Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl



Joachim Badeni OP, Judyta Syrek

Wyjdź do światła!

Przesłanie świętego grzesznika

ISBN: 978-83-240-1802-4
wyd.: Wydawnictwo ZNAK 2011

Spis wybranych fragmentów
Wstęp
Część I
Historia pospolitego grzesznika
Bez pozy i fałszu
Im większa nędza, tym większe miłosierdzie
Szczere życie, szczera pokuta
Bóg wyrywa nawet z clubbingu
Częśc II
Droga
Dla każdego Bóg przygotował Słowo
Zaufać mocy Boga i poczuć obecność
Wiara rośnie wbrew poczuciu zniechęcenia



Zaufać mocy Boga i poczuć obecność

W 1950 roku Joachim Badeni był jedynym klerykiem dominikańskim, który otrzymał w Polsce święcenia kapłańskie. I ku swemu ogromnemu zdziwieniu stał się nagle chlubą całej prowincji. Jednak pomimo dużej pompy, z jaką był przyjmowany wszędzie tam, gdzie dominikanie mieli ośrodki duszpasterskie, nie stracił dystansu i znalazł biblijne porównanie dla swojej sytuacji.

Byłem święcony jeden, sam jak palec. I wozili mnie jak reklamę powołania po całej prowincji[17]. Była to sensacja. Wylądowałem między innymi w Poznaniu. Ubrali mnie w albę, którą umaiły na zielono dziewczyny. Chodziłem taki cały na zielono ubrany. Posadzili mnie na tronie, a na ambonę wysoko wyszedł kaznodzieja, który umiał dobrze chwalić. Chwalił więc moją miłość, nadzieję i wiarę — po kolei. Potem przeszedł do cnót kardynalnych — też wymieniał je po kolei. Pomyślałem: Nie jest tak źle ze mną. Zawsze mówili: „Braaacie, bracie, braacieee! Brat łamie milczenie. Brat nie ma powołania dominikańskiego...”. A tu nagle doskonały jestem! I wszystkie cnoty po kolei mam — do tego w stopniu najwyższym. Czułem, że jest w tym przesada, ale dzisiaj myślę, że był to triumfalny wjazd w kapłaństwo. Otoczony ludem Bożym, byłem zachwycony, bo mnóstwo prezentów dostałem: dzieła św. Jana od Krzyża, jeszcze parę książek i kilka koszul. To była sensacja — jeden, jedyny wyświęcony w 1950 roku.

Kapłaństwo nie było jednak dla Badeniego pełne radosnych uniesień. Po wszystkich darach, jakie otrzymał, przyszedł czas próby. Eucharystia zaczęła go strasznie nudzić — podobnie jak wcześniej studia. Trwało to kilka miesięcy.

Pamiętam w pierwszych miesiącach kapłaństwa msza św. wydawała mi się strasznie nudna[18]. Powtarzałem bez emocji: „Dominus vobiscum..., Dominus vobiscum...”. W końcu pomyślałem: Człowieku, masz do wyboru, albo zaczniesz w klasztorze wiejskim hodować króliki, albo zbierać znaczki pocztowe. Powiedziałem sobie: nie! Nie dam się nudzie! Dalej idę w tajemnicę codziennej mszy św. Powoli zacząłem się coraz bardziej otwierać i więcej widzieć.

Ojciec Joachim zaczął rozumieć, że najważniejsze w powołaniu jest coraz głębsze wnikanie w sprawy Boże — powtarzał to po latach za prorokiem Amosem. Odkrył też, że źródłem powołania jest między innymi głód Prawdy i głód Eucharystii.

Jeśli nie ma głodu Prawdy, o którym mówi prorok Amos, to nie ma szansy wniknąć w sprawy Boże[19]. Prawda to jest Słowo, Słowo to jest Prawda — zamienne właściwie. Ten głód pojawia się przed wstąpieniem do zakonu lub w seminarium — różnie bywa, tu nie ma żadnych reguł. Ale bez tego głodu wszystko jest nudne. 

Bazując na Piśmie świętym, ojciec Joachim odkrył cztery kolejne fragmenty i właśnie w oparciu o nie zaczął układać swoje życie zakonne.

Jest jedno bardzo ważne zdanie w Apokalipsie św. Jana: „I rzekł siedzący na tronie: Oto czynię wszystko nowe, napisz te słowa, są bardzo ważne”. Czytając Pismo święte, widzimy, że nowość jak gdyby osiada  na stronach Biblii. A to zdanie z Apokalipsy jest hasłem życia zakonnego. Jeśli człowiek w zakonie czuje ciągle, że wszystko jest takie samo, czuje straszliwą monotonię i szarzyznę dnia zakonnego, to musi się z tego oczyścić. Jeżeli się nie oczyści, to lepiej żeby przerzucił się na monotonię życia rodzinnego. Po kilkudziesięciu latach będzie siedział na krzesełku i wołał: „Jest godzina piąta, gdzie są moje ziółka?”.

Jest też ważny dla naszej profesji fragment z Ewangelii św. Łukasza o Zwiastowaniu. Ewangelista opisuje, w jakich okolicznościach Maryja wypowiada fiat. Jak to się ma do życia zakonnego? Kiedy czytam przed przełożonym formułę wieczystej profesji, wypowiadam swoje fiat. Ale do czego ono  się odnosi? Do konstytucji? One są bardzo długie, zawiłe, co pewien czas kapituła przecinki poprawia, ale są bardzo ważne — i na nie przysięgamy dla porządku, bo każdy zakon musi mieć reguły. Nie zatrzymujmy się jednak na konstytucjach. Idziemy dalej. To fiat odnosi się do samego Boga, ale przez Nią — przez Matkę naszą. Na Niej spoczywa moc słowa. Potwierdza to również rozdział ósmy Księgi Przysłów, który też o Niej mówi: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy”. 

Pan Bóg siedzi we mnie i musi być we mnie Jego moc — to jest źródło mojej zakonnej profesji. Ślubuję poddać się mocy Słowa. Wypowiadam za Maryją w czasie ślubów zakonnych: „Niech mi się stanie według Twego słowa”. Dziwne to jest i tajemnicze, ale to jest prawda. Wszystko opieram na Niej.

Cała mistyka Badeniego zaczęła się od doświadczenia obecności Matki Bożej. Jej delikatne pośrednictwo prowadziło go do poznania Prawdy i świadomości obecności Boga w czasie Eucharystii. Tego, co otrzymał, nie zawłaszczał dla siebie. Przeciwnie, zachęcał innych dominikanów, żeby również próbowali szukać takiego doświadczenia.

U was też to może być po święceniach[20]. Czy od razu? Myślę, że nie. Ale trzeba tego szukać. Nie szukać wizji, ale szukać Prawdy.

Przed laty, kiedy byłem jeszcze duszpasterzem, rozdawaliśmy Komunię świętą na takich małych tackach. Bardzo się śpieszyłem, biorę komunikant do ręki i nagle patrzę, cały świat jest bez wartości wobec tego opłatka. Ten opłatek ma wartość około dwóch groszy... W jednej chwili zobaczyłem, że cały świat ma wartość zero. Widzenie przyszło jak błyskawica i równie szybko zniknęło. Czy takie doświadczenie jest możliwe, jak się przesypuje szybko opłatki z puszki do puszki, bo ludzie czekają i się denerwują — syp, syp, jak orzeszki — czy można wtedy moc Hostii zobaczyć? Na pewno trzeba o to prosić. Mówcie: „Panie, daj mi widzenie Prawdy!”. Nie widzenie takie czy inne, ale widzenie, że ten opłatek z mąki pszennej i wody jest po słowach konsekracji żywym Ciałem, Twoim Ciałem — bo ma mnie i ludzi, którym Je rozdaję, ożywiać.

Przekonywał również swoich młodszych współbraci, że mistyka nie jest zarezerwowana tylko dla zakonników. Świeccy może nawet częściej widzą Boga niż kapłani — mawiał Badeni.

Niektórzy ludzie wiedzą, że ten opłatek jest żywym Ciałem. Ja na przykład mam takiego młodego przyjaciela[21], który w niedzielę nie chodził nigdy z innymi dziećmi do kapitularza u dominikanów w czasie Liturgii Słowa, bo uważa, że tam nie ma Pana Jezusa. On widzi, że Jezus jest w kościele. Do kapitularza nie pójdzie. Kiedyś zaczepnie mówię mu: „Podobno ludzie Pana Boga nie szukają?” Krótko i konkretnie odpowiedział: „Widocznie już Go znaleźli”. Jest młody, tylko ochrzczony, a ma mnóstwo łask.

Ktoś zapyta, a po co w ogóle jest mistyka? Ja szukam mistyki jako rzeczywistości tego, co jest głoszone jako Prawda. Szukam po to, żebym nie tylko wierzył, nie tylko czuł się pobożnie wobec tego opłatka, ale żebym widział, że trzymam w ręku — taki jaki jestem — Ciało Pana. To jest możliwe, tylko nikt o to nie prosi. I tego nikt nie wie. Proście, a na pewno zobaczycie. Prędzej czy później będziecie mieli doświadczenie Prawdy na widok Hostii konsekrowanej. Wtrącę jeszcze małą dygresję.

Kontemplacja Eucharystii i kontemplacja Słowa — te dwie rzeczy są najważniejsze w kapłaństwie. Czy na starość doświadczycie wizji Pana Jezusa u siebie w celi, to jest akurat mało ważne. Nie każdy będzie św. Faustyną Kowalską. Pan Jezus w kuchni czekał na nią. Miała do podźwignięcia ciężkie wiadro i nagle w tym wiadrze pojawiły się róże. Nie spodziewała się tego zupełnie. Ale takie rzeczy nie są dla nas. To jest dla siostry Faustyny Kowalskiej. Doświadczalne widzenie Prawdy w Słowie i Eucharystii to jest dla nas! To jest prawo nasze, które nie my dajemy, ale nam daje Pan Bóg w chwili święceń kapłańskich, przez nałożenie rąk biskupa.

Każdej kontemplacji bliska jest asceza. Umartwienie musi być obecne w życiu mistyka. Ojciec Joachim w Anglii próbował różnych sposobów umartwiania: biczowania, noszenia pasa drucianego kolcami skierowanymi do ciała itp. Ale nie stał się ich fanem i szybko z nich zrezygnował. Wymyślił za to u schyłku życia nową formę ascezy dominikańskiej:

Nie dać się zatrzymać konwencji i nudzie — to dwie bardzo typowe dominikańskie ascezy! Niekoniecznie warto się dziś biczować[22]. Obrzędy katolickie są bardzo proste, religia katolicka jest bardzo prosta, ale to jest bardzo zdradliwe, ponieważ w nich jest ukryta niesłychana głębia. Odkrycie głębi w prostocie nie jest jednak łatwe. Buddyzm jest dzisiaj bardzo atrakcyjny, przyciąga młodych — sam się nim fascynowałem[23]. A tu co? Księżulo powtarza ciągle „Pan z wami”. Co to jest? Jakiś ks. Kowalski? Wczoraj go wyświęcili, dzisiaj po rękach całują — mama zachwycona, babcia płacze, bo Jasio księdzem został...

Pozornie nic atrakcyjnego w wierze katolickiej nie ma. Niejeden Kowalski podczas mszy gubi myśli i czuje nudę. Ale za tą nudą najgłębiej ukrywa się Pan Bóg — w małym opłatku. Codziennie na całym świecie odprawia się setki tysięcy mszy św. Codziennie każdy ma szansę odnaleźć Światło.

Eucharystia, Hostia konsekrowana i Pismo święte — szukam światła tam, gdzie ono jest. Wierzę, że ono jest i proszę, żebym nie tylko wierzył, ale też doznał egzystencjalnie, że Ciało i Słowo naprawdę są żywe.

Odżywamy też w trakcie medytacji przed tabernakulum, choć jest zamknięte, to w nim jest samo życie!  Czasem siedzę przed tabernakulum i modlę się: „Panie, daj mi poznać, że klęczę przed postacią, która jest Twoim żywym Ciałem, i chcę to uwielbiać, bo robisz rzeczy najcenniejsze w sposób najbardziej masowy. Tych komunikantów jest kilka tysięcy w samym Krakowie, a w nich jesteś Ty cały”. Modlę się i nic się nie dzieje. Wytrwanie, wierność — po jakimś czasie, nawet jak wchodzę w modlitwę bezmyślnie, uderza mnie silna obecność. Każdy może tak mieć, każdy może to czuć, bo to jest Prawda. I nie jest sensacją widzenie Prawdy. Sensacją będzie, jak Anioł Stróż przyjdzie do mnie w widzialnej postaci i zacznie mnie pouczać. Ale widzenie tego, co jest Prawdą, powinno być normalne. Doradzam cierpliwość w adoracji znikomości postaci Eucharystii. Ta znikomość jest chwałą Boga. On właśnie znikomy tam z niczym jest, i można Go zgubić — podobno gdy kardynał Karol Wojtyła kiedyś upuścił komunikant, to się rozpłakał. To „prawie nic” jest wszystkim. To jest pełnia życia. Kto spożywa te opłatki, będzie żył wiecznie, jeśli nie będzie ciężko grzeszył. W  każdym tabernakulum jest ukryta śmierć śmierci.

Swoje kapłaństwo ojciec Joachim przeżywał bardzo głęboko i rozumiał czym ono naprawdę jest. Rozumieli to również świeccy, którzy licznie go otaczali. Często wielu z nich powtarzało, że w jego towarzystwie czuje się niesamowity spokój wewnętrzny. Nawet kiedy umierał, ludzie obecni w jego celi, mówili, że zamiast smutku, czują spokój. Źródło owego daru uświadamiał rok przed śmiercią klerykom dominikańskim.

Kiedyś miałem konferencję dla kleryków o obecności Bożej[24]. Zestawiłem dwa artykuły „Summy teologii”, w których św. Tomasz stawia tezy: Pan Bóg jest wszędzie i Pan Bóg jest miłością.  Z tego wynika, że wszędzie jest miłość, bo Pan Bóg jest wszędzie. Gdy mam żywą wiarę to — jestem o tym przekonany — obecność Boga jest wszędzie wyczuwalna. Nie stale, bo poza mszą świętą, celą, może w różnych sytuacjach zanikać. Przypuśćmy, że podczas obiadu, kiedy jest coś dobrego do jedzenia, to można stracić obecność Bożą. Na wakacjach również może być mniej wyczuwalna. Ale można sprawić, żeby obecność Boga była stale wyczuwalna lub bardzo często? Jak? Trzeba uwierzyć, że tam gdzie są święcenia, nawet diakonatu, jest obecność Boża. Jest w Krakowie jedna rodzina, która wspomaga klasztor dominikański i zaprasza mnie w niedziele na obiady, nie we wszystkie, ale często. Ojciec, głowa tej rodziny, powiedział mi kiedyś: - Jak Ojca nie ma u nas w niedzielę, to jest jakoś dziwnie, czujemy wielki brak. Nie musi Ojciec nic mówić, wystarczy, że jest.

Niektórzy ludzie mają wyczucie, że tam gdzie jest kapłan, jest obecność Boża. Może nie wszyscy, ale wielu. Jestem wyświęcony, w habicie nie idę, bo czasem trudno, ale jak przychodzę do tej rodziny, to jestem dla nich alter Christus. Kapłan to drugi Chrystus. Codziennie mówię w Jego imieniu. Przemieniam i rozgrzeszam. On we mnie ciągle jest i działa. Choć w tej chwili nie przemieniam i nie rozgrzeszam, to jestem w tej mocy działania, która we mnie jest. I to ludzie wyczuwają. Wiedzą, że kiedy ten ksiądz jest w ich domu, to jest spokój, cicho i dobrze. Pamiętajcie o tym od dnia święceń począwszy.

Na koniec spotkania uwrażliwił jeszcze kandydatów do święceń na działanie Ducha Świętego w czasie głoszenia kazań. Nieraz zresztą pouczał współbraci, żeby nie zanudzali świeckich swoim gadaniem i nie pokazywali Boga jako nudziarza.

Jak się przemawia do Ludu Bożego? Mój profesor homiletyki, zalecał, żeby sto pierwszych kazań napisać sobie na kartce, więc pisałem. Ale strasznie głupie były i spaliłem je w piecu. Myślę, że można się uczyć różnych rzeczy, ale niekoniecznie homiletyki. Szczególnie w takiej tonacji: „Widzę was dziewczyny kochane, kwiaty, lilie Pańskie, zebrane u stóp Matki Najświętszej...”. Coś takiego?... Broń Boże! Te wszystkie teatralne gesty do nieba, do ziemi, do ludzi, do siebie — to wszystko won. Trzeba mówić w Duchu Świętym. Kapłan musi mówić z wiarą. A przed rozpoczęciem kazania musi powiedzieć: „Panie, przymnóż mi w tej chwili wiary, żebym mówił Twoje Słowa Ewangelii z wiarą”. Wtedy można mówić bez przygotowania, otwieram czytania mszalne, widzę ludzi i już idzie, przez siedem minut[25].


[17]             Archiwum własne, 2004.

[18]             Spotkanie „Open”, Kraków 2008.

[19]             Fragment konferencji z rekolekcji dla studentów dominikańskich, Warszawa-Służew 1997.

[20]             Fragment konferencji dla studentów dominikańskich Kraków 2009.

[21]             Ojciec Joachim wspominał w kilku publikacjach o spotkaniach z chłopcem, który od najmłodszych lat ma dar widzenia Boga i świadomość Jego obecności.

[22]             Fragment konferencji dla kleryków na temat kontemplacji, Kraków 2009.

[23]             Ojciec Joachim Badeni w swoich poszukiwaniach po święceniach kapłańskich miał różne fascynacje, m. in. interesował się buddyzmem, prawosławiem, G. Jungiem, C.K. Norwidem, J.R. Tolkienem.

[24]             Fragment konferencji o kontemplacji, Kraków 2009.

[25]             Ojciec Joachim trzymał się zasady, że dobrze wygłoszone kazanie nie powinno trwać dłużej niż 10 minut.

 

opr. aw/aw



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: duchowość ewangelizacja nadzieja mistyk dominikanie alter Christus mistycyzm próba święcenia kapłańskie kontemplacja Eucharystii kontemplacja Słowa