słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!














Józef Majewski

Mgła niewiedzy


„Wymłócona słoma” teologii Akwinaty stała się podpałką pod stosami, na których realnie lub duchowo płonęli ludzie. Była najwyższym kryterium ortodoksji i narzędziem zwalczania inaczej myślących i wierzących.

Św. Tomasz z Akwinu na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, w marcu 1274 r., doświadczył tak potężnego wstrząsu duchowego, że w efekcie porzucił kończenie dzieła swego życia: „Sumy teologicznej”. Ten, który do tej przełomowej chwili napisał tysiące stron, w ogóle przestał pisać. Sama niedokończona „Suma” w polskim wydaniu składa się, bagatela, z ponad 30 tomów, każdy po kilkaset stron...

O tym, co się wówczas przytrafiło wielkiemu dominikaninowi, w zaufaniu opowiedział jedynie swemu zakonnemu bratu Reginaldowi z Piperno, przyjacielowi i sekretarzowi. Ten z kolei wiele lat później, szczęśliwie, uchylił rąbka tajemnicy — przynajmniej tak się o tym od wieków mówi.

Wymłócona słoma

To, co najważniejsze, wydarzyło się w grudniu 1273 r., podczas porannej Mszy. Jak zwykle po liturgii Reginald spotkał się z Tomaszem, by spisywać kolejne partie dyktowanej mu „Sumy”, ale usłyszał: „Nie będę już więcej pisał. W porównaniu z tym, co dzisiaj zostało mi objawione, wszystko, czego dokonałem, zda mi się niczym wymłócona słoma”. Podczas Mszy Tomasz zobaczył Chrystusa ukrzyżowanego, który — co intrygujące w kontekście ostatecznej decyzji Akwinaty — powiedział do niego: „Dobrze o mnie pisałeś”. Płynie stąd zdumiewająca nauka, że wymłóconą słomą jest nawet dobre pisanie o Bożych tajemnicach.

Dramatyczne postanowienie Akwinaty i jego jakże trzeźwy sąd nad własnym dorobkiem filozoficzno-teologicznym — jak widać — spadły mu z nieba. Nie oznacza to jednak, że w jego „słomianych” dziełach nie ma nic, co by choćby w śladowy sposób nie zapowiadało owego ostatecznego radykalizmu. Należy przypuszczać, że korzenie przełomowej decyzji dominikanina tkwią w tych partiach jego dzieł, które mają charakter mistyczno-apofatyczny. Dochodzi w nich do głosu tzw. teologia negatywna, a wraz z nią realistyczna prawda, że my, ludzie, o Bogu tak naprawdę możemy wiedzieć tyle, co nic. Płynąca z takiego poznania wiedza tak naprawdę jest brakiem wiedzy. Czymś w rodzaju wymłóconej słomy.

Apofatyczne tony można usłyszeć choćby w tej Tomaszowej wypowiedzi, którą cytuje najnowszy Katechizm Kościoła Katolickiego: „Nie możemy pojąć, czym Bóg jest, lecz czym nie jest i w jakim stosunku są inne rzeczy do Niego” (KKK nr 43, cytat z „Sumy przeciwko poganom” Akwinaty).

Ślepi w ciemności

Dużo mocniejsze, jeszcze bardziej apofatyczne słowa Akwinaty znajdziemy w jego słynnym „Komentarzu do Sentencji”. Pisze: „Dlatego kiedy przystępujemy do poznania Boga na drodze negacji, w pierwszej kolejności negujemy w Nim ciała; następnie również rzeczywistości intelektualne, jakie znajdują się w stworzeniach, jak dobroć i mądrość; wtedy w naszym intelekcie pozostaje już tylko istnienie i nic więcej; i dlatego intelekt pozostaje jakby w pewnym zamęcie. Ostatecznie jednak samo to istnienie, jako że znajduje się w stworzeniach, także negujemy w Bogu — i wówczas pozostaje On w pewnym mroku niewiedzy, tak że przez tę niewiedzę, właściwą stanowi obecnego życia, jesteśmy zjednoczeni z Bogiem najbardziej; jak mówi Dionizy, niewiedza ta jest jakby obłokiem [łac. caligo], w którym, jak się mówi, zamieszkuje Bóg”.

Warto wiedzieć, że łacińskie słowo caligo to również „ciemność” (choćby ta podczas potężnego sztormu czy spadająca na nas czernią bezksiężycowej i bezgwiezdnej nocy), jak też „gęsta, nieprzebyta mgła”, „nędza”, „ślepota”.

Tomasz w swoich mistyczno-apofatycznych wypowiedziach miał na kogo się powoływać. Teologię mistyczną uprawiali choćby św. Klemens Aleksandryjski, św. Grzegorz z Nyssy, zwany dla rangi swojego dzieła „ojcem ojców Kościoła”, czy cytowany przez Tomasza Pseudo-Dionizy Areopagita. Ale i po Akwinacie wielu trzymało się i trzyma teologii negatywnej, jak Mistrz Eckhart, Mikołaj z Kuzy lub — współcześnie — Sergiusz Bułgakow, Karl Rahner, Hans Urs von Balthasar czy Raimon Panikkar.

Tragicznym paradoksem „słomianej” teologii Akwinaty jest to, że na długie wieki stała się ona — w oficjalnych i nieoficjalnych trybach instytucjonalnej machiny Kościoła — najwyższym kryterium ortodoksji i narzędziem zwalczania inaczej myślących i wierzących. Słoma Tomaszowej teologii stała się podpałką pod stosami, na których realnie lub duchowo płonęli ludzie.

Do przemyśleń tych skłoniła mnie nowa książka filozofa, teologa i autora „TP” Piotra Sikory pod tytułem, „Logos niepojęty”. Jej teza, przedstawiona w perspektywie teologii apofatycznej, brzmi: Jezus Chrystus jest pełnią objawienia. W kontekście tej pracy i „słomianej”, bo mistyczno-apofatycznej teologii św. Tomasza czy innych wielkich teologów i teolożek rodzi się ważny i poważny problem: a co począć z podstawową prawdą wiary chrześcijaństwa, że Jezus Chrystus jest pełnią objawienia Boga?

Pełnia niepełna

Niewątpliwie wspomniani apofatycy, utrzymując tezę o radykalnej znikomości ludzkiego poznania Boga, w całej rozciągłości przyjmowali prawdę o pełni Chrystusowego objawienia. Czy zatem skazani byli na przeżywanie swoistej teologiczno-duchowej schizofrenii? Nic podobnego. W przeciwieństwie jednak do tych chrześcijan, którzy żyli i żyją w głębokim — i wyższościowym wobec niechrześcijan — przekonaniu, że wraz z objawieniem Chrystusa, inaczej niż tamci, posiedli pełnię prawdy, że właściwie wiedzą o Bogu wszystko, teologia negatywna jak refren powtarza: to poznanie, ta wiedza w istocie jest także brakiem wiedzy, jest niewiedzą. To, co z łaski Boga poznajemy z Jego nieskończonego misterium, wciąż jest kroplą wobec niewyobrażalnie nieskończonego i nieograniczonego oceanu Bożej tajemnicy.

Jezus Chrystus — uczy wiara — jest pełnią objawienia Bożego w tym sensie, że nikt i nic nie jest w stanie przewyższyć już tego objawienia. W Chrystusie Bóg objawił się w sposób, którego nie można przekroczyć. Nie jest to możliwe, bo Jezus Chrystus w swoim człowieczeństwie „jest” (cudzysłów tu potrzebny, bo to „jest” nie da się porównać z żadnym stworzonym „jest”) Bogiem — to dlatego w Chrystusie intensywność objawienia Bożego nie zna podobnej historycznej miary.

Ale Jezus Chrystus jest także człowiekiem, a zatem objawia Boga jako człowiek. A jako człowiek jest istotą skończoną i ograniczoną, zakorzenioną w konkretnym środowisku językowym, kulturowym i historycznym, i tylko w taki skończony i ograniczony, uwarunkowany językowo, kulturowo i historycznie sposób jest w stanie objawiać Boga.

Ograniczenie objawienia Boga w Jezusie Chrystusie polega i na tym, że dane jest nam ono tylko w ograniczonym doświadczeniu, spojrzeniu i słowie świadków Jego słów i czynów. Słowo Jezusa, tym bardziej Jego czyny, dociera do nas nie bezpośrednio, ale za pośrednictwem tych, którzy je słyszeli, przyjęli w wierze i przekazali dalej, a którzy również słyszeli je i rozumieli jako ci, którzy należeli do konkretnego środowiska, czasu i kultury, żyli konkretnymi problemami i stawiali konkretne pytania.

Nie mamy dostępu do „czystego” słowa Jezusa z Nazaretu. Pomyślmy, na przykład, kto z nas, zwykłych wierzących, teologów, księży, biskupów, mówi w języku aramejskim, języku Jezusa. Tymczasem już autorzy Nowego Testamentu Jego aramejskie i żydowskie „słowa i czyny” przełożyli na grecki.

***

Z apofatycznej historii św. Tomasza z Akwinu chciałbym wyprowadzić zaledwie jeden wniosek, jedno ostrzeżenie.

Karl Rahner, jezuita i jeden z największych teologów XX w., w artykule „Doświadczenie katolickiego teologa” przestrzega: „Sądzę, mam nadzieję, że żaden teolog nie będzie poważnie kwestionował tego, co powiedziałem [tj. apofatycznego »wyznania wiary«]. Ale jakże często stwierdzenie takie bywa u teologów tylko pojedynczym formalnym zdaniem, które w pewnym miejscu także wypowiadamy. W jak małym stopniu ta teologiczna oczywistość jest czymś, co jako entelechia [wewnętrzna siła] rzeczywiście przenika radykalnie i nieubłaganie całą naszą teologię we wszystkich jej wypowiedziach, jak bardzo to, co słychać z katedr i ambon oraz świętych dykasterii Kościoła, brzmi tak, że nie widać bynajmniej, by wypowiedzi te ogarniało drżenie z powodu skromności stworzenia, które wie, jak naprawdę można mówić o samym Bogu, które wie, że każde słowo może być tylko ostatnim momentem przed owym szczęśliwym zamilknięciem, wypełniającym niebiosa jasnego widzenia Boga twarzą w twarz”.      

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Benedykt XVI, Jak dziś głosić Ewangelię?
Benedykt XVI, Teolog człowiekiem Adwentu
Waldemar Rakocy CM, Wiara chrześcijańska
Kajetan Rajski, Wniebowstąpienie Pańskie - B
Benedykt XVI, Pytanie o Boga jest kwestią najważniejszą
Jan Paweł II, Komentarz do ksiąg Nowego Testamentu. Modlitwa dziękczynna wiernych
Anna Walulik CSFN, Dynamika dorosłości
Anna Walulik CSFN, Dorosły w procesie rozwoju
Anna Walulik CSFN, Edukacyjne wspomaganie dorosłych w refleksji nad życiem (wstęp)
Józef Niżnik, Ireneusz Skubiś, Czy znów uratuje Ojczyznę? [N]
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła