|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Niepełnosprawni | Zdrowie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Słownik małżeństwa i rodziny | Szczęście jest w nasKiedy oddawałam mieszkanie wnuczce i przenosiłam się do średniej córki Maryny, ksiądz proboszcz powiedział, że nie wiem, co robię. Zna wiele przykładów, kiedy stary człowiek zawadza swoim dzieciom. Ja też trochę bałam się tej zmiany. U siebie byłam swobodna, tutaj nie wiedziałam, jak ułoży się wspólne mieszkanie. No, ale w moim wieku już nie powinnam być sama. Jakie miałam dzieciństwo? Niezbyt wesołe. Ojciec bez przerwy chorował, matka bala się o jego zdrowie, o to, że sama nie podoła wychowaniu dzieci: mnie i młodszej siostry. Potrafiła chodzić po pokoju i płakać. Tata był drukarzem, bardzo dobrym człowiekiem. Kiedy stracił pracę, bo kolega „podstawił mu nogę", powiedział do zrozpaczonej żony: „Niech mu Bóg tego nie pamięta". Uwielbiałam babcię. Była grubiutka, sympatyczna i bardzo logiczna. Słyszałam, jak krzyczała na mamę: zajmij się pracą, weź się w garść. W 1933 roku zdałam maturę. Poszłam na uniwersytet, ale po dwóch latach przerwałam studia. Musiałam pracować. Ojciec już wtedy nie żyt. W Związku Drukarzy zarabiałam 200 zł. To było wtedy niemało. Po południu chodziłam na kursy handlowe. Kiedy skończyłam 25 lat, wyszłam za mąż. Mąż był inżynierem rolnikiem. Ta tradycja studiów rolniczych przetrwała w rodzinie. Obie córki i zięć są absolwentami Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Tylko najstarszy syn jest lekarzem chirurgiem dziecięcym. Bardzo się cieszę tym moim synem. Doczekałam się sześciorga wnuków i czworga prawnuków. Spotykamy się często w rodzinie, nie tylko z okazji imienin i świąt. Systematycznie gramy w brydża. Ten brydż cementuje rodzinę. Odwiedzają nas koledzy i koleżanki dzieci jeszcze ze studiów. W naszym domu zwykle odbywały się potańcówki, mąż bardzo lubił młodzież. Teraz wspomina się dawne lata. Spotykam się też z koleżankami ze szkoły średniej i z sodalicji mariańskiej. Ale te moje koleżanki, które zostały, to już stare dziewczyny Bardzo się postarzały. Czytam teraz „Wielkie serce" - wspomnienie o księdzu Edwardzie Detkensie, wspaniałym, bohaterskim człowieku, obecnie kandydacie na ołtarze. Pamiętam księdza z czasów, kiedy był duszpasterzem akademickim, słyszę jeszcze jego śpiew: „Leci pies przez owies, ogonem wywija Pewnie nieżonaty, szczęśliwa bestyja" Lubię ludzi. Wszystkich? Wszystkich; jednych więcej, drugich mniej, l oni też | mnie chyba lubią. Na starość jestem bardziej wyrozumiała. Na ogół dopisuje mi zdrowie. To ważne. Ale zawsze byłam ruchliwa. W szkole przepadałam za grą w hazenę (rodzaj szczypiorniaka). Nie aprobowała tego moja mama. Staram się być przydatna w domu - zrobić zakupy, ugotować. Nie skupiam się zbytnio na sobie i swoich dolegliwościach. To wymaga pracy nad sobą. l nigdy niczego nie żałuję. Trudno - przepadło. Szczęście jest w nas, a nie koło nas. Dzieci twierdzą, że ja rządziłam w domu. Zawsze było, jak mama chciała. Ale chyba rządy nie były zbyt uciążliwe. Swojemu mężowi mówiłam: ty jesteś mądry, masz wyższe wykształcenie, ja nie. Brat to poważnie. Trochę nie dopisywało mu poczucie humoru. Tajemnica szczęśliwego życia? Nie ma takiej tajemnicy. Uczciwość, radość życia. Jestem przekonana, że kiedy ma urodzić się dziecko upragnione przez rodziców, to ta radość ich oczekiwania przenika do maleństwa. Rodzice bardzo czekali na moje urodzenie. Nie czuję zmęczenia życiem, choć przepracowałam zawodowo jako księgowa ponad czterdzieści lat. l wychowałam przy pomocy mamy troje dzieci. Jestem bogata, bo mam dobre, udane dzieci. Czasem, jak każdego człowieka, dopada mnie smutek. Wtedy zięć mówi: „No to co, zagramy w scrabble'a?" Ten mój zięć Rysiek to nadspodziewanie dobry człowiek. Cieszę się, kiedy przychodzą wnuki. Z zainteresowaniem słucham, jak opowiadają o swoich sprawach. Sama też nie należę do milczących. Zięć dziwi się - o czym one tak ze mną rozmawiają. Jak to o czym? O wszystkim. Zwierzeń pani Władysławy wysłuchała WIESŁAWA PAKUŁA Copyright by Moja Rodzina, nr 4/1999 opr. TG/PO |
