słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Rodzina
















Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Pracujemy razem

Gdy uważnie przyjrzymy się zachowaniom dziecka, bez trudu zauważymy - często ku własnemu zaskoczeniu - że największą przyjemność, największa radość i szczęście, przewyższające niekiedy wyśmienitą zabawę czy ciekawy program telewizyjny, sprawia mu wspólna z nami praca.

Mogą to być najzwyczajniejsze domowe czynności od gotowania, sprzątania, naprawiania domowych sprzętów, po prace odświętne i wyjątkowe, jak ubieranie choinki lub przygotowywanie miejsca dla nowo narodzonego braciszka lub siostrzyczki, l nie tylko sama praca ma tu swą doniosłość, niekiedy również jej planowanie. Rzecz w tym, że muszą to być działania wspólne.

Myślę, że nieczęsto mamy świadomość, jak ogromne znaczenie w rozwoju dziecka, w kształtowaniu się jego osobowości, ma podejmowanie przez nie różnorodnych zadań wraz z dorosłymi. Przyznajmy się szczerze - ja sam nie jestem tu bez winy - bardzo nie lubimy, gdy nasze dziecko przeszkadza nam w czasie wykonywania śmiertelnie „ważnych czynności". Jak szybko wyprowadza nas z równowagi plączący się pod nogami bachor! Jak bardzo przeszkadza nam jego obecność, ale przecież i dociekliwość! Tysiące zadawanych przez niego pytań, tysiące „ruszanych niepotrzebnie" przedmiotów, tysiące „a dlaczego tatusiu?", tysiące „a czemu tatusiu?", tysiące, tysiące...

Wydaje nam się, że przecież dziecko musi zrozumieć nasz pośpiech, nasze zniecierpliwienie, ogrom ważnych spraw i ważnych rzeczy do załatwienia.

W poradni, gdzie pracuję, jeden z ojców skarżył mi się, jak bardzo trudno znosi obecność swego syna w czasie różnych prac. Ostatnio wspólnie naprawiali starego malucha. Wie pan - mówił ojciec - istnej cholery dostaję, jak widzę, że on próbuje mi w czymś pomagać. Nie wiem, co się dzieje, ale on jest chyba chory czy co? Niczego nie potrafi zrobić dobrze, wszystko rozgrzebie, a później zostawia, co weźmie do rąk, to zepsuje. Pan się dziwi, ze ja go gonię od siebie? Propozycja przyjrzenia się bliżej emocjom związanym z tą sytuacją nie spotkała się z zainteresowaniem mojego rozmówcy. Wiedząc o tym, że za zwykłą złością zazwyczaj kryją się inne, o wiele bardziej istotne uczucia, namawiałem ojca nieszczęsnego chłopaka, aby ich wspólnie poszukać (oczywiście rozmowa odbywała się - na tym etapie - pod nieobecność chłopca). Ojciec wyraźnie jednak nie chciał „tego ruszać".

Dopiero wizyta matki nieco rozjaśniła całą sprawę. Chłopiec nie był od początku akceptowanym dzieckiem, urodzenie się syna w sumie pokrzyżowało plany życiowe zarówno jej, jak i mężowi. Z tą jednak różnicą, że ona szybko zapomniała o stracie (był nią zagraniczny kontrakt) i z łatwością, a nawet ochotą, weszła w nową dla siebie rolę - rolę matki, natomiast mąż - tak jak teraz myśli - nigdy nie pogodził się z tą sytuacją i nie odżałował tego wyjazdu. Nigdy również nie rozmawiali o tym szczerze w domu.

Trudno się chyba dziwić, że chłopiec od początku stwarzał problemy wychowawcze, był nieposłuszny, krnąbrny, niegrzeczny. Kłopoty pojawiły się również w szkole (do poradni został skierowany w związku z „aferą" polegającą na oglądaniu zdjęć pornograficznych w klasie). Ostatnio problemy szczególnie się nasiliły, gdy przed kilkoma tygodniami przyszła na świat ubóstwiana przez wszystkich (głównie zaś przez ojca) jego mała siostrzyczka.

Tak więc zwykły brak akceptacji dla wspólnych prac domowych taty z synem ujawnił także znacznie głębsze tło i przyczyny kłopotów wychowawczych.! Oczywiście nie zawsze bywa aż tak, a za brakiem zgody na „pomaganie" nam przez dziecko w domowych czynnościach nie muszą się kryć do tego stopnia dramatyczne i znaczące powody, jak te opisane. Myślę jednak, że sprawa warta jest zastanowienia i odpowiedzi na pytanie: jakie to pożytki może mieć dziecko (a zapewne również i my) ze wspólnie podejmowanych przedsięwzięć? Wymieńmy tu najistotniejsze korzyści.

Naśladowanie. Dzieci obserwując i uczestnicząc w czynnościach rodziców modelują - tak nazywa się to zjawisko w psychologii - własne zachowania. Mama czy tata, to najdoskonalsze osoby. Istoty, które w oczach dziecka wiedzą wszystko i mogą wszystko. Stąd tak ogromna sita formująca sposób myślenia czy postępowania najpierw małego dziecka, a później dorosłego już człowieka. W jednej z książek Eric Berne (twórca ciekawej szkoły psychoterapeutycznej: analizy transakcyjnej) opisuje taki oto przypadek. Na przyjęciu weselnym młoda kobieta podaje półmisek z szynką w całości, której przeciwne końce zostały jednak obcięte nożem. Spytana przez kogoś (zapewne spoza rodziny), dlaczego tak robi, odpowiedziała bez wahania - bo tak zawsze robiła moja matka! Korzystając z okazji, że matka również tam była, spytano i ją o to samo. Odpowiedź była identyczna: bo z kolei moja matka zawsze tak robiła! Gdy odwołano się już ostatecznie do seniorki rodu o przyczyny takiego postępowania, wówczas ona powiedziała tak: gdy sprowadziliśmy się tu po raz pierwszy (chodziło o emigrantów włoskich), byliśmy biedni, a ja miałam tylko jeden niewielki rondel i aby upiec lub ugotować szynkę zawsze musiałam obciąć jej końce po to, żeby się do owego rondla zmieściła.

Ta może nieco anegdotyczna historia uświadamia nam jednak siłę i znaczenie przekazów rodzinnych, ich modelujący charakter. Ileż to razy w życiu słyszymy stwierdzenia dorosłych już kobiet lub mężczyzn: „bo moja mama zawsze tak robiła", „bo mój ojciec, gdy przystępował do malowania pokoju, zawsze dokładnie najpierw mieszał wszystkie farby, później... itd." Gdy również słyszymy niekiedy jednoznacznie brzmiące oświadczenia w tonie nie znoszącym sprzeciwu, że daną rzecz robi się tylko tak, a nie inaczej, tylko w taki, a nie inny sposób, wtedy warto zapytać, kto tak właśnie robił. Ręczę, że bez pudła usłyszymy wówczas - jak to kto? Na przykład mój ojciec (lub matka, w zależności od osoby i sytuacji).

Warto tu jeszcze wspomnieć o fakcie szczególnym. Otóż to, co my obecnie nazywamy wychowaniem i co przez wychowanie rozumiemy - a więc pewna intencjonalna, celowa, świadoma i zamierzona działalność - jest zjawiskiem historycznie nowym! Jeszcze stosunkowo nie tak dawno młodzież przygotowywała się do swego dorosłego życia głównie przez obserwację, naśladownictwo świata ludzi dojrzałych, jak również przez wykonywanie pod okiem tychże osób pierwszych, najpierw elementarnych, a później coraz bardziej skomplikowanych czynności. Proces ten wieńczyła tzw. inicjacja, będąca w swej istocie swoistym egzaminem, świadectwem dojrzałości i kompetencji.

Partnerstwo. Wspólne wykonywanie z dzieckiem wielu prac zmusza nas do uznania go za osobę godną i znaczącą. Za kogoś, kto się liczy i jest brany pod uwagę, jako partner oraz jako współpracownik.

Być może w tym zjawisku tkwi największa prawda o istocie oddziaływań wychowawczych.

Zdecydowana większość relacji między dzieckiem a rodzicami ma bowiem charakter „ukośny". Matka lub ojciec jest wyniesiony ponad dziecko (zwróćmy uwagę, że również wzrostem) i na mocy swojej władzy: ocenia, poleca, wymaga, upomina, poucza, krytykuje, moralizuje czy wręcz grozi, wyzywa, ośmiesza, zawstydza i rozkazuje. Oczywiście czasem również doradza, proponuje, podsuwa rozwiązania, pociesza, współczuje i wspiera. W sumie jednak zawsze wynosi się nad dziecko i z wyżyn własnej przewagi (przewagę ma przecież niemal we wszystkich dziedzinach) narzuca „ukośność" kontaktu.

Praca wykonywana wspólnie z dzieckiem wymusza inny sposób bycia z nim. Skłania nas do przyjęcia odmiennej płaszczyzny porozumienia, która nabiera bardziej „poziomego” charakteru. Przypomina bardziej dialog z dzieckiem niż monolog samego ojca albo matki.

Dziecko może wypróbować w sposób bezpieczny dla siebie nowe czynności, sprawdzać własne umiejętności i granice posiadanej wprawy. Jest to więc szansa na przyspieszone i niezwykle intensywne uczenie się rzeczy odbieranych przez dziecko jako bardzo przydatnych („przecież mamusia lub tatuś to robią). Atmosfera, swoisty klimat emocjonalny, jest - by tak rzec — „dorosły”.

Dzieci takie sytuacje uwielbiają. Nikt nie lubi przecież występować ciągle w roli tego gorszego, zmuszonego do ciągłego podporządkowania i podległości, tylko wyłącznego słuchacza poleceń i nakazów.

Wspólna praca bardzo dowartościowuje dziecko, czyni je zdolnym do stawienia czoła przyszłym trudnościom i przeciwnościom losu.

Akceptacja i samoakceptacja. Każda praca niesie w sobie gratyfikacje emocjonalne. Znamy przecież to wspaniałe, dojmujące uczucie zadowolenia z dobrze wykonanego zadania. Również pełne obaw dziecko oczekuje, że po zakończeniu powierzonego mu zajęcia spotka je uznanie, pochwała i akceptacja. We wspólnym działaniu z którymś z rodziców można niejako sprawdzić, ile jestem wart, czy to, co robię, może się na coś przydać, czy mamusia będzie z» mnie zadowolona, czy oni to widzą itd. W wykonywanej przez siebie pracy dziecko pragnie oglądać się jak w lustrze. Ważnym elementem tego odzwierciedlenia są w oczywisty sposób rodzice, którzy dostarczają dziecku wsparcia (lub nie dostarczają).

Jeżeli dzieciak słyszy: jak dobrze, że mi dziś pomogłeś, mogłam dzięki temu przygotować coś na jutro lub widzę, że coraz lepiej radzisz sobie z tą robotą czy mam w tobie już świetnego pomocnika - silą rzeczy buduje pozytywny obraz swojej osoby. Natomiast im bardziej do wspólnych zajęć nie jest dopuszczany, im częściej słyszy coś w rodzaju:wiesz co, lepiej to zostaw (w domyśle: zaraz to zepsujesz) lub może innym razem się za to weźmiemy, bo znów będę musiała przez pot dnia sprzątać kuchnię (w domyśle: do niczego się nie nadajesz) - tym bardziej odzwierciedlenie przez dziecko jego możliwości będzie negatywne.

W analizie transakcyjnej takie „pozytywne znaki zauważenia" dziecięcych wysiłków, noszą nazwę puszków, gdyż są zwiewne, delikatne i bardzo milutkie, natomiast negatywne określane bywają jako kolczatki, ponieważ są szorstkie, ostre i ranią. Warto wiedzieć, ze dziecko tak bardzo spragnione jest tego, aby je zauważać, dostrzegać jego obecność i wysiłki, iż nawet za cenę braku puszków potrafi zadawalać się kolczatkami. Rozumuje w dramatyczny sposób: lepiej być skrzyczanym, odepchniętym, czasem znieważonym, ale BYĆ - zaistnieć, zostać zauważonym przez mamę lub tatę, niż rozpłynąć się w NIEBYCIE braku uwagi najbliższych. Spotyka się poglądy, że nadmiar nagród i wsparcia ze strony rodziców psuje dziecko, że wręcz jest wyrazem manipulacji dziecięcymi zachowaniami przez rodziców.

Trudno zgodzić się z takimi przekonaniami nawet wtedy, gdy wyrażają je największe autorytety (np. T. Gordon). l to choćby z takiego tylko powodu, że w ogólnym bilansie życiowym każdego człowieka (nie tylko dziecka) kolczatek i braku zauważania jest o wiele więcej niż puszków.

Oto przykład. Jedna z moich studentek pisząca pracę na temat udzielania wsparcia uczniom przez nauczycieli w szkole wybrała się na rekonesans, na badania pilotażowe. Miała prześledzić kilkanaście lekcji w różnych szkołach, prowadzonych przez różnych nauczycieli (na różnych szczeblach kształcenia, od klasy pierwszej po liceum). Po pewnym czasie przyszła do mnie zaniepokojona, gdyż nie udało jej się zauważyć ani razu (!) udzielania wsparcia przez nauczyciela.

Możemy więc powiedzieć tak: życie samo w sobie nie głaszcze naszego malca po głowie, więc my to czyńmy. Starajmy się wspierać go i poprzez akceptację dla jego poczynań uczyć ważnej sztuki samoakceptacji, bez której trudno wyobrazić sobie szczęśliwe życie.

Porozumienie. Praca z reguły ma charakter społeczny. Znaczy to tyle, że trudno sobie wyobrazić pracę wykonywaną w całkowitym oderwaniu od innych ludzi, całkowicie samotniczą. Człowiek działając w realnym świecie nieuchronnie - czy tego chce, czy też nie - zmuszony jest wchodzić w styczność z innymi ludźmi. W sumie działamy zawsze jakoś wspólnie. Mamy tu do czynienia z sytuacją podobną do etapowości dziecięcych zabaw. Często, gdy dziecko po raz pierwszy przychodzi do przedszkola. długie godziny spędza na samotnej zabawie (np. lalkami, klockami itp.), później stopniowo wchodzi w koniaki z innymi dziećmi, dochodzi do pojedynczych kontaktów i zabaw. Dopiero po pewnym czasie zabawa nabiera charakteru wspólnego; ma swoją tematykę, wyraźnie ujawniające się role, określone zadania itp. Wspólnej pracy tez trzeba się nauczyć, nikt nie rodzi się z gotowymi umiejętnościami w tym zakresie.

Praca zmusza do komunikacji. Przecież robiąc coś z naszym dzieckiem równocześnie z nim rozmawiamy Dziecko mówi - i my mówimy, ono słucha i również my zmuszeni jesteśmy do słuchania. A to ostatnie (dodajmy z przyganą) nie jest częstą umiejętnością wśród rodziców.

W ten właśnie sposób tworzy się między nami porozumienie, którego praca jest tylko zewnętrznym wyrazem.

Porozumienie nie powstaje samorzutnie, z reguły tworzy się w napięciu i w konfliktach. Ale i w tym tkwi ogromna szansa. Dziecko ma możliwość przećwiczenia wielu umiejętności niezbędnych w realnym, dorosłym życiu, takich jak: negocjowanie, uzgadnianie, bronienie wlasnej autonomii i własnego zdania, ustępowanie, bycie osobą kierującą, ale i podporządkowaną zarazem, oraz innych ważnych rzeczy. Być może w innych sytuacjach te tak konieczne w stosunkach międzyludzkich umiejętności nie miałyby szans się rozwinąć i ujawnić.

Spróbujmy czasem zauważyć, jak urzekający jest obraz dorosłego taty lub mamy i ich dziecka - wykonujących coś razem, skupionych na tej czynności, rozmawiających ze sobą oraz skoncentrowanych tylko na sobie. l choć zapewne wykonywana przez nich praca dotyczy najbardziej banalnych rzeczy to jednak nie przeszkadzajmy im - dzieją się bowiem rzeczy ważne!

JAROSŁAW JAGIEŁA, psychoterapeuta

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła