słodki cukiereczek

Rodzina


Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Robić pożyteczne rzeczy

Halina Cenglowa

W czerwcu obchodzili „stulecie" swojej rodziny: oboje skończyli wtedy po czterdzieści lat - to osiemdziesiąt, plus do tego dwadzieścia, bo tyle lat temu się poznali, co jest dla nich bardzo ważną datą. Było to na pierwszym roku psychologii w Uniwersytecie Warszawskim. Czasy „Solidarności", potem stanu wojennego, kiedy, zameldowani u rodziców, mieszkali gdzie indziej; pamiętają korowody z milicją sprawdzającą, gdzie kto przebywa. Razem odbywali studenckie staże, w czasie wakacji jeździli na Zachód, aby zarobić. Mąż - wspomina Anna Otffinowska - jako człowiek aktywny, imał się przeróżnych zajęć, sprzedawał uszczelki, prowadzi) psychologiczne treningi, oboje po nocach robiliśmy ozdoby choinkowe. Chodziło o to, żeby utrzymać się, przeżyć, bo od początku postanowiliśmy nie czekać na nic ze strony rodziców: wyprowadzamy się od nich, żyjemy na własną rękę i nie wyjadamy im z garnka.

W 1987 r. urodził się bardzo oczekiwany Antek, któremu to wydarzeniu towarzyszył tata, co wymagało pokonania wielu trudności, a także uczynienia rzeczy dziwnych, jak na przykład napisanie podania do dyrekcji szpitala. Potem jednak nie wpuszczono już młodego ojca do jego najbliższych, co pani Anna wspomina najgorzej, bo samotność, a konkretnie brak bliskiej osoby, każda kobieta odczuwa wówczas szczególnie. Już wtedy kiełkowała w niej myśl, żeby następne dziecko urodzić w domu, zważywszy wagę tego wydarzenia. Po dwu latach przyszła na świat Hania, w domu, w życzliwej i pełnej ciepła atmosferze, w obecności lekarza i męża, i było to, jak się spodziewała, bardzo piękne przeżycie.

Gdy Antek miał rok, rodzice oddali im swoje mieszkanie, co bardzo im pomogło i pozwoliło myśleć o drugim dziecku. Dziś przypominam sobie ze wzruszeniem, mówi pani Anna, jak w bardzo już zaawansowanej ciąży stałam w kolejce po mięso na kartki. A niedługo potem wydarzyła nam się wolność i trzeba to było sensownie wykorzystać. Więc mąż, Jacek, zaraz po urodzeniu Hani założył firmę obsługi dziennikarzy zagranicznych, w której był ze trzy lata, po czym dostał kuszącą propozycję pracy w międzynarodowej agencji reklamowej, w której do dziś jest zatrudniony, a która, w zależności od potrzeb klienta, zajmuje się samochodami, papierosami lub ciasteczkami. Jest zadowolony, choć zajęty przez cały dzień, czego wymaga specyfika tej pracy, wyczerpującej emocjonalnie, zważywszy ogromną konkurencję i bezwzględność praw rynku.

Dom to azyl i radość. Jesteśmy rodziną szczęśliwą - stwierdza zgodnie cała czwórka. Antek formułuje to dosadniej: nie jesteśmy rodziną patologiczną, nikt nikogo nie bije, nikt nie pije (o tych problemach mówi się teraz dużo w jego szkole). Jacek Otffi-nowski, człowiek o wielkim poczuciu humoru i błyskotliwej inteligencji, zawsze - dusza towarzystwa, przyczyn tego szczęścia upatruje w dojrzałości i spokoju ich obojga oraz posiadaniu takich dzieci. Dzieci są bystre, bezpośrednie, inteligentne i wszystkiego ciekawe. - Bo zawsze z nimi rozmawialiśmy, mówi ojciec, gadaliśmy o wszystkim nie unikając żadnych tematów, wszędzie z nimi chodzimy, wszędzie zabieramy je ze sobą. Dzieci doceniają rodziców i lubią atmosferę panującą w domu. Pani Anna, poważna i rzeczowa, ciepła, acz nie wylewna, umie oddzielać sprawy ważne od drobiazgów będących w wielu rodzinach przyczyną większości konfliktów. Toteż, gdy mąż wraca zmęczony do domu, nie mówi mu o domowych awariach, bo wie, że nie jest złotą rączką, ale woli, by usiedli na kanapie i napili się razem herbaty. Każde z nas, mówi, ma liczne zajęcia, ale rodzina jest dla nas najważniejsza, wszyscy dla niej pracujemy. Sprzyjamy sobie, szanujemy się wzajemnie, każdy ma prawo głosu, bo jesteśmy rodziną demokratyczną, choć narzucamy z mężem pewne nieprzekraczalne zasady, ale to, co będziemy robić na przykład w najbliższy weekend, rozważamy wspólnie, a podejmowane decyzje czasem wieńczy kompromis.

Hania zachwyca się kuchnią mamy, która lubi gotować, a że czasu ma mało, robi obiady na dwa dni lub wspiera się gotowymi produktami. Hania uważa, że najlepsza jest zupa pomidorowa i ogórkowa, nie mówiąc o wigilijnym barszczu z uszkami. No i osso buco, czyli giez cielęca w pomidorach, na dowód czego przynosi mi z kuchni garnek z jego zawartością. Dzieci uczą się dobrze, Antek interesuje się historią i grą RPG rozwijającą wyobraźnię. Hania lubi polski, bo pan mówi ciekawe rzeczy. No i zwierzęta. Zaczęto się od tego, że poszli z ojcem na giełdę zwierząt i pewien pan polecił im małego węża, taką półmetrową wstążeczkę; jest to zwierzę bezobslugowe, powiedział, idealne dla dzieci, raz na dwa miesiące się je karmi i raz na pół roku po nim sprząta. Dziś pyton tygrysi imieniem Nelson, samica zresztą, ma 4 metry i leży spokojnie w swym szklanym kojcu, z którego nie może być wypuszczony, bo zjadłby kotka Szyszkę, który mieszka tu z mamą Melą i wujkiem Kazi-kiem. Jest jeszcze sznaucer Julka, pies obronny i ślimaki Hani w słoiku. Rodzina pasjonuje się sportem - nartami i nurkowaniem uprawianym podczas wakacji i cotygodniowego treningu.

Tradycją jest, że raz w roku „u Otffinów", w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia (Wigilia i pierwsze święto to czas rodzinny), przez dom przewija się ze sto osób: jedni wpadają na pięć minut, drudzy, z dziećmi, na dłużej. Pani Ania podaje zupę cebulową i wino, goście przynoszą swoje wiktuały.

Kiedy urodziła Hanię, miała już gotowy program pomocy kobietom w przygotowaniu się do porodu. Zaowocowały własne przemyślenia i przestudiowane angielskie książki, a tak się szczęśliwie złożyło, że gdy mata skończyła dwa lata, nadarzyła się okazja, żeby ten program realizować, bo przy prywatnej klinice położniczej powstała szkoła rodzenia, w której pani Ania zaczęta pracować. Program realizowany od dziesięciu lat zakłada psychologiczne przygotowanie kobiety do porodu, zgodnie z filozofią pani Anny, że poród nie jest wydarzeniem medycznym, jak to się zwykło lansować, ale najważniejszym, wręcz kluczowym przeżyciem dla kobiety, a także dziecka i całej rodziny. W związku z tym wszystko, co należy robić w szpitalu, to kobiecie pomagać, uspokajać ją, dodawać jej sit, a nie ingerować. To, co robi pani Anna, polega na rozbudzaniu w kobiecie wiary we własne siły i w jej zdolności do odbycia porodu.

Anna Otffinowska jest inicjatorką i współtwórczynią akcji „Rodzić po ludzku", jak również powstałej nieco później, także z jej woli, fundacji o tej samej nazwie, przy której działa dziś szkoła rodzenia oraz twór najnowszy, cieszący się wielkim powodzeniem - poradnia dla kobiet w ciąży i matek małych dzieci. Pani Anna mówi, że szczęśliwy los zetknął ją przed laty z najbardziej dziś znaną polską położną, Jeannette Kałytą, która pracuje, jak bywało niegdyś, zaangażowana bez reszty w porody kobiet, poświęcając im wręcz całą siebie.

Fundacja działa od trzech lat, pani Anna kieruje całością jej poczynań, czasem towarzyszy też, jeśli sobie tego życzą, kobietom, które były słuchaczkami jej wykładów w szkole rodzenia (jest jedną z trzech osób, które tym się w fundacji zajmują). Wspiera je duchowo, zapobiega ewentualnemu wpadaniu w panikę, pomaga zmienić pozycję, masuje, słowem - jest blisko, bo tego najbardziej wtedy kobietom potrzeba. Tym zwłaszcza, których mężowie, nazbyt delikatni, odmówili swojej obecności. Pani Anna twierdzi zresztą, że nie każdy mąż musi być przy porodzie, natomiast każda kobieta rodząca powinna mieć koło siebie kogoś bliskiego; obecność ta nie pozostaje także bez wpływu na położne w szpitalach, które są wtedy nieco milsze...

Fundacja jest organizacją pozarządową, charytatywną, bazuje na sponsorach, większość usług świadczy bezpłatnie lub za symboliczną złotówkę.

Za swój sukces życiowy pani Anna uważa fakt, że w stosunkowo krótkim czasie siłami paru osób udało się zmienić styl położnictwa w Polsce, co jest dziś doceniane w świecie. W ciągu ostatniego 1,5 roku zmieniło się podejście do rodzącej kobiety na bardziej humanistyczne, dzięki zapoczątkowanej przez nią wraz z grupą współpracowniczek akcji, którą na swych tamach podjęta „Gazeta Wyborcza". Powiedziały kobietom głośno, czego im potrzeba, zrobiły ranking szpitali. Stale borykają się z trudnościami finansowymi: poradnia mogłyby być dziś, wobec ogromu potrzeb, pięć razy większa i pięć razy skuteczniejsza, co nie wymaga wielkich nakładów ani drogiej aparatury. Dziś pilne jest rozbudzenie świadomości prawnej kobiet idących do szpitala; powinny wiedzieć, co im się należy, czego się domagać, co gwarantuje im karta pacjenta. Że nie mogą być w pozycji petenta, i to zastraszonego, wobec panującego u nas przekonania, że po przestąpieniu progu szpitala pacjent nie tylko nie ma żadnych praw, ale powinien Bogu dziękować, że w ogóle żyje. Częsty argument służby zdrowia o braku pieniędzy nie ma tu nic do rzeczy, bo uśmiech i życzliwość są bezpłatne.

W zorganizowanym po raz pierwszy w minionym dziesięcioleciu konkursie „Pro publico bono" (Dla dobra publicznego) na Inicjatywę Obywatelską Dziesięciolecia (uczestników było kilkuset) fundacja „Rodzić po ludzku" znalazła się wśród dwunastu nagrodzonych, otrzymując wyróżnienie. Jest to dla nas tym bardziej cenne, mówi pani Anna, że w kapitule konkursu zasiadały takie osoby jak ks. Twardowski i prof. Zoll, a przede wszystkim jej przewodniczący Jan Nowak-Jeziorański, z rąk którego 11 listopada ubiegłego roku w Krakowie odebrała wyróżnienie. On to podkreślił wówczas prawdę, o której często zapominamy, że naszym największym majątkiem narodowym jest wrodzony duch przedsiębiorczości. Zaś mąż, Jacek Otffinowski, po prostu cieszy się, że żona robi pożyteczne rzeczy.

opr. TG/PO


Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |