słodki cukiereczek

Internet i komputery
















Biznes | E-biznes | Ekologia | Etyka biznesu | Filantropia | Internet | Media | (Nie)moralność | Pracuj | Reklama | Reklama społeczna |
Sponsoring | Wizerunek = PR |


Raport m-biznes - Falstart WAP-u?

Operatorzy GSM nie pokazują w pełni użyteczności WAP-u, a to poważny błąd - twierdzi Andrzej J. Piotrowski z Instytutu E-Gospodarki Centrum im. Adama Smitha i Instytutu Telekomunikacji Politechniki Warszawskiej

Czy ktoś już zarobił na WAP-ie?
Japończycy. Dzięki tej usłudze udało im się zwiększyć wpływy od abonentów mniej więcej o 50%. Jest to naród kochający elektroniczne gadżety i za- pewne to zdecydowało o ich zainteresowaniu aparatami z WAP-em. Natomiast trudno mówić jeszcze o sukcesach w zakresie usług świadczonych za pomocą WAP-u. W Europie coraz częściej mówi się, że pod względem komercyjnym serwis WAP-owski nie spełnia nadziei operatorów. A może wprowadzono go za wcześnie?

Moim zdaniem, raczej przy niezbyt przemyślanych założeniach biznesowych. Sukces telefonii komórkowej opierał się na jej wielkim podobieństwie z aparatami stacjonarnymi i łatwości, z jaką zwykły użytkownik mógł korzystać ze swojej komórki. Aby wykorzystać możliwości, które niesie z sobą WAP, niezbędna jest edukacja, a tę operatorzy zastąpili propagandą. Nie pokazują użyteczności WAP-u, a to poważny błąd. Dziś żeby korzystać z tej usługi, trzeba być wręcz kimś w rodzaju komputerowego fana, niezważającego na obecny znaczny koszt dostępu do żądanej usługi. Na dodatek płaci się nie za przesyłane dane, lecz za czas połączenia - jest to nielogiczne. Często wychodzi na to, że koszt połączenia jest większy niż na przykład wartość zakupionej przez telefon z WAP-em książki lub biletu.

Czyżby technologia nie dorosła do oczekiwań rynku?

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem, na czym polega SMS, pomyślałem, że wracamy do epoki elektronicznych zegarków z kalkulatorami w obudowie. żeby skorzystać z takiego kalkulatorka, trzeba było mozolnie wciskać przyciski końcówką długopisu (jeśli był akurat pod ręką). A tymczasem prościej i szybciej można było wykonać mnożenie w pamięci. WAP, niestety, odziedziczył tę nieefektywność komunikacji z użytkownikiem. Dostawcy być może chcieli powtórzyć trick Billa Gatesa - wmówić ludziom, że to, co wymyślili, jest logiczne, mając nadzieję, że po jakimś czasie ludzie się z tym zgodzą. Na dodatek WAP wprowadzono bez zwiększenia archaicznej szybkości transmisji danych - 9600 bitów na sekundę to zbyt wąski strumyk, by można dzisiaj traktować tę usługę poważnie. Gdyby skorelowano WAP z GPRS, być może efekt byłby trochę lepszy. Ale i GPRS wydaje się zbyt wolny, by sprostać dzisiejszym wymaganiom. Standardu UMTS nie wymyślono więc bez powodu...

A jak zareaguje rynek?

Wydaje się, że na tym dalekim od elastyczności rynku wysokie ceny przez jakiś czas będą podtrzymywały zyski operatorów, ale w pewnym momencie popyt się załamie. Natomiast na rynkach elastycznych operatorzy będą obniżać ceny, żeby osiągnąć większe przychody i wówczas wiele z usług WAP zyska cechy racjonalne, mimo siermiężnej oprawy.

Czy można będzie prowadzić m-biznes oparty na jednakowych standardach?

Wątpliwe. Wynika to z innego sposobu myślenia w Europie i Stanach Zjednoczonych na temat Internetu i e-gospodarki. W USA zrezygnowano na kilka lat z pobierania podatku od transakcji internetowych po to, by nabrały one tempa i stały się powszechne. Pobudzenie koniunktury gospodarczej zmniejsza bezrobocie i tym samym kompensuje niższe wpływy z podatków. A gdy zjawisko handlu w sieci będzie bardziej ugruntowane, fiskus z nawiązką odzyska utracone w okresie moratorium wpływy. W Europie polityka pobudzania koniunktury poprzez obniżanie podatków nie znajduje poparcia.

Czy w Polsce można już mówić o poważnym traktowaniu m-biznesu?

Obawiam się dużej dawki internetowej bigoterii. Weźmy jako przykład wielki bank. Tworzy swoją stronę dla e-bankowości po to, by pokazać swoją wspaniałość i znajomość trendów światowych, ale nie wypełnia tej strony istotną treścią. Jeśli ktoś próbuje skorzystać z tego serwisu, to co krok wpada na jakieś idiotyczne ograniczenia, które - jeśli nie jest fanem komputerowym - skutecznie zniechęcą go do dalszego korzystania z tej formy usług bankowych. Przykładowo pewien bank - mniejsza o nazwę, bo większość prezesów naszych banków ma podobną mentalność - oferuje firmom obsługę poprzez Internet, zapominając przy tym, że wszystkie firmy w Polsce muszą płacić składki na ZUS i dla kont internetowych nie przygotowuje odpowiedniej funkcji, co zmusza przedsiębiorcę do przyjeżdżania do banku. Tenże bank nie powinien w ogóle mówić o e-bankingu, bo zamiast pomagać, utrudnia życie przedsiębiorcom, zwłaszcza małym i średnim, którzy szczególnie chętnie korzystaliby z kont on-line. A przecież nie ma żadnych przesłanek technicznych ograniczających możliwość zaoferowania pełnej gamy usług bankowych metodami elektronicznymi (w Internecie, a nawet poprzez WAP) i to niezależnie od tego, czy klient jest osobą fizyczną, czy firmą. Przy niewielkich kosztach operacyjnych mielibyśmy już niemal private banking, na każde zawołanie. W sumie największe perspektywy mają takie pomysły na biznes, dzięki którym klient będzie miał swobodny wybór sposobu komunikacji. ',

opr. JU/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła