|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Kłopoty z arytmetykąDysleksja i dysgrafia, akalkulia i dyskalkulia. Słowa przez dziesięciolecia szkolnictwa polskiego nieznane. Zjawisko - było. Niektóre dzieci bardzo długo źle czytały i pisały. Często byty to dzieci dobrze rozwinięte intelektualnie, ale z trudem zdobywające wiedzę, bo trzeba było przeczytać tekst, by nauczyć się historii, czy biologii. Mówiło się o tych dzieciach, że są niezdolne. Dostawały oceny niedostateczne z ćwiczeń ortograficznych. Jeżeli dobrnęły do matury, dwa błędy ortograficzne dyskwalifikowały pracę z języka polskiego. Teraz zaświadczenie o dysleksji sprawia, że uczeń prace pisemne ma oceniane tylko pod kątem treści. Może być "krufka" i "żeka", a praca pisemna będzie zaliczona, l dobrze. Nieszczęsnym dyslektykom należą się ulgi. Niech po ukończeniu szkoły idą w świat i robią swoje. Słowa "akalkulia" i "dyskalkulia" można znaleźć tylko w słownikach psychologicznych. Nie ma ich nawet w słowniku Władysława Kopalińskiego. A szkoda, bo zjawisko jest. Akalkulia to niemożność wykonania podstawowych działań arytmetycznych. Dotknięci dyskalkulią obliczą procent, pole trójkąta, wykonają działanie na ułamkach, rozwiążą proste równanie. W szkole mają swoje numery popisowe i czasem uda im się na nich zarobić znośną ocenę. Ludzi z tymi skazami jest dużo. Są wśród nich wybitni uczeni w dziedzinach humanistycznych i artystycznych. Jedni się tego nie wstydzą i nawet mówią publicznie o swoich perypetiach matematycznych. Inni uważają to za mankament umysłowy i niechętnie wracają do szkolnych niepowodzeń. Lista tych osób jest bardzo długa. Wśród nauczycieli matematyki zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że to tylko lenistwo i zaległości, inni stwierdzają tępotę. A prawda jest taka: pilny uczeń - akalkulik uważa na lekcji do bólu oczu i głowy i nic mu nie mówią znaki na tablicy. Ma korepetycje przez całą szkołę średnią, a skutków nie widać. Ta część akalkulików, których nauczyciele przymknęli oko na ich niewiedzę, a potem na ściąganie na maturze, odnosi często sukcesy literackie, artystyczne, pedagogiczne i w wielu innych dziedzinach. Ta część, która nie miała szczęścia, kończyła edukację na szkole podstawowej. Czasami udało się takim uczniom ukończyć jedną, dwie klasy szkoły średniej. Na więcej nie mieli siły. Stres pod tablicą i na klasówce był nie do wytrzymania. A o akalkulii i dyskalkulii ani słowa. Nie ma zaświadczeń. Są ludzie uzdolnieni dziennikarsko czy językowo, ale bez przyszłości. Psychologowie i psychiatrzy dobrze znają zjawisko. Milczą. Znam uczennicę, która ma średnią 4,3 i jedynkę z matematyki. Stara się, ma korepetycje. Co dalej? Znakomita dziennikarka Anna Strońska w "Senniku Galicyjskim" opisuje swoją niemożność matematyczną i związane z nią męki. O wielu, wielu innych wiem z publikowanych biografii i rozmów prywatnych. W niektórych szkołach funkcjonuje fikcja - tabu. Tolerowanie ściągania, udawanie, że nic się nie dzieje. Zjawisko wstydliwe. Czy nie lepiej wyznaczyć granice wymagań? ALICJA MARCISZEWSKA Copyright by Moja Rodzina, nr 1/2000 opr. TG/PO |
