dziadkowie, rodzeństwo, ciotki, kuzyni. Marek z ładną, haftowaną chusteczką w kieszonce marynarki, przywiezioną dwa lata temu z Louvain, miasta koronek, z misterną, wymuskaną literką "M". Czarny garniturek zabrudził na biało świecą. Staram się ją zdrapać z klapy marynarki. Taki czysty, a tu pierwsza plama. Biały jak w beciku na chrzcie. Tylko że teraz samodzielny odchodzi, ustawia się w szeregu za siostrą Nullą.

Po kolei, po schodach wdrapuje się cała nasza rodzina i inne rodziny. Osiemdziesiąt troje dzieci. Mamy dzielnie przy córkach i synach w trzydziestostopniowym skwarze. Kładę mu rękę na głowie z błogosławieństwem. Przysuwa się, poddaje, rzeczywiście dzisiaj przypomina potulnego baranka, o którym czytaliśmy w Biblii. Wchodzimy do kościoła. Dzieci stoją pierwsze na odgrodzonej szarfami i krzesłami szachownicy posadzki. A za plecami tłum. Kilku maluchów wchodzi w szpaler dzieci pierwszokomunijnych i pstryka im zdjęcia. Z boku kamery, flesze, zamiast na ołtarz wszystko skierowane na wyprostowanych maluchów, ze złożonymi do modlitwy dłońmi.

Wydają się być doroślejsi od rodziców. Marek co jakiś czas uspokaja mnie uśmiechem. Na początku śpiewają trochę cicho, jakby drżały im głosy. Ale potem coraz mocniej: "Duchu Święty, Boże, Ty mi powiesz sam, jak o każdej porze Ciebie wielbić mam. Ty jesteś Duch, ogień, najgorętszy żar, niechaj mnie przenika Twej radości czar". Małe głosy na wysokich tonach szybują z wronami i kawkami w kościelnych wieżach. Ten śpiew przypomina chwilami dziecięce hurrra, kiedy maluchy wybiegają ze szkoły pierwszego dnia wakacji, albo entuzjazm, gdy ktoś celnie strzeli gola. Cieszą się w zimnym, marmurowym kościele z katafalkiem w bocznej kaplicy i trupią czaszką pod krzyżem. Sukienki bez zmarszczki, garniturki bez wypchanych kolan i łokci, nowe buzie w doczesanych do końca włosach. Ściska mnie w gardle, gdy patrzę na to samodzielne wejście dzieci do kościoła. Nie muszę pomagać się przeżegnać, przypominać o zdjęciu czapki z głowy, kazać klękać, bo

Podniesienie. Dziś Marek zwalnia mnie z pierwszej troski. Już wie, że może i powinien sam odpowiadać, modlić się, rozmawiać z Bogiem, że to już jego pierwszy obowiązek. A kiedy wypisywaliśmy z Markiem karteczki na pamiątkę jego Komunii i podkreślałam jego zasługi, że wszyscy będą pamiętać tę uroczystość, bo podaruje im kawałek wiersza lub Pisma św., to przerwał mi zniecierpliwiony: "Nie byłoby tej Komunii, gdyby nie ty, bo bym się nie urodził".

Nie widzę go, gdy przyjmuje Ciało Chrystusa. Ale już jest, nowo urodzony, sam się urodził, beze mnie. Klęka, modli się. Obok niego koleżanki, koledzy, teraz bardzo bliscy, najbliżsi sobie na świecie w neoromańskim kościele, w tej jedynej na świecie klasie II d. Biali w środku jak ich komunijne chusteczki, nieprzeznaczone do ocierania nosa i łez, bo tylko chce się cieszyć i czekać na prezenty. A najważniejszy jest już w środku i nikt nie może Go ukraść. Każde dziecko jest inne i ważne, jak nigdy dotąd - tak myślą rodzice i księża, bo tylko na nie patrzą, do nich mówią, im pomagają i słuchają. Dołączony do grupy pierwszokomunijnej, osiemdziesiąty trzeci chłopczyk z zespołem Downa, prowadzony do Komunii przez rodziców wraca na swoje miejsce.

I już koniec. Słońce świeci przez witraże, przeciągi jak w lipcu, siostra Nulla, wysoka, szczuplutka z białą twarzą i czołem przeciętym kilkoma zmarszczkami, daje znaki do pożegnania w kościele. Ale jeszcze: "Oto jest dzień, oto jest dzień, który dał nam Pan" i "Boża radość jak rzeka, Boża miłość jak rzeka", i na koniec wyrzucane jak czapki pod sklepienia: "Już wracamy do swych rodzin, Jezus Chrystus kroczy z nami, nasz Przyjaciel, Brat!". Rafał, Szymon, Michał z czarnymi oczami, Sebastian, Agnieszka z podciętymi włosami, Klaudia, Martyna...

Słońce na chwilę przystosowało się do pory roku. Jest przecież dziesiąty maja. Na zielonej, przykościelnej trawie rodzice pstrykają zdjęcia. W domu przed posiłkiem modlitwa, którą muszą odczytać wszyscy, bo dostają kartki z wydrukowanym na komputerze tekstem. Wujek Zygmunt, prawie osiemdziesięcioletni, i kuzynka Marysia, dwuletnia, razem z mamą, ciocią Renią, chrzestną Marka. I on sam zawstydzony, ale pokrywający to lekceważeniem i zniecierpliwieniem, bo to już dom, można się wymigać z powagi i namaszczenia. W białej koszulce z fruwającą pod brodą czarną muszką, z krótką grzywką na lekko opalonym czole i szarymi, moimi - nie moimi oczami. ...

Daj, aby smakowały nam i dodawały sił pokarmy, które zjemy w ten uroczysty dzień. Żebyśmy stali się weseli i chwalili Cię, razem z Markiem, który dopiero uczy się Ciebie, a nas uczy swojej pierwszej, czystej miłości. Amen - modlimy się. Zebrani czytają chóralnie, głośno, jakby tu, w domu, sprawowali liturgię nad stołem, z kurczakiem w przyprawach, żółto-czerwonym ryżem, schabem ze śliwkami, pieczonym kurczakiem, sałatkami, ziemniakami, sokiem.

Między pierwszym a drugim daniem Gosia i Marek czytają fragment z Pisma św. opisujący Ostatnią Wieczerzę, szybko, myląc się i wstydząc. Potem dwa wiersze ks. Jana Twardowskiego o malutkiej wierze z klasy III c i Kopciuszku, który umie podzielić wszystko na pół, i o tym, że dobrze by było nie mieć słonia lat, a wszystko wiedzieć. Mylą się, kręcą młynek słów, ale starsi i tak patrzą, słuchają, że tacy mali, a do słów z takim szacunkiem w szczupłych głosikach.

Po sokach, owocach i pierwszych ciastach wręczanie pamiątkowych obrazków wypisanych przez Marka. Z koszyczka wyłożonego żółtą serwetką każdy wybiera coś dla siebie. "Objął mnie anioł bez twarzy i zaszeptał: Bądź dumny, jesteś człowiekiem" - Tomas Transtromer - wybrała babcia Maria. Niektórzy nie potrafią czytać bez okularów, nie widzą pomarańczowego albo żółtego mazaka, którym Marek wypisał cytaty. Ale przy stole jest cicho, każdy wyczekuje, co przeczyta inny, nasłuchują. "Potem już tylko sama ufność, trzeba nic nie mieć, żeby wrócić" - ks. Jan Twardowski - to dla mnie.

Marek zatyka uszy, krzywi wargi i policzki, bo sam to pisał przez trzy dni, a teraz wszyscy głośno czytają. Ciast jest dziesięć upieczonych przez babcię Witową, a między nimi odczytywane przez dzieci kartki z życzeniami. Od babci i dziadka, od wujka Zygmunta, od chrzestnego Marka, od rodziców i brata... Wszyscy cię kochają - słyszy z tej i z tamtej strony znad konwalii, róż, bzu, frezji, gerberów. Starsi klaszczą dzieciom czytającym życzenia, bawią się z nimi. - Mama, już się najadłem - Marek informuje mnie nad stołem. - Jeszcze nie odchodź, jesteś między nami jak król - zatrzymuje go wujek Zygmunt. Ale już ciągnie ogród z buzującą zielenią, piłeczki tenisowe od taty, rower, kuzyni. Biała koszulka, spodenki włożone na zmianę szybko robią się szare.

W pokoju starszego syna, gdzie uchyliłam okno, szybko znajduję na podłodze wyrwaną trawę ze świeżą ziemią, którą rozrabiacy wrzucili z ogródka. Składam pierwszokomunijną, trochę przybrudzoną przy mankietach i kołnierzyku koszulę, wieszam spodnie i marynarkę. W tym stroju mój drugi syn wyszedł na swoich nogach do Pana Boga.

BARBARA GRUSZKA-ZYCH

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła