|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Kiedy dusz dziecka płaczeIngrid Romberg-Asboth
Rozpoznanie i zrozumienie duchowych problemów dziecka Świadome marzenia o dziecku są jednak tak samo wynikiem patrzenia przez różowe okulary, jak i mrzonki pierwszego zakochania. Ponieważ moim zdaniem rozwój dziecka związany jest w dużym stopniu z sytuacją przyszłych rodziców, z ich wspólnymi planami oraz ich wewnętrznym i zewnętrznym samopoczuciem w czasie trwania ciąży, chciałabym najpierw przyjrzeć się bliżej temu, z jakich powodów dorośli decydują się na dziecko. Upragnione dziecko przeżyje dziewięć miesięcy w łonie matki oraz swoje pierwsze spotkanie ze światem, a więc ze swoimi rodzicami prawdopodobnie zupełnie inaczej niż dziecko niechciane, które skonfrontowane zostaje z mieszanymi uczuciami rodziców, a być może nawet ze strachem samotnej matki. Nie znaczy to, że każde niezaplanowane dziecko musi być narażone na wewnętrzne cierpienia. Decydujące jest raczej to, w jakim stopniu przyszli rodzice są w stanie przygotować się na dojrzewającą pod sercem matki istotę. Społeczne warunki ramowe Społeczne środowisko odgrywa niezwykle ważną rolę w przemyśleniach, w jakim stopniu kobieta, lub para poradzi sobie z nową odpowiedzialnością. Samotna matka, która nie ma żadnych finansowych podstaw swojej egzystencji, której partner odszedł być może właśnie z powodu ciąży, świadomie lub nieświadomie będzie zupełnie inaczej nastawiona do swojego nowo narodzonego dziecka, a poza tym stworzy mu inne zewnętrzne warunki życia niż ta kobieta, która ma zabezpieczone utrzymanie (czy to ze strony domu rodzinnego, czy też ojca dziecka), tak że może się najpierw skupić na potrzebach dziecka. Jeżeli matka musi osiem do dziesięciu godzin dziennie zarabiać pieniądze, aby stworzyć sobie zewnętrzne podstawy dla wspólnego życia z dzieckiem, wtedy mimo najlepszych nawet chęci nie będzie miała zawsze dostatecznie dużo siły, aby sprostać duchowym potrzebom dziecka, które pragnie poczucia bezpieczeństwa, czułych kontaktów i stałej, pełnej miłości opieki oraz pielęgnacji. Byłoby to ponad ludzkie siły. A tym samym zaczyna się pierwsze błędne koło. Niemowlę, które narażone jest na te pierwsze braki w zaspakajaniu swoich potrzeb, reaguje najczęściej niepokojem, głośnymi i częstymi krzykami oraz bezsennością. Odpowiednie potraktowanie takiego zachowania dziecka obciąża duchowo i nerwowo matkę, która, przepracowana i podrażniona, zdenerwuje się nie jeden raz na swoje trudne dziecko — z pewnością nie mając przy tym żadnych złych zamiarów. Płyną pierwsze łzy'. Tutaj winę' ponosi nie tylko matka, lecz także w jednakowej mierze społeczeństwo, które chce wprawdzie chronić nienarodzonego życia, ale zbyt mało czyni dla tych dzieci, które już przyszły na świat. Uważam, że tylko takie społeczeństwo, które może zapewnić matce materialne bezpieczeństwo przynajmniej przez trzy do czterech pierwszych lat życia jej dziecka, ma prawo zabraniać aborcji. W naszym ukierunkowanym na osiągnięcia społeczeństwie wszelkie dotychczas uzyskane wsparcia można przyrównać do konewki pełnej wody na pustyni. Jestem przekonana, że kobiety, które z duchowych, lub materialnych przyczyn decydują się przeciwko swojemu dziecku, obdarzają go tym samym większą miłością niż społeczeństwo, które ma