|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Mamo, czy jestem zła?- Jak myślisz mamo, czy ja jestem zła? -zapytała moja córeczka któregoś zimowego poranka. - Dlaczego sądzisz, że jesteś zła? - Zła i tępa, zakuta idiotka... - dorzuciło dziecko jednym tchem. - Aż tak? A skąd podobne myśli? Według mnie jesteś całkiem dobrym kawałkiem człowieka, tyle że mniejszego i jeszcze niedorosłego. Ale będą z ciebie ludzie -oświadczyłam poważnie i prawdziwie. Tak właśnie myślałam, od pewnego czasu obserwując, jak w mojej latorośli budzi się poczucie odpowiedzialności za dom i za siebie samą. - Bo miałam niemiłą rozmowę z koleżanką. Wiesz, z tą śmieszną Beatą, którą tak lubisz. Nawet się pokłóciłyśmy i ona chyba nie jest wcale taka mądra, na jaką wygląda. Jest głupia! - głos córeczki byt zdecydowany. - Bliżej, bliżej, bo nie rozumiem nadal. Czy coś ci zrobiła? Naplotkowała, obraziła? - Nie! Oj, ty niczego nie rozumiesz! - wściekła się nie wiadomo dlaczego. - Zrozumiem, kiedy mi powiesz. No, przynajmniej postaram się wykapować, o co chodzi - gładzę ją po głowinie, żeby uciszyć wzburzone oceany emocji. Wyrywa się, lecz z wolna łagodnieje. Jest już wyraźnie gotowa „zeznawać". - Rozmawiałyśmy z Beatą o naszej klasie i o siódmej C. Tam są fajne dziewczyny. No i Beata mówi, że są fajne, tylko Kaśka to tępa, zakuta idiotka. Zapytałam się, dlaczego tak myśli, bo ja Kaśkę lubię. Więc Beata powiedziała, że Kaśka jest strasznie wierząca i wiecznie lata do kościoła. l dodała, że to głupota i tępota, a ci, co latają do kościoła, to tak naprawdę nie są dobrzy, a źli, tylko udają. To ja się zdenerwowałam i jej nagadałam, że moja mama też jest wierząca w Boga i jest bardzo dobra. Ciotka Halina też. l Ewa też. l podobnych głupot słuchać nie będę. To Beata wrzasnęła, że ja też jestem tępa idiotka, a ty to na pewno nie jesteś taka dobra, bo kto się z księdzem zadaje, to wcale nie jest dobry - przemawiała z szybkością karabinu maszynowego. Wreszcie rozpłakała się i ucichła. Mój Boże, zjawiło się to i w naszym domu! Wielka polityka wczołgała się również do naszej uładzonej, zwyczajnej rzeczywistości. Cóż mogłam odpowiedzieć mojej trzynastoletniej córce? Wielkich teorii jeszcze nie pojmie. A argumentów do pyskówek z koleżankami nie powinnam jej dostarczać, bo nie tędy droga. Nie chcę, aby kłóciła się na podobne tematy, bo kłótnie rodzą złość, nienawiść i jeszcze kilka paskudztw. W dodatku kłótnie religijne. Skąd jednak w miłej, pogodnej Beacie tyle złości i fatalnych słów? Znam jej matkę. Pracowita, dobroduszna, w dodatku prawdziwie wierząca. Skarb, nie kobieta. Wniosek prosty: słowa Beaty nie pochodzą z jej domu. Skąd więc idą? Czyżby z grupy koleżeńskiej, do której należy? Ani chybi tak. Lecz to jedynie moje teoretyczne założenie, zaledwie sugestia na temat... Powoli, by nie rzucać niepotrzebnych stów, zaczęłam mojej małej tłumaczyć prawdy o zawiłościach dziejów Kościoła, o rozmaitych religiach, o wojnach religijnych, o potrzebie dominacji niektórych ras, o wynikających stąd zagrożeniach. Nie umiałam „sprzedać" tego inaczej. O dziwo - słuchała. Wreszcie przyszedł mi do głowy pomysł z życia codziennego, z bliskiego nam podwórka. - Pamiętasz, jak się zachowywała Ania, kiedy była młodsza. Kiedy nikt nie patrzy), szczypała boleśnie Wojtka, starszego brata. A kiedy ten wydawał okrzyk, Ania zaczynała bardzo głośno piszczeć i płakać, że Wojtek uderzył ją pod stołem. Wszystko spadało na niego. Biedny musiał się wykręcać, tłumaczyć, że to nie on, że to właśnie ona, która krzyczy, że ją biją, sama bije. Podobnie jest od kilku lat z naszą religią. Zresztą poznałaś to na własnej skórze. Przecież nie mówiłaś Beacie, że jest zła, bo nie lubi religii. Nie atakowałaś jej, nie zwracałaś na to najmniejszej uwagi, bo ją lubisz, jaka jest. A tu ona twierdzi, że tacy jak ty, jak Kaśka prześladują ją, bo nie lubi religii. Co ci poradzić? Myślę, że powinnaś pominąć to milczeniem. Nie reaguj, kiedy znów zacznie. Co najwyżej powiedz zdecydowanie, że uważasz Kasię za mądrą i dobrą dziewczynę. Nie wdawaj się w pyskówki. Pamiętaj - czasem milczenie jest najlepszą obroną. Nie wiem, ile z tego wówczas pojęta, bowiem do tematu już nie wróciła. Chyba jednak nie było tak źle, skoro znów normalnie rozmawia z Beatą, a z Kasią nawiązała żywszy kontakt,. Mato tego. Dotarto do mnie, że i Beata zaczęta Kasię odwiedzać. Czyżby moja córka jednak umiała rozwiązać dylemat tolerancji? Sprawy religii wchodzą do naszych domów czasem bardzo ostro. Jak na razie nie umiemy o nich spokojnie dyskutować. Zacietrzewiamy się i złościmy. Trudno nie wyjść z siebie, jeśli dobiega do naszych uszu klepane w kółko żądanie tolerancji dla innych wyznań. Dziwnym trafem przestało ono dotyczyć żądania tolerancji i dla nas — katolików. W niektórych środowiskach stajemy się „niemodni", wykpiwani. A kiedy, żyjąc sobie spokojnie, po bożemu, słyszymy, że atakujemy (chociaż to my jesteśmy akurat atakowani), krew się w nas burzy. Trudno się dziwić. Lecz jeśli to my podniesiemy glos, dostarczamy tym samym argumentów stronie atakującej, która wytknie nam agresję, złość i inne cechy. Wyjściem jest milczenie, opanowanie, spokój. Musimy o tym pamiętać, kiedy któreś z naszych dzieci stanie pewnego dnia w progu i z rozpaczą w głosie zapyta: - Mamo, czy ja jestem zły, tępy i głupi dlatego, że chodzę na religię? Bo koledzy się ze mnie śmieją? Matka musi odpowiedzieć. Musi tę odpowiedź nosić w sercu. Innego wyjścia nie ma. Przecież nie powie dziecku, że podłość nie ma granic. ZUZANNA Copyright by Moja Rodzina, nr 2/1999 opr. TG/PO |
