słodki cukiereczek

Rodzina
















Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Matura

Jest program w telewizji zatytułowany „Decyzja należy do ciebie". Porusza się poważny życiowy problem i proponuje jego rozstrzygnięcie trzyosobowej komisji oraz widzom, tym, którzy są na sali, i tym przed telewizorami. Widzowie na sali mogą zmieniać zdanie, co wyrażają przez wypowiadanie się do mikrofonu oraz przez możliwość zmiany miejsca - z niebieskiego na żółte i odwrotnie. Opinie telewidzów poznajemy przez połączenia telefoniczne rejestrowane na „tak" i na „nie". Prowadzący program zadaje pytanie komisji i widzom. Między wypowiedziami wszyscy oglądają film ilustrujący dany problem. Film jest podzielony na części. Dopiero przed końcem programu znamy rozwiązanie.

Jeden z programów miat tytuł „Matura". Dwie przyjaciółki, już mężatki, studiują na tym samym kierunku. Danka uczy się o wiele lepiej, posyła Gosi ściągi na egzaminach. Pewnego razu u Gosi oba zaprzyjaźnione małżeństwa chcą zagrać w brydża. Gosia prosi Dankę o przyniesienie kart z drugiego pokoju. Danka znajduje w szufladzie maturę Gosi z tej samej szkoły, którą kończyła, i z tego samego roku. Dla Danki staje się jasne, że matura jest sfałszowana. W czasie gry Danka nie może się skupić, robi niefortunne posunięcia. W końcu czwórka przerywa grę. W domu Danka mówi mężowi o swoim odkryciu i zastanawia się, czy należy powiadomić władze uczelni.

Wypowiedzi komisji i widzów były prawie zgodne. Nie powiadamiać, zostawić to sumieniu Gosi i losowi. Prawie wszyscy zmienili miejsce na „nie". Trzy starsze panie po drugiej stronie z oburzeniem twierdziły, że kategorycznie trzeba donieść o przestępstwie.

I teraz pojawia się pytanie, czy jesteśmy społeczeństwem potencjalnych oszustów, czy ludzi zdrowo myślących. Chyba wiem, dlaczego prawie wszyscy byli przeciwko doniesieniu władzom uczelni o fałszerstwie. Każdy z widzów ma przecież jakąś przeszłość szkolną. Wielu widziało przestępstwo z kategorii fałszerstw i, co gorsza, popełniane bez ryzyka odpowiedzialności prawnej.

Czym są wszystkie ściągnięte klasówki, jak nie fałszerstwem? Sprawdzian wypada dobrze, ocena jest pozytywna, a wiedza ucznia zerowa. Dostał ściągę albo sam przepisał z zeszytu czy przygotowanej przedtem ściągawki. Nikt nie ugina się pod brzemieniem przestępstwa.

Matury to w pewnej części fikcja. W egzaminach maturalnych uczestniczą rzesze uczniów nie potrafiących samodzielnie napisać wypracowania albo rozwiązać zadania z matematyki. Co robią? Coraz rzadziej stosuje się „metodę kanapkową" - ściągi umieszczane są w kanapkach. W pewnym liceum w Warszawie leżało pełno ściąg w łazience; wybierano te wyraźniej pisane. W innym liceum wychowawczyni ubrana w kamizelkę z dużymi kieszeniami stawała koło ławki, a uczeń brał z jej kieszeni ściągawkę. W jeszcze innym - studenci pod szkołą rozwiązywali zadania i w obciążonym pudełku wrzucali przez okno do łazienki. Czasami ściągawki dostarczają panie woźne.

Każdy z widzów w studiu i każdy telewidz umiałby przytoczyć przynajmniej kilka takich przykładów. Nazywam to fałszowaniem matury w obliczu prawa. Nauczyciele wiedzą, że odbywa się masowe ściąganie. Udają, że nie ma zjawiska. Gdyby nie udawali, licea zawodowe nie miałby absolwentów, a ogólnokształcące - miałyby ich znacznie mniej.

Jest jeszcze drugi rodzaj fałszerstwa: egzaminy ustne. Ten może być zupełnie bezkarny, bo po wypowiedziach ustnych l nie pozostaje ślad w dokumentach. Uczeń ' poci się, coś bąka, egzaminator patrzy, czy nikt z komisji nie słucha uważnie. Często znudzeni członkowie komisji rozmawiają. Egzaminator mówi: „dziękuję, niech wejdzie następny" i stawia ocenę pozytywną, tę najniższą, ale dającą możliwość ukończenia szkoły.

Wiele lat temu widziałem, jak nauczycielka historii w komisji stuknęła palcem w jedną z kartek z tematami. Uczennica wzięta tę kartkę. Odpowiedź była olśniewająca, na dzisiejszą szóstkę. Przecież na sto tematów dwóch można się nauczyć. Uczennica była córką koleżanki pani historyczki.

Na szczęście, żadnemu z opisywanych tu zdarzeń (za ich prawdziwość ręczę) nie towarzyszyły pieniądze. Czasami tylko składano się na prezent dla pani woźnej w podziękowaniu za pomoc. Słuchałem w telewizji rozmowy z aktorem Markiem Kondratem. Byt to program odwołujący się do wspomnień maturalnych. Aktor bez najmniejszych oporów mówił, że ściągnął zadania na maturze z matematyki, „l nie miał pan żadnych skrupułów?" - zapytała dziennikarka. - Gdybym miał - odparł aktor - nie rozmawiałbym teraz z panią.

Danka nie złożyła doniesienia w dziekanacie. Gosia wpadła przy okazji organizowania zjazdu koleżeńskiego. Relegowano ją z uczelni. Zrobiła maturę wieczorowo i podjęta studia.

Film kończy się dzwonkiem telefonu od Gosi. Może przyjaźń odżyje?

Michał Chaśkiewicz

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła