|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Dzieci potrzebują korzeni i skrzydełSigrid Tschöpe-Scheffler
1.1. Nie tylko dzieci potrzebują korzeni i skrzydeł. Podczas seminarium pedagogów socjalnych na temat „Dzieci i dorośli potrzebują korzeni i skrzydeł” pojawiają się wszystkie wymienione powyżej pytania. Podróż do krainy fantazji' na początku naszego seminarium, która zaprowadziła nas do tego, co postrzegamy jako korzenie i do tego, czym mogłyby być skrzydła, skierowała naszą uwagę na własne doświadczenia. Interesujące były różne obrazy i skojarzenia, z których — jak okazało się w dalszym ciągu seminarium — prawie wszystkie wynikały z biografii poszczególnych uczestników. Skojarzenia na temat korzeni to na przykład:
Skojarzenia na temat skrzydeł:
Wewnętrzne obrazy były pierwszym bodźcem do zastanowienia się nad własnym rozwojem odnośnie przywiązania i autonomii oraz wymiany poglądów na ten temat. Drugim krokiem było przedstawienie typowych przykładów z praktyki pedagogicznej. Rozpoznany został związek z własnymi urazami i obawami oraz doświadczoną swobodą i konkretnymi reakcjami w roli wychowawcy.
Na podstawie bardzo różnych przykładów nasuwało się wciąż pytanie, jakie znaczenie może mieć własna równowaga pomiędzy przywiązaniem i autonomią w radzeniu sobie z potrzebami dzieci, które pragną poczucia bezpieczeństwa i zdobywania świata. Jedna z uczestniczek wyraziła to bardzo dobitnie w takich słowach: „Strach i nieprzezwyciężony smutek we własnym życiu są tak samo zaraźliwe jak radość życia. A jeżeli obawiam się korzystać z mojej osobistej swobody, wtedy również nie stworzę dziecku odpowiednich możliwości poznawania świata. Już sama myśl, co mogłoby mu się przydarzyć w drodze na plac zabaw, wytrąci mnie z równowagi. Następnym razem nie pozwolę mojemu dziecku wyjść samemu z domu. Ale jeżeli jako dziecko i młody człowiek mogłem poznawać siebie samego, a przy tym poczułem w sobie radość życia, wtedy łatwiej będzie mi znieść obawy o moje dziecko. Będę przychylnie wspierała poszczególne kroki w rozwoju dziecka i w ten sposób pozostawię mu prawo do własnych pozytywnych i negatywnych doświadczeń”. Inna uczestniczka zauważyła, że podobnie jest z doświadczaniem przywiązania we własnym życiu: „Jeżeli mogłam sama zdobyć jedynie ambiwalentne doświadczenia w miłości, wtedy z trudnością będę potrafiła nawiązać niezawodne związki. Tęsknota za człowiekiem, z którym będę mogła wszystko dzielić, może mnie popchnąć do tego, by wykorzystywać dziecko do zaspokojenia własnych potrzeb i pragnień. Dziecko, które wtłaczam w rolę pocieszyciela, zastępczego partnera, obiektu miłości z matczynymi funkcjami, nie będzie w stanie rozwinąć indywidualnych możliwości w swoim życiu”. Dzieci skazane są w swoim rozwoju na nasze wsparcie, naszą ochronę i towarzyszenie im. Potrzebują one naszej miłości i poczucia bezpieczeństwa i muszą ufać w to, że dorośli sprostają temu zadaniu. „Wychowaj siebie samego, zanim zaczniesz wychowywać swoje dziecko”, tak sformułował to Janusz Korczak, lekarz, pedagog i dobra dusza domu sierot — jest to bardzo radykalne żądanie. Przynajmniej jednak, tak chciałabym złagodzić jego wypowiedź, samopoznanie jest istotnym warunkiem wychowywania dzieci. Samopoznanie rozpoczyna się od postrzegania samego siebie. Jako wychowawcy mamy dużą szansę na to, by nasze dzieci pomogły nam czymś w rodzaju lustra, w jakim możemy się obserwować. Jeżeli zaakceptujemy tę pomoc w samorefleksji, wtedy będziemy mogli rozpoznać, jakie podstawowe bodźce tłumiliśmy w naszym życiu ze strachu, z przyzwyczajenia, albo też w wyniku dobrego wychowania'.
Jako dzieci być może słyszeliśmy tego rodzaju zdania, akceptowaliśmy je, lub też wzbranialiśmy się przed nimi. Jeżeli będziemy przekazywali je dalej bez żadnej refleksji naszym dzieciom, albo też będziemy dodawali im odwagi, by czyniły coś wręcz przeciwnego, niż nam wolno było w dzieciństwie, wtedy uniemożliwi nam to wrażliwe postrzeganie, co dziecko jako jedyna w swoim rodzaju indywidualność chce powiedzieć, pokazać, lub czego potrzebuje. Ale jak mamy potrafić postrzegać potrzeby dzieci, jeśli często trudno nam odczuwać własne potrzeby i straciliśmy dostęp do tego dziecka, którym kiedyś byliśmy. „Zdaj sobie sprawę z tego, w czym tkwią twoje zdolności, zanim zaczniesz wytyczać dzieciom teren ich praw i obowiązków. Wśród nich wszystkich jesteś sam tym dzieckiem, które musisz najpierw rozpoznać, wychować i wykształcić. Ogromnym błędem jest zakładanie, że pedagogika jest nauką o dziecku, a nie przede wszystkim nauką o człowieku”. Jeżeli poważnie potraktujemy ten cytat pedagoga Janusza Korczaka, powinniśmy w kontaktach z dziećmi wystawić nasze anteny postrzegania' przede wszystkim w trzech kierunkach:
Im lepiej nauczymy się tej wrażliwości na trzech płaszczyznach, tym łatwiej będziemy mogli odróżniać nasze własne umiejętności i zdolności, potrzeby, bodźce, tęsknoty i pragnienia oraz te, które należą wyłącznie do dziecka. Dokładne postrzeganie i samorefleksja, połączone z wieloma pytaniami, które dotyczą wciąż także naszej własnej tożsamości, są tym samym nieustannie częścią składową procesu wychowywania dzieci.
1.2. Podstawowe potrzeby oraz podstawowe wzorce ludzkiego zachowania. Możemy w każdej chwili sięgnąć po osiągnięcia psychologii, które na podstawie wyników wnikliwych badań bardzo dobrze dokumentują, jakie egzystencjalne potrzeby muszą zostać zaspokojone, aby ludzie mogli prowadzić spełnione, pełne samorealizacji, a tym samym i zadowolenia życie. Poniżej chciałabym przedstawić dwie z takich teorii, odnieść je do siebie nawzajem i poszerzyć. 1.2.1. Podstawowe potrzeby związane z dojrzewaniem i dorastaniem człowieka. Psycholog A.H. Maslow opracował model w formie piramidy potrzeb, na postawie którego można będzie to łatwo wyjaśnić.. Abraham Maslow jest reprezentantem psychologii humanistycznej, która wykrystalizowała się w latach sześćdziesiątych i jako trzeci kierunek obok behawioryzmu i psychoanalizy zyskała sobie znaczenie nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Podstawowa myśl psychologii humanistycznej to wspieranie potencjałów do samorozwoju u człowieka, na przykład jego kreatywnych zdolności, jak również możliwości abstrakcyjnego myślenia, jego rozwoju sumienia i pierwotnej potrzeby spirytualizmu. Przy tym człowiek pobudzany jest do postrzegania i rozpoznawania swojej współodpowiedzialności i udziału we własnym życiu i w tworzeniu świata. W centrum zainteresowania znajduje się pytanie o elementarne potrzeby człowieka, mające na celu ich indywidualne samoreazliowanie. Maslow definiuje tę potrzebę samorealizacji „... jako postępujące urzeczywistnianie możliwości, umiejętności i talentów, jako wypełnianie misji, albo powołania, przeznaczenia, zadania, jako lepsze poznanie własnej natury, jako nieustającą tendencję do jedności, integracji, albo współdziałania w obrębie własnej tożsamości”. Harmonijne współdziałanie poszczególnych elementów tożsamości (jak na przykład potrzeby przywiązania i autonomii) stanowi przy tym pewnego rodzaju doświadczenie punktu przełomowego, do którego człowiek wciąż dąży i które chce za wszelką cenę osiągnąć. Dla Maslow'a samorealizacja osobistych potencjałów i możliwości jest tym samym ogromną wartością człowieka. Destrukcja, przemoc i niszczenie natomiast są według Maslow'a gwałtownymi reakcjami człowieka na elementarne frustracje głębokich potrzeb życiowych, na bariery stawiane jego emocjom i zdolnościom. Wychodzi on z tego założenia, że choroby i odchylenia w zachowaniu są skutkiem tłamszenia pierwotnego rdzenia istoty człowieka. Ludzie, których podstawowe potrzeby były w wystarczającym stopniu zaspokajane szczególnie w pierwszych latach życia, „... zdają się rozwijać nadzwyczajne siły oporu wobec obecnych i przyszłych frustracji tych potrzeb, dlatego że wykazują zdrową, silną strukturę charakteru jako skutek zaspokajania ich podstawowych potrzeb. Chodzi tutaj o silnych ludzi, którzy z łatwością znoszą różnice zdań, albo opozycję, którzy potrafią stawić czoła prądowi ogólnych przekonań i bronić prawdy, nie szczędząc osobistych wysiłków”. Maslow wstawia się za bezpośrednim i wolnym od frustracji zaspokajaniem potrzeb szczególnie w czasie dziecięcego rozwoju. Kiedy dzieci są starsze, zadanie dorosłych polega na przygotowaniu im otoczenia, w którym możliwe będzie coraz bardziej samodzielne staranie się o zaspokojenie własnych potrzeb. Tylko w ten sposób dzieci mogą się uniezależnić od dorosłych. Dzieci są jednak nie tylko skazane na ich warunki socjalizacji i starania wychowawcze dorosłych, ale również posiadają elementarną wolę samorozwoju, która pomaga im w poszukiwaniu na przekór niekorzystnych warunków życia swojej prawdziwej istoty, swojej indywidualnej egzystencji. Ludzkie potrzeby uporządkowane zostały hierarchicznie na różnych płaszczyznach. Jeżeli potrzeby niższego poziomu zostaną w daleko idącym stopniu zaspokojone, wtedy pojawiają się potrzeby z kolejnej płaszczyzny, ze spełnieniem których każdy musi zostać skonfrontowany. Maslow wyjaśnia na przykładzie liczbowym, że nie ma na myśli stuprocentowego zaspokajania potrzeb, aby człowiek mógł się harmonijnie rozwijać. I tak na przykład przeciętny amerykański obywatel stanu średniego zaspokaja swoje psychologiczne potrzeby w 85%, swoją potrzebę bezpieczeństwa w 70%, potrzebę miłości — w 50%, potrzebę szacunku do samego siebie w 40% i potrzebę sensownego zajęcia i samorozwoju być może tylko w 10%. Interesujące zdaje mi się być stwierdzenie, że wielu ludzi przede wszystkim dlatego nie jest w stanie wystarczająco dobrze wykorzystać swojego potencjału do samorozwoju, gdyż są oni nieustannie zajęci zaspokajaniem potrzeb niżej hierarchii. Kto na niższych płaszczyznach ma uczucie niedosytu', nie tylko w odniesieniu do pokarmu, bezpieczeństwa, ruchu i spokoju, lecz również miłości, uznania i poczucia bezpieczeństwa, temu trudno będzie skoncentrować się nad dalszymi potencjałami. Przecież angażuje on wszystkie swoje siły, aby nasycić się' psychologicznie i emocjonalnie. Maslow rozróżnia cztery podstawowe potrzeby i trzy potrzeby związane z dorastaniem. Potrzeby podstawowe rozkładają się na cztery płaszczyzny: Jako podstawę określa on elementarne potrzeby fizjologiczne takie jak pożywienie, sen, ruch, wydalanie, higiena, ciepło, seksualność itd. Kolejne trzy płaszczyzny związane są w szerokim tego słowa znaczeniu z bliskością i poczuciem bezpieczeństwa, respektem, ochroną i stabilnością fizjologiczną, emocjonalną i społeczną. Można by je przyporządkować obrazowi trzech korzeni. Kolejne trzy potrzeby dotyczą samodzielności danej osoby, jej rozwoju własnej tożsamości, autonomii i orientacji zmysłów — ja połączyłabym je z metaforą skrzydeł. Według Maslow'a chodzi tutaj o potrzeby związane z dorastaniem i rozwojem, które zawierają w sobie dążenie do kompletności, doskonałości, spełnienia, sprawiedliwości, żywotności, urody i prawdy. A przy tym chodzi tutaj w pierwszym rzędzie o samorozwój człowieka, o to, by stał się on tym, co odpowiada najgłębszemu rdzeniowi jego istoty. Podczas gdy potrzeby na niższych płaszczyznach muszą zostać zaspokojone w jakimś minimalnym stopniu, aby w ogóle możliwe było zainteresowanie następnym poziomem, to potrzeby wyższych płaszczyzn można łatwiej przesunąć na drugi plan, lub też doświadczać ich jedynie częściowego zaspokojenia bez obciążających zaburzeń osobowości. Jeżeli jednak w pierwszych latach życia fizjologiczne potrzeby bliskości i poczucia bezpieczeństwa są zagrożone, może prowadzić to po pewnym okresie zaniedbania do śmierci, albo do poważnych chorób psychicznych. Im wyższa płaszczyzna tej piramidy, tym bardziej możliwe jest, aby dana osoba w trakcie swojego rozwoju samodzielnie zainicjowała poprzez uaktywnienie własnych potencjałów wystarczająco dobre zaspokajanie swoich potrzeb. (rysunek strona 25: „Piramida potrzeb” 7. sensowne zajęcia, orientacja zmysłów; 6. samorealizacja, dalszy samorozwój; 5. wspieranie ciekawości, zabawa i nauka; 4. respekt i uznanie; 3. przynależność do jednostki społecznej
Pomimo tego, że przedstawienie takiej piramidy potrzeb jest czytelne i pomocne, to jednak ma ono jedną wadę, która polega na tym, że procesy rozwojowe opisuje ona raczej jako statyczne. Aby wyraźnie pokazać, że w rozwoju mamy zawsze do czynienia z równowagą między różnymi bodźcami, chciałabym przedstawić poniżej w oparciu o głęboko psychologiczne badania autorstwa Fritz'a Riemann „Podstawowe formy strachu” jego strukturę dwóch dwubiegunowych modeli ludzkiego zachowania i spróbować połączyć to z tezami Maslow'a. Podstawowe bodźce, jakie wymienia Riemann, pokrywają się w daleko idącym stopniu z płaszczyznami piramidy potrzeb, albo inaczej mówiąc można je odnaleźć w jego biegunowości. Fritz Riemann porównuje sprzeczne dążenia człowieka z prawidłowościami we wszechświecie: ziemia krąży wokół słońca i jednocześnie obraca się wkoło własnej osi. Te dwie formy ruchu: własny obrót, rotacja i cyrkulacja możliwe są dopiero dzięki dwóm innym przeciwnym i uzupełniającym się bodźcom: sile ciążenia i sile odśrodkowej. Podczas gdy siła ciążenia utrzymuje świat poprzez przyciąganie go do środka, siła odśrodkowa dąży na zewnątrz. „Jedynie równowaga między tymi czterema bodźcami gwarantuje prawidłowy, żywy porządek, w którym żyjemy i który nazywamy kosmosem. Przeważanie, albo też osłabienie jednej z tych sił i jednego ruchu doprowadziłoby do zaburzeń, albo nawet zniszczenia tego wielkiego porządku i do powstania chaosu”. Zasada biegunowości jest jednak nie tylko prawidłowością wszechświata, lecz można ją odnaleźć we wszystkich żywych procesach, a tym samym również w procesie ludzkiego rozwoju. Także w odniesieniu do naszego ciała dostrzec można tę biegunowość, której nie jesteśmy szczególnie świadomi, na przykład we wdychaniu i wydychaniu powietrza, w rytmie nocy i dnia poprzez budzenie się i zasypianie, fazy wyciszenia i aktywności, przyjmowanie posiłków i wydalanie. Dopiero wtedy, gdy dochodzi do jakiegoś rodzaju zaburzeń, procesy te stają się dla nas o wiele bardziej wyraźne i świadome: na przykład gdy nie prześpimy kilku nocy pod rząd, będzie oddziaływało to w nieprzyjemny sposób na nasze samopoczucie podczas kolejnych dni. Dążymy do tego, by nadrobić braki snu i znowu poczuć się lepiej. Nikomu nie przyszłoby do głowy, by na bardzo długi czas wstrzymać powietrze, albo jedynie je wdychać, chyba że straciłby naturalny kontakt z rzeczywistością i żywymi procesami ludzkiego ciała, a tym samym przerwał ich zdrową biegunowość. Podobnie jak fizyczny, zarówno i psychiczny rozwój organizmu zależny jest od tego, by przeciwne bieguny następowały naprzemiennie, uzupełniały się, wymieniały i odnosiły się do siebie nawzajem. Sprzecznie uporządkowanymi podstawowymi emocjami, albo motywacjami są na przykład:
Dopiero życie, w którym nie ustaje naprzemienność dwóch sprzecznych biegunów stanowi dynamiczny prąd energii, który pomaga w umożliwieniu rozwoju i dorastania. Riemann przenosi prawidłowości wszechświata na rozwój człowieka, a przy tym wyróżnia cztery podstawowe bodźce, które przedstawia jako przeciwstawny stosunek napięć: Bodziec do rozwoju własnej tożsamości odpowiada rotacji ziemi, ruch ziemi wokół słońca byłby analogiczny do pragnienia włączenia się jako jednostka do większej grupy społecznej. Siłę ciężkości można by porównać do naszej potrzeby stałości. A wreszcie siła odśrodkowa jest równoznaczna z bodźcem, który pomaga nam w zmianach i przeobrażeniach. Kosmicznym porządkiem, w jakim żyjemy, nie zaprzątamy sobie naszej świadomości, ale mimo to on wciąż istnieje. Jeżeli przez dłuższy czas nie będziemy zachowywać w naszym indywidualnym życiu tych prawidłowości dwóch sprzecznych biegunów, wtedy może to prowadzić — według Riemann — do duchowych zaburzeń i psychosomatycznych chorób. Prawie wszystkie zaburzenia związane są z przerwaniem energii biegunowości. Dochodzi do tego wtedy, gdy określone, bardzo istotne cechy danej osoby nie znajdują urzeczywistnienia w jej życiu, a nawet nie są traktowane, albo odczuwane jako przynależne do niej. Model Riemann'a służył w pierwszej kolejności charakterystyce chorób, które występowały wtedy, gdy dany osobnik nie był w stanie realizować swoich podstawowych potrzeb w dynamicznej równowadze. W odniesieniu do naszych rozważań chciałabym przedstawić dwubiegunowe potrzeby ludzkiej egzystencji, aby wyraźnie ukazać, że zadaniem naszego życia jest akceptowanie sprzecznych sił i nauczenie się tego, jak można z nimi żyć.
Każdy człowiek chciałby być postrzegany i żyć jako wyjątkowy osobnik. Dążymy do tego, by rozpoznać w życiu nasz własny sens, potwierdzać go i rozgraniczać w kontaktach z innymi ludźmi.
Jednocześnie otwieramy się na życie, na innych ludzi, na świat. Szukamy komunikacji i interakcji. Z tych dwóch podstawowych bodźców ludzkiej egzystencji wynika napięcie pomiędzy JA i TY, wewnątrz i zewnątrz, tym, co własne i obce, bliskością i dystansem, przywiązaniem i autonomią. Kolejne dwa bodźce odnoszą się do podstawowych potrzeb takich jak:
W przypadku obu ostatnich chodzi o to, by móc zarówno osiedlić się w jakimś miejscu na świecie i tam zadomowić się, jak również być gotowym do zaakceptowania zmian i przeobrażeń oraz zrezygnowania z tego, co pewne i znane na rzecz nowego rozwoju. U Riemanna'a te podstawowe bodźce tworzą system, który dąży do utrzymania żywej równowagi między tymi przeciwieństwami. Biorąc pod uwagę historię całego życia człowiek dąży długoterminowo do uzyskania równowagi między sprzecznymi bodźcami. Najlepsze możliwości, wspierające rozwój psychiczny i fizyczny, dla osiągnięcia takiej równowagi osobnik ma wtedy, gdy już w pierwszych latach swojego życia nauczył się radzić sobie ze swoimi różnymi, często ambiwalentnymi dążeniami i potrafił rozwinąć kompetencję przezwyciężania kryzysów w swoim życiu. Im mniej zebranych zostało pozytywnych, wspierających rozwój doświadczeń — przede wszystkim w pierwszych latach życia — związanych z przywiązaniem i autonomią, z ciągłością i stabilnością oraz zmianami, tym trudniej jest stworzyć tego rodzaju równowagę własnymi siłami. Dlatego też początkowemu okresowi rozwoju należy poświęcić należną mu uwagę. (rysunek strona 29: góra: „zmiana i przeobrażenia” po prawej: „bliskość i poczucie bezpieczeństwa” po lewej: „dystans i autonomia” na dole: „porządek i ochrona”) Jak można osiągnąć taką równowagę w naprzemiennym doświadczaniu tych sprzeczności , chciałabym przedstawić na pewnym przykładzie:
* * * Pani E. zaczyna w wieku 42 lat, po tym gdy jej dziecko już się usamodzielniło, ponownie studiować. Tym samym spełnia się jej długoletnie pragnienie. Po ośmiu semestrach pisze pracę magisterską i broni jej z oceną bardzo doby'. Spoglądając wstecz postrzega swoje życie jako grę biegunowości, jako splot doświadczania korzeni' i skrzydeł'. Opowiada mi ona o wystawie w swoim rodzinnym mieście. Zaabsorbowało ją szczególnie jedno dzieło sztuki, które zmotywowało ją do uchwycenia swoich uczuć w pewnej metaforze: W kościele obok ambony znajdowało się skrzydło o nadzwyczajnych rozmiarach, ozdobione piórami drapieżnego ptaka, który zdawał się spaść w to właśnie miejsce. Pani E. opowiada, że czuła dziwne przyciąganie do tego obiektu sztuki, który nazwany został „Ikar'. Jej własny rozwój, w którym poprzez studia skonfrontowana została z nowymi ludźmi, nieznanymi tematami i konfliktowymi doświadczeniami poprowadził ją, tak jak Ikara, w stronę słońca. Odważyła się przekroczyć granice, prowadziła rozmowy o własnych granicach i dysputy z mężem, który studia żony traktował jako zagrożenie życia rodzinnego. Często odbierały jej one wszystkie siły. Teraz odnalazła się — po zakończeniu swoich studiów — w kościele obok Ikara. W rozmowie z nim uświadomiła sobie grę między jej korzeniami' i skrzydłami'. Zdobycie się na odwagę, by sięgnąć po nowe możliwości swojego życia, zaryzykowanie czegoś nieznanego, wypróbowanie swoich wewnętrznych i zewnętrznych granic — wszystko to było możliwe tylko dlatego, że — jak mówi — mogła wystartować z bezpiecznego i pewnego miejsca, do którego zawsze powracała. Ojczyzna i korzenie są dla niej tam, gdzie i znane osoby, czas i przestrzeń, gdzie doświadcza ciągłości, stabilności i uporządkowanej struktury dnia codziennego. Tutaj może być bezwarunkowa. Tutaj może się wyciszyć, może się zastanowić, uporządkować myśli i zebrać siły. Swoje życie postrzega jako nieustające przechodzenie od ojczyzny do świata, od prywatności do publiczności, od korzeni do skrzydeł. Ojczyzna może się jednak zmienić, tego również doświadczyła. Podczas gdy w fazie rodziny jej ojczyzną był mąż i dzieci, w pewnym okresie swojego życia poczuła się zdezorientowana i tak, jakby utraciła ojczyznę. Na początku nie otrzymała żadnego emocjonalnego wsparcia od swojej rodziny i od przyjaciół. Dopiero w trakcie studiów znalazła w swojej nowej grupie poczucie przynależności. O jej nowo zdobytych doświadczeniach opowiadała innym. Krąg przyjaciół poszerzał się, a nastawienie rodziny zmieniło się z biegiem czasu. Dzięki temu możliwe było doświadczenie tam przez nią ojczyzny w nowej formie. Jednak pani E. nie dostrzega swoich korzeni tylko na zewnątrz, odczuwa je również w swoim wnętrzu: jej zaufanie do rytmu życia jest częścią składową tych korzeni. Dlatego też we wszystkim, co nowe, może ona także odczuwać bliskość ojczyzny. Są bowiem takie korzenie, które można wszędzie ze sobą zabrać. Jest to ojczyzna, której ślady wyryte zostały w naszej duszy, w naszym umyśle i ciele jako dobitne i nie przemijające doświadczenie własnej siły, która w ciągu życia może osiągnąć wewnętrzną ciągłość. Jednocześnie pani E. postrzega siebie jako element ojczyzny innych osób. Poprzez swoje życie, swoją obecność i swój charakter reprezentuje dla wielu ludzi wkoło siebie cząstkę ciągłości (związków i uczuć). A z tego rodzi się społeczna odpowiedzialność. Fragment książki Sigrid Tschöpe-Scheffler „Dzieci potrzebują korzeni i skrzydeł” Wychowanie miedzy przywiązaniem i autonomią opr. MK/PO |

