|
Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach | Wokół domowego ogniskaKomu nie oddałaby dziecka Matka Teresa Dzięki wspomnianej ostatnio chorobie miałam luksus nadrobienia zaległości czytelniczych, a dotyczyły one również "mojego pisma". W AZYMUT-owym dodatku do noworocznego numeru GN znalazłam wspaniały tekst pt. "Cichy, niepozorny głos" zawierający fragmenty przemówienia Matki Teresy wygłoszonego w Waszyngtonie w 1994 roku do ważnych osobistości Stanów Zjednoczonych oraz komentarz jego autorki Peggy Noonan, specjalistki od "sztuki przemawiania". Nie będę streszczać tego artykułu ani go komentować; zachęcam przede wszystkim do jego przeczytania tych wszystkich, którzy tego nie uczynili. Ukazuje on, raz jeszcze, wielkość i świętość Matki Teresy z Kalkuty; moc jej pokory i jej imponującą odwagę. Jest ponadto wspaniałym materiałem do medytacji dla każdej rodziny, gdyż dotyczy spraw jej najbliższych: miłości i życia. Spróbuję podzielić się tym, co mnie najbardziej w tym tekście uderzyło. Po pierwsze, obraz bogatego domu opieki, w którym bogaci rodzice bogatych, dorosłych dzieci ze smutkiem spoglądają w kierunku drzwi, oczekując odwiedzin, podczas gdy - co podkreśla Matka Teresa - w umieralniach Kalkuty nawet umierający się uśmiechają - bo czują się kochani... Po drugie, sformułowanie, że musimy się dawać jedni drugim aż do bólu... I pytanie: Czy jesteśmy skłonni dawać aż do bólu, aby być z naszą rodziną, czy też stawiamy nasze sprawy na pierwszym miejscu?. Współbrzmi to ze zdaniem innej osoby, które przeczytałam ostatnio - że w każdej sytuacji życiowej lepiej wybierać to, co kosztuje, a nawet więcej - w tym, co kosztuje, znajdować szczególną radość, a jest to "radość doskonała", jak mawiał św. Franciszek. Czyż łatwe i przyjemne rozwiązania nie narzucają nam się same, przemawiając głosem walki o prawo do..., o autonomię, o egoistycznie pojmowane własne szczęście? Trzecią rzeczą, która dała mi do myślenia w wypowiedzi Matki Teresy - rzeczniczki, a często "organizatorki" adopcji - było takie zdanie: (...) nigdy nie daję dziecka rodzinie, która stosowała antykoncepcję. Uzasadnienie jest następujące: W miłowaniu mąż i żona zwracają uwagę jedno na drugie, tak jak się to dzieje w przypadku naturalnego planowania rodziny, a nie ku sobie samym, jak ma to miejsce w przypadku antykoncepcji. Kiedy to miłowanie jest zniszczone przez antykoncepcję, wówczas aborcja następuje bardzo łatwo. - Ile z nas, polskich, katolickich małżeństw "zasłużyłoby" na dziecko od Matki Teresy? - pomyślałam. Na Zachodzie liczni małżonkowie po wielu latach bezdzietności pragną zaadoptować dziecko w Polsce, w innych krajach postkomunistycznych czy nawet na innych kontynentach. Czy nie jest w przypadku niektórych tak, że utracili oni dar płodności po latach stosowania "nowoczesnej, nieszkodliwej i bardzo powszechnej" antykoncepcji oraz odkładania macierzyństwa "na później"? Utracony dar nie powróci już w formie pomyślanej przez Stwórcę. Szukają więc formy innej, lecz czy będą w stanie "kochać aż do bólu"? (...) Jeśli matka zniszczyła siłę miłowania, w jaki sposób będzie ona kochać moje dziecko? - pyta Matka Teresa. Wkrótce "Gromniczna" - święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Niech ta refleksja oświetlona myślą Matki Teresy z Kalkuty będzie dla tego dnia komentarzem. Dobromiła Salik Copyright by Gość Niedzielny opr. TG/PO |
