Abp Szczepan Wesoły, RzymCZY PRZYSTĄPIMY DO UNII?Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji, gdy ekonomia przybiera coraz bardziej globalny wymiar, pytanie o przystąpienie Polski do Unii Europejskiej ma charakter pytania retorycznego. Proces globalizacji obejmuje coraz nowe dziedziny życia społeczeństw, także społeczeństwa polskiego, i wiele wskazuje na to, że nie można go już powstrzymać. Szczególnie wiele przykładów globalizacji można wskazać w dziedzinie ekonomii. Jednym z nich jest kryzys na rynku paliwowym. Spór dotyczący wydobywania ropy naftowej toczy się teoretycznie między Irakiem a Kuwejtem, jednak jego skutki odczuwa cały świat. Taka jest cena globalizacji, ale wydaje się, że dla tego procesu nie ma alternatywy. Żaden kraj nie może sobie już pozwolić na życie w ekonomicznym skansenie. Gdzieś przecież trzeba sprzedawać wyprodukowane z nadwyżką w swoim kraju produkty i kupować takie, które nie są wytwarzane w ilości zaspokajającej wszystkie potrzeby obywateli. Wszyscy więc jesteśmy włączeni w globalną ekonomię. Przystąpienie do Unii Europejskiej na pewno niesie ze sobą różne zagrożenia. Na wiele z nich wskazują przeciwnicy naszej integracji ze wspólnotą europejską. Często mówią oni o niebezpieczeństwie związanym z wyprzedawaniem polskiej gospodarki zagranicznym inwestorom. Przez całe lata różne dziedziny gospodarki w Polsce otrzymywały zbyt mało środków finansowych, by mogły rozwijać nowe technologie, produkować lepiej, szybciej, nowocześniej. Dotyczy to zwłaszcza przemysłu ciężkiego. Na nowe inwestycje i unowocześnienie istniejących gałęzi przemysłu potrzebne są fundusze, których dziś nasz kraj nie posiada. W rozwiązaniu tego problemu mogą pomóc inwestorzy z zewnątrz. Trudno im się dziwić, że wykładając pieniądze liczą na zyski. Korzyści jednak są obustronne. Przedsiębiorca inwestując tworzy nowe miejsca pracy i produkcji, a to przynosi krajowi pożytek. Bezrobocie stanowi ogromne obciążenie dla państwa, związane z koniecznością wypłacania zasiłków. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że lepiej jest, gdy ludzie pracują i zarabiają na swoje utrzymanie oraz płacą podatki, niż gdy są zmuszeni żyć z zasiłku wypłacanego przez państwo. Doświadczenie uczy, że istnieją kapitaliści o mentalności "kolonialnej" - zarzuci ktoś - którzy chcą osiągnąć bardzo duże zyski przy niskim wynagradzaniu pracowników. Dlatego, by chronić dobro obywateli, należy prowadzić pertraktacje przy zawieraniu kontraktów handlowych, ustalać cło i różne podatki. Państwo ma możliwość obrony przed nieuczciwymi inwestorami przez mądrze i umiejętnie prowadzone pertraktacje. Podobnym zagrożeniem, podnoszonym przez przeciwników przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, jest kwestia wyprzedawania ziemi obywatelom innych państw. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że w handlu zawsze są dwie strony. Żeby jeden mógł kupić coś, czego pragnie, inny musi mu to sprzedać. Jeżeli nie będzie woli sprzedania, nie dojdzie do kupna. Nikt nie może innemu nakazać sprzedawania czegokolwiek. Nikt obcy nie stałby się właścicielem polskiej ziemi, gdyby Polacy sami jej nie wyprzedawali. Jeżeli natomiast naczelnymi wartościami są pieniądze i szybkie bogacenie się, nie miejmy pretensji do innych. Podobnie rzecz ma się z przypominanym często niebezpieczeństwem spowodowanym zbyt łatwym rozpowszechnianiem pornografii. Dostęp do telewizyjnych programów czy pism pornograficznych nie zależy od naszego przystąpienia do struktur Unii Europejskiej. Prawdą jest, że czyha na nas wiele zagrożeń i pokus, ale tylko od nas samych zależy, czy im ulegniemy. Ostatecznie nikt nie zmusza mnie do oglądania niewłaściwego programu. Mogę zmienić kanał telewizyjny czy wyłączyć telewizor. Decyzja jest moja. Kiedy słyszę narzekania na katastrofalny stan polskiej gospodarki, kierowane pod adresem obecnego rządu, dziwię się, jak łatwo krytycy przypisują mu winy odziedziczone po rujnującej naród, błędnej polityce gospodarczej komunizmu. Sięgnijmy do przykładu górnictwa węglowego. Kiedy węgiel kamienny przestawał być zasadniczym źródłem energii, w większości krajów europejskich - m.in. w Anglii, Francji, Belgii czy Niemczech - ograniczano jego wydobycie i likwidowano kopalnie. W tym samym czasie w Polsce władze komunistyczne rozbudowywały kopalnie, rozwijając tę gałąź przemysłu. Wtedy jeszcze można było sprzedać go za granicą. Dziś z nadmiernie rozbudowanym przemysłem wydobywczym boryka się w Polsce niekomunistyczny rząd, który musi naprawić błędy poprzednich ekip rządzących. Podobne problemy dotyczą hutnictwa. Węgiel przestał być głównym źródłem energii, a w bardzo wielu dziedzinach np. w przemyśle samochodowym, stal została zastąpiona przez inne materiały, jak np. plastyk. Jeszcze dziś słychać czasem głosy, że "najlepiej było za Gierka". Twierdzącym tak trzeba przypomnieć, że ówczesne władze zaciągały pożyczki w zagranicznych bankach, które tylko w części przeznaczano na doinwestowanie przemysłu. Duża część pożyczonych środków została po prostu skonsumowana, a więc nie przyniosły one zysku. Doprowadziło to do załamania gospodarki w latach 1980- 1981. Zaciągnięte w czasach Gierka długi wraz z ogromnymi odsetkami spłacamy do dziś. Polska gospodarka w nowej rzeczywistości na pewno nie może być oparta na tzw. dzikim kapitalizmie. Zadaniem rządu jest zagwarantowanie obywatelom możliwości zaspokojenia ich potrzeb socjalnych. Musimy być jednak świadomi, że błędy popełnione w czasach obowiązywania gospodarki komunistycznej, w której wszystko było centralnie kierowane i politycznie motywowane, trzeba będzie jeszcze długo odrabiać. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy zamknąć granice naszego państwa przed innymi, ograniczyć kontakty ze światem, wprowadzić cenzurowanie informacji, przydziały towarów, które można kupić w sklepach itp. Nie wolno poprzestać na mentalności niewolnika, który nie umie bądź boi się myśleć samodzielnie i odpowiedzialnie podejmować decyzje. W ekonomii liczą się cyfry. Na przykład Niemcy po zjednoczeniu zamieszkuje około osiemdziesiąt milionów ludzi. Rosja, mimo podziału na republiki, ma sto kilkadziesiąt milionów obywateli. Społeczeństwo polskie liczy około czterdziestu milionów osób. Wynika z tego, że nasz potencjał gospodarczy jest mniejszy w porównaniu z najbliższymi sąsiadami. Rynki zbytu chłonniejsze są tam, gdzie jest większy potencjał i te zwykle wybierają poważni kontrahenci. Jesteśmy krajem średniej wielkości z ograniczonymi możliwościami ekonomicznymi, musimy więc bardzo się starać, by jak najszybciej odrobić zaniedbania ekonomiczne z przeszłości. Nie spodziewajmy się jednak, że stanie się to w ciągu kilku miesięcy. Czeka nas długotrwały proces, w którym raczej nie powinniśmy liczyć na niczyją pomoc, powinniśmy liczyć głównie na siebie, a nie oczekiwać ciągle pomocy od innych. Mimo wszystkich zagrożeń, związanych z przystępieniem do Unii Europejskiej, myślę, że warto podjąć to wyzwanie. Zauważmy, że przez lata należenia do wspólnoty europejskiej żadne z państw nie zatraciło swojej tożsamości narodowej. Hiszpanie nie stali się Niemcami, a Niemcy Francuzami czy Włosi Belgami. Przeciwnie, w wielu krajach odżywają zapomniane nieco tradycje ludowe, powraca moda na kultywowanie lokalnych obyczajów. |wiadczy o tym zwrot ku tzw. regionalizmom. My także dysponujemy ogromnym bogactwem kultury ludowej, obyczajowości regionalnej, tradycji odpustów, pielgrzymek, różnych zrzeszeń. To są wartości, którymi możemy ubogacić różnorodną mozaikę europejską. Nam potrzeba optymizmu, radości, a nie tylko zazdrości, że komuś powodzi się lepiej. Zazdrość jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa, bo jest oparta na nienawiści. A pomyślną przyszłość można budować tylko na wzajemnej miłości, która prowadzi do autentycznej radości, do której wzywa św. Paweł: Radujcie się zawsze, mówię wam, radujcie się. Copyright C by Gość Niedzielny (47/2000) opr. mg/mg/po |
