Bp Alojzy OrszulikROZTROPNA WSPÓŁPRACA, WSPÓLNA ODPOWIEDZIALNO|ĆOjciec |więty Jan Paweł II powiedział w polskim parlamencie, że Stolica Apostolska zawsze popierała ideę zjednoczonej Europy. Kilka tygodni temu, przemawiając do przewodniczących parlamentów krajów członkowskich Unii Europejskiej, którzy w Rzymie obradowali nad przyszłą konstytucją Wspólnoty, jeszcze raz wyraził poparcie dla rozszerzenia Unii, a komentując prace nad powstaniem Karty Podstawowych Praw podkreślił, że Europa "nie może zapominać, że jest kolebką idei osoby i wolności i że idee te wypływają z tego, iż od dawna jest przeniknięta chrześcijaństwem". Jeśli ktoś mówi zjednoczonej Europie "nie", to powinien pokazać jakąś racjonalną alternatywę. |wiat rozwija się tak, że zaspokojenie potrzeb społeczeństw, zapewnienie godnego miejsca w społeczności międzynarodowej oraz spełnienie aspiracji państwa/narodu, który w swej historii przyzwyczaił się do współodpowiedzialności szerszej niż ograniczona do granic państwowych, możliwe jest (w każdym razie w Europie) jedynie w ścisłej współpracy i w ramach, które zostały pomyślane dla takiej współpracy. Jeśli więc nie chcemy poddać się izolacji, musimy wybrać między powrotem w krąg oddziaływania dawnego imperium sowieckiego (zapiszemy się do WNP?) a wejściem w krąg bliższy nam kulturowo, cywilizacyjnie, historycznie... Tym kręgiem jest Unia Europejska, w skład której wchodzą kraje nam bliskie. Nie jesteśmy jedynymi, którzy zadają sobie pytanie o tożsamość narodową i kulturową, o współidentyfikację z innymi narodami Starego Kontynentu, basenu śródziemnomorskiego, z kręgu kultury antyku i o chrześcijańskich korzeniach. Podobne dylematy były i są udziałem także innych narodów zachodnioeuropejskich. Na uczestnictwo w UE zdecydowały się np. Wielka Brytania (tradycyjnie, jako wyspa, dystansująca się od wspólnej historii kontynentu) czy protestanckie kraje skandynawskie (którym nie wystarczyła sprawnie funkcjonująca przez lata formuła integracyjna w postaci Rady Nordyckiej). I nie chodzi tutaj o prestiż państwa czy o myślenie ponad głowami obywateli, lecz o zapewnienie obywatelom godnych warunków egzystencji. To jest misja w ramach "czynienia sobie ziemi poddaną" i w ramach działania na rzecz dobra wspólnego, zarówno w wymiarze narodowym, jak i ponadnarodowym. Integracja europejska ma własne podstawy aksjologiczne, które sformułowane zostały przez ojców-założycieli. Posługiwali się oni metodą myślenia i podstawami filozoficznymi, przeniesionymi z chrześcijańskiego zestawu wartości. Należało zapobiec kolejnej wojnie. Trzeba było stworzyć mechanizmy, które umożliwiłyby stworzenie trwałego ładu pokojowego między narodami, które Stwórca umieścił akurat w tym miejscu. Gdyby Robert Schuman i inni nie doprowadzili do powstania Wspólnoty, Niemcy byliby nadal zbuntowani i niepogodzeni z sąsiadami, Francuzi umieraliby z głodu, a Sowieci bezkarnie posuwaliby się na zachód Europy. W miejsce porządku konfliktu i bezkompromisowego wyścigu po palmę pierwszeństwa zaprowadzony został porządek roztropnej współpracy i wspólnej odpowiedzialności, który wcale nie kwestionował historycznego faktu odrębności narodowych. Nie jest przypadkiem, że takie dziedziny jak edukacja i kultura zostały w znacznym stopniu wyłączone ze wspólnego ustawodawstwa, które ograniczone zostało do umożliwienia swobodnego przemieszczania się osób oraz do wzbogacania kultur narodowych przez otwieranie ich na kontakty z innymi. Przypomnijmy metodę, którą Kościół katolicki posługiwał się w podobnych kwestiach w średniowieczu. Kto zakładał uniwersytety i ujednolicał stopnie bakałarza i magistra lub doktora? Kto nakłaniał do podejmowania studiów zagranicznych? Kto uczył jednego wspólnego języka? Kto wprowadzał wspólną liturgię, niekiedy specjalnie dostosowywaną do lokalnej sytuacji? Czy to zagłuszyło lokalną kulturę i tożsamość? Proponuję przyjąć postawę ekumeniczną i uznać z katolicką wspaniałomyślnością także wysiłki Mikołaja Reja w uświadomieniu Polakom, że nie są gęśmi... To właśnie głęboko pojęta świadomość wiary i wartości chrześcijańskich doprowadziła, zwłaszcza Schumana, ale także de Gasperiego i Adenauera do podjęcia odpowiedzialności za zjednoczenie europejskie, a sensus christianus nadal przyświeca wielu politykom, którzy swe zaangażowanie w zjednoczenie Europy (podkreślmy: ponowne zjednoczenie i zarazem przekreślenie diabelskiego podziału kontynentu po Jałcie!) opierają na głęboko chrześcijańskim przekonaniu o nakazie czynienia sobie ziemi poddaną i o wykraczającym poza wąską solidarność narodową nakazie miłości bliźniego. Tu dodam, że o idei zjednoczonej Europy mówiono wielokrotnie na konferencjach sekretarzy generalnych Episkopatów europejskich, w których uczestniczyłem przez prawie 10 lat jako zastępca sekretarza Episkopatu Polski. Integracja europejska odbywa się na płaszczyźnie wspólnych reguł prawnych, nie zaś na płaszczyźnie reguł narzucanych siłą polityczną lub ekonomiczną. Opiera się na uznaniu zasady, że zachowaniami wspólnoty ludzkiej rządzić powinny uregulowania prawne, przyjęte w demokratycznej (czyli wcześniej uzgodnionej) procedurze. Współistnieją obok siebie dwie "konstytucyjne" zasady UE: zasada pracy dla dobra wspólnego i zasada chronienia "żywotnych interesów" nawet najmniejszych narodów. Wyważenie między nimi sprzecznych racji poddane jest regule roztropności, znanej doktrynie nauki społecznej od wieków. Warto przy tej okazji zauważyć, że decyzje podejmowane przez UE nie skutkują jedynie w obrębie samej Unii, lecz mają poważne reperkusje także na zewnątrz. Integracja odbywa się zwłaszcza w obrębie gospodarki, a od pewnego czasu także wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa wewnętrznego. Filar gospodarczy jest wyrazem twardego i odpowiedzialnego chodzenia po ziemi. Jest racjonalnym sposobem czynienia gospodarki ogólnoeuropejskiej bardziej efektywną i zdolną konkurować na rynku światowym - co jest także warunkiem dobrobytu społeczeństw krajów uczestniczących w integracji gospodarczej. Wspólny i jednolity rynek wprowadza wspólne reguły gry dla podmiotów gospodarczych, często wymuszając ich modernizację i w ten sposób sprostanie międzynarodowej konkurencji. Wspólne reguły gry obniżają koszty uczestników tej gry i pozwalają nadwyżkę przeznaczyć na ważne i słuszne cele - zyskują na tym producenci (niższe koszty) i konsumenci (niższe ceny). Nie bez znaczenia jest także to, o czym w Polsce mówi się wciąż za mało, a mianowicie szeroko rozciągnięta zasada przeciwdziałania nieuczciwej konkurencji oraz zasada ochrony konsumenta (produkty modyfikowane genetycznie, podróbki, nieuczciwość producenta i sprzedawcy itp.). Wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa wychodzi naprzeciw ryzyku, jakie niosą ze sobą sytuacje konfliktowe, np. wojna. Wspólnota w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa wewnętrznego wiąże się z nowymi zjawiskami - konieczność zwalczania przemytu narkotyków i zorganizowanej przestępczości oraz ujednolicone obchodzenie się z osobami łamiącymi prawo, a także skuteczne egzekwowanie odpowiedzialności prawnej. We wszystkich trzech przypadkach mamy do czynienia z odmianą zasady subsydiarności. Ta stara (chrześcijańska u źródeł) zasada jest przede wszystkim stosowana dla zapobieżenia różnym formom centralizmu i ma przeciwdziałać ubezwłasnowolnianiu jednostki, rodziny, gminy, kraju tam, gdzie na niższym poziomie można skutecznie zaradzić określonym potrzebom. Zgodnie z tą samą zasadą, tam gdzie indywiduum nie jest w stanie sobie poradzić - sięga po rodzinę, rodzina po gminę, gmina po państwo, a państwo... Niekiedy państwo musi sięgnąć po Unię Europejską! Właśnie dla dobra wspólnego i dla dobra jednostki, aby ta taniej kupowała zdrowsze produkty, by miała obronę przed mafią i innymi negatywnymi zjawiskami tego świata. Jedność w różnorodności - to jest zasada zasad. I ona powinna być odpowiedzią na wątpliwości co do natury Unii Europejskiej. Ci, którzy boją się utraty własnej tożsamości, są niedowiarkami co do siły tej tożsamości. Spytaj Irlandczyka, Anglika, Hiszpana lub Greka, ile stracili z drogich ich sercom wartości narodowych? Chyba niewiele. Jest inny problem: jak przeciwdziałać uniformizacji, która przychodzi z Ameryki, z Mc|wiata? Europa przynajmniej próbuje się bronić! W sprawie niepodległości: jak lepiej zapewnić nienaruszalność granic i utrzymanie gestii własnego państwa we własnych sprawach narodowych. Czy mieliśmy stworzyć 2-milionową armię i po cichu kupić od Pakistanu bombę atomową, czy raczej należało wejść do NATO i zgodzić się, że częścią polskiej armii będzie dowodził (sic!) niemiecki generał? To samo odnosi się do suwerenności gospodarczej i do niepodległości politycznej. Szkodzi niepodległości ktoś, kto sprzeciwia się zintegrowanej współpracy z innymi współ-braćmi, sąsiadami, dziedzicami tej samej europejskiej spuścizny. Argument o niedoskonałości dzieła, jakim jest UE, jest sam w sobie niedoskonały, bo świadczy o tym, że posługujący się nim zapomnieli (lub nigdy nie wiedzieli), że państwo doskonałe czeka nas dopiero w lepszym ze światów, a my - chrześcijanie - mamy się starać poprawiać swe zawsze niedoskonałe dzieła. Na zakończenie zacytujmy fragment homilii Jana Pawła II, którą wygłosił w Gnieźnie z okazji 1000. rocznicy śmierci św. Wojciecha: "Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru, tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent - mur, który przebiega przez ludzkie serca? Jest on zbudowany z lęku i agresji, z braku zrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu, kolorze skóry, przekonaniach religijnych, z egoizmu politycznego i gospodarczego oraz z osłabienia wrażliwości na wartość życia ludzkiego i godność każdego człowieka. Nawet niewątpliwe osiągnięcia ostatniego okresu na polu gospodarczym, politycznym i społecznym nie przesłaniają istnienia tego muru. Jego cień kładzie się na całej Europie. Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jest jeszcze daleka. Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo, ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój dziejów ludów i narodów. Nie jest to zawłaszczanie historii. Jest bowiem historia Europy wielką rzeką, do której wpadają rozliczne dopływy i strumienie, a różnorodność tworzących ją tradycji i kultur jest jej wielkim bogactwem. Zrąb tożsamości Europy jest zbudowany na chrześcijaństwie. A obecny brak jej duchowej jedności wynika głównie z kryzysu tej chrześcijańskiej samoświadomości. (...) Tu, z tego miejsca, powtarzam wołanie z początku mego pontyfikatu: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! W imię poszanowania praw człowieka, w imię wolności, równości, braterstwa, w imię międzyludzkiej solidarności i miłości, wołam: Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!". Copyright C by Gość Niedzielny (44/2000) opr. mg/mg/po |