wysokie moralne wymagania, ale nie jest w stanie udostępnić właściwych podstaw egzystencjalnych. Jakże często spotykałam w moim gabinecie dzieci, u których korzenie duchowych ran sięgają do rozpaczy ich matek, które nie miały innego wyboru, jak tylko wydać dziecko na ten okrutny świat. Świat, który stawia zarówno matce jak i jej dziecku zbyt wysokie wymagania. Kto doświadczył cierpienia tych dzieci i najczęściej równie wielkiego cierpienia ich matek, ten z pewnością będzie zupełnie inaczej osądzał te kobiety, które nie chcą, by ich dziecko przeżywało takie sytuacje i dlatego decydują się przeciwko niemu. Kiedy brak miłości Tutaj przyczyny są nieco inne, ale wpływ, jaki wywierają one na dziecko bardzo podobny. Matki i ojcowie, którzy ze względów moralnych nie zdecydowali się na aborcję, ale nie mogą, lub nie chcą obudzić w sobie miłości do swojego dziecka, odbierają mu od samego początku to, co najważniejsze w życiu: miłość rodzicielską. Wielu takich rodziców pozostawia opiekę i pielęgnację swojego dziecka innym ludziom, ponieważ tak naprawdę są oni zainteresowani swoją zawodową karierą i nie chcą utracić niezależności. U dzieci takich rodziców zaznaczają się trwałe zaburzenia z powodu cierpień, wywołanych brakiem zainteresowania u własnych rodziców, które wyraźnie wyczuwają. Nie są one w stanie zrozumieć rodziców, czują się niechciane, bezwartościowe i wszystkiemu winne'. Miłość do dziecka może z pewnością wzrastać z biegiem czasu. Zależy to od tego, czy dorosły człowiek jako niemowlę był kochany przez swoich rodziców, którzy z niecierpliwością i z radością czekali na jego narodziny. Trudno jest posługiwać się takim językiem, którego nigdy wcześniej nie słyszeliśmy — to znaczy dać swojemu dziecko to, czego sami nigdy nie poznaliśmy. Dlatego też kobieta i mężczyzna powinni przed podjęciem tej niezwykle odpowiedzialnej decyzji o poczęciu dziecka bardzo poważnie zastanowić się, czy rzeczywiście są, lub mogą być gotowi na wprowadzenie zmian do swojego dotychczasowego życia i w pierwszej kolejności poświęcić się potrzebom dziecka. Rodzinny przymus Społeczeństwo określa nie tylko zewnętrzne ramy, ale również wpływa na wewnętrzne odczucia, by nie nazwać tego poczuciem przymusu, które w wielu przypadkach jest decydującą przyczyna podjęcia decyzji o poczęciu dziecka. Czyż bezdzietna para — mimo przeludnienia na ziemi, mimo ekonomicznych i polityczno — socjalnych problemów — nie jest w oczach wielu ludzi egoistyczna i wrogo nastawiona do dzieci? Czyż rodzice swoich dorosłych i zamężnych dzieci nie powtarzają wciąż tego nieznośnego pytania: „Potomek jeszcze nie w drodze?” Dosłownie oznacza to: „Dziecko, ty już przecież nie długo skończysz trzydzieści lat! Czy wkrótce nie będziesz za stara na rodzenie dzieci?” Według powszechnej opinii życie bez dzieci nie ma sensu. Niestety tacy wymarzeni dziadkowie nie zastanawiają się nad tym, że podjęcie świadomej decyzji o życiu bez własnych dzieci może wypływać z miłości do nich. Być może młodzi' poważnie zastanowili się nad tym problemem, świadomi swojej ogromnej odpowiedzialności. W społeczeństwie, a tym samym również we własnej rodzinie mnożą się uprzedzenia. Dorastamy wraz z nimi i automatycznie przyswajamy je sobie jako swoje własne. Dlatego też obawa niektórych par, że inni ludzie mogą uważać je za bezpłodne, albo niezdolne do poczęcia dziecka, wywiera na nie tak silny nacisk, że decydują się one przekonać wszystkich, iż tak nie jest. Szczególnie mężczyźni cierpią często z powodu wewnętrznego przymusu, który pcha ich ku temu, by udowodnić swoją potencję poprzez poczęcie potomka. Jeżeli związana jest z tym również gotowość, by być dobrym i kochającym ojcem dla tego żywego dowodu', wtedy może być to dla dziecka doskonała baza wyjściowa w jego życiu. Jeżeli jednak chodzi tylko o udowodnienie potencji, a wszystkimi innymi obowiązkami obarczana jest matka, wtedy tacy mężczyźni powinni poszukać sobie innego sposobu na udowodnienie i manifestację swojej męskości. Przecież dzieci potrzebują dla zdrowego rozwoju swojej osobowości wewnętrznej prezencji ojca (a nie tylko ich pieniędzy!). Pod pojęciem prezencja' rozumiem nie to, że ojcowie muszą przebywać ze swoimi dziećmi dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale powinni oni interesować się troskami i potrzebami swoich dzieci, zaspokajać je oraz stworzyć im we własnym życiu takie miejsce, aby czuły się w nim bezpieczne. Z pewnością słuszne jest, że dzisiaj wciąż jeszcze — mimo wszelkich postępów w zakresie równouprawnienia — to przede wszystkim mężczyźni troszczą się, przynajmniej w pierwszych latach życia dziecka o finansowe podstawy egzystencji rodziny. Ale jest to ogromna różnica, czy ojciec żyje wyłącznie dla swojej pracy i przychodzi wieczorem wyczerpany do domu, gdzie zasiada przed telewizorem, czy też dzięki miłości do swojego dziecka dysponuje rezerwami sił, aby bawić się z nim, lub osuszać jego łzy. Ale jest to przypomnieniem nie tylko dla ojców, że dzieci, które nie doświadczają miłości, cierpią na jej głód' — również u matek za świadomie podjętą decyzją o poczęciu dziecka mogą ukrywać się różne motywacje, które już od samego początku utrudniają im otwarty związek z dzieckiem. Najczęściej matki te nie są świadome swoich blokad i nie dostrzegają ich w swoim życiu. Tak jak mężczyźni w wielu przypadkach starają się udowodnić swoją potencję, tak też kobiety reagują na utarte w społeczeństwie wyobrażenia wymuszonym pragnieniem dziecka, aby w ten sposób udowodnić swoją płodność' i kobiecość. Poczucie własnej wartości u takich kobiet związane jest często bardzo ściśle z byciem matką. Jeżeli kobieta czuje się w roli matki naprawdę szczęśliwa i spełniona, wtedy bez wątpienia podjęła właściwą decyzję, która wzbogaciła jej życie. Jednak jej poczucie własnej wartości nie powinno być uzależnione od dziecka. Co będzie, jeżeli po przyjściu na świat potomka poczuje ona, że właściwie to nie jest w stanie cieszyć się rolą matki? Że jest ona wprawdzie dumna z tego, że wydała na świat dziecko, ale w głębi duszy wcale nie wydaje się jej, że tym samym spełniła swoje pragnienia? Nagle zaczyna tęsknić za swoim zawodem, w którym pracowała, osiągając sukcesy i ciesząc się ogromnym uznaniem. Z wielu książek i czasopism wie już, że dziecko potrzebuje jej uwagi, opieki i pielęgnacji. Pozostaje w domu, ale jej niezadowolenie rośnie z każdym dniem. Dziecko natychmiast to wyczuwa, pragnie skierować na siebie jej uwagę, ale jednocześnie dostrzega, że matka wcale nie jest szczęśliwa. I tak też doświadcza już bardzo wcześnie tego, że stoi na drodze jej prawdziwym pragnieniom, co prowadzi do tego, że samo staje się nieszczęśliwe. Marudzi, wierci się, być może często płacze, w wyniku czego matka staje się jeszcze bardziej niezadowolona, ponieważ ona przecież poświęca' dziecku cały swój czas, a ono nawet nie jest jej za to wdzięczne! Przy całym swoim niezadowoleniu uważa się w obliczu takich sytuacji także za złą matką, która niezdolna jest do zaspokojenia potrzeb swojego dziecka! Oprócz świadomych motywacji, które stosunkowo łatwo zrozumieć, istnieje jeszcze wiele nieświadomych, które od samego początku wpływają na charakter związku między matką i dzieckiem, a nawet mogą go negatywnie obciążać. Nieświadome pragnienia i obawy związane są zawsze z własną, indywidualną historią życia i dlatego też niezwykle trudno jest je uogólniać. Dlatego chciałabym przedstawić Państwu kilka typowych' motywacji, z którymi spotykałam się często w mojej psychoterapeutycznej pracy z rodzicami i dziećmi. Tęsknota za miłością I tak na przykład za pragnieniem dziecka kryje się często własna tęsknota za czułością i poczuciem bezpieczeństwa. Tak długo, jak nie możemy przyznać się otwarcie do tych potrzeb, istnieje niebezpieczeństwo, że zamiast zaspokajania u dziecka potrzeby ciepła, kontaktu fizycznego i poczucia bezpieczeństwa, będziemy je nieświadomie wykorzystywać do zaspokajania własnych potrzeb. Wiele matek czuje się w takiej sytuacji samotnie, mimo tego że są przy nich ich dzieci. Najczęściej same miały one jako dzieci takie matki, które z różnych powodów nie dawały sobie rady, ponieważ - jeszcze jako małe dziewczynki — musiały być matkami swoich matek; lub też chciały - w walce o ich miłość. Zrozumiałe jest ich pragnienie, by powtarzając swoją własną historię życia wypełnić pustą studnię miłością swojego dziecka, zamiast zapełnić ją własnymi siłami, by móc potem czerpać z tryskającego energią źródła. Później wrócę jeszcze do tego problemu, by zająć się nim nieco dokładniej. Do tego dochodzi jeszcze to, że żyjemy w czasach, w których uczucia coraz bardziej tracą na znaczeniu. Wypełniamy nasze życie materialnymi dobrami i rozrywką, ale jesteśmy pozostawiani sami sobie z naszą tęsknotą za emocjonalnym ciepłem. Czyż małe dziecko nie jest rozwiązaniem dla tego wewnętrznego chłodu? Pokusa jest ogromna, ale rzeczywistość najczęściej rozczarowuje, zarówno matki, jak i ich dzieci. Nie powinniśmy planować dzieci dla zaspokajania własnych pragnień. One potrzebują naszej bezinteresownej miłości, naszego ciepła i naszych sił, aby móc je później przekazywać dalej swoim dzieciom oraz innym ludziom. Oczywiście, że dzieci odwzajemniają naszą miłość i ciepło, które im dajemy, ale tylko wtedy, gdy mogły one wessać to z mlekiem matki i najpierw same naprawdę się tym nasycić'. Widok małego, bezbronnego niemowlęcia rodzi w matce poczucie ogromnej wartości, ponieważ bez jej zewnętrznej i wewnętrznej pielęgnacji jest ono niezdolne do życia. Niebezpieczeństwo polega tutaj na tym, by nie kochać dziecka tylko i wyłącznie z tego powodu. Co stanie się z tego rodzaju uczuciami matki, jeżeli dziecko zacznie rozwijać własne potrzeby? Kilka odpowiedzi na to pytanie można znaleźć w rozdziale „Dziecko jako emocjonalna studnia miłości”. Z pewnością matki takie rzeczywiście kochają swoje dzieci. Byłyby one ogromnie oburzone, jeśli ktoś poddałby to w wątpliwość. Jednakże ten rodzaj miłości zawiera w sobie przede wszystkim miłość do siebie samego, do której zaspokojenia wykorzystywane jest dziecko. Chciałabym to jeszcze raz podkreślić: mowa jest tutaj o nieświadomych mechanizmach, które w mniejszym, lub większym stopniu wpływają na życie każdego z nas. Jeśli ktoś świadomie wyżywa swój egoizm na dziecku — co niestety zdarza się dość często — wtedy jest to zupełnie inna sytuacja. Jednak mimo tragizmu takiego zachowania, dziecko może w tym przypadku — ponieważ motywacje są tutaj namacalne' - łatwiej przezwyciężyć samo, lub przy pomocy innych urazy', niż wtedy, gdy musi poradzić sobie z nieświadomą, mimo wszystko pełną miłości tęsknotą matki. Tęsknota za ochroną przed konfliktami z partnerem Kolejną motywacją, która często kryje się za pragnieniem dziecka, jest dążenie do utrzymania przy sobie partnera. Nieustannie słyszę z ust kobiet, że ich mąż, lub przyjaciel z pewnością stałby się większym domatorem, gdyby na świecie pojawiło się ich dziecko. Męski wariant brzmi: „Gdy moja żona (moja przyjaciółka) zostanie wreszcie matką, będzie spędzała więcej czasu w domu i wybije sobie z głowy tę swoją karierę”. Oczywiście, że ciąża i narodziny dziecka zmieniają nasze nastawienie do życia; oczywiście, że wielu ludzi dojrzewa w obliczu tego tak elementarnego przeżycia. Ale co się stanie, gdy partner mimo wszystko się nie zmieni? Niestety w takim przypadku często dzieci i ich zachowanie uznawane są za odpowiedzialne i winne niepowodzeniu wszelkich planów — stają się one po prostu kozłami ofiarnymi. My wszyscy mamy skłonności do tego, by coś sobie wmawiać. Winy za jakiekolwiek klęski szukamy najczęściej najpierw u innych. Dzieci są tutaj najłatwiejszymi ofiarami, ponieważ nie są one w stanie samodzielnie się bronić i są tak bardzo zależne od nas dorosłych, że przejmują narzucane im role. Wydaje nam się to mniej groźne, by przyczyn kolejnych, lub spotęgowanych konfliktów między partnerami doszukiwać się u dzieci, niż stawić czoła konfrontacji z własnymi pragnieniami, wymaganiami, rozczarowaniami i słabościami. W moim gabinecie terapeutycznym już wielu rodziców zarzekało się, że właściwie to potrafią się oni wspaniale porozumieć, ale z powodu dziecka wciąż wybuchają między nimi kłótnie. Ale w wielu przypadkach za tymi trudnościami z dzieckiem' kryje się głęboki konflikt między partnerami, do którego oboje nie chcą się przyznać, ponieważ związane jest to ze strachem przed nowymi kłótniami, lub ewentualnie nawet z rozstaniem. W rozdziale Kiedy dusza dziecka płacze wrócę do tego problemu, by zająć się nim nieco dokładniej. Można by wymienić jeszcze wiele innych motywów, których zrozumienie staje się możliwe na podstawie prześledzenia osobistego losu rodziców. Proszę wsłuchać się w siebie samego, w swoje wnętrze, proszę być szczerym wobec siebie samego, zadać sobie pytanie, jakie oczekiwania i nadzieje związane były, lub wciąż jeszcze są z pragnieniem wydania na świat dziecka. Nie chodzi o to, że nie wolno nam mieć osobistych pragnień, lecz o to, by je sobie uświadomić. Jeżeli na przykład przyznam się przed sobą samym, że pragnę, by moje dziecko dało mi poczucie bezpieczeństwa i ciepło, a z tego powodu nie mogę zapewnić mu tego samego z mojej strony, wtedy zrozumiem być może, dlaczego dziecko tak często płacze. Istnieje wtedy szansa konfrontacji z własnymi pragnieniami, co pomoże w szukaniu nowych dróg i rozwiązań, które będą odpowiednie zarówno dla dziecka, jak i dla matki. Jednakże tak długo, jak coś sobie wmawiam i udaję przed samym sobą, jak nie jestem gotowy dokładnie przyjrzeć się ciemnym stronom mojego charakteru, nie będę potrafiła zrozumieć reakcji mojego dziecka, ani też nie będę w stanie pomóc sobie i dziecku. PRAGNIENIA I OCZEKIWANIA W STOSUNKU DO NARODZONEGO DZIECKA Zastanowiliście się Państwo nad swoimi uczuciami, związanymi z pragnieniem dziecka. Sprawdziliście wewnętrzne argumenty za i przeciw oraz zdecydowaliście się na dziecko, na Wasze dziecko. Cieszycie się Państwo i nie możecie doczekać, kiedy wreszcie będziecie mogli je wziąć w ramiona, ochraniać, pielęgnować, opiekować się nim i czerpać z jego obecności szczęście. Przed zajściem w ciążę, a już na pewno w czasie jej trwania będziecie się Państwo zastanawiali, jakie ma być Wasze dziecko oraz wyobrażali, jak będzie wyglądało wasze życie we trójkę. Można przy tym popuścić wodze fantazji. Takie jak ja, czy też właśnie zupełnie inne? Czy pragną Państwo własnego odbicia, czy też przeciwieństwa? Czy chcą mieć Państwo intelektualistę, czy też dziecko powinno mieć raczej praktyczne zdolności? Ma być ono zapalonym sportowcem, czy też raczej molem książkowym? Czy Państwa córka ma być bardzo ładna, czarująca, po prostu wyjątkowa, czy też lepiej przeciętna, ponieważ wychylanie się poza ramy masy kryje w sobie — z Państwa punktu widzenia — zbyt wiele niebezpieczeństw? Wszystkie te fantazje są ściśle związane z nami. Nie istnieją wyobrażenia, lub oczekiwania, których nie można by odnieść do własnego życia. Jeżeli ktoś jest zadowolony ze swojego dotychczasowego życia i z tego, co udało mu się osiągnąć, wtedy będzie miał podobne oczekiwania w stosunku do swojego dziecka. Jeżeli jednak zostaliśmy rozczarowani, albo też nie zadowala nas nasze obecne życie, wtedy będziemy prawdopodobnie mieli nadzieję, że nasze dziecko czeka lepszy los. Czy byliście Państwo w dzieciństwie bardzo wstydliwi i nieśmiali, co przysparzało wam kłopotów, z powodu których cierpieliście? A może nawet inni wyśmiewali was? Wtedy będziecie sobie Państwo wyobrażali swoje dziecko jako odważną i pewną siebie osobę, aby zaoszczędzić mu podobnych przykrości. Nasze dzieci muszą mieć tak samo dobre, lub jeszcze lepsze życie niż my. Wiele z tego, czego nie lubimy w sobie samych, nie powinno się w miarę możliwości w ogóle u nich rozwinąć. Są to tylko życzenia, rzeczywistość wygląda najczęściej zupełnie inaczej. Nie rzadko przecież zdarza się, że dzieci nauczycieli mają problemy w szkole. Dlaczego dzieci znanych, lub szczególnie pracowitych ojców nie są w wielu przypadkach ani znane, ani też pracowite? Również dzieci z tak zwanych dobrych' i dobrze sytuowanych domów wielokrotnie popadają w nałogi, częściowo nawet obracają się w świecie przestępczym. Jakże często można usłyszeć następujące słowa: „Po dziecku z takiego domu rodzicielskiego nigdy byśmy się tego nie spodziewali!” Największe niebezpieczeństwo tkwi wielokrotnie w tym, że oczekiwania i wyobrażenia rodziców są zbyt jednostronne, zbyt wygórowane i przesadnie oparte na własnych doświadczeniach. Zrozumiałe jest, że od dzieci z rodziny nauczycielskiej oczekujemy, by na ich świadectwach widniały same dobre oceny. Podobnie zrozumiałe jest to, że od dzieci dobrze sytuowanych i wykształconych rodziców oczekuje się, że zdobędą wysokie wykształcenie i będą żyły w dobrobycie. Zrozumiałe jest być może także to, że para wyczynowych sportowców będzie oczekiwała od swojego dziecka, by było wysportowane. Jest to jednakże ogromna różnica, czy chodzi tutaj o pragnienia, oczekiwania, czy też żądania. Jest to różnica, która może mieć drastyczny wpływ na życie dziecka. „Wiem, co jest dobre dla mojego dziecka” Jeżeli osiągający wielkie sukcesy rodzice ograniczają dziecku możliwości rozwoju poprzez stawianie mu wygórowanych wymagań, wtedy istnieje niebezpieczeństwo, że mniej pożądane umiejętności zostaną po prostu przeoczone. I tak na przykład córka bardzo dobrej łyżwiarki może być uzdolniona muzycznie, albo też syn doskonałego muzyka może mieć talent sportowy i interesować się tą dziedziną. Jednakże rodzice często zwracają zbyt małą uwagę na te zdolności i nie starają się wspierać ich rozwoju, ponieważ identyfikują umiejętności dziecka z własnymi talentami. Jeżeli rodzice ze szczerym zachwytem realizują w życiu swoje uzdolnienia i zainteresowania, wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzieci zarażą' się tym zachwytem, jeżeli tylko pozostawiona zostanie im możliwość wyboru i wewnętrzna swoboda podejmowania decyzji! Jednak skoro tylko rodzice zaczną wywierać nacisk na swoje dziecko — niewypowiedziany jest co najmniej tak samo silnie odczuwalny — wtedy może się zdarzyć, że zacznie się ono bronić (co jest zdrową reakcją), a tym samym nie będzie podzielało zachwytu rodziców. Zbyt wygórowane oczekiwania Często dzieci traktują wzór rodziców za nieosiągalny. Proszę przypomnieć sobie tutaj opowiadanie O lisie i winnych gronach, w którym lis odrzuca winogrona jako zbyt kwaśne, ponieważ znajdują się one zbyt wysoko i nie jest on w stanie do nich dosięgnąć. Zbyt wiele sukcesów i pracowitość rodziców mogą deprymować i odbierać odwagę, a ze strachu przed porażką dziecko woli z góry odrzucić ofertę', lub też zrezygnować z walki. Coś podobnego może rozegrać się między rodzeństwem, jeśli jedno dziecko wciąż stawiane jest drugiemu za wzór. W wyniku takiego postępowania na obydwoje wywierany jest nacisk: zarówno na to dziecko, które jako wzór i ideał nie może sobie pozwolić na niepowodzenie, jak i na to, które nieustannie jest tylko drugim z kolei'. W większości przypadków dzieci odmawiają posłuszeństwa. W gruncie rzeczy mają rację, bowiem to nie kończące się porównywanie zawęża wzrok rodziców, którzy nie dostrzegają innych, jak najbardziej tak samo wartościowych uzdolnień i talentów. Kolejny aspekt, związany z tematem oczekiwania' rzucił mi się w oczy w czasie mojej pracy z tak zwanymi nieudacznikami': rodzice spędzają — z punktu widzenia swoich dzieci — zbyt dużo czasu na udowadnianiu swojej pracowitości, czy to na boisku, w biurze, czy też w delegacjach. Niektóre dzieci reagują na to odrzucaniem wszystkiego i wzbranianiem się przed wszystkim, ponieważ nie potrafią wyrazić w inny sposób swojej złości i swojego bólu, wywołanego ciągłą nieobecnością rodziców i związanym z tym bezpośrednim brakiem ich miłości. Fragment książki Ingrid Romberg-Asboth „Kiedy dusz dziecka płacze” opr. MK/PO |

