Integracja w duchu Wieczernika?Abp Zygmunt KamińskiNa początku kończącego się roku akademickiego uczestniczyłem w inauguracji działalności Wyższej Szkoły Integracji Europejskiej w Szczecinie, gdzie poświęciłem sale dydaktyczne nowo powstałej uczelni. Przyglądając się ich wyposażeniu, a potem przysłuchując się interesującym przemówieniom inauguracyjnym, zacząłem zastanawiać się nad tym, jak różnie rozumiana jest przez polityków, ekonomistów, naukowców integracja europejska. Jak ją powinien widzieć teolog, pasterz ziem położonych nad Odrą i Bałtykiem, mających dzięki usytuowaniu geopolitycznemu szczególne zadania do spełnienia, którym nie można się sprzeniewierzyć. Prymas Tysiąclecia oraz mój poprzednik w posłudze biskupiej tym ziemiom abp Kazimierz Majdański często używali określenia "stanica Polski" najbardziej na zachód i północ wysunięta. Jak każda stanica, z jednej strony winna strzec dziedzictwa, dorobku wieków, a z drugiej być wizytówką dla przybywających. Tu, nad Bałtykiem, zrodziła się idea solidarności, a "solidarność" oznacza tę samą rzeczywistość co integracja czy jedność. W integracji Ziem Zachodnich i Północnych z macierzą niemożliwą do przecenienia rolę pełnił Kościół, w trudnych warunkach odbudowujący po wiekach nie tylko strukturę, ale i wspólnotę żyjącą duchem Chrystusa i ojczystego kraju. Zwracając się do pielgrzymów naszej diecezji na Jasnej Górze, Ojciec Święty podkreślił tę wielką pracę Kościoła: Wiele dokonał Kościół na tych ziemiach po ich powrocie w granice współczesnego państwa polskiego. Ogromnie wielki wkład pracy w odbudowę, w rozwój, w zakorzenienie. Wielka praca nad tym, by wszyscy byli u siebie i swoi (18 VI 1983). Tego nie można zaprzepaścić. Temu nadal należy posługiwać. Uniwersalizm chrześcijaństwa Integracja jest pojęciem teologicznym. Jej źródła sięgają Wieczernika, kiedy w modlitwie arcykapłańskiej Chrystus błagał Ojca o ducha jedności, a potem, w dniu Pięćdziesiątnicy, ten Duch napełnił Jego uczniów mocą, mądrością, odwagą i nakazał im aż po krańce świata nieść Ewangelię braterstwa, miłości, jedności i pokoju. Dzięki odwadze i wierności Duchowi Chrystusa chrześcijaństwo dotarło do Polski przez posługę św. Wojciecha - czeskiego biskupa. Do Kołobrzegu przyniósł je Bernard Hiszpan, do nas - do Pyrzyc, Szczecina, Kamienia - Otto - biskup z Bambergu, zaproszony przez polskiego księcia Bolesława, zwanego Krzywoustym. Wszędzie rozbrzmiewała ta sama, wieczernikowa Ewangelia miłości Bożej do każdego człowieka. Tak właśnie rozumiem uniwersalizm chrześcijaństwa i jedność chrześcijańskiej Europy - żyć duchem Chrystusowym i kierować się chrześcijańskimi wartościami. Taka też jest wizja zjednoczonej Europy Jana Pawła II, którą przedstawił politykom i ekonomistom: Europa bowiem jest przede wszystkim doświadczeniem ducha i kultury, niezmiernie bogatym i intensywnym. Stąd też integracji europejskiej nie można rozpatrywać w oderwaniu od dziedzictwa religijnego (...). Prymat tego, co duchowe - w najszerszym sensie tego terminu - stanowi zasadę, której ludy Europy nie mogą ignorować bez zadania gwałtu własnej genezie historycznej (3 XII 1990). Powrócić do korzeni Integracji europejskiej nie wolno rozpatrywać tylko w kategoriach ekonomiczno-politycznych, bo wówczas można zagubić człowieka, a on przecież jest najważniejszy. Europa ma swoje korzenie w chrześcijaństwie, a jednak zauważamy dziś, jak bardzo zatraciła pamięć swoich korzeni i jak bardzo potrzeba jej na nowo doświadczenia życia Ewangelią. Tym mogą obdarzyć Europę Zachodnią kraje przez lata oddzielone od niej "żelazną kurtyną". To samo, choć innymi słowami, wyjaśnił Papież, przemawiając w Gnieźnie wobec siedmiu prezydentów Europy Środkowej. Aby tworzyć jedność Europy, trzeba się wyzbyć paternalizmu, ale także ksenofobii. Trzeba szanować godność każdej osoby ludzkiej, stwarzać sprzyjające warunki dla budzenia ofiarnej solidarności (...), umożliwiać każdemu dostęp do dóbr kultury, uznawać i wprowadzać w życie najwyższe wartości humanistyczne i duchowe, dawać wyraz swoim przekonaniom religijnym i ukazywać ich wartość innym (3 VI 1997). Archidiecezja szczecińsko-kamieńska położona jest na styku z krajami, gdzie dość powszechne są wyznania protestanckie. A i u nas jest wielu braci i sióstr wierzących w "tego samego Boga inaczej". Właśnie stosunek do innych Kościołów i egzystowanie obok siebie różnych wyznań oraz współpraca dla dobra wspólnego będą sprawdzianem, jak daleko w naszą mentalność weszła odnowa soborowa, która każe nam widzieć w każdym człowieku brata w Chrystusie, w którego imię ochrzczeni, winniśmy poczuwać się do jedności. Sobór Watykański II dał impuls ruchowi ekumenicznemu, który - jak przypomina Jan Paweł II - musi się opierać na dialogu, nawróceniu serc i na modlitwie, prowadzących do niezbędnego oczyszczenia pamięci historycznej (Ut unum sint, 2). Cieszyć nas mogą spotkania przedstawicieli różnych wyznań podczas Tygodni Modlitwy o Jedność Chrześcijan, wspólne odbudowywanie świątyń zniszczonych podczas działań wojennych, np. w Chojnie, czy udział w różnych przedsięwzięciach dla dobra wspólnego naszego regionu. Należy sobie życzyć, aby ta współpraca i modlitwa były jeszcze bardziej dynamiczne i stawały się wyrazem dążenia do integracji w duchu Chrystusa. Zagrożenia, szanse, wyzwania Ze społeczną i polityczną integracją europejską wiążą się jednak i pewne obawy. Szczególnie dotyczy to sytuacji rolnictwa, które na naszej ziemi czuje się bardzo zagrożone. Wykup taniej - jak na warunki europejskie - ziemi, niekonkurencyjna ze względu na dotacje w państwach zachodnich polska żywność, mogą stać się przyczyną totalnej katastrofy rolnictwa. Specjaliści, ale także sami rolnicy dostrzegają te zagrożenia. Wielu obawia się, że przestaną "być swoi i u siebie", a mogą się stać obywatelami drugiej kategorii we własnej ojczyźnie. Konieczna więc jest z jednej strony globalna reforma gospodarki rolnej, w którą zaangażują się wszyscy, bez względu na poglądy polityczne, ekonomiczne czy społeczne, a z drugiej - zabezpieczenie rolnikom polskim takich warunków, jakie mają rolnicy z pozostałych krajów europejskich. Nikt nie może szermować populistycznymi hasłami tylko po to, by zyskać popularność dla własnej partii czy stronnictwa, lecz wszyscy musimy zadbać o dobro kilkusettysięcznej rzeszy tych, którzy karmią nas wszystkich. Jeśli mówimy o integracji europejskiej, a nie o "wchodzeniu do Europy", musimy pamiętać, że posiadamy wielkie, ponadtysiącletnie dziedzictwo kulturowe i wartości, którymi możemy Europę ubogacić. Zapewne długo jeszcze nie będą to bogactwa ekonomiczne czy osiągnięcia techniczne, ale życie według Ewangelii Chrystusowej, poszanowanie każdego życia, zarówno tego ledwie poczętego, a często już zagrożonego, jak i tego zdążającego do kresu, które w pewnych krajach Europy Zachodniej już bywa "humanitarnie" przerywane. Możemy ukazać i zachwycić Europę zdrową rodziną, zbudowaną na zasadach miłości, wierności i jedności, w której największym skarbem są dzieci, a troska o starców jest wyrazem szacunku dla godności człowieka. Odwiedzając nasz region, Ojciec Święty zachęcał do umacniania związku z Bogiem i do odwagi w dawaniu Jemu świadectwa w życiu indywidualnym i społecznym. Przypomniał, jak cały świat się zdziwił, "gdy polski robotnik na klęczkach upomniał się o sprawiedliwość społeczną". Jestem przekonany, że i dziś mieszkańcy Pomorza potrafią zadziwić Europę swoją postawą żywej wiary i być jej ewangelizatorami. Wierność Chrystusowi, Ewangelii i Kościołowi pozwoli ukazać Europie, że są fundamenty ponadczasowe i ponadludzkie, które są trwalsze niż różne układy. Dążenie do integracji europejskiej nie przeczy ukochaniu ziemi ojczystej i trosce o nią, ale ją zakłada. Przed nami staje zadanie budzenia poszanowania dla własnego kraju, poznawania tysiącletnich dziejów i poczucia odpowiedzialności za ojczyznę. Tylko wówczas możemy być dla Europy partnerami, zadziwiającymi inne kraje nie tylko zrywami powstańczymi i walką o wolność, ale troszczącymi się o suwerenność i rozwój swojej ojczyzny, szanującymi innych, ale też pamiętającymi o swojej godności. Dla zadziwienia Europy i zaakceptowania nas przez nią konieczny jest profesjonalizm i doskonałość w tym, co robimy. Dlatego cała Polska, a nasz region szczególnie, powinna stać się ziemią ludzi zdobywających głęboką wiedzę, młodzieży kształcącej się i studiującej, ludzi głębokiej kultury duchowej. Prowadzona reforma edukacji powinna pomóc młodym ludziom stać się mądrymi, posiadającymi różnorodne umiejętności i poczuwającymi się do odpowiedzialności za zachowanie dziedzictwa naszych ojców. Wprowadzona do edukacji tzw. ścieżka integracji europejskiej nie może być realizowana kosztem znajomości dziejów ojczystych czy języka ojczystego. Znajomość regionu "naszej małej ojczyzny" powinna być mocno osadzona w kontekście ogólnopolskim, by już nie miało miejsca to, co dziś zauważamy u wielu polityków, dla których Polska kończy się na Wiśle, albo najwyżej na Warcie. Nie można dopuścić, by poszerzała się grupa słabo wykształconych bezrobotnych, bo tym Europy nie zachwycimy, najwyżej poszerzymy grono niezadowolonych z życia, zdegustowanych i sfrustrowanych rodaków, taniej siły roboczej dla obcego kapitału. A to integracji służyć nie będzie. Copyright by Gość Niedzielny 24/2000 opr. TG/PO |
