|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Świat obrazów dzieckaJirlina Prekop, Christel SchweizerWychowanie oznacza inwestowanie bez nieustannego myślenia o celach i plonach. Jest ono miłością bez konkretnych zamiarów. Oznacza ono oddanie siebie samego kompletnie do dyspozycji, nie rezygnując jednocześnie z siebie. Wychowanie oznacza respekt przed inną drogą dziecka, ale częścią jego jest zabezpieczenie startu na tej drodze poprzez własny przykład. W pierwszych siedmiu latach swojego życia dziecko jest szczególnie chłonne na naśladowanie tego przykładu, ponieważ w tym wieku jest ono jeszcze jednym, dużym organem postrzegania. Chce ono rozumieć poprzez badanie otoczenia wszystkimi zmysłami. Chce postrzegać to, co widzialne, słyszalne i wyczuwalne. Dlatego też cała jego istota żąda prawdziwego przykładu. Wszystkimi zmysłami chłonie do swojego wnętrza przykład otaczających go ludzi. To żywy przykład skutkuje bardziej niż wszelkie kroki wychowawcze. W życiu codziennym nadarza się wiele okazji ku temu. Dziecko musi tylko móc być w pobliżu osoby, która jest dla niego przykładem. Jeżeli są to ojciec i matka — staje się ono w pewnym sensie takie jak oni; jeśli jest to babcia, czy opiekunka, staje się w pewnym sensie takie, jak one. Jeżeli są to niespokojni, agresywni towarzysze zabaw, stanie się ono w pewnym sensie takie, jak oni. Im jest młodsze, tym mniej może się przeciwko temu bronić. Jeśli dziecko musi wciąż się przestawiać i przebywa z wieloma, a na dodatek często się zmieniającymi osobami, wtedy jego proces formowania się osobowości jest trwale zaburzony, ponieważ jest ono narażone na zbyt dużą ilość niezrozumiałych, również nie związanych ze sobą, zniekształconych obrazów, których nie potrafi uporządkować w swoim świecie. Szymon, który nie skończył jeszcze nawet trzech lat, mieszka ze swoją samotnie go wychowującą matką. Jeszcze nigdy nie został on sam w domu. Matka wciąż zapewniała mu różnych opiekunów, kiedy musiała wyjść na jakiś czas z domu. Następujące sytuacje wywierają trwałe wrażenie na Szymonie: Dzwonek u drzwi. Z wizytą przyszła babcia, z którą chłopiec jest mocno związany. Jego matka wita ją chłodno, nie obejmując jej, ani też nie podając jej dłoni, tylko ze słowami: „O jejku, dlaczego przychodzisz dopiero teraz. Już myślałam, że się w ogólnie nie pojawisz”. I już znika za drzwiami. Inne przeżycie: dzwonek do drzwi. Przychodzi przyjaciółka matki, której Szymon prawie nie zna, ponieważ odwiedza ona jego matkę przeważnie wtedy, gdy on już śpi. Radosne powitanie, objęcia i słowa: „Cóż bym bez ciebie zrobiła!” Inna sytuacja: dzwonek do drzwi. Matka znowu czeka już w pogotowiu. Przychodzi znajomy, który tego dnia miał przejąć zadanie opieki nad Szymonem. Matka mówi: „Zobacz Szymon, kto dzisiaj do ciebie przyszedł — Wiktor!” (Równie dobrze mogła powiedzieć: „Zobacz Szymon, zając wielkanocny przyszedł do ciebie”, ponieważ Wiktor przyniósł chłopcu czekoladowego zająca.) Następnego dnia: dzwonek do drzwi. Dzisiaj przyszedł nieoczekiwanie Hubert, przyjaciel matki i przyjaciel Szymona. Matka chłopca wita go dając mu lekkiego kuksańca w bok i mówiąc: „Świetnie, że jesteś!” A Hubert ściąga jednym pociągnięciem ręki czapkę z głowy, rzuca ją na podłogę i woła: „Jestem zając wielkanocny!”, przystawiając przy tym dłonie do swoich i tak nie krótkich uszu i machając nimi na wszystkie strony. Dzień później: Szymon stoi wraz z mamą pod drzwiami kobiety, która opiekuje się nim od czasu do czasu przez cały dzień. Wolno mu nacisnąć na dzwonek. Żywe są w nim wciąż jeszcze najsilniejsze wrażenia ostatnich dni. Stoi tam jako żywy zając wielkanocny, który macha uszami i z radością czeka na czułego kuksańca w bok. Opiekunka wita go jednak tylko następującymi słowami: „To ty, moja mała myszko!”, potem odwraca się do matki i pyta: „Czy już się dzisiaj załatwiał, czy też muszę go zaraz posadzić na nocnik?” Nie zwraca najmniejszej uwagi na radośnie machające uszy zająca, nie nawiązuje z nim nawet kontaktu wzrokowego, zanim sadza chłopca na nocnik. Jeszcze jeden przykład: Szymon może dzisiaj odwiedzić babcię. Dzwoni do drzwi. Za chwilę pojawi się w nich jego ukochana babcia. Ale jak powinien się on teraz zachować? We wszystkich tych sytuacjach powitania matka była dla niego wciąż wzorem. Czy powinien teraz cisnąć czapkę na podłogę — jak Hubert — i wesoło machać uszami, czy też — jak mama — dać babci czułego kuksańca w bok? Czy też radośnie ją objąć i pociągnąć za spódnicę, a może ociągać się i po prostu przejść bez słowa obok babci? Decyduje się na ściągnięcie czapki z głowy i radosne machanie uszami, ponieważ jest on przecież zającem wielkanocnym. Ale babcia nie mówi na przykład: „Dzień dobry, zajączku wielkanocny!”, którym Szymon się teraz czuje. Mówi ona: „Ale tak się przecież nie robi, mój kochany wesołku, podaj mi lepiej twoją małą rączkę!” Szymon nie podaje jej ręki. Jest zdezorientowany, chowa dłonie za plecami i nie słucha już w ogóle, jak babcia mówi: „Jeśli mi nie podasz ręki, nie potrzebujesz wcale do mnie przychodzić!” Wyjaśnienie zachowania Szymona i jego dezorientacji tkwi w oddziaływaniu na niego przykładów na tak zwanym magicznym poziomie przeżywania, który ma centralne znaczenie dla całościowego rozwoju osobowości. Przypomnijmy sobie: W tej magicznej fazie rozwoju dziecko postrzega siebie jako centrum swojego świata, jest ono z nim związane, a w pewnym sensie samo jest tym światem. Nie może wyłączyć siebie z tego, co widzi i co przeżywa, nie potrafi uniknąć tego, że jest we wszystko uwikłane. Dopiero wtedy, gdy dziecko w swoim języku posługuje się pojęciami „ja” i „ty”, a więc po upływie fazy przekory, zaczyna ono wyłączać siebie z uczuć swojego otoczenia. Kiedy zdobyło już pierwsze podwaliny analityczno — krytycznego myślenia, mniej więcej w momencie przejścia do pierwszej klasy, zaczyna ono odgraniczać się od przykładów swojego otoczenia. Ale do całkowitego odcięcia się od tych wzorców zaczyna dążyć dopiero dużo później, mianowicie w okresie dojrzewania. Teraz dziecko zaczyna stawać się własną, niezależną osobowością. Poprzez wzorce otrzymało ono swoją formę, musi ją teraz skorygować i doprowadzić ją do własnych ram, aby stopniowo stawać się przykładem dla kolejnych pokoleń. Dopiero mniej więcej w okresie dojrzewania jego osobowość jest na tyle rozwinięta, ze spełnia ona konieczny warunek, by dziecko mogło stać się przeciwwagą dla dorosłych. Dopiero wtedy, gdy może stanąć w opozycji, rozpoczyna się jego własny sposób patrzenia na świat, jego własny rozwój osobowości i może ono już rozpoznać oraz zaakceptować własne zadania! Należy to wciąż powtarzać i podkreślać. Bowiem jeśli dziecko zmuszone jest przed czasem zrezygnować z wzorców i działać na własną odpowiedzialność oraz podejmować dla siebie wiążące decyzje — w wyniku nieporozumienia, że dziecko jest osobowością, zdolną do wczesnego już swobodnego decydowania za siebie — wtedy postawione zostaje ono w obliczu zbyt wygórowanych wymagań. A to prowadzi niezwykle łatwo do nerwowości, zaburzeń snu, różnorodnych symptomów cielesnych, ale również niewłaściwych zachowań, lęków i samotności. Podsumujmy: Zanim dziecko w okresie dojrzewania będzie zdolne do podejmowania własnych decyzji, jest ono skazane na wzorce dorosłych. Tylko dzięki ich przykładom może ono stworzyć podstawowy repertuar dla swojego postępowania! Jeśli chcemy, aby dziecko było później gotowe reagować na innych ludzi, wtedy muszę mu to zademonstrować moim zachowaniem. Szkodzi to dziecku, gdy nie reaguję na jego zawołania i zamiast udzielić mu odpowiedzi na zadane pytanie przeglądam zatopiona w myślach czasopismo, ponieważ jestem spięta i czuję się zmęczona. Sprawdzające prawa życia dziecko nie potrafi się bowiem wczuć w moje obiektywnie usprawiedliwione zmęczenie. Odnosi moją powściągliwość i zły nastrój do siebie samego i czuje się nie respektowane, ponieważ nikt nie zwraca na nie uwagi. Jeśli chcę, aby dziecko akceptowało reguły, to przede wszystkim ja muszę je akceptować! Poniższy przykład ilustruje to bardzo obrazowo: Pomimo tego, że nigdzie w pobliżu nie widać żadnego samochodu, respektuję w obecności mojego dziecka czerwone światło na skrzyżowaniu i zatrzymuję się. W wyniku tego zwracam się do mojego dziecka nie tylko jako uczestnika ruchu drogowego, lecz czynię dużo więcej — mówię mu bez słów, że w życiu należy przetrwać takie sytuacje, które poprzez narzucone reguły zdają się być bezsensowne, nie tracąc jednocześnie panowania nad sobą. Jeśli chcę, aby dziecko w swoim życiu brało na siebie obowiązki, wtedy nie pomoże mu z pewnością, gdy będzie słyszało wciąż ode mnie następujące słowa: „Nie mam dzisiaj ochoty iść do pracy” i widziało, jak zamiast tego odprężam się w domu. W tym przypadku nadarza się raczej dla mnie korzystna okazja, by wyjaśnić dziecku, co to takiego obowiązek: że nie jest on celem samym w sobie, lecz najczęściej związany jest z szacunkiem w stosunku do innych ludzi. Jednocześnie mogę umożliwić dziecku wgląd w zależności świata pracy: jeśli jako konduktor nie przyjdę do pracy, ktoś inny musi mnie zastąpić; jeśli nie pojawię się jako mechanik samochodowy, obiecana naprawa samochodu nie zostanie skończona; gdy brakuje mnie w biurze, ktoś inny musi wykonać moją pracę ... Jeśli więc nie wypełniam moim obowiązków, czynię to kosztem innych. Z szacunku do drugiego człowieka przezwyciężę moją niechęć i zademonstruję to dziecku swoim żywy przykładem. Jeśli chcę, aby dziecko nauczyło się wyrażać swoje prawdziwe uczucia i życzenia, wtedy jako jego wzór muszę także zaoferować mu taką formę! W żadnym przypadku nie wolno mi kłamać i być obłudnym. Nie mogę zakładać owczej skóry — dowodu nieprawdy. A więc nie należy mówić na przykład: „Mam nadzieję, że babcia w ten weekend nie przyjedzie do nas tak, jak zwykle!”, a kiedy się ona pojawi: „Jak bardzo się cieszę, że nas odwiedzasz!” A jeśli w domu mówię: „Ta głupia przedszkolanka, ona stawia do góry nogami całe nasze życie rodzinne!”, wtedy nie będzie to wiarygodne, gdy powitam ją słowami: „Droga pani ... jakże cenię pani wysiłki w pracy!” Oddziaływanie wzorca sięga we wszystkich kierunkach, jak ilustruje to poniższe opowiadanie jednej matek, która była naszą pacjentką: „Kiedy byłam mała, czułam, że coś mnie łączy z wyższymi mocami, z aniołami i z Bogiem. Zauważyłam, że klucz do tego świata posiadała moja matka, ponieważ wiedziała, kiedy odbywa się msza święta, którą mój ojciec wyśmiewał oraz to, jakie książki trzeba czytać na ten temat. Po prostu swoim życiem demonstrowała mi ten związek, a ja przez wiele lat miałam wrażenie, że z kluczem mojej matki dotarłam do wielkiej bramy ...” Kalkomanie. Jeśli od małego słyszymy następujące słowa:
wtedy obrazy te przyklejają są jak smoła do stopniowo nabierającego kształtów obrazu samego siebie u dziecka. Stwierdzenia tego rodzaju uprawiają swój niecny proceder aż do dorosłego wieku, podobnie jak te, które brzmią nieco przyjemniej:
Również te słowa wrastają w nas i w nasze życie. Któż nie nosi w sobie takich uprzedzeń, nie został wstępnie zaprogramowany, naznaczony, ponieważ takie zdania zobowiązują. Kosztuje to wiele siły, gdy dziecko chce pozbyć się narzuconych mu obrazów samego siebie, siły, której ono najczęściej jeszcze nie ma. Kosztuje go to również wiele energii, jeśli musi żyć z takim negatywnym obrazem, lub też sprostać pozytywnemu oraz kosztuje go to wiele siły, gdy pozytywny obraz nagle nie wytrzymuje porównania z rzeczywistością, lub też zostanie zachwiany w posadach. Jeśli na przykład dziecko musi odkryć w szkole, że wcale nie jest najlepsze ze wszystkich i że pozostali nie zauważają w nim księcia, lub księżniczki, którą było przez wiele lat. Powstałe ze słów wytwory wyobraźni kształtują niepostrzeżenie dziecięcą osobowość zarówno na dobre jak i na złe. Ale wpływ na dziecko wywierają również nie wypowiadane głośno słowa:
Bardzo często za takimi oczekiwaniami kryją się własne niespełnione pragnienia życiowe, które rodzice przenoszą teraz na swoje dziecko, które nie ma możliwości realizowania własnych życzeń, a tylko te swoich rodziców oraz ich wyobrażenia o życiu. Zostaje ono zmuszone do tego, by mijać się z własnym obrazem — obrazem, jakie dziecko przyniosło ze sobą na świat. Wprawdzie małe dziecko nie wie jeszcze nic o swoich zadaniach oraz o tym, kim właściwie jest, ale tego rodzaju wstępne programowanie go przez rodziców przeszkadza mu w odnalezieniu swojego prawdziwego ja'. Takie uprzedzenia skutecznie wywierają wpływ na dziecko przez całe jego życie, ale szczególnie na magicznym poziomie rozwoju, w okresie przed pójściem do szkoły. W tej fazie dziecko nie potrafi jeszcze odgraniczyć siebie od tego, co je otacza. Najgorsze, co można mu uczynić, to odebrać mu zaufanie w to, że uda mu się przejść własną drogą. Każde dziecko początkowo ma pełne zaufania podejście do życia i zawierza siebie swoim rodzicom. Trzeba tylko pozwolić oddziaływać na siebie takim obrazom, które zna każdy z nas: Niemowlę, które w największym zamieszaniu zasypia w ramionach rodziców! Nigdy później człowiek nie może ufać tak głęboko jak we wczesnym dzieciństwie. Ale również nigdy więcej nie ma w człowieku tak wiele poświęcenia, zapału i niezmordowanych wysiłków, jak w pierwszej fazie życia dziecka. Jakże niestrudzenie niemowlę ćwiczy stanie w pionowej pozycji, małe dziecko — chodzenie: upada, wstaje, upada, znowu się podnosi, upada ... i mimo wszystko wciąż jest w najlepszym nastroju! W tej wczesnej magicznej fazie nie ma dla dziecka niepowodzeń. Jest ono przecież centrum swojego świata i wciąż zdumiewa się, czego dokonuje, bez konieczności oceniania, a nawet nie potrafiąc oceniać. To, czy wykonuje daną rzecz dobrze, czy też źle, odzwierciedla mu jego otoczenie — dziecko poznaje to po reakcjach rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Małe dziecko jest po prostu takie, jakie jest!
nie jest łagodnego usposobienia, a nie też złośliwe, nie jest takie jak dziadek — ono jest zawsze po prostu sobą — w zwierciadle swojego otoczenia”. Reakcje środowiska dziecka wpływają na jego obraz samego siebie. Jeśli nie chcemy osłabić go już w momencie powstawania, wtedy ważne jest przede wszystkim, aby nie przyczepiać mu żadnych negatywnych i dotyczących jego osiągnięć łatek, jak na przykład: „Ach, tego się nigdy nie nauczysz, ty ciągle tylko wszystko psujesz ...” Dla dziecka w magicznej fazie rozwoju istotne jest szczególnie w odniesieniu do jego obrazu siebie samego, aby stworzyć mu możliwość przezwyciężenia w trakcie ćwiczeń swoich słabości i nauczenia się tego, czego jeszcze nie potrafi. Należy sygnalizować mu: „Musisz jeszcze wprawdzie ćwiczyć, ponieważ znajdujesz się jeszcze na początku swojej drogi”, ale nie „nic nie potrafisz”, albo „jesteś za słaby”. Można wyjść z tego założenia, że każde dziecko przynosi ze sobą na świat takie cechy, zdolności i umiejętności, których potrzebuje w swoim życiu. Zadanie dorosłych polega na uważnym towarzyszeniu dziecku. W wyznaczonej i jak najbardziej uregulowanej przestrzeni powinno ono mieć możliwość rozwijania swoich talentów i uświadamia ich sobie. Jego działania powinny być komentowane, wprawdzie realistycznie, ale również dobrotliwie, trzeba omawiać jego błędy i brakujące umiejętności, ale z nadzieją na ich przezwyciężenie: „To sprawiło ci dużo wysiłku, prawda?”, albo: „To jest jeszcze troszkę za trudne dla ciebie, ale cieszy mnie to, że nie rezygnujesz!”; „Nie spiesz się, to ci się na pewno uda”. Albo: „Tak, masz teraz problemy z Filipem, ale czy pamiętasz jeszcze, jak pięknie się niedawno ze sobą bawiliście? Przecież ty jesteś jego przyjacielem, a więc pomóż mu, żeby znowu mógł się z tobą bawić!” Dla dorosłego dnia jutrzejszego, który będzie żył w zupełnie nowych zewnętrznych i duchowych zależnościach, konieczne jest, aby nosił on w sobie również nowe obrazy. Celem wychowawczym mogłoby w takim razie być na przykład, aby dziecko wiedziało, że: w każdej sytuacji potrafi przetrwać; Fragment książki Jirlina Prekop, Christel Schweizer „Dzieci są gośćmi, którzy pytają o drogę„ Poradnik dla rosziców opr. MK/PO |
