słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Rodzina
















Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Współczesna dziewczynka z zapałkami

Kiedyś, kiedy nie było radia, już nie mówiąc o telewizji, dorośli opowiadali dzieciom bajki. Często w jednym domu mieszkała trzypokoleniowa rodzina: dzieci, rodzice i dziadkowie, a czasami nawet i pradziadkowie. Dawniej więcej było rodzin wielodzietnych, każdy miał więcej kuzynów i kuzynek.

Dzieci słuchały bajek przekazywanych z pokolenia na pokolenie lub wymyślanych naprędce. Siedziały wpatrzone w babcię, która najczęściej opowiadała o królewnach i królewiczach, smokach i czarownicach. A wszystko to działo się dawno, dawno temu za siedmioma morzami i górami. Historie były bardzo tajemnicze, czasami wręcz straszne, ale za to babcia czy mama siedziała w pobliżu i zawsze można było się do niej przytulić. Dzieci słuchały i przeżywały emocje wcale nie mniejsze od tych, których dzisiaj dostarczają przygody Batmana, Supermana lub całej rodziny Kaczora Donalda.

Telewizja sprawiła, że coraz rzadziej opowiadamy dzieciom bajki, natomiast kasety, walkmany spowodowały, że coraz rzadziej śpiewamy piosenki. Zamiast kołysanki nad łóżeczkiem malucha wieszamy pozytywkę, która ma nas zastąpić. Bliskiego, znanego, kochanego przez dziecko opiekuna zastępuje szklany ekran i plastikowa skrzynka wydająca dźwięki. Dzieci poznają bajki za pośrednictwem telewizji (ostatnio najczęściej w japońskiej wersji rysunkowej) lub za pośrednictwem książek, których w księgarniach jest bardzo dużo, ale większość bardzo podobnych do siebie.

O ile w kreskówkach dominuje bohater o japońskich rysach, o tyle większość książek dla dzieci ma ilustracje przeniesione z filmów Disneya - wszystkie księżniczki i królewny mają urodę lalki Barbie, a królewicze obowiązkowo przypominają Kena. Wszystkie rysunki są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, nie pozostawiają miejsca dla dziecięcej wyobraźni. Rysunki w tych książeczkach zajmują około 90 proc. objętości. Na słowo pisane miejsca pozostaje w nich niewiele.

W lepszej sytuacji pod tym względem są te dzieci, których domy rodzinne zaopatrzone są w książki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Tylko takie maluchy mają szansę poznać bajkę o Jasiu i Małgosi lub Kopciuszku w wersji ruchomej, bajki z ilustracjami Szancera. Czasami, ale niestety niezwykle rzadko, pojawiają się książki z pięknymi ilustracjami niedopowiedzianymi. Na takie książki trzeba jednak polować i wypatrywać ich na półkach. Książek dla dzieci jest tylko pozornie dużo. Z chwilą wejścia na ekrany kolejnego superfilmu dla dzieci - w księgarniach, kioskach „Ruchu" pojawiają się stosy książeczek - od bardzo dobrych i drogich do małych, kilkustronicowych opowiadających jeden epizod z filmu. Nie są to książki, do których można się przywiązać lub które dają się polubić. Nie są to książki pozwalające zapomnieć o bożym świecie, dopóki nie pojawi się słowo koniec.

Historie, które znajdujemy w tych książeczkach trudno zakwalifikować do jakiegoś gatunku. Opowiadane kiedyś baśnie charakteryzowały się tym, że przedstawiały zdarzenia, które mogły przydarzyć się każdemu i w każdej chwili. Baśnie miały szczęśliwe zakończenie i dzieci na ogół nie miały problemów z odróżnieniem złego i dobrego bohatera.

Opinie na temat baśni są podzielone. Psycholog Bruno Bettelheim* uważa, że baśnie są pożyteczne, oddziałują na wyobraźnię. Bettelheim polemizuje z tymi, którzy uważają, że baśnie nie oddają prawdziwego życia. Twierdzi, że to jedynie dorośli przyrównują świat przedstawiany w baśniach do świata zewnętrznego. Dzieci według Bettelheima wcale nie traktują baśni jak zwierciadła rzeczywistości. Wielu klasyków skłonnych jest uważać, że nawet, gdy dziecko pyta: „Czy to prawda?", to bardziej szuka odpowiedzi wyjaśniających sytuację, próbuje ustalić definicje dobra i zła. Poza tym baśnie czytane i opowiadane mają tę przewagę nad innymi sposobami przekazu, że zawsze można się przytulić do osoby opowiadającej nie wiem jak straszną historię i poczuć bezpiecznie.

Dzieci, słuchając baśni, lubią identyfikować się z jej bohaterami, szczególnie, że jak już wspominałam, w klasycznej baśni charaktery są albo czarne, albo białe. Dla małego dziecka taka prostota jest ważna. Niektóre baśnie pozostały w programach lektur szkolnych, nie straciły na aktualności, a może nawet zyskały aktualność w trochę inny sposób. W trzeciej klasie szkoły podstawowej jedną z lektur jest baśń Christiana Andersena „Dziewczynka z zapałkami". Baśń powstała ponad sto lat temu w zupełnie innym kraju niż nasz. Opowiada o okrutnym świecie i ma wzbudzić współczucie dla jej bohaterki. Prawdopodobnie nie ma dzisiaj dziewczynek sprzedających zapałki, ale nie brakuje ludzi potrzebujących pomocy Jedni potrafią o nią prosić, inni nie. Na ulicach coraz częściej spotykamy żebraków, nie brakuje żebrzących dzieci. Niby inaczej niż w baśni Christiana Andersena, a jednak podobnie.

Wiele dzieci z pewnością widziało żebrzącego rówieśnika, a szczególnie dzieci mieszkające w dużych miastach. Tak więc historia dziewczynki sprzedającej zapałki wcale nie jest dla nich tak bardzo egzotyczna, jakby się w pierwszej chwili wydawało.

Najprawdopodobniej dlatego nauczycielka w pewnej trzeciej klasie poprosiła uczniów, aby napisali list do dziewczynki z zapałkami, tak jakby żyła ona dzisiaj. Na trzydzieścioro dzieci tylko pięcioro zaproponowało dziewczynce osobistą pomoc, zaprosiło do domu, na urodziny, zaproponowało wsparcie. Znakomita większość dzieci udzieliła dziewczynce z zapałkami dobrych rad, gdzie i do kogo ma się udać po pomoc. Najczęściej dzieci radziły jej, aby udała się po pomoc do ośrodka pomocy Monaru, żeby poszła do schroniska dla bezdomnych. Byty i takie rady jak zakup kiosku „Ruchu", w którym mogłaby sprzedawać swoje zapałki. Zdecydowana większość dzieci oddaliła problem, odsyłając dziewczynkę z zapałkami po pomoc do kogoś innego.

Nie ulega wątpliwości, że dzieci byty dostatecznie zorientowane, jakie są w tym względzie możliwości. Można by się zastanawiać, czy współczesne polskie dzieci na problemy innych ludzi reagują emocjonalnie, czy też charakteryzuje je znieczulica. Myślę, że opinie na ten temat są bardzo podzielone, ale może warto przez chwilę zastanowić się nad tym problemem. Może warto odpowiedzieć samemu sobie na pytanie, jak ja zachowałbym się w tej sytuacji, a jak moje dziecko. Może warto także odpowiedzieć sobie na pytanie, jak chciałbym, żeby zachowało się moje dziecko? Czy zgodziłbym się na zaproszenie do domu dziewczynki z zapałkami?

GRAŻYNA MACIĄG, psycholog

* Bruno Bettelheim: Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni. PIW 1985.

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła