słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Rodzina
















Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Pożegnanie

Ten dzień musiał nadejść. Trzynaste urodziny córeczki stały się wejściem w czternasty rok życia. Tuż obok mnie, w naszym domu zjawiła się nastolatka, młoda osóbka, której powinnam pozwalać szerzej niż dotąd na wyrażanie swoich opinii, na posiadanie swoich kawałeczków życia, do których może mi zabronić dostępu.

Weszła na szlak prowadzący ku dorosłości. Data temu wyraz kilka miesięcy wcześniej, już w czasie wakacji, kiedy po raz pierwszy została opiekunką innych, młodszych od siebie - jako przyboczna drużynowej na kolonii dla zuchów. Ma teraz z nimi masę utrapień, bowiem gromadka siedmio-, ośmio-, dziewięcio- i dziesięciolatków przypomina stadko rozbrykanych koźląt.

- Wiesz mamusiu, to nowe pokolenie bardzo się różni od naszego - oświadczyła mi pewnego popołudnia, po powrocie z kolejnej zbiórki ze „swoimi maleństwami". - Myśmy byli poważniejsi i grzeczniejsi. A oni nikogo nie słuchają, niczego się nie boją. Są czasem okropni!

l masz ci los. Ona, ten - przynajmniej dla mnie - niewielki szkrab, jeszcze tak dziecinny, już dostrzega przepaści pokoleniowe. l to w jaką stronę... Jeszcze doda, że łatwiej dogadać się ze starszymi. Dodała, a jakże.

- Łatwiej mi dogadać się ze starszymi od siebie o te parę lat. Czuję, że z nimi mam więcej wspólnego. Cóż, nie jestem już dzieckiem - dorzuca poważnie.

- Nie jesteś? A kim, twoim zdaniem, jesteś? - droczę się, żeby rozniecić nieco mocniej „płomień dyskusji".

- Ty to mnie w ogóle masz za dzidziusia - krzywi się z wyrzutem. - Przejrzyj moja droga mamusiu na oczy. Twoja mata córeńka zestarzała się.

- Hm, to znaczy, że ja też. Oj, czuję się jak ledwo łażący archaik, jak dinozaur albo inny twór przedlodowcowy - nadal ją prowokuję, bo rozmowa zapowiada się zbyt ciekawie, bym popuściła choć trochę. Zresztą podobne gawędy dużo dają obu stronom. Zawsze przy okazji mogę „wcisnąć" coś arcypedagogicznego albo załatwić jakieś domowe nieporozumienie, polegające na niezrozumieniu. Jak zwykle daje się wciągnąć w dyskurs.

- Ale to, że ja jestem starszą nie znaczy, że ty się starzejesz. Chyba, że w liczbach, w kalendarzu. Bo tak naprawdę mnie zdajesz się coraz młodsza - klaruje, jakbym niczego nie umiała pojąć.

Owe poważne, „naukowe" wywody powoli wchodzą jej w krew. Następuje jakby przerzucenie kierunków. Jeszcze nie tak dawno to ja jej tłumaczyłam wszystko. Mogłabym robić to nadal, lecz wydaje mi się, że początek czternastego roku życia powinien „budzić" rodziców do innego postrzegania swojego domowego „cielątka". Teraz właśnie uczą się sztuki mądrzejszego poruszania w świecie, dzielenia się swoim zdaniem na rozmaite tematy, lecz w sposób świadomy, już nie tak dziecinny. Stawianie przegrody przed ich - tworzącym własne wyobrażenia - umysłem prowadzi donikąd. Jeżeli tak będziemy robić, wychowamy ludzi niepewnych, ulegających opinii każdego, kto „mocniejszy w gębie".

Nie znaczy to jednak, że mamy oddać naszym kochanym nastolatkom wszelkie decyzje, nawet te dotyczące ich najważniejszych spraw. Jeszcze przez wiele lat musimy nad nimi czuwać, sterując zdarzeniami niejako z ukrycia, z boku. Doświadczeni rodzice wiedzą doskonale, że życie z nastolatkiem czasem przypomina płynięcie pod prąd. Od nas zależy, by ów prąd nie zniósł dziecka w jakąś nieciekawą, boczną odnogę.

Jednak znalezienie odpowiedniej dla naszych czasów metody na to przypomina szukanie igły w stogu siana. Bombardowane nowościami, przeniknięte ze wszystkich stron opowieściami o zdarzeniach okrutnych, a z drugiej strony przekonywane, że wszystko jest wyłącznie łatwe, bo „wystarczy tylko chcieć", często nie są w stanie znaleźć ścieżki w tym poplątanym labiryncie.

Wystarczająco silnym naciskom i manipulacjom poddawani są teraz sami dorośli. l często gubią się, jak dzieci. Co więc robić? Liczyć na instynkt, zdrowy rozsądek, silniejsze niż to było „za naszych czasów" poczucie odpowiedzialności? To jest jakaś droga. Lecz by móc nią wspólnie kroczyć, powinniśmy im pozwolić na większą samodzielność umysłową.

Jakie to wspólne porozumienie i zawierzenie własnemu dziecku daje efekty, przekonałam się niedawno, podczas spacerów jedną z ulic warszawskiego Śródmieścia. Szłyśmy sobie powolutku, gawędząc o tym i owym, kiedy z naprzeciwka dobiegł głos: - I co się gapisz, mordo?

To było chyba do mnie, bowiem mimo woli przyglądałam się zmierzającym ku nam trzem kilkunastoletnim dryblasom. Już miałam odpyskować, ponieważ młodzieży raczej się nie boję, gdy poczułam silne szarpnięcie i ostry szept:

- Cicho mamo. Nie odzywaj się. Błagam...

Słowa zamarły mi na ustach. Trzech młodzianków coś tam jeszcze dodało, ale minęli nas i poszli swoją drogą.

- Znasz ich? - natarłam na córkę.

- Na oczy ich nie widziałam! -odrzekła z oburzeniem.

- No więc o co chodzi?

- Mamo kochana. Zapamiętaj. Do takich nie wolno się odzywać. To potworki-mutanty. Mają tylko ludzką powłokę - wyjaśniła żarliwie.

- Skąd to wiesz?

- Skąd? Stąd! Po prostu to wiem. Czuję to. Widzę takich w szkole albo pod szkołą. Wszyscy wiemy, że oni tylko czekają na odezwanie się, żeby uderzyć, skopać, zabić. Przecież to nie ma mózgu. Mamo, musisz się koniecznie w tym dokształcić, l przyrzeknij, że nie będziesz się narażać.

Przyrzekłam, czując jakimś zmysłem, że ona ma rację. Absolutną rację. Jest bliżej niż ja -co naturalne - swoich czasów i swoich rówieśników, mających odmienne kryteria pojmowania świata. Również tego złowieszczego, niecodziennego.

Urodziny były skromne, prezenty niewielkie, bo znów coś tam podrożało i kasa zrobiła się cieniutka. Ale tego listopadowego popołudnia już wiedziałam, że kończy się era dziecka, a zaczyna czas prawdziwego dojrzewania. Poczułam smutek i rodzaj tęsknoty za moim „cielątkiem" - dzidziusiem do kołysania na kolanach. Córka - jakby czując moje smętki -poprosiła już po wyjściu gości:

- Mamo, weź mnie na kolana i jeszcze choć raz polulaj, jak małe dziecko.

Wzięłam, polulałam. Przytuliłyśmy się do siebie i tak siedziałyśmy, patrząc w zadeszczone okna, za którymi czaił się świat. Jaki będzie dla nas obu, zależy to także od nas.

ZUZANNA

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła