słodki cukiereczek

Kościół i Unia Europejska
















Peter-Hans Kolvenbach SJ

Zjednoczenie Europy - rola Kościoła

Zjednoczenie Europy wywołuje wiele pytań, często bardzo zasadniczych. Czy proces ten polega na odkrywaniu na nowo jedności naszego kontynentu, czy też stwarzamy tę jedność z wielu części od zera? Według drugiej hipotezy, Europa nigdy nie istniała, według pierwszej, chodzi o to, by odkryć to, czym byliśmy zawsze: Europejczyków. Idea zjednoczonej Europy wygląda zupełnie inaczej, jeśli możemy czerpać inspirację ze wspólnej historii i kultury. Jeśli zaś nie, przyjmujemy jako punkt wyjścia przekonanie, że zjednoczona wbrew samej sobie Europa zdolna jest oprzeć się siłom ekonomicznym, które na całym świecie sprzymierzają się przeciw niej.

Rzeczywiście, każdy z nas uczył się historii jako nieprzerwanego ciągu wojen i konfliktów, inwazji i okupacji. Jeśli wyjdziemy poza obszar Holandii, stwierdzimy, że kryzys bałkański bynajmniej się nie skończył. Europa nie mogła odegrać w nim żadnej roli jako Europa. Prowizoryczne rozwiązanie zostało narzucone przez USA. Mimo panującego pokoju, w Europie znaleźć można liczne punkty zapalne: Kosowo, mniejszości węgierskie, Mołdawia, Besarabia i turecka część Cypru. Co więcej, zagrożona jest konfederacja państw rosyjskich (konflikty w Armenii i Besarabii). Irlandia Północna i kraj Basków żyj ą w ciągłym strachu.

Mniejszości nie chcą stanowić części w większych całościach narodowych:

Katalonia w Hiszpanii, Korsyka we Francji, lombardzka Padania we Włoszech. To tylko kilka przykładów, a można by ich podać więcej. Czytając gazety i oglądając telewizję widzimy, że każdy krok w kierunku wzmocnienia Europy napotyka dążenia przeciwne. Rozszerzenie Unii Europejskiej na kraje wschodnie wzbudza opozycję polityczną w ogromnej skali. Czym to wytłumaczyć? Oczywiście, można powoływać się na skłonność każdego bytu ludzkiego do akcentowania swoich cech charakterystycznych w obliczu wspólnoty coraz bardziej zaborczej, aby nie dopuścić do rozpłynięcia własnej indywidualności w anonimowości grupy. Jednakże jest to raczej wymówka niż odpowiedź.

Aspekty negatywne i pozytywne

Przedmiotem naszego zainteresowania są tu przede wszystkim problemy religijne i Kościoły. Brak jedności Europy znajduje odbicie w stosunkach między Kościołami. Oczywiście, odpowiedzialni za wspólnoty religijne spotykają się w ramach licznych kościelnych organizacji europejskich. To samo czynią władze polityczne. Ale nowa Jałta wcale nie jest niemożliwa. Żelazna kurtyna ideologiczna między Zachodem i Wschodem może zostać zastąpiona przez nową granicę religijną. Oddziela ona prawosławie, które uważa Europę Wschodnią za swoje nieodłączne terytorium, od chrześcijaństwa mniej lub bardziej poszczerbionego, zakorzenionego na Zachodzie. Dialog między Kościołami Reformacji zwraca się bardziej w kierunku wzajemnego uznania różnic w wierze niż ku jedności w Chrystusie. Drugi Sobór Watykański odkrył ekumenizm jako życzenie Chrystusa, dokonały się już także pewne zbliżenia. Czy możemy jednak powiedzieć, że po tysiącu lat podziałów i nienawiści wejdziemy w rok 2000 z większą jednością w mocnym sensie tego słowa? Rozbieżności, które widać między Kościołami, wydają się to uniemożliwiać.

Co więcej, w Europie chrześcijanie nie są już sami:

w wielu krajach islam stał się drugą religią: liczy tam miliony wyznawców. Auschwitz pozostaje jeszcze dzisiaj bolesną raną dla synagogi. Każda decyzja Europy odnosząca się do Bliskiego Wschodu rozjątrza ją. Islam Afryki Północnej i krajów Lewantu nie jest częścią Europy. Ale to, co dzieje się w Jerozolimie albo w Algierii wzbudza natychmiast emocje w Europie. Religie pozwalają się wykorzystywać jako element konfliktów i wojen, jak o tym świadczy Irlandia Północna i Bałkany. Ani polityka, ani religia nie staną się automatycznie filarami jedności Europy.

Ten negatywny i trzeźwy szkic pokazuje, że jedności Europy nie można budować na bazie naturalnej wspólnoty. Droga do jedności i do powtórnego zjednoczenia wymaga pojednania i rozważnej współpracy. W przeciwnym wypadku Europa sama unicestwi się w wewnętrznych sprzecznościach.

Nie zaprzeczamy tym faktom: są negatywne. Jednak zarysowany tu obraz pozostanie tylko częściowy, jeśli pominiemy to, co bezsprzecznie jednoczy Europę. Doczepiona do kontynentu azjatyckiego, jest wyraźnie od niego oddzielona przez trzy akweny wodne i Ural.

Większość języków należy do grupy indoeuropejskiej. Specjaliści są w stanie odkryć w nich słowa i myśli dawnych mieszkańców Europy. Jako całość stała się jednością kulturową: wyróżnia ją prawo rzymskie i myśl grecka; została ochrzczona przez głoszenie Ewangelii, która z kolei została zaniesiona na wszystkie strony świata dzięki typowo europejskiemu poszukiwaniu przygód w nowym świecie. Co więcej, wspólne są ideały Rewolucji Francuskiej i Deklaracji Praw Człowieka. Wspólne jest leż doświadczenie dwóch wojen światowych, który wybuchły w Europie i toczyły się o nią. Mur berliński uświadomił wszystkim, że podzielona Europa jest sprzeczna z naturą. Bez wspólnej ekonomii rynkowej Europa nie jest w stanie przeciwstawić się procesom ekonomicznym rozwijającym się w całym świecie.

Zwięzłe podsumowanie tysiącletniej historii czyni oczywistym stronę pozytywną: Europejczycy mają ze sobą więcej wspólnego, niż chcieliby to przyznać. Jakkolwiek by nie było, są skazani na współpracę w czasach, gdy wszystkie kraje i wszyscy ludzie są od siebie wzajemnie zależni.

Historyczna rola Kościołów

Rola Kościołów w tej ewolucji jest niezaprzeczalna. To Kościół katolicki nauczał ludy Europy, czym człowiek i ludzkość mogą i powinny być w perspektywie objawionej przez Stwórcę i Zbawiciela. Stopniowo Europa uświadamiała sobie wartości, które wyrażają się w sprawiedliwości i pokoju, w wolności i miłości. Człowiek europejski uwolnił się od Kościołów rozumianych jako "Mater et Magistra"(inatka i nauczycielka), by przejąć głoszone przez nie wartości na własne konto. Jeszcze pozwala się wychowywać i inspirować przez Ewangelię. Stawszy się dorosłym, żyje wolnością, równością i braterstwem jako osobistymi zdobyczami. Cesarstwo Rzymskie, uformowane przez Kościół katolicki, zaowocowało kulturą chrześcijańską. Obecnie Europa doznaje pokusy, by postrzegać wartości ludzkie niezależnie od Ewangelii i poza Kościołami, opierając się jedynie na własnych siłach. Na określenie tego procesu używa się terminu "sekularyzacja". Po konfrontacji z nazizmem i materializmem historycznym, dwoma systemami totalitarnymi i ateistycznymi, Europa zaczęła postrzegać samą siebie jako jedną całość. Spróbujmy sformułować nasze pytanie w terminach biblijnych: czy jest możliwe zbudowanie miasta Europy bez odniesienia do Boga? Czy nie ryzykujemy budowania na próżno, jeśli rezygnujemy z oparcia na inspiracji ewangelicznej i czerpania z niej naszych sił? Pytanie narzuca się samo: czy trudny poród Europy nie jest konsekwencją osłabienia europejskiego chrześcijaństwa? Jakiekolwiek by były aspekty negatywne i pozytywne Europy, jest oczywiste, że jej przyszłość zależy od rozważnej woli Europejczyków. Nikt nie może zmusić Europy do zjednoczenia, nawet jeśli niepowodzenie oznaczałoby stratę czegoś wartościowego. Rolą Kościołów nie jest określanie form politycznych jutrzejszej Europy. Ale Kościoły są świadome, że decyzja za życiem w Europie na sposób europejski stanowi część ich odpowiedzialności w imię Ewangelii.

Agape

Pierwszym składnikiem motywacji chrześcijańskiej jest agape. Ten wkład, radykalnie nowy, umieszcza miłość bliźniego na takim poziomie, że tylko to nowe słowo jest w stanie go opisać. Na Bliskim Wschodzie trzy religie, które należą do "rodziny Księgi" próbują żyć ze sobą razem. Jeszcze dzisiaj judaizm jest podziwiany za cierpliwość i nadzieję oczekiwania Mesjasza. Islam wzbudza szacunek przez radykalny charakter swojej wiary, rozbudzanej publicznie na co dzień. Chrześcijanie są tam poważani z powodu praktykowanej przez nich działalności charytatywnej. Jedynym sensem ich inicjatyw społecznych i dzieł miłosierdzia jest pragnienie uczynienia pierwszego kroku w kierunku pojednania, aż do ofiary z własnego życia, aby bliźni znajdujący się w nędzy mógł żyć. Ta typowo chrześcijańska agape przekracza zarówno względy rodzinne i wspólne interesy, jak i przesądy narodowe i społeczne. Spogląda na człowieka i wspólnotę ludzką oczami Chrystusa. Znamy dobrze ewangelicznego Samarytanina. Człowiek, który umiera przy drodze jest przede wszystkim człowiekiem, który potrzebuje pomocy innego człowieka:

i dlatego ten staje się jego bliźnim. Czy byłby to Żyd czy Rzymianin, zasobny Palestyńczyk czy ubogi przybysz, złoczyńca czy sprawiedliwy, jest rzeczą wtórną. Każde cierpienie ludzkie zaprasza do miłości agape zakorzenionej w osobie Chrystusa. On jest tym, któremu się służy, gdy przyjmuje się więźnia, chorego czy imigranta.

Historia ludzkości zawsze była naznaczona pragnieniem miłości. Stela Hammurabiego (1750 p.n.e.) jest tego dobitnym świadectwem. Chrystus uczynił z miłości nowe przykazanie: dajcie swoje życie bez dyskryminacji, bez sprzeciwu, bez czekania na czyjąś inicjatywę. Kontynent europejski nie mniej obfituje w okazje do proszenia o przebaczenie i pojednanie, niż w chęć zaradzania własnym potrzebom narodowym. Mówiąc po ludzku, zjednoczenia nie da się dokonać inaczej, jak tylko wychodząc z zamknięcia w sobie ku agape Chrystusa. Nie jest przypadkiem, że u początków Unii Europejskiej znajdowali się nawróceni chrześcijanie jak de Gasperri i Schuman, Adenauer i de Gaulle.

Postęp: problem duchowy

Również inne przekonanie płynące z wiary może stać się czynnikiem promującym jedność europejską. Jest ono jednak trudniejsze do zaakceptowania, ponieważ zakłada krytyczne spojrzenie na postęp techniczny i naukowy, którym szczyci się nasz współczesny świat. Żyjemy w epoce sensacyjnych odkryć w skali makro i mikro. Odbijają się one na życiu codziennym. Przekształciły służbę zdrowia, podział dobrobytu i środki transportu. Postęp ten nie osiągnął jeszcze swego punktu kulminacyjnego. Z drugiej strony, technika jako taka domaga się kontroli. Ewolucja technologiczna niesie z sobą ryzyko alienacji człowieka i zniszczenia jego środowiska - znamy wszyscy zagrożenie nuklearne. Człowiek winien panować nad techniką. Ale kierunek, jaki jej nada, zależy od jego wizji świata, jego koncepcji wspólnoty i obrazu człowieka, jaki sobie wytwarza. Wszystko to dotyczy także ekonomii. W tych dniach to ona nadaje oblicze Europie.

Konieczne jest udzielenie odpowiedzi na dwa zasadnicze pytania. Po pierwsze: Czy kraje europejskie wolą puścić cugle rynku ekonomicznego czy też akceptuj ą kierowanie nim w taki sposób, by bezrobocie nie było już postrzegane jako ekonomiczne fatum, a młodzież mogła uwolnić się od lęku o przyszłość? Po drugie: Czy kraje wspólnoty są gotowe poświęcić niektóre aspekty dobrobytu społecznego, by stworzyć krajom Europy Wschodniej możliwości ekonomiczne dla realizowania ich własnej ekonomii?

Podsumujmy: czy kraje te chcą związać odpowiednią dystrybucję dóbr z produkcją ekonomiczną? Dystrybucja taka nie będzie już docierała do niewielkiej liczby uprzywilejowanych. Skorzystają z niej wszyscy, by najbogatsi nie stawali się jeszcze bogatsi, a biedni dalej nie biednieli.

Z tą chwilą ludzkość będzie mogła intensyfikować swój ą produkcję: głód i bieda będą mogły zostać usunięte. Ale dzisiejsza dystrybucja dóbr wskazuje jasno, że obecnie nie dąży się do równego ich podziału. Trzeba podkreślić, że nie można pozostawić ekonomii ani samej sobie, ani konsumpcji. Chodzi o ukierunkowanie jej na człowieka i ludzkość: nie na tę czy tamtą osobę, ale na wszystkich ludzi, szczególnie na tych, którzy są w potrzebie. Trzeba więc zwrócić uwagę na to, jakie przekonania czy też jaka wiara leży u podstaw określonych decyzji ekonomicznych. Oczywiście, ani na Ewangelii ani na Kościołach nie ciąży obowiązek narzucania programów technicznych czy struktur dobrobytu. Są to inicjatywy, które spoczywają w rękach ludzi. Ale te ręce mogą rozdzielać. Określona opcja zależy od wiary i ukierunkowania duchowego.

Spróbujmy sformułować wniosek: Kto wie, czy zjednoczenie Europy nie jest ostatecznie problemem duchowym. Rolą Kościołów i nas jest przypominać o tym w imię Tego, który dąży do naszego najwyższego dobra, indywidualnego i wspólnotowego.

Zadanie chrześcijanina

Postawmy teraz pytanie, jakie jest znaczenie Kościołów dla Europy?

Przede wszystkim, zapraszają one do niewzruszonej wiary. Zadanie to wydaje się łatwe, co nie jest jednak prawdą. Zjednoczenie europejskie nie jest procesem spokojnym i uregulowanym. Są w nim momenty dynamiczne, przypływy energii, które czasem wyparowują wraz ze wzbudzoną przez siebie zwodniczą euforią. Obecnie bardzo intensywnie zmierza się w kierunku unifikacji walutowej (euro). W wielu krajach służy to za pretekst do uporządkowania finansów państwa. Jest to wspaniałe, nie ma jednak wiele wspólnego ze Wspólnotą Europejską. Generalnie wszyscy zgadzają się, że powinna powstać jedna Europa, ale technokraci, którzy określają prędkość konieczną, by do niej dotrzeć, natrafiają na opór albo na obojętność. Kraje troszczą się o ochronę swych narodowych interesów. Na horyzoncie rysuje się raczej perspektywa współpracy między rządami niż państwo federalne. Jedność polityczna znikła z oczu. Status quo obecnego państwa jest postrzegane jako jedyny możliwy sposób zrealizowania stabilizacji życiowej. Parlament europejski powinien włączyć się w politykę europejską, ale organizm ten jest zbyt słaby: zaledwie udaje mu się odgrywać rolę pośrednika między parlamentami narodowymi a Komisją Europejską. Taka sytuacja wywołuje eurocynizm i eurosceptycyzm: Po co komu Europa?

Czerpiąc z Misterium Paschalnego, Kościoły i wierzący są przekonani, że powołaniem świata nie jest rozproszenie. Także Europa jest zdolna do zrealizowania swego zjednoczenia. Dla wierzącego przyszłość niesie z sobą zbliżenie, pojednanie i jedność. Nie jest to skutek jego osobistej pewności czy naiwności, ani tym bardziej rezygnacji z patrzenia w twarz rzeczywistości. Żywi on intymne przekonanie, że historię ludzkiej jedności można napisać we współpracy z Panem historii. Niepowodzenie Wieży Babel nie jest jakimś fatum. Świat zbliża się do nowego wydarzenia Zielonych Świąt, gdzie każdy, z tym wszystkim, co stanowi o jego indywidualności, wejdzie w komunię w Duchu Świętym. Chodzi o to, by nie pozwolić się pokonać ciężarom przeszłości i jasno widzieć obecne przeszkody. Chodzi o to, by zaakceptować niepewność przyszłości. Oto zadania do wykonania. Kościoły, które biorą swój początek z Boga jednego i troistego, powinny je podjąć.

Drugie zadanie związane jest z przekonaniami płynącymi z samej wiary. Wspólnota Europejska zrodziła się z węgla i stali. Rozszerzyła się na ser i rybę, mleko i wino. Zmierza ku jednej walucie znosząc granice celne. Zwolennicy Europy powiedzą, że taki opis zakrawa na karykaturę. Ale nie mogą zaprzeczyć, że aspekty polityczne, społeczne i kulturalne napotykają mur obojętności, nawet opozycji. Sporadyczne kontakty między Brukselą i Kościołami coraz to na nowo ukazują istotną lukę. Jeszcze niedawno Watykan skierował list do pewnej konferencji europejskiej, przypominając, że stworzenie Europy nie ogranicza się do zniesienia granic czy otwarcia rynków. Chodzi o stworzenie wspólnej przestrzeni wolności i solidarności, sprawiedliwości i pokoju. List mówi wprost: "Organizacja Europy trzeciego tysiąclecia będzie jednocześnie etyczna i polityczna". Specjaliści europejscy sprzeciwiają się takiemu punktowi widzenia. Ich obecnym celem jest wprowadzenie jednego systemu walutowego. Euro przyniesie z sobą zjednoczenie polityczne i już wywołuje zmiany społeczne w krajach europejskich. Co więcej, ekonomia jest w niebezpieczeństwie. Powinna oprzeć się polityce rynków USA, Japonii, tygrysów z południowo-wschodniej Azji i licznych krajów Ameryki Łacińskiej, które stają się konkurentami na poziomie rynku światowego. Jeśli Europa zniknie ze sfery ekonomicznej, konsekwencje będą katastrofalne na poziomie socjalnym i pociągną za sobą marginalizację polityczną. Doświadczenie pokazuje, że siła ekonomiczna pozwala odgrywać zasadniczą rolę w procesie pokojowym na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie i w rejonie afrykańskich Wielkich Jezior.

Oczywiście, odpowiedzialni za Wspólnotę Europejską są świadomi konieczności wspólnych przekonań i aspiracji. Chcą dzielić z całą ludzkością doświadczenie człowieka europejskiego, naznaczone przez wielowiekową prawidłowość wyrażoną wprost przez Chrystusa: nie samym chlebem żyje człowiek! Kościoły głoszą ją nie w swoim własnym imieniu, ale w imię Pana: dobrobyt ekonomiczny powinien zwracać się ku dobru człowieka i nie pozostawiać polityki rynku mechanizmom konsumpcji. Powinna ona wspierać wartości ludzkie. Wartości niosą z sobą duchowość i religijność nawet w zsekularyzowanej Europie. Rzeczywiście, duchowość wzbudza zainteresowanie. Wierzy się w coś, co przekracza chleb powszedni, wierzy w boską tajemnicę, nawet jeśli odwraca się od zinstytucjonalizowanych form religii. Ta potrzeba duchowa niesie jednak z sobą ryzyko ograniczenia się do poziomu poszerzonej świadomości, ubogacenia globalnego doświadczenia i swoistej uwertury do tego, co przekracza człowieka. Tego rodzaju ubogacenie może ograniczyć się do wymiaru indywidualnego, a ten z kolei do narcystycznego zajmowania się samym sobą. Na poziomie wspólnoty wychodzi na światło dzienne pokusa stworzenia unii zachodnioeuropejskiej dążącej jedynie do swego własnego szczęścia. A przecież człowiek i ludzkość nie żyją tylko chlebem powszednim. Żyją słowem Chrystusa, który troszczy się o drugiego. Człowiek i ludzkość nie znajdą spoczynku, dopóki nie odkryją swego ostatecznego sensu: dawać innym chleb życia.

Apel Kościołów jest konieczny: w przeciwnym razie Wspólnota Europejska ryzykuje zamknięcie się w sobie samej i odcięcie się od innych ludzi. Myśl chrześcijańska nie może się ograniczyć do piętnastu państw: obejmuje wszystkie kraje od Atlantyku do Uralu. Znamy wszyscy słowa pewnego polityka rosyjskiego: Europa jest wspólnym domem. Niestety, przypomina on raczej drapacz chmur. Na niektórych piętrach panuje prosperity. Inne ogarnięte są pożarem. A windy już nie działają albo blokują się, gdy się próbuje sobie wzajemnie pomóc. Organizując się we wspólnotę, Unia Europejska ryzykuje popadniecie w introwertyzm. Przekonania chrześcijańskie przesycone są poczuciem odpowiedzialności: bronić godności człowieka na całym świecie; ofiarować każdemu człowiekowi Ewangelię; uczestniczyć w rozwoju innych kontynentów przez inicjatywy charytatywne i ekonomiczne. Pomoc w rozwoju krajów Trzeciego Świata i osobisty wkład niezliczonych wolontariuszy jest imponujący. Jednocześnie integracja nie-europejczyków we własnym łonie okazuje się trudna. Kościoły także czują się bezradne, a w każdym razie sfrustrowane. W imię Pana witają przybyszów i przyjmują imigrantów. Ale Europie nie udało się otworzyć na nie-europejczyków, którzy pragną uczestniczyć w jej dobrobycie. Partie polityczne sprzeciwiające się imigracji otrzymuj ą imponującą ilość głosów w wyborach. Kościołom przypadło bardzo niewdzięczne zadanie. Bronią zasad i starają się poruszać sumienie Europy. Nie do nich należy jednak dyktowanie konkretnych rozwiązań, które liczyłyby się ze wszystkimi elementami tego złożonego problemu.

Zjednoczenie Europy i ekumenizm

Tak dochodzimy do ostatniego pytania. Czy Kościoły dysponują zasobami sił, którymi mogłyby zasilić Unię Europejską? Praktyki religijne zanikły w większości krajów europejskich. Co więcej, stanowisko Kościołów w sprawie jedności wydaje się na pierwszy rzut oka bardziej teoretyczne niż praktyczne. Ale problemów jest więcej. Czy Kościoły są wiarygodne w głoszeniu Ewangelii, nawet jeśli powstrzymują się od pouczania innych? Czy nie domagają się od Europy tego, czego same nie potrafią realizować we wzajemnych stosunkach? Jest to naprawdę niewygodne pytanie, gdy widzimy, jak głoszą jedność nie dochodząc do niej same między sobą. Kościoły Europy posiadają organizm koordynacyjny: Konferencję Kościołów Europy. Biskupi katoliccy spotykają się na poziomie europejskim. Nasuwa się jednak pytanie: czy poszukiwanie jedności jest wystarczająco intensywne i przemyślane, by być dla innych przykładem zbliżenia, zgody i jedności? Jeśli nie, czy Kościół ma prawo wypowiadać się na ten temat? Owocny dialog zależy w dużej mierze od relacji między prawosławiem, które dominuje w Europie Wschodniej, a Kościołem katolickim, który jeszcze dziś dominuje w Europie Centralnej i Zachodniej. Kościoły zrozumiały, że jeśli akceptują podział i niezgodę, są zgorszeniem i tracą cały kredyt zaufania w świecie, który mimo wszystko podąża w kierunku jedności. Często Kościoły postrzegają ekumenizm jako zło konieczne naszych czasów, nawet jeśli żywo się weń angażują. Oczywiście, nikt nie potrafi przepowiedzieć, gdzie, kiedy i jak jedność Kościołów zrealizuje się w Chrystusie. Czasem ogarnia je wstyd. Zauważają, jak światowej dyplomacji udaje się urzeczywistnić pokój, prowizoryczny czy trwały, w sytuacjach z pozoru nie do rozwikłania. Uświadamiają sobie wówczas, że ci, którzy głoszą Ewangelię miłości nie są stanie pojednać się po tysiącu lat niezgody. Zgadzamy się co do tego, że ekumenizm zakłada zaangażowanie bardziej radykalne niż zjednoczenie Europy. Kraje europejskie nie zwracają uwagi na to, jakie oblicze będzie miała Europa jutra. Nie wiedzą, jaki model zjednoczenia - federacja, integracja, związek - pojawi się na końcu procesu zjednoczenia. Ich droga może zmierzać do wspólnych wyników przechodząc przez niezliczone porozumienia i kompromisy. Mogą sobie pozwolić na relatywizm posunięty do ostateczności. Nawet jeśli niewielu członków wierzy niezachwianie w zjednoczenie, wystarczy być świadomym własnego interesu, by podejmować wspólne kroki. Biurokratyczne rozporządzenia zdolne są pociągnąć za sobą określone zachowania nie pociągając za sobą konieczności wewnętrznej akceptacji. Na lotnisku można przechodzić przejściem przeznaczonym dla obywateli Wspólnoty Europejskiej nie będąc zobowiązanym do noszenia jej w sercu. Kościoły nie mogą nigdy zadowolić się tego rodzaju procedurą. Ale czy Europa będzie mogła powstać bez przemyślanej woli, względnie entuzjazmu Europejczyków? Czy nie byłoby nonsensem angażować się na rzecz zjednoczonej Europy, która zadowalałaby się rozkoszowaniem holenderskim serem, włoskim winem, francuskimi perfumami i niemieckim chlebem w angielskim pubie przy dźwiękach hiszpańskich piosenek? Europa bez zaangażowania jest chimerą z punktu widzenia długiej tradycji, której Kościoły są świadkami i dziedzicami.

Papież Jan Paweł II zaproponował, by Kościoły poprosiły o przebaczenie za wszystkie negatywne aspekty przeszłości. Jego słowa pozostały bez echa, nawet wśród niektórych jego współpracowników. Europa zaznała wojen religijnych. Patriarcha ekumeniczny Bartłomiej wyraził się następująco: "Nacjonalizm jest najbardziej niszczącą siłą historii. Konflikty narodowe nie mogą być w żadnym wypadku legitymizowane przez wiarę. Niestety, tego rodzaju nadużycie często pojawiało się w dziejach. W przypadku Jugosławii możemy stwierdzić krótko: każda zbrodnia, która powołuje się na religię, jest zbrodnią przeciw religii". Patriarcha, tak jak papież, uznaje za karygodny błąd, że Kościoły w Europie Wschodniej wpadły w pułapkę własnych interesów i kryteriów, które nie mają nic wspólnego z ewangelicznymi. Często oceniając trzeźwo negatywne aspekty przeszłości, Kościoły otwierają drogę świadectwom pozytywnym. Podczas pewnego spotkania z Komisją Europejską w 1994 roku, patriarcha następująco sprecyzował cel dążeń prawosławia: "Prawosławie może, powinno i chce przyczynić się do realizacji wizji duchowej, która nada Europie kierunek". Raport Generalnego Synodu Kościoła Reformowanego Holandii formułuje te same aspiracje na swój sposób: "Motywacje, które legły u początku poszukiwania jedności, która skonkretyzowała się w Unii Europejskiej - pojednanie, pokój i sprawiedliwość - pozostają aktualne. Kościoły powinny wspierać je z całego serca". Wyraża swoją troskę o to, by człowiek europejski zachował swoją autentyczność. W końcu stwierdza, że wkład Kościoła w zjednoczenie europejskie nie zmierza w żadnej mierze do wskrzeszenia "Europy chrześcijańskiej". Zjednoczenie to ma jednak związek ze znaczeniem Ewangelii i jej wpływem na podstawowe problemy, z którymi boryka się dzisiaj Europa.

Ekumenizm będzie miał do spełnienia rolę znaku pojednania w Europie. Kościoły nie proponują gotowych rozwiązań. Proponują świadectwo odnoszące się do osoby Chrystusa i czerpiące inspirację z wyborów, jakie On podejmował aż do daru z własnego ciała. Ten dar konstytuuje przyniesione przez niego objawienie. Będzie ono zaczynem dla stopniowego wypracowywania przyszłości, do jakiej zmierza Europa.

W oczach Unii Europejskiej, Kościół sytuuje się technicznie i prawnie w sferze kultury, która pozostawiona jest swobodnym decyzjom piętnastu krajów członkowskich. Byłoby czymś fatalnym gdyby pojednanie Kościołów w Europie dokonywało się na takich samych zasadach, jak to się dzieje w przypadku przedsiębiorstw i partii politycznych. Ostatecznie zjednoczenie i pojednanie świata, nawet w formie europejskiej, są darami Boga: wymagaj ą modlitwy, cierpliwości i współpracy. Kościoły nie mają zamiaru niczego narzucać. Ale są zdolne wnosić te wartości, o ile będą szanować własny charakter Europy i postrzegać dialog jako nieodłączny czynnik wzrostu. Jan Paweł II głosi bezustannie nową ewangelizację: nie jest ona krucjatą, ale jakościowo nową ewangelizacją. Oddajmy mu ostatnie słowo: "Nasze pluralistyczne społeczeństwo stale stawia wyzwania tym, którzy wierzą w Chrystusa. Skłania nas do szukania nowych dróg dla tej ewangelizacji. Stymuluje nas do zwracania się w nowych kierunkach, które odpowiadają dzisiejszym przemianom społeczno-kulturowym".

Z francuskiego tłumaczył: T. Gródecki

Tekst oryginalny ukazał się w czasopiśmie "Streven" VII-VIII 1997; przekład z holenderskiego na francuski: O.R. Hostie SJ.

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła


˙