|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Niepełnosprawni | Zdrowie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Słownik małżeństwa i rodziny | Gdy rwie się życia przędza ...W wierzeniach nawet najbardziej prymitywnych ludów świata pochówek zmarłego urastał do ceremoniału wielkiej wagi, stanowiąc jeden z nakazów moralnych danej społeczności. Jeszcze w obecnych czasach u narodów Dalekiego Wschodu, Afryki, Amazonii oraz wysp Oceanii kultywowany jest zwyczaj grzebania zmarłych w bezpośrednim sąsiedztwie domów mieszkalnych, stawiania im ołtarzy, składania darów, znoszenia jadła i napitków. W Polsce odkrycia archeologiczne dostarczyły nam dowodów na to, że już w zamierzchłej przeszłości zmarli znajdowali miejsce ostatecznego spoczynku w kopcach, kurhanach, jamach ziemnych i na cmentarzyskach. Ciała spalano na stosach i chowano w glinianych urnach, lub też chowano zwłoki z ulubionymi sprzętami, ozdobami, bronią itp. Dopiero wraz z przybyłym do nas chrześcijaństwem zapoczątkowany został długi proces przenikania na naszą ziemię kultury śródziemnomorskiej. Zwyczaj grzebania zmarłych przeniesiony do nas z Zachodu z trudem znajdował zwolenników, tak jak teraz trudno byłoby nasze społeczeństwo przyzwyczaić do kremacji zwłok. W listopadzie, kierując nasze myśli do bliskich spoczywających na cmentarzach, przypomnijmy dawne zwyczaje pogrzebowe, zwłaszcza te praktykowane na polskiej wsi. W tradycji ludowej podstawowym motywem do grzebania zwłok była obawa przed umarłymi i staranie, by nie być przez nich niepokojonym. Wierzono, że dusza zmarłego może przysporzyć wiele nieszczęść, jeśli się jej nie pomoże w spokojnym opuszczeniu ciała. Obawa ta przyczyniła się do powstania wielu przesądów. l tak jako zwiastuna śmierci traktowano wyjącego psa, grzebiącego nerwowo nogą konia, piejącego koguta, hukanie puszczyka albo sowy, krakanie wron i kruków. Pierwszym odruchem wobec umierającego była chęć sprowadzenia na czas kapłana, aby ten przygotował nieszczęśnika na śmierć. Gdy następowała agonia, umierającemu dawano w rękę gromnicę - świecę poświęconą w dzień Matki Bożej Gromnicznej. Zwyczaje wyciągania umierającemu poduszki spod głowy, układania go na ziemi, okadzania poświęconymi ziołami lub kropienia wodą święconą zrodziły się z przekonania, że ciężka śmierć jest karą za winy popełnione za życia lub rezultatem czyjegoś przekleństwa. Nieraz umierający sam, gdy jeszcze miał na tyle sit, pomagał zebranym wokół jego łoża śpiewać pieśni pożegnalne. Jedna z nich mówiła: Żegnam cię, mój świecie wesoły już idę w śmiertelne popioły, rwie się życia przędza, a czas w grób zapędza - bije pierwsza godzina. Żegnam was mili przyjaciele, mnie czas pod głaz grobowy ściele, gdy śmiertelne oczy wieczny sen zamroczy -bije trzecia godzina. W tej pieśni było godzin dwanaście, a każda zwrotka zawierała akcent pożegnalny i świadczyła o poddaniu się woli Bożej. Ostatnia zwrotka owej pieśni mówiła: Żegnam was, godziny cukrowe, momenta i dni koronowe, już zegar wychodzi, indeks nie zawodzi do wiecznego spania śmierć duszę wygania - już dwunasta godzina. Człowiek dawnych wieków nie buntował się przeciwko śmierci, traktował ją ze spokojem, przygotowywał się na nią przez całe życie. Wierzył w Sąd Boski i w zmartwychwstanie ciał. Szedł po lepsze życie, spokojniejsze, sprawiedliwsze. Jeśli umierający był przytomny, mówiono mu wprost, jaki będzie miał pogrzeb, zbijano niemal na jego oczach trumnę, jeśli jej wcześniej sam nie nabył lub nie wykonał. Wiele osób zawczasu przygotowywało sobie trumny, które czekały na strychach, najczęściej napełnione zbożem, przypominając właścicielom o ulotności ziemskiego życia. Gdy z takiej trumny zaczynało się wysypywać przez szpary zboże, czas było myśleć o końcu ziemskiego pielgrzymowania. W chwili zgonu przestrzegano ciszy, otwierano okna i drzwi, by ułatwić wyjście duszy z ciała i z domu. Zamykano pospiesznie zmarłemu oczy i usta, by nie „wypatrzył" lub nie „wywołał" kogoś na tamten świat. W godzinie śmierci zatrzymywano zegar (chyba że się sam zatrzymał, a ponoć było wiele takich przypadków) oraz zasłaniano wszystkie lustra, by ktoś w nich nie ujrzał postaci zmarłego. Po umyciu ciała ubierano je w śmiertelną koszulę, uszytą specjalnie z myślą o pochówku, bez węzełków na nitkach. Podobnie unikano przewiązywania zwłok, by węzły nie urażały ciała i by w nich nie zatrzymała się dusza ani grzechy zmarłego. Strój w ogóle, jeśli to było możliwe, musiał być nowy, nie używany, by zmarły mógł się należycie zaprezentować na tamtym świecie. Po ułożeniu zwłok w koniecznie wygodnej trumnie, która nie mogła mieć sęków w wieku i o którą nikt się nie targował, rozpoczynał się właściwy obrzęd pogrzebowy. Obejmował on wystawienie zwłok, żale i zawodzenia (często najmowanych zawodowych płaczek), pochód żałobny do kościoła i na cmentarz oraz ucztę pogrzebową, zwaną stypą. Wiara w fatalne oddziaływanie zwłok ludzkich zabraniała wszelkiej pracy w domu i w obejściu. W przekonaniu o złym wpływie śmierci na płodność nie pozwalano zbliżać się do trumny kobiecie brzemiennej ani siewcy. Charakterystyczna była również troska o zniszczenie wiórów z trumny i spalenie słomy, na której leżały zwłoki, a nawet o wycofanie z użycia rzeczy mających styczność ze zmarłym. Szanowano natomiast wszelkie mienie zmarłego w obawie, by się nie upomniał lub nie wrócił po nie. W celu oświetlenia drogi duszy i odpędzenia złych duchów palono zawsze światło przy zwłokach, w nocy zaś dzielącej dzień śmierci od dnia pogrzebu (tzw. pusta noc) czuwano przy trumnie śpiewając żałobne pieśni, modlitwy i litanie, odmawiano też różaniec przeplatany inwokacją „Wieczne odpoczywanie..." Intonowano również często żywą do dziś ludową pieśń „Wyleciała dusza z ciała" albo spotykaną w niektórych rejonach kraju pieśń o „twardym zaspaniu". Dusza z ciała wyleciała Na zielonej łące stała l tam rzewnie zapłakała. Matka Boska usłyszała, Na anioła zawołała. Idź aniele na tamten świat, Utul duszę, nie daj płakać, Pytaj, czy się spowiadała, Święty olej na się brata? Dusza płacze rzewnie, że osierociła dzieci, ale anioł zabiera ją do raju mówiąc do niej tak: Świat wysoki, świat szeroki, Będą żyły twe sieroty, - Siadaj duszo na me loty, Wyniosę cię pod niebiosy. Wyleciała, wyleciała W rajskie wrota zastukała. Matka Boża usłyszała, Pawła, Piotra zawołała, Wpuść duszę, bo do raju chce... Zwyczaje opłakiwania po śmierci, tak popularne u Słowian, zanikały stopniowo, gdyż rozpowszechniało się przekonanie, że łzy mogą ciążyć zmarłemu, a w żadnym wypadku nie należy rozpaczać już po pogrzebie, bo takie łzy mogłyby sprowadzić zmarłego z powrotem na świat jako złego ducha. Obawa przed tym zaznaczała się szczególnie przy wynoszeniu zwłok z domu. Zawsze należało je wynosić nogami naprzód. Trzykrotnie stukano trumną o każdy próg domu na znak pożegnania. Po wyprowadzeniu ciała zamiatano dokładnie izbę, za zwłokami wylewano wodę, a dom zamykano kładąc na progu siekierę, by śmierć prędko do niego nie powróciła. Często trumnę obnoszono po całym obejściu, by gospodarz czy gospodyni pożegnali się ze swym dobytkiem w stajni, w chlewie, a nawet w pasiece. Do wozu wiozącego trumnę nie wolno było zaprzęgać klaczy czy krów, lecz tylko woły lub konie. Miało to chronić przed niepłodnością zwierząt. Zwłoki wieziono drogą okrężną, nigdy przez pola uprawne, by to nie wpłynęło ujemnie na urodzaj. Przy wiejskim krzyżu lub kapliczce kondukt pogrzebowy stawał, a jeden ze znaczniejszych gospodarzy, w imieniu całej wsi żegnał zmarłego w pięknej, często wierszowanej oracji, wysławiając jego zapobiegliwość o rodzinę, gospodarność, godne współżycie z sąsiadami itp. Wszystkich biorących udział w pogrzebie proszono o darowanie uraz zmarłemu. Po nabożeństwie w kościele trumnę zanoszono na cmentarz i tam każdy, za przykładem kapłana, rzucał na nią grudki ziemi ze słowami: spoczywaj w pokoju wiecznym. Powracając z cmentarza nie należało oglądać się za siebie, a wóz i inne sprzęty, na których stała trumna, należało wywrócić, by nie zatrzymała się na nich dusza zmarłego. Po pogrzebie urządzano stypę, ucztę dla domowników i rodziny, śpiewając dawne pieśni żegnające zmarłego, zostawiając przy stole jedno nakrycie z poczęstunkiem dla jego duszy. Dziś wiele z tych praktyk i zwyczajów zanikło całkowicie, niektóre przetrwały i są świadectwem hołdu i miłości dla zmarłego. Jesteśmy dziś świadkami zmiany świadomości w obliczu śmierci. Dawniej śmierć była wielką „uroczystością", w której uczestniczyli nie tylko najbliżsi, Śmierć odznaczała się majestatem, a zmarłego otaczano głęboką religijną czcią. Dziś cywilizacja chciałaby odsunąć od siebie nieuchronność śmierci. Współcześnie często stanowi ona tabu, o którym nie należy wspominać. Śmierć zyskała wręcz inną oprawę, stała się wprost ludzka, zwłaszcza, gdy człowiek umiera w szpitalu, wśród obcych ludzi, w pośpiechu. W tej najtrudniejszej dla człowieka, decydującej chwili brak często przy nim najbliższych, wśród których żył. Nie ma on komu spojrzeć w oczy, pożegnać się, dać rad i wskazówek. Kościół w swej liturgii traktuje zmarłych jako „siostrę nasz, naszego brata", ich imiona wymienia w swych modlitwach i wypominkach. Szczególnie pomocna dla zmarłego ofiara Mszy św. i przyjęcie Eucharystii, człowiek zmarły już nic nie może sobie pomóc, jedynie pomoc bliskich z ziemi przyspiesza jego oczyszczenie z win. Mówimy zmarłemu: do zobaczenia, wierząc, że spotkamy się wszyscy tam, śmierć zostanie pokonana przez miłość Chrystusa. JAN URYGA Copyright by Moja Rodzina, nr 11/1999 opr. TG/PO |
