|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Niepełnosprawni | Zdrowie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Słownik małżeństwa i rodziny | Walka twarda i namiętnaCzy wiecie Państwo, co to jest pat w szachach? Ten popularny termin został użyty w tytule książki Gaspare'a Vella l Danilo Solfaroli Camillocciego „Pat małżeński". Jej podtytuł leszcze bardziej uściśla zagadnienie: „Ani z tobą, ani bez ciebie". Jest to problem niezmiernie trudny, a jednocześnie występujący dość często. Parę w pacie charakteryzują różne ruchy i odpowiedzi. Dysponują nimi oboje małżonkowie. Ale zawsze cel obojga jest ten sam: sprowokować jakąś reakcję drugiego. Jeden jest też tylko wynik - jak piszą autorzy. Gra permanentnie nierozstrzygnięta, która utrzymuje oboje małżonków w stanie niedookreślenia i totalnej blokady. Gdy się patrzy na to z boku, taka relacja małżeńska zdaje się przebiegać w jakiejś monotonnej nijakości emocjonalnej, ale w rzeczywistości za całą tą maską bez wyrazu kryje się uczuciowość jak najżywsza i trwała, więcej - twierdzą autorzy - kryje się ekscytacja prawdziwa, bolesna, ale bez rozwoju, bez możliwości osiągnięcia kiedykolwiek spełnienia we wspólnie dzielonym uniesieniu. Autorzy tej książki są profesorami rzymskiego Uniwersytetu „La Sapienza" oraz psychoterapeutami małżeństwa i rodziny. „Pat małżeński" zatem to rezultat połączenia teorii i praktyki, zarówno jednej, jak i drugiej uprawianej od wielu lat. Warto więc chyba zapoznać się z tym, co mają do powiedzenia. Na początek rozróżniają dwa rodzaje patów - poprzez przeciwstawienie i poprzez oszukanie. Pierwszy kojarzy im się z obrazem jelenia osaczonego przez psy. Jedno z dwojga małżonków przedstawia się jako pognębione, sparaliżowane, przytłoczone przez drugiego, a ten z kolei jest postrzegany jako zdecydowany, wojowniczy i władczy. Układ ról stabilizuje się i staje się bardzo szybko jednym z mitów, wokół których wręcz kręci się życie rodziny. Każde z małżonków przybiera jakąś maskę, której nie chciałoby nosić, ale która jawi się jako najłatwiejszy do zaakceptowania kompromis, dający szansę przetrwania samej pary. W drugim spośród wymienionych przez autorów książki patów również znajdujemy małżonka pozornie stymulującego, kierującego; jest on bezkompromisowy, mocno zaniepokojony i ograniczający w kierowaniu dziećmi, może nawet ze skłonnością do tyranii. W tym wszystkim ów małżonek okazuje się jednak odizolowanym, niezdolnym do oddziaływania, osaczonym przez głuchy sprzeciw; szuka tylko - jak to formułują autorzy książki - acz nie znajduje skutecznego l wiarygodnego sposobu wyrażania siebie. Rodzina nie czyni wprost niczego wbrew niemu, niemniej otacza go delikatną siecią forteli, które stają się prawie że totalnym zakwestionowaniem („Robię za twoimi plecami to, czego ty nie chcesz”). Skąd w ogóle bierze się małżeński pat? Autorzy wychodzą z dość oczywistego założenia, że małżeństwo nie jest rzeczywistością ograniczającą się jedynie do dwojga osób, nawet jeżeli na początku każde z dwojga jest przekonane o nawiązaniu ze swoim „partnerem" relacji totalnej l wyłącznej. Każde bowiem z nowożeńców wnosi do związku małżeńskiego pewien bagaż psychiczny, na który składają się kanony odczuwania i zachowania, kryteria pedagogiczne, jednym słowem styl, którego wyuczyli się - metodą przejmowania lub opozycji - we własnej rodzinie. „Każde z nich żywi przekonanie, że te sekretne własne walizy zawierają szaty godne i wystarczające do przyodziania nie tylko siebie, ale także i przede wszystkim współmałżonka. Są pewni, iż wobec drugiego żywią czule zatroskanie, które zostanie przyjęte z wdzięcznością: wspólnie i z entuzjazmem pracować będą dla zbudowania w tymże stylu ich własnego świata". Po jakimś czasie w związku wybucha walka twarda i namiętna, złożona z potyczek i rozejmów, zgody i niezgody, rozbieżności wyraźnych i podskórnych: w czasie tej walki obie strony angażują cały swój potencjał po to, żeby określić styl nowej rodziny według własnych kryteriów życiowych. Włoscy uczeni nazywają to zjawisko batalią o trzeci styl. Ich zdaniem nigdy nie będzie ona miała końca, zaś jej intensywność zmieniać się będzie stosownie do etapów cyklu życiowego pary i rodziny. Chodzi o to, że ta trwająca całymi latami walka zmierza do zdobycia partnera, spowodowania, żeby zachowywał się w sposób taki, jaki ja uznaję za słuszny dla nas i dla niego. Najczęściej związek trwa w stanie „zimnej wojny" i równowagi odstraszania, kiedy to siła jest tylko demonstrowana, ale nie używana. W parze żyjącej w pacie dostrzegamy jeszcze coś ponadto: „Jeżeli się kąsamy, nikt nie wygrywa, a w szczególności nikt nie doświadcza tego szczęścia, dla którego spotkaliśmy się i pobrali". Z czasem przychodzi na świat dziecko. Gra rodziców przez wiele lat toczy się przed jego oczami. Dziecko nie zna wcześniejszych etapów rozgrywki, jest zupełnie nieświadome tego, co działo się pomiędzy rodzicami w przeszłości; nie wie o ich ukrytej pasji i ekscytacji, przesłoniętych niepokojem, który jest przekazywany w ich wzajemnej komunikacji. Sytuacja prowadzi do interpretowania przez dziecko pata małżeńskiego jako domniemanej wyższości jednego z rodziców nad drugim, wyższości, która jest dla nich i dla całej reszty źródłem cierpienia i która może doprowadzić do sytuacji obiektywnie niebezpiecznych. Może stać się dla dziecka pułapką coraz bardziej nieprzezwyciężalną. U szczytu okresu dorastania dziecko dostrzega coraz gwałtowniej wezwanie do życia własnym życiem i czuje się coraz bardziej ograniczane przez nierozstrzygalny dylemat. Coraz pełniejsze angażowanie się w zadania związane z własną ewolucją łączyć się będzie z procesem dystansowania się, który jest typowy w relacji rodzicielsko-synowskiej; ale ten fakt ma również wiele wspólnego z porzuceniem. Szkoda, że nie mam tutaj miejsca na dokładniejsze zrelacjonowanie tej sytuacji, bowiem autorzy wprowadzają do swoich wywodów jeszcze jedną ciekawą relację, a mianowicie pseudomałżeńską, w której znajduje się także dziecko. Wiąże się to z psychologiczną kategorią nazwaną triangulacją. Triangulacja polega na tym, że rodzice będący w otwartym bądź ukrytym konflikcie starają się zyskać sobie sympatię i wsparcie dziecka jedno przeciw drugiemu. Czy jest w ogóle jakieś sensowne wyjście z takiej sytuacji? Oddając się lekturze książki z uwagą oczekiwałem jakichś porad praktycznych. Jak się wydaje, nadzieją jest terapia, po pierwsze z rodziną. Powinna ona umożliwić terapeutom wejście w system rodzinny oraz zdobywanie -jak piszą autorzy książki -krok za krokiem poważania i zaufania. Po czym następuje etap drugi, czyli naświetlenie historii i przejście do terapii pary. Jeżeli terapia małżeństwa napotyka trudności albo też rodzina ze względu na cykl życiowy zostaje poddana nieprzewidzianym naciskom, to dwoje rodziców może znów uciec się do triangulacji z udziałem dzieci. Wspierając małżonków w otwartym wyrażaniu uczucia, które ich łączy, terapeuta wskazuje im sposób posłużenia się swą silą - wolny i wyzywający. Jest to najlepsza droga urealnienia oczekiwań partnera. Prowadzi to również do zmiany stylu komunikacyjnego, ze stopniowym zanikiem komunikacji niedookreślonej na rzecz bardziej wyrazistej i skutecznej. No dobrze, chciałoby się skwitować, ale u nas dostępność pomocy psychoterapeuty jest w większości przypadków problematyczna, a sytuacja, o której tutaj mowa, dotyka mnóstwa par małżeńskich, o czym przekonuje nas chociażby obserwacja naszych bliższych i dalszych znajomych. To jest właśnie nasz specyficzny polski problem. Inni w poradnictwie rodzinnym poszli już zdecydowanie dalej. Nam pozostaje błądzenie na oślep. Ale nawet autorzy książki zdają się mieć sporo wątpliwości. Ostatni jej rozdział zatytułowali „Problemy wciąż jeszcze otwarte". Piszą oni w nim, że zarówno z punktu widzenia pary, jak i patologii dziecka wiele pytań nie znalazło dotychczas odpowiedzi. Biorąc jednak pod uwagę dramatyzm sytuacji, jak l jej powikłanie, próbują przynajmniej sformułować na ten temat hipotezy, które zamierzają zweryfikować w trakcie dalszych badań. Oto, na przykład, wejście jednego z dzieci w grę rodziców zdaje się być posunięciem o wyjątkowym znaczeniu dla przezwyciężenia nieokreśloności, bowiem, poza współmałżonkiem, nikt tak dogłębnie jak dziecko, nie może wstrząsnąć rodzicem. Pojawia się jednak pytanie, czy jeśli jest wiele dzieci, to którekolwiek z nich nadaje się do tego celu. Odpowiedź terapeutów jest negatywna. Ich zdaniem, musi zaistnieć sytuacja, która wskaże, że to właśnie dziecko może z siłą wkroczyć do gry rodziców. Najprawdopodobniej będzie to dziecko, które w historii rodziny wykazywało swego rodzaju głód uznania. Niezależnie od wszystkiego pozostaje jednak podzielić opinię, że pary patowe przeżywają „sytuację wielkiego cierpienia, osobistego i małżeńskiego, z niezdolnością do rozpoznania rzeczywistej natury owego cierpienia". Nam pozostaje pocieszać się tym, że w odróżnieniu od par żyjących w czasach wcześniejszych, mamy chociaż szansę problem zrozumieć. Zrozumienie też może być formą małżeńskiej terapii i doprowadzić do ulżenia naszemu losowi. CEZARY PRASEK Gaspare Vella, Danilo Solfaroli Camillocci: Pat małżeński. Ani z tobą, ani bez ciebie. Wydawnictwo WAM - Księża Jezuici. Kraków 1998. Copyright by Moja Rodzina, nr 12/1999 opr. TG/PO |
