słodki cukiereczek

Rodzina


Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Piję za swoje

Dziesięć lat temu, gdy siły i zdrowie nie pozwalały już Młynarskim w Olszewie prowadzić 13-hektarowego gospodarstwa, przekazali je najmłodszemu synowi, Józkowi.

Chłopak rwał się do roboty, a solidna praca dawała efekty. Wkrótce młody rolnik dorobił się ciągnika i maszyn. W zmechanizowanym gospodarstwie praca stawała się lżejsza i wydajniejsza. Początek byt niezły.

Syn lepiej gospodarzy ode mnie - podkreślał z dumą ojciec w rozmowach z sąsiadami.

Józek zapowiadał się na dobrego gospodarza. Znał się na uprawie roli, miał żyłkę do majsterkowania. Nie na darmo uczył się gospodarskiego fachu w zawodówce. Bystry i dokładny w robocie, zdobył uznanie sąsiadów, Obrabiał własną rolę i znajdował czas, by pomóc innym w pracach polowych. Orkę wykonywał szybko i niedrogo. A po robocie sąsiedzi, oprócz wcześniej umówionej zapłaty, proponowali poczęstunek suto zakrapiany alkoholem. Z czasem... nie wylewającego za kołnierz chłopaka, zbywali butelką wódki... A opróżniał ją już sam.

Brat pije

Sprzedawał z gospodarstwa, co popadło. Na wódkę. Nie zawahał się sprzedać ani fiata, ani kilku krów. Gdy złapał „cug", to pił bez opamiętania przez tydzień, a nawet dwa. Wtedy trzodę oporządzali schorowani rodzice. Matka ze zgryzoty załamywała ręce: Boże! Cóżem ja wychowała! Starszy syn i dwie córki żyją, jak Pan Bóg przykazał, a ten, choć jednako chowany, poza wódką świata nie widzi. Taki wstyd dla rodziny!

Matka zmarła trzy lata temu. Schorowany ojciec nakłonił młodszą córkę Krysię i zięcia do zamieszkania pod wspólnym dachem. Sam nie mógł podołać gospodarce.

Krystyna prowadzi kuchnię dla całej rodziny. A gdy brat pije na umór, z mężem oporządzają krowy, trzodę i drób.

Alkohol zawładnął Józkiem bez reszty. W robocie nie było z niego pożytku... Ojciec, widząc jak dorobek jego życia diabli biorą, przeniósł się do młodszej córki, do Nidzicy.

Krystyna nie traciła jednak nadziei, że odwiedzie brata od picia. Zaczęła na wszelkie sposoby mu perswadować, że przez taki tryb życia straci szybko zdrowie i majątek. Namawiała, by podjął leczenie.

Nie dotrzymał słowa

Z jej inicjatywy doszło do zjazdu rodzinnego. W gronie najbliższych - sióstr z Nidzicy i Ostrołęki oraz brata z Olsztyna - niczego nie owijano w bawełnę. Józek wyjątkowo w tym dniu był trzeźwy. Krystyna zaproponowała, aby przekazał jej gospodarstwo w formie darowizny w zamian za opierunek, wyżywienie, odzież i pieniądze na własne potrzeby. Byłby traktowany na równi z pozostałymi członkami rodziny. A gdyby chciał, mógłby pomagać w gospodarstwie.

Józek przystał na tę propozycję. Obiecał również, że zacznie się leczyć. Miał się odrodzić. W rodzinie zapanowała radość. Ale gdy nadszedł dzień sporządzenia umowy darowizny gospodarki - wycofał się.

Za drogo by mnie ten interes kosztował — powiedział. I zamiast do notariusza, poszedł do... gospody. Na jednego.

- Widocznie do końca nie przemyślał sprawy. Brat nie może pojąć, że chcemy uratować i jego, i gospodarstwo przed upadkiem - żali się Krystyna. Ojciec najchętniej pozbawiłby Józka własności i przekazał gospodarstwo córce. Nie może jednak tego dokonać. Rejentalnie zostało przekazane synowi i nie może tego odwrócić. Nie pozwalają na to przepisy.

Sytuacja Krystyny i jej męża jest niepewna. Brat - jako właściciel gospodarstwa - w każdej chwili może wymówić im mieszkanie. Nie robi wprawdzie tego, bo... siostra gotuje, pierze, sprząta. Ma wygodę z niej i ze szwagra. Jest komu chodzić przy dobytku, który później upłynnia... Ale kto wie, jak się dalej los potoczy? Zamieszkali tu przed trzema laty na prośbę ojca i za zgodą brata, bez spisania jakiejkolwiek umowy. A nuż Józkowi się odmieni?

W szponach nałogu

Brat nie chce słyszeć o leczeniu - użala się Krystyna w liście do mnie. I pisze: „Jesteśmy tu bez żadnych praw. Być może najlepiej byłoby, gdybyśmy przejęli gospodarstwo. A może stąd się wyprowadzić, niech gospodarstwo popada w ruinę? Nie chcielibyśmy bratu wyrządzić krzywdy. Pragniemy wyrwać go z nałogu. Nie jesteśmy pazerni, nie chodzi nam o zagarnięcie majątku. Jeśli rozważamy tę ewentualność, to tylko ze względu na dobro brata. Pragniemy również ojcowiznę uchronić przed zniszczeniem".

Na miejscu potwierdziły się zarzuty Krystyny wobec brata. Józek w środowisku uchodzi za nałogowego alkoholika. Zastałem go w mieszkaniu pijanego, leżał na łóżku jak kłoda. Już zdążył uraczyć się wódką. Wokół butelki po winie, piwie i wódce. Dużo tego.

- Gdybym ja dorwał tego, kto mnie obsmarował do gazety, pokazałbym mu, gdzie raki zimują! - Pana nie tknę, bo jest Pan na „służbie" - rozgrzesza mnie. - Piję za swoje. To moja sprawa. A ci, którym się to nie podoba, niech się ode mnie odwalą - odgraża się Józek.

Znamy sytuację Józka - mówi sekretarz gminy w N. - Rozmawialiśmy z nim. Przyrzekł podjąć leczenie, ale do tej pory nie zgłosił się na badania. Będziemy starali się przekonać go, aby podjął leczenie odwykowe. Jeśli on z własnej woli tego się nie podejmie, to nie da ono pozytywnego rezultatu. Ewentualne ubezwłasnowolnienie Józka niewiele da, jeśli on nie będzie przekonany o konieczności leczenia.

Wójt gminy od niedawna pełni w N. tę funkcję. Obiecał porozmawiać z bratem Krystyny, aby zawrócić go ze złej drogi.

- Powinien się leczyć. Trzeba pomóc mu wyjść z nałogu. Szkoda człowieka, szkoda gospodarstwa - powiedział na pożegnanie.

STANISŁAW CZERWIŃSKI


Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |