słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj


Barbara Karpińska

Zaproszenie



Jakże dramatycznie brzmią słowa skargi, które ostatnio dość często czytam lub słyszę — „Nie mogę odnaleźć kontaktu z Bogiem”, „Gdzie i jak mogę Go ponownie odnaleźć?”, „Już nie mogę się modlić”, „Przestałam chodzić na Mszę Świętą — proszę o pomoc” . Odpowiadający zachęcają — idź do spowiedzi, uczestnicz możliwie najczęściej we Mszy świętej. Rady ze wszech miar cenne, choć niestety nie wystarczające. Źle przeżywane kolejne sakramenty pojednania, niezrozumienie liturgii w której się uczestniczy, mogą paradoksalnie oddalić nas od Boga, od Kościoła, zamienić wzrost „nowego człowieka” w lichą wegetację.

W niedzielne poranki Bóg poprzez głos naszego sumienia, wysyła do każdego z nas osobiste, imienne zaproszenie do osobistego spotkania w zgromadzeniu wiernych - „Oto przygotowałem ucztę (....) i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” (Mt, 22, 4). Gospodarz zaprasza i czeka na nasze przyjście.

Pamiętam, jak kiedyś oczekiwałam na zaproszenie na przyjęcie weselne, jednej z moich znajomych. Kiedy zaproszenie dotarło rozpoczęłam planowanie rozkładu dni poprzedzających to wydarzenie, gdyż tak wiele trzeba było zrobić, aby się dobrze przygotować i później radośnie uczestniczyć w świątecznym spotkaniu. Jesteśmy gotowi do niemałych poświęceń, aby później dobrze spędzić czas w gronie znajomych, przyjaciół i rodziny.

Czy tak samo, przeżywamy coniedzielne zaproszenie na Paschę Jezusa, czy przygotowujemy się do wspólnego spotkania, na ile gotowi jesteśmy dostosować się do pewnych wymogów określonych w zaproszeniu. Nasze usta głoszą słowem, pieśnią miłość i zaufanie do Zapraszającego, czy rzeczywiście przekłada się to na naszą konkretną postawę. Czy ktoś patrzący na nas z boku mógłby odgadnąć, że w niedzielę spieszymy na spotkanie z Kimś, na Kim nam zależy, Kogo kochamy, z Kimś, kto pragnie nas obdarować daleko więcej znaczącymi dobrami, niż te z promocyjnych akcji w nowo otwieranych centrach handlowych. Czy ten postronny obserwator, dostrzeże w nas jakiekolwiek zmiany, kiedy będziemy wychodzić ze spotkania?

Do większości zaproszeń dołączony jest program uroczystości i najczęściej w codziennym życiu staramy się przybyć na nie jeśli nie przed czasem, to punktualnie. Jakże jednak wielu z nas przychodzi na Mszę Świętą z kilkuminutowym spóźnieniem, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że pomija istotną i ważną część liturgii. Nie przywiązujemy zbyt wielkiej wagi do początku zgromadzenia i myślimy, że wystarczy zdążyć na Liturgię Słowa. Wchodzimy więc na ucztę bez powitania z Gospodarzem i szybko pragniemy zasiąść do stołu z kurzem codziennych przewinień i zaniedbań na naszych stopach i dłoniach. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy i nie dajemy sobie szansy usłyszeć słów powitania „Pan z wami” i następnie wezwania „Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni”. Co to dla nas oznacza?

Jezus Chrystus , „Święty, który nas powołał” (1 P 1,15) — gromadzi nas, aby nam udzielić pełni swojego życia przez dar ze swojego Ciała i Krwi i przez włączenie nas do Jego ofiary. Otworzymy się w pełni na ten dar jeśli uświadomimy sobie kim jesteśmy: należymy do ludu grzeszników, jednakże uświęconych przez Chrystusa. Otwierając się na łaskę, możemy po krótkiej chwili poświęconej na osobistą modlitwę rachunku sumienia, wspólnie z braćmi i siostrami uznać własną grzeszność i wyrazić żal, odpowiadając na wezwanie do nawrócenia serca i do pokuty.. Ten krótki czas, nie jest przeznaczony na dokładny rachunek sumienia. Jeśli nie praktykujemy swojej codziennej wieczornej modlitwy , w której analizujemy jak w ciągu dnia odpowiadamy na Miłość Boga, na Jego natchnienia do takiego a nie innego działania, czy wypełniamy nasze postanowienia wytrwania w dobrym, trudno nam będzie w tym konkretnym momencie Eucharystii uświadomić sobie nasze niedoskonałości, słabości drobne przewinienia, zapominanie o wezwaniu do naśladowaniu Chrystusa w naszej codzienności. Wypowiedziane sercem słowa aktu pokuty, uznanie poprzez stwierdzenie „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina” swoich przewinień w myślach, słowach, uczynkach i zaniedbaniach pozwolą nam na rozpoznanie się w słowach jakie przytoczył Ewangelista: „Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił powie ci :>> Przyjacielu, przesiądź się wyżej!<< i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników” (Łk, 14, 10).

Dobrze przeżyty akt pokuty na początku każdej Eucharystii przygotowuje nas do pełnego spotkania ze Słowem i Ciałem i uświadamia nam naszą godność dzieci Bożych. Brak tej modlitewnej refleksji czy to z powodu nieobecności, czy też braku zrozumienia tego, co w nas poprzez akt pokuty może się dokonać sprawia, że wypowiedziane przez nas słowa nie przemieniają naszych serc i nie oczyszczają nas z braków w miłości do jakiej jesteśmy wezwani. Tym samym nie jesteśmy tak naprawdę przygotowani do tego aby otworzyć uszy, zwrócić się całym sobą i słuchać tego, co Chrystus chce nam przekazać tu i teraz w trakcie tej Eucharystii.

Akt skruchy, pokuty i nawrócenia rozpoczynający nasz udział we Mszy św. oczyszcza nas z przewinień i drobnych nieuporządkowań. Czasem jednak sumienie wyrzuca nam poważniejsze zaniedbania, cięższe sprzeniewierzenia Bożej Miłości lub też wskazuje na zbyt często powtarzające się drobne upadki, z którymi nie potrafimy się uporać. Podpowiada nam, iż sam akt pokuty i wspólnego wyznania win nie wystarczy i cicho nakłania do przygotowania się do sakramentu pojednania i pokuty.

Przykazania kościelne przypominają między innymi o przystępowaniu do sakramentu pojednania przynajmniej raz w roku. Różnie korzystamy, z tego po Eucharystii, najwspanialszego daru. Zbyt często jest to wciąż trudna do pokonania formalność, lub tylko częste rutynowe wyznanie według schematycznych formułek powtarzających się grzechów. Zapominamy niejako o istocie tego sakramentu, którą powinno być nasze nawrócenie, metanoia, przemiana sposobu myślenia, gotowość na zmianę upodobań, odmiana naszej mentalności i pragnienie aby rozpocząć nasze życie od nowa. Sprowadzamy spowiedź do wyznania grzechów i dziwimy się, że nawet pomimo częstego z niej korzystania nie dokonuje się w nas oczekiwana przemiana. Być może potrzeba sobie uświadomić, iż sakrament ten trwa w czasie i powinien rozpocząć się od pogłębionego rachunku sumienia. Wiele już napisano o dobrym przygotowaniu do spowiedzi.

Obecnie wielu z nas uczestniczy lub właśnie zakończyło rekolekcje wielkopostne i odkrywa w sobie pragnienie dobrej, szczerej, głębszej niż zazwyczaj spowiedzi. Sięgamy wtedy po rachunek sumienia i często odkrywamy, że wymienione w nim przewinienia nie przystają do naszej sytuacji życiowej i duchowej. Czujemy się nieraz zagubieni i nie potrafimy nazwać po imieniu tych rodzajów grzechu, które nas ranią, osłabiają, pozbawiają życia. Czasem okazuje się, że brakuje nam czasu i nie możemy się skupić nad tym co jest korzeniem, przyczyną naszych upadków — widzimy i rozpoznajemy tylko owoce. Iluż z nas odprawia rachunek sumienia, ze starej lub pożyczonej książeczki do nabożeństwa stojąc w długiej kolejce do konfesjonału, w pośpiechu, lęku, bez możliwości skupienia. Najczęściej myślami jesteśmy już wtedy przy samym wyznawaniu grzechów, lub też szukamy w sobie wszelkich okoliczności łagodzących, nie chcąc przyznać się przed samym sobą, do popełnionych win i zdrad. Nie możemy dziwić się, że tak przeżywany w pośpiechu, bez należytego skupienia sakrament pojednania nie spełni swojej funkcji, nie będzie w naszym życiu tym do czego został ustanowiony.

Dobrym przygotowaniem do spowiedzi sakramentalnej, jest codzienne modlitewne spotkanie z Bogiem na wieczornym kwadransie szczerości. Wtedy mamy czas na refleksję nad swoją relacją z Bogiem, z samymi sobą, z bliźnimi. To właśnie ten dany nam czas codziennie pozwala na formowanie sumienia, uczenie się przeżywania żalu, podejmowania postanowień, sprawdzania jak udaje się nam z pomocą Bożej łaski te postanowienia ku dobremu realizować. Dobre przygotowanie do i zrozumienie sakramentu pojednania i pokuty, pozwoli nam na pełne przyjęcie łask jakie z tego sakramentu płyną. Stopniowo odkryjemy, że dokonuje się w nas przemiana i że początkowe bezowocne wysiłki, aby zrealizować skierowane do nas wezwanie idź i nie grzesz więcej, coraz częściej przynoszą oczekiwane efekty. Dzięki leczeniu w tym sakramencie nazwanych i uświadomionych przez nas nieraz bolesnych i wstydliwych ran, odzyskujemy zdrowie i stopniowo coraz większą pełnię życia. Z radością odkryjemy, że coraz częściej, będąc w stanie łaski uświęcającej po oczyszczeniu się we akcie pokuty na początku mszy świętej jesteśmy otwarci na działanie Słowa Bożego, które w skuteczny sposób będzie nas odnawiało i przygotowywało do aktu zjednoczenia w Komunii Świętej.

Dość często panuje w nas przekonanie, iż tylko bezpośrednio po uzyskaniu sakramentalnego rozgrzeszenia, przez kilkanaście minut jakie dzielą nas od Komunii Świętej, jesteśmy rzeczywiście bez żadnego najmniejszego grzechu i tym samym stajemy się niejako „godni” do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Nie do końca rozumiemy modlitwę „Baranku Boży” i powtarzane słowa setnika „Panie nie jestem godzien.......”. Tak naprawdę, dopóki żyjemy nigdy nie będziemy w pewnym sensie godni na przyjęcie Tego który nas do końca umiłował i który jako Bóg-Człowiek przewyższa nas nieskończenie. Pokornym wezwaniem przed Komunią otwieramy się na rozpoczęcie tajemniczego działania Jezusa, który przychodzi, aby zgładzić nasze grzechy i obdarowywać nas życiem, życiem w całej pełni. Przyjmowana Komunia Święta, Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa jest zapoczątkowaniem tej uczty niebieskiej , która czeka nas w przyszłości; a w chwili obecnej tu i teraz jest pokarmem, dzięki któremu możemy dalej wędrować i stopniowo przemieniać się, aby być gotowymi na wejście na ostateczną ucztę weselną z jaką czeka na nas Ojciec.

Bez udziału w ofierze i Eucharystii, trudno nam będzie wytrwać w tej ziemskiej drodze, trudno a czasem wręcz może okazać się to niemożliwe aby skutecznie odmienić swoje życie i własnym świadectwem nieść innym radosną Nowinę o tym że Chrystus umarł, zmartwychwstał i powróci.

Być może nadchodzi dla wielu z nas dobry czas na podjęcie decyzji o ponownym głębokim nawróceniu, pełniejszym i częstszym korzystaniu z tych wszystkich znaków, jakie Kościół jako depozytariusz powierzonych mu przez Chrystusa sakramentów, pragnie każdemu z nas udzielać. Tym pełniej i owocniej z nich skorzystamy im głębiej otworzymy się na zbawcze działanie sakramentów pokuty i Eucharystii. To od nas zależy, czy dla innych staniemy się widocznym i czytelnym znakiem przeżywanej przyjaźni z Chrystusem, czy będziemy solą i światłością, czy też zwietrzejemy i ukryjemy się w cieniu wydarzeń, jakie niesie otaczający nas świat. Przez Chrzest zostaliśmy wezwani i powołani do dawania świadectwa, nie zapomnijmy o tym, kiedy będziemy odnawiać przyrzeczenia Chrztu Świętego w Wigilię Paschalną.


opr. mg/mg



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Mariusz Krawiec, Uczta słowa
Benedykt XVI, Nie ma nadziei bez modlitwy
Benedykt XVI, Czas stawania się na nowo chrześcijanami
Benedykt XVI, Sercem ruchu ekumenicznego jest modlitwa
Stanisław Dziwisz, Marian Gil OMI, Przesłanie Kongresu Eucharystycznego w Quebecu
Stanisław Dziwisz, Marian Gil OMI, Eucharystia – Boży Dar dla życia świata
Marian Gil OMI, Zakończenie Kongresu Eucharystycznego – „Liturgia nie jest naszą własnością”
Marian Gil OMI, Quebec: Nie patrzmy co to jest, ale Kto to jest Eucharystia…
Marian Gil OMI, Kongres w Quebecu: rozmowa z organizatorami
Benedykt XVI, Papież modli się o owoce Kongresu Eucharystycznego
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |