słodki cukiereczek

Rodzina


Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Niepełnosprawni | Zdrowie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Słownik małżeństwa i rodziny |


Swój kąt

Dom Pomocy Społecznej "Przystań" w Katowicach przy ul. ks. bpa Adamskiego przeznaczony jest dla osób starszych przewlekle chorych. Przyjmowane są wyłącznie osoby wymagające całodobowej opieki, której rodzina ze względów materialnych czy mieszkaniowych nie potrafi zapewnić. Obecnie sto osób, w wieku około 77 lat, wraz ze swymi opiekunami próbuje tworzyć namiastkę rodzinnego ciepła, by ostatnie lata życia spędzić jak najgodniej i najradośniej.

Pani Marta mieszka tutaj od dwóch lat. Porusza się na wózku.

- Tu nie jest nudno - mówi - mamy muzykę, różne występy, wielkie urozmaicenie zajęć, nawet w domu tak nie miałam. Mam jedną siostrę. Mieszkałyśmy razem, ale miałyśmy oddzielne pokoje. Dostałam się do szpitala i amputowano mi nogi. Siostra w tym czasie załatwiła dla mnie pobyt tutaj, mimo że byłam sprawna, że wszystko potrafiłam zrobić. Teraz prosi, abym wróciła do niej. A ja już nie chcę wrócić. Mnie tu jest dobrze. Z każdym sobie pogadam. Chętnie pomagam innym, dopilnuję, żeby dobrze się ubrali, bo nie każdy w starszym wieku ma taki sprawny rozum.

Pani Marta ma 84 lata, lecz nie widać tego wieku po niej.

- Mam jeszcze życie w sobie - wyjaśnia z uśmiechem. - Żona zachorowała na raka piersi i wszystkie pieniądze pochłaniało jej leczenie - mówi pan Michał, który dopiero od miesiąca przebywa w tym domu. - Nie płaciliśmy za mieszkanie i wyrzucili nas na bruk, jak bydło - trudno mu ukryć łzy. - Dwadzieścia lat pracowałem na kopalni i jak człowiek był zdrowy, to było dobrze, a jak przyszły choroby... Po eksmisji leżałem miesiąc w szpitalu, potem nie miałem gdzie się podziać, a potrzebuję stałej opieki, bo jestem po kilku zawałach. Dostałem się tutaj. Żona jest nadal w szpitalu, a dzieci u szwagierki. Załatwia nam mieszkanie. Mam nadzieję, że niedługo stąd odejdę i znów będziemy razem. Mieć swój kąt, to jest coś. - Staram się być wesoły - wyjaśnia pan Tadeusz, który w "Przystani" zamieszkał pół roku temu, po wyjściu ze szpitala. - Straciłem wszystko, co miałem. Żona nie żyje, domu nie mam. Miałem mieszkanie i opiekunkę z pomocy społecznej, ale emerytury nie starczyło, by wszystko opłacić i wyżyć. Mam syna. Jest żonaty, ma dzieci i też musi się głowić, jak je utrzymać. Mieszka u teściów. Nie chciałem być dla niego ciężarem, więc zdecydowałem się na ten dom opieki. Jestem zadowolony, że syn nie musi się o mnie martwić, że mam zapewnione jedzenie, spanie, czystość, opiekę. Jak na dom starców, nie jest tu źle. Umilają nam życie, jak mogą, ale nieraz już nie chce się żyć. Kiedy człowiek młody, to myśli, że góry przeniesie, a starość jest inna. Tu jest koniec mego życia.

- Trafiają do nas osoby z różnych powodów - mówi Ewa Nowak, kierownik działu socjalno-terapeutycznego. - Najczęściej z rodzin, w których zerwane są więzi uczuciowe, emocjonalne, z rodzin skłóconych, a także z rodzin dotkniętych alkoholizmem. Czasem są to osoby, które prowadziły taki tryb życia, że cała rodzina do nich się nie przyznaje. Wiemy, że mają dzieci, ale nie mamy ich adresu. Przebywają tu również osoby, których dzieci wychowywały się w domach dziecka. Mimo że mają one ustawowy obowiązek opieki nad rodzicami, z powodu zerwanych więzów i kontaktów nie są zdolne opiekować się matką czy ojcem. Są również osoby zupełnie samotne. Mało jest natomiast takich sytuacji, gdzie "niedobre" dziecko oddaje matkę czy ojca pod naszą opiekę. - Prawie połowa z mieszkańców domu to osoby leżące - wyjaśnia Anna Strzelczyk, dyrektor "Przystani". - Wymagają one szczególnie opieki pielęgnacyjnej. Wszystkim zapewniamy codziennie wizytę lekarza, z której nasi podopieczni są bardzo zadowoleni. Jednak główny ciężar opieki i kontaktu z mieszkańcami domu spoczywa na pielęgniarkach wspomaganych przez rehabilitantów, terapeutów zajęciowych, pedagoga.

- Praca jest bardzo odpowiedzialna i trudna - mówi Grażyna Wróbel, oddziałowa. - Pielęgniarki odpowiadają za stan zdrowia podopiecznych i muszą zorientować się, kiedy potrzebna jest natychmiastowa interwencja lekarza. Starają się umilić im życie, szczególnie osobom leżącym. Trzeba być serdecznym i bardzo uważnym, by nie urazić, nie obrazić kogoś. Początkowo osoby, które do nas przychodzą, są bardzo zagubione, jest to wielka zmiana dla nich. Objawia się to w różny sposób: albo są agresywne, kłótliwe, rozdrażnione, albo zamknięte w sobie, apatyczne. Z czasem stajemy się powiernikami ich najskrytszych tajemnic, załatwiamy nawet niektóre osobiste sprawy. Darzą nas wielkim zaufaniem, co bardzo nas cieszy.

Czas spędzany w domu wypełniają różne zajęcia: zabawy, koncerty, występy, wspólne słuchanie muzyki, dyskusje. Dla osób, które mogą się poruszać, organizowane są wyjścia do teatru, do kina, wycieczki, ogniska. Niektóre osoby po raz pierwszy były np. w teatrze lub nad morzem, gdy zostały skierowane na wczasy rehabilitacyjne. Pensjonariusze obłożnie chorzy mają dostęp do prasy, radia, telewizji, kontakt z innymi osobami.

- Ale przede wszystkim czekają na odwiedziny, choć potrafią na tysiąc sposobów wytłumaczyć i usprawiedliwić nieobecność dziecka - mówi Dyrektorka domu. - Niektóre osoby mogłyby dobrze funkcjonować w rodzinie, gdyby najbliżsi okazywali im trochę więcej serca i cierpliwości. Obserwuję, że kiedyś do domu starców kierowano osoby w ostateczności. A teraz robi się to modne. Odwiedzą mamę raz w tygodniu albo rzadziej i problem z głowy. Trudno mi pogodzić się z tym, bo gdy matka rodzi dziecko, to pokonuje dla niego wiele trudności. Daje mu to, co najlepsze. Gdy lata miną i matka potrzebuje pomocy i opieki, to rzadko najpiękniejsze miejsce jest dla niej. Często jakiś zakamarek lub pokój w domu opieki. - Starszy człowiek jest szalenie przywiązany do swego miejsca, nawet do biednego kąta na poddaszu - dodaje Ewa Nowak - bo to była jego własność i to miało ogromną wartość dla niego. Jeśli jednak znajdzie się w takiej sytuacji, że cierpi z powodu choroby, jest nieumyty, głodny, samotny, to dla takiej osoby z pewnością pobyt w domu opieki jest lepszym rozwiązaniem. Chyba nie potrafimy wczuć się w jego sytuację psychiczną, nie wiemy, jakie dramaty rozgrywają się w jego wnętrzu. Jednak każdemu przychodzącemu do nas mówię, że ma szansę tutaj zacząć nowe życie. Jeśli ma złe wspomnienia, to powinien je zostawić i zamknąć ten etap życia. Tu, jeśli tylko będzie chciał, może znaleźć nowych przyjaciół.

BOŻENA PIETYRA


Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |