Mateusz Wyrwich
OAZY nawrócenia
Nazywane niekiedy lekcewa¿±co wakacyjnym ko¶cio³em, dla setek tysiêcy osób sta³y siê miejscem nawrócenia, choæ ich uczestnicy czêsto byli ¶cigani przez peerelowsk± S³u¿bê Bezpieczeñstwa, a ich twórca najprawdopodobniej zosta³ zamordowany przez SB. „Oazy” ks. Blachnickiego z czasem przekszta³ci³y siê w posoborowy ruch odnowy w Ko¶ciele — Ruch ¦wiat³o-¯ycie. Za jego pocz±tek uznawany jest rok 1954 i pierwszy rekolekcyjny wyjazd ministrantów ¶l±skich z ks. Franciszkiem Blachnickim. Ministranci nazwali swoj± grupê Oaz± Dzieci Bo¿ych. Wkrótce jednak przekszta³ci³a siê ona w ruch oazowy. Po dwudziestu latach formacja ewangelizacyjna, jak± propagowa³ ks. Franciszek, przyjê³a nazwê Ruchu ¦wiat³o-¯ycie. Gromadzi³a ju¿ wówczas ponad pó³tora miliona ludzi. Ks. Franciszek by³ postaci± nietuzinkow±, ¿y³ ze ¶wiadomo¶ci± ¿ycia darowanego mu przez Pana Boga. W czasie wojny jako ¿o³nierz podziemia zosta³ skazany przez Niemców na karê ¶mierci. Cudownie uratowany od jej wykonania, odsiaduj±c wyrok w celi ¶mierci — nawróci³ siê. Tu¿ po wojnie wst±pi³ do seminarium ¶l±skiego i w 1950 r. przyj±³ ¶wiêcenia kap³añskie. Zaraz po ¶wiêceniach zaj±³ siê m³odzie¿±. Cztery lata pó¼niej wyjecha³ na rekolekcje z Oaz± Dzieci Bo¿ych. Darowane ¿ycie zaczê³o przynosiæ owoce.
Jak owce bez pasterza...
Dla ks. Mieczys³awa Rzepeckiego z podwarszawskiego Brwinowa pierwsze spotkanie z Ruchem i jego Za³o¿ycielem to koniec lat piêædziesi±tych. Dla ks. S³awomira Kwietnia z Warszawy — to pocz±tek lat siedemdziesi±tych. Dla ¶wieckich — katechetki Marii i jej uczennic: Wioli i Ma³gorzaty — to lata siedemdziesi±te i osiemdziesi±te. Ale ¿yciu ka¿dego z nich formacja oazowa nada³a now± warto¶æ i kszta³tuje je do dzi¶. Ks. Rzepecki o ks. Blachnickim pierwszy raz us³ysza³, kiedy by³ jeszcze w warszawskim seminarium. Osobi¶cie pozna³ go jednak dopiero jako student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w koñcu lat sze¶ædziesi±tych, kiedy ks. Blachnicki wyszed³ z komunistycznego wiêzienia. — Siedzia³ za prowadzenie Krucjaty Wstrzemiê¼liwo¶ci, która u schy³ku lat piêædziesi±tych skupia³a ponad sto tysiêcy osób — wspomina ks. Rzepecki. — Du¿o mówi³ o zniewalaniu Polski przez alkohol, podstêpnie i na ró¿ne sposoby propagowany przez komunistów. Wci±¿ t³umaczy³, ¿e w pijañstwie jest co¶ uw³aczaj±cego godno¶ci ludzkiej. Pocz±tki masowego ruchu oazowego w Warszawie to lata siedemdziesi±te. Ruch dynamicznie rozwija³ siê m.in. w parafii pw. Naj¶wiêtszej Maryi Panny Królowej ¦wiata na Opaczewskiej. Tam, gdzie w przedwojenne osiedla mieszczañskich kamienic i domków jednorodzinnych wkrada³y siê szkaradne blokowiska zamieszkane przez nowe pokolenie, niemal ca³kowicie oddane w³adzy komunistycznej. Pokolenie ludzi urodzonych w czasie wojny lub tu¿ po niej, którym uda³o siê wmówiæ, ¿e wszystko, co maj± lub bêd± mieli, zawdziêczaj± w³adzy ludowej. Pracê, wykszta³cenie, mieszkania. Warunek by³ jeden: wyrzeczenie siê Boga. — Wówczas by³o tak, ¿e albo sta³e¶ po stronie w³adzy, albo po stronie Ko¶cio³a — wspomina Maria, w latach sze¶ædziesi±tych katechetka w ko¶ciele na Opaczewskiej. — W parafii sporo by³o opuszczonej m³odzie¿y, wiele pochodzi³o z wojskowych rodzin. Dzieciaki by³y zagubione. Szuka³y jakiego¶ miejsca dla siebie. Uwa¿a³am, ¿e trzeba im pomóc. Rozmawiali¶my do pó¼nej nocy. M³odzie¿ mia³a normalne, m³odzieñcze k³opoty. Towarzyszy³o im czêsto niezrozumienie w rodzinie. Uwa¿a³am, ¿e wiele z tych osób po prostu powinno pój¶æ do spowiedzi. Do kogo¶ bardzo ¿yczliwego, kto nie tylko tego dzieciaka wyspowiada, ale bêdzie mu towarzyszy³ duchowo. Nie jednorazowo, ale przez kilka lat. Modli³am siê bardzo, by zjawi³ siê taki ksi±dz, który potraktuje ich powa¿nie. I zjawi³ siê ks. S³awomir. Niebawem pojechali¶my na pierwsz± oazê do Kro¶cienka. Szybko okaza³o siê, ¿e nowy wikary na Opaczewskiej — ks. S³awomir Kwiecieñ jest wielkim propagatorem Ruchu ¦wiat³o-¯ycie. Ewangelizacj± prowadzon± przez ks. Blachnickiego zafascynowa³ siê ju¿ podczas studiów na KUL-u. — Ruch by³ moim odkryciem. Dotkn±³ mnie Bóg tak± mi³o¶ci±, ¿e siê nawróci³em. To dziêki Ruchowi zauwa¿y³em, ¿e dotychczas na pierwszym miejscu tak naprawdê nie by³ u mnie Pan Bóg. Dziêki Ruchowi na nowo zacz±³em odkrywaæ S³owo Bo¿e i Ono zaczê³o do mnie docieraæ. Pó¼niej z niezwyk³± pasj± dzieli³em siê Nim. Kiedy by³em w parafii na Opaczewskiej, zrozumia³em jeszcze jedno: ¿e dziêki ludziom, których spotka³em we wspólnocie, uczy³em siê byæ chrze¶cijaninem. Tu dla mnie praktycznie realizowa³o siê to, co mówi³ ¶w. Augustyn: „Z wami jestem chrze¶cijaninem, dla was jestem biskupem”. Odkry³em, ¿e jestem wy¶wiêcony nie po to, a¿eby do ludzi przemawiaæ, ale dlatego, ¿e ja te¿ jestem Ko¶cio³em...
— Dla mnie równie¿ Ruch ¦wiat³o-¯ycie sta³ siê odnajdywaniem mojej roli w Ko¶ciele — przyznaje ks. Rzepecki. — Mo¿e najbardziej dane mi by³o to zrozumieæ przez kontakt z rodzinami, z lud¼mi doros³ymi, przez pokazywanie im, co mo¿e byæ uczynione w Ko¶ciele przez ¶wieckiego, a co nie. Zreszt± ludzie sami wiedzieli, ¿e niemo¿liwe jest byæ we wspólnocie Ko¶cio³a bez pos³ugi kap³ana. Ale wszystkie inne administracyjne rzeczy byli gotowi zrobiæ. Pokazywa³o to sens mojego wyboru.
„Hymn o mi³o¶ci”
Wiola Respondek, obecnie lekarka, do ko¶cio³a na Opaczewskiej trafi³a w ostatniej klasie szko³y podstawowej. Jej ojciec by³ oficerem LWP i „nie widzia³” córki w Ko¶ciele. W tajemnicy przed nim przyjê³a Pierwsz± Komuniê ¶w. Równie¿ w tajemnicy chodzi³a na religiê. Wspiera³y j± mama i babcia. — By³o to dla mnie bardzo stresuj±ce. Ale spotkania oazowe dawa³y mi niezwyk³± si³ê — opowiada Wiola. — Pierwszy raz pojecha³am na oazê w 1981 r. Chodzi³am ju¿ wtedy do liceum. W szkole wiedziano o tym, nawet panowa³a moda na „oazy”, bo oaza by³a traktowana jako co¶ opozycyjnego wobec komunistów. Dla mnie jednak oaza to nie by³a polityka, ale przede wszystkim pog³êbione ¿ycie religijne. To by³a formacja. Ka¿dy dzieñ mia³ swój rytm. By³a Jutrznia, spotkanie, Msza ¶w., wyprawy w góry i modlitwa pod samym niebem. Byli¶my tego spragnieni. Nawi±zywa³y siê przyja¼nie. Mój zachwyt oaz± bra³ siê te¿ st±d, ¿e spotyka³am tam ludzi, którzy mieli podobne pragnienia. Mia³am do nich zaufanie, bo wiedzia³am, ¿e temu, kto jest na oazie, tak samo zale¿y na Panu Bogu jak mnie. Pamiêtam, ¿e na oazie dosta³am pierwsze Pismo ¦wiête i znalaz³am tam „Hymn o mi³o¶ci”. Po wakacjach biega³am po szkole i z wielkim zachwytem pokazywa³am hymn kole¿ankom. Ma³gorzata Nawrocka, dzi¶ pisarka, trafi³a do Ruchu jako siedemnastoletnia licealistka. Pochodzi³a z rodziny uwik³anej w problemy alkoholowe. Postrzega³a ¶wiat za oknem jako ¶wiat na niby. Jaki¶ teatr, w którym rodzice maj± przypisane role. I ¿e podobn± rolê za chwilê bêdzie zmuszona graæ i ona. Nie chcia³a tego. Szuka³a prawdy. — Trafi³am do grupy Marysi i pierwszym moim odkryciem by³a modlitwa psalmami — wspomina. — Nauczy³am siê, ¿e mo¿na siê modliæ psalmami. Pó¼niej uczêszcza³am na katechezy na temat Biblii i ca³a Biblia sta³a siê moim odkryciem. Codziennie j± czytam. Najpiêkniejsza rzecz, jaka mi siê przydarzy³a, to u¶wiadomienie sobie, ¿e Biblia jest moj± ksiêg±. Napisan± dla mnie. Odby³am wakacyjne trzystopniowe, oazowe rekolekcje w Pêcicach. Bardzo wa¿na okaza³a siê dla mnie Krucjata Wyzwolenia Cz³owieka. To jedna z idei ks. Blachnickiego. W diakonii Krucjaty pozna³am te¿ mojego mê¿a. Odnalaz³am wiele odpowiedzi na drêcz±ce mnie pytania natury spo³ecznej. By³am z pocz±tku zdziwiona, ¿e Ko¶ció³ zajmuje siê nie tylko modlitw±, ale równie¿ anga¿uje siê w ¿ycie spo³eczne. ¯e Ko¶ció³ interesuje siê mn± jako osob±. ¯e chce jako¶ci mojego ¿ycia. Bez wzglêdu na to, jakie ono jest w tej chwili. Gdyby nie obecno¶æ we wspólnocie, na pewno by³abym dzisiaj kim¶ innym. Na pewno nie mia³abym tak udanej rodziny. Nie mia³abym pracy zawodowej, któr± lubiê i dziêki której te¿ mogê ewangelizowaæ. Nie by³oby takich przyjació³. Zdrowego ¶rodowiska do wychowywania moich dzieci. Pan Bóg za w³osy wyci±gn±³ mnie z tamtej sytuacji. I odbieram to jako wielk± ³askê.
To, czego skonfiskowaæ nie mo¿na
Z czasem okaza³o siê, ¿e oazy s± potrzebne nie tylko m³odzie¿y, kap³anom, ale równie¿ ma³¿eñstwom. Zaczê³y przyje¿d¿aæ na nie trzypokoleniowe rodziny. Bywa³o, ¿e dzieci nawraca³y rodziców. Rozrastanie siê Ruchu nie wszystkim jednak odpowiada³o. Oponentów w¶ród ksiê¿y neutralizowa³a rêkojmia prymasa Stefana Wyszyñskiego. Jednak¿e Ruch ¦wiat³o-¯ycie by³ przede wszystkim w sposób szczególny szykanowany przez w³adze PRL. Jego twórca — ks. Blachnicki by³ inwigilowany ju¿ od lat piêædziesi±tych, kiedy to jako m³ody kap³an stawa³ w obronie ¶l±skich biskupów atakowanych przez komunistów. Aresztowany za¶ zosta³ za prowadzenie walki przeciwko rozpijaniu narodu. Przesiedzia³ w wiêzieniu blisko piêæ miesiêcy. Na organizowane przez lata spotkania oazowe w Kro¶cienku czy w innych miejscowo¶ciach komuni¶ci nie dawali zezwolenia. Bywa³o, ¿e tzw. nieznani sprawcy napadali na oazy. S³u¿ba Bezpieczeñstwa straszy³a gospodarzy, u których zatrzymywali siê oazowicze, utrat± pracy czy te¿ latami wiêzienia. Notorycznie ks. Blachnickiemu nie zezwalano na kupno wêgla do opalania budynków w Kro¶cienku. Wreszcie wymy¶li³ akcjê wysy³ania do Kro¶cienka wêgla w kilkukilogramowych przesy³kach. Wierni tak ochoczo odpowiedzieli na ten apel, ¿e wkrótce praca poczty w wielu miejscach kraju zosta³a unieruchomiona. To zniechêci³o w³adze komunistyczne do tego typu szykan. — Wielokrotnie podczas adoracji w ko¶ciele u ¶w. Anny przychodzili tajniacy. Funkcjonariusze SB albo tajni wspó³pracownicy — wspomina Maria. — Niemal bezb³êdnie wychwytywali¶my ich. Kiedy¶ siedzieli¶my w krêgach i usadowi³o siê ich dwóch. Jeden tak siê wierci³, ¿e zaczê³y mu wychodziæ z kieszeni aparaty pods³uchowe. Nie wytrzyma³am i mówiê: „Przepraszam, ale wszystkie pomoce naukowe panu wypadn±...”. Bardzo siê speszy³. Szybko wyszed³. Innym razem mieli¶my skupienie w domu Instytutu Prymasowskiego. Jeden z ch³opaków wyszed³ wcze¶niej ni¿ inni. A mnie jako¶ instynkt podpowiada³, by za nim pój¶æ. Okaza³o siê, ¿e robi³ zdjêcia wewn±trz budynku. Wiedzieli¶my te¿, ¿e robili zdjêcia uczestnikom naszych spotkañ. Zdarza³y siê tak¿e osoby, które bez przerwy przerywa³y nasze spotkania. Próbowa³y je rozbiæ. Zadawano np. pytania, ale zupe³nie nie na temat. Mimo tych wszystkich utrudnieñ i szykan popularno¶æ Ruchu w latach siedemdziesi±tych i osiemdziesi±tych zaczê³a wzrastaæ tak szybko, ¿e zahamowanie ca³ego procesu sta³o siê dla komunistów niemo¿liwe. Na jednorazowym turnusie w Polsce bywa³o nawet ponad osiemdziesi±t tysiêcy osób. W latach stanu wojennego Ruch w sposób naturalny sta³ siê te¿ swego rodzaju antykomunistyczn± krucjat±. — Dziêki formacjom na oazach — jak podkre¶laj± ich uczestnicy — stawali¶my siê silni Bogiem. A komuni¶ci stawali siê bezsilni. To, co siê dzia³o w Polsce, powoli promieniowa³o te¿ na inne kraje tzw. socjalistyczne, zniewolone przez Sowietów. Szczególnie dotyczy³o to Czechos³owacji, w której funkcjonowa³ podziemny Ko¶ció³. — Na dwutygodniowe oazy je¼dzili¶my do Murzasichla i Czarnej Góry — opowiada ks. Rzepecki. — Uczestniczyli w nich zarówno Czesi, jak i S³owacy, na ogó³ od kilkunastu do kilkudziesiêciu osób. Kiedy wracali do siebie, byli niezwykle szczegó³owo kontrolowani przez s³u¿by celne, nie mogli przewie¼æ Biblii czy tekstów formacyjnych. Ale przechytrzyli¶my ich s³u¿by. Ka¿dy z Czechos³owaków uczy³ siê na pamiêæ po kilka stron jakiej¶ ksi±¿ki religijnej. I w ten sposób ca³a grupa „przemyca³a”, strona po stronie, materia³ formacyjny Ruchu. Takiej „ksiêgi” nie mo¿na by³o skonfiskowaæ. Nastêpna grupa przemyca³a kolejn± ksi±¿kê itd. T³umaczyli je pó¼niej na swoje jêzyki i nauka Ko¶cio³a promieniowa³a. Pokonywa³a granice i systemy.
opr. mg/mg
Copyright © by Niedziela (31/2009)

wy¶lij znajomym