słodki cukiereczek
Strona główna Opoki | Liturgia na dziś | Baza Mszy św. | Porozmawiajmy o wierze | Życie Kościoła | Jan Paweł II | Dołącz do grona darczyńców

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!





Audiobooki w odcinkach




Wiadomości


 


Marta Wielek

Paweł VI


Wydawnictwo M


Kim był Paweł VI? Pamiętamy go jako papieża Soboru Watykańskiego II, który konsekwentnie wprowadzał reformy w Kościele, ale jaki był prywatnie, jakim był człowiekiem na co dzień? Dlaczego podjęto decyzję o jego beatyfikacji?



fragment książki:

PORTRET

„Oczy szarozielone, jasne, ale jednocześnie nieprzeniknione, jak zasunięta firanka ukrywająca wnętrze. Czasem doznaje się wrażenia, jak gdyby się odrywały, jakby widziało się małe kulki.
Brwi wyraźne, zbliżone do siebie, góralskie, ale nie zasępione. Wargi delikatne, ruchliwe.
W jaki sposób oddać jego głos, akcent? Głos ma głęboki i trochę chropowaty, powiedziałbym znowu góralski, podobny do tego, jaki mają u nas górale w okolicach, gdzie jest dużo słońca: surowy i śpiewny. Gdybym chciał opisać ten głos za pomocą barw, powiedziałbym, że jest on ciemnoczerwony z odcieniami fioletu albo też ciemnoniebieski, ale prześwietlony czasem promieniem światła, jak witraż.
Czoło pogodne, bez zmarszczek, gładkie, kiedy się patrzy na nie wprost. Z profilu jednak wypukłe, jakby pod naciskiem myśli”.

Tak Jean Guitton, francuski filozof, świecki uczestnik Soboru Watykańskiego II, szkicował powierzchowność papieża Pawła VI. Oddał ją tak plastycznie, że bez zerkania na fotografie Pawła VI można sobie odmalować przed oczami wyobraźni jego postać, a przynajmniej to, co było w niej najbardziej charakterystyczne. Na tym polega sztuka portretowania – nie chodzi o to, by zawrzeć jak najwięcej szczegółów, ale by oddać w obrazie osobowość człowieka.

Ta książka nie jest monografią na temat Jana Chrzciciela (Giovanni Battista) Montiniego, który przyjął imię Pawła VI. Jest raczej zbiorem jego portretów albo teczką szkiców do odmalowania jego osoby. Osoby. Nie dokonań, ale właśnie osoby. O dokonaniach Pawła VI możemy mówić dużo, stawiając tylko między nimi przecinki: ukierunkowanie i dokończenie Soboru Watykańskiego II, nowe spojrzenie na Kościół i jego relacje z innymi religiami, wyznaniami i światem, reforma Kurii Rzymskiej... Można je szczegółowo opisywać, analizować, dyskutować o nich. Dają one jednak tylko cząstkowy wgląd w to, jakim człowiekiem był ten, który tego wszystkiego dokonał. Jaki jednak był w głębi duszy? Co go ukształtowało? Co sprawiło, że podejmował takie, a nie inne decyzje, wyzwania? Jaki był kontekst jego dojrzewania?

Człowiek staje się sobą w relacji z drugim człowiekiem. Wtedy odkrywa prawdę o sobie i wtedy też weryfikują się jego wyobrażenia o nim samym. Drugi człowiek jest lustrem, w którym można się przejrzeć. Lustrzane odbicie daje nam zaś pewien obraz – nie zawsze doskonały – człowieka, który się w nim przegląda. Można spojrzeć w lustro Pawła VI, czytając korespondencję, jaką na przestrzeni lat prowadził ze swoimi rodzicami, rodziną, przyjaciółmi. Przed nimi się odkrywa ze swymi zamiarami i odczuciami. Każdy rozdział książki otwiera fragment listu, którego Montini był autorem lub adresatem. Pozwalają one poznać skrawek tajemnicy jego przeżyć.

Postać Pawła VI jest klamrą spinającą pewien proces w historii Kościoła – przechodzenia od ścisłych związków z państwem świeckim, przez wrogość, po dialog. Śledząc losy Pawła VI na tle tej historii, widać, w jak niezwykły sposób Bóg wybiera sobie ludzi i tka z ich życiorysów sieć, która widoczna jest dopiero z dystansu. Z bliska zaś jest gmatwaniną nici i supłów. Jak daleko trzeba stanąć, by zrozumieć i zobaczyć, jakim człowiekiem był Paweł VI?

DŁUGA DROGA

„Niech Pan raczy nas pobłogosławić i obdarzyć nas swoim pokojem – nas, którzy zatraceni w tym atomie wszechświata i podniesieni do godności Jego dzieci, odnajdujemy i skupiamy uwagę na czasie, sposobie przygnębiania się nawzajem, wzajemnego zabijania się, nieświadomi naszych granic, naszych ideałów, naszej wielkości”.
Fragment listu Jana Chrzciciela Montiniego do brata Ludwika z maja 1916 roku

Anna czuła, że nie ma wyboru. W jej obecności umierał mały chłopiec. Wydawało się, że niedługo zgaśnie. Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Pokochała tę maleńką istotę i chciała dla niej chociaż szczęścia w niebie, skoro tu na ziemi nie mogła go doznać. Poczekała, aż matka chłopca zostawi go na chwilę samego w pokoju. Weszła tam, pokropiła malca wodą z kuchennego wiadra i wypowiedziała formułę: „Ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W tajemnicy przed jego rodziną ochrzciła małego Edgarda Leviego Mortarę. Miał wtedy niespełna rok, jego rodzice – Marianna i Momolo – byli Żydami, a Anna Morisi była ich służącą, pobożną, niepiśmienną, prostolinijną dziewczyną. A właściwie – dziewczynką, bo miała zaledwie czternaście lat. Mieszkali wszyscy w Bolonii, należącej wówczas do Państwa Kościelnego. Rzecz działa się bowiem w 1852 roku.

Obawy Anny okazały się przedwczesne – chłopiec wkrótce wyzdrowiał. Ku radości rodziców i wszystkich domowników rósł i rozwijał się prawidłowo. Nic dziwnego, że Anna dość szybko zapomniała o potajemnym chrzcie. Nie mogła przypuszczać, że jej odruch serca już niedługo wywróci do góry nogami nie tylko życie rodziny Mortarów, ale pośrednio także wstrząśnie całym krajem. Przyczyni się do tego, że zrodzi się nowa rzeczywistość, która ukształtuje wewnętrznie innego chłopca – urodzonego kilkadziesiąt lat później Jana Chrzciciela (Giovanniego Battistę) Montiniego, przyszłego papieża Pawła VI. Trudno zrozumieć jego postawę i poglądy bez znajomości atmosfery, w jakiej wzrastał.

Nocna wizyta

Tymczasem Anna, sześć lat po sekretnym chrzcie Edgarda, wspomniała o tym incydencie jednemu ze swych znajomych. Ten jednak nie zachował tej historii dla siebie, ale przekazał ją dalej. Po pewnym czasie pogłoski o ochrzczonym potajemnie dziecku żydowskim dotarły do przedstawiciela Świętej Inkwizycji, dominikanina ojca Pietra Gaetano Falettiego. Ten postanowił zadziałać zdecydowanie. Wezwał Annę Morisi na przesłuchanie, a gdy z płaczem opowiedziała o chrzcie małego Edgarda, wydał policji rozkaz odebrania chłopca rodzicom. Zgodnie bowiem z prawem Państwa Kościelnego Żydzi nie mogli wychowywać chrześcijańskiego dziecka, nawet jeśli to było ich własne potomstwo. Każdemu ochrzczonemu dziecku należało zapewnić katolickie wychowanie i edukację.

Późnym wieczorem w środę 23 czerwca 1858 roku policja zapukała do drzwi domu rodziny Mortarów. Momola nie było w domu. Marianna siedziała w salonie wraz z dwoma córkami, jedenastoletnimi bliźniaczkami: Ernestą i Edminią. Pięcioro młodszych dzieci, wśród nich Edgardo, już spało. Służąca kazała policji czekać przed drzwiami frontowymi i poszła zawiadomić swoją panią. Marianna nie chciała rozmawiać z policją bez męża, zamierzała odesłać przybyłych funkcjonariuszy. Dwóch mundurowych i jeden policjant w cywilnym ubraniu weszli jednak przez tylne drzwi domu. Przerażoną Mariannę zaczęli wypytywać o dzieci. Taką scenę zastał wracający do domu Momolo. Zdenerwowanemu ojcu policjanci wyjaśnili, że mają nakaz zabrania małego, niespełna siedmioletniego wówczas Edgarda, ponieważ został on ochrzczony. Nic więcej nie wiedzieli. Momolo ubłagał ich, by nie budzili śpiącego na sofie chłopca, póki jemu nie uda się dowiedzieć czegoś więcej. Pobiegł od razu do kościoła pod wezwaniem świętego Dominika, gdzie rezydował inkwizytor Felatti.

Inkwizytor potwierdził, że wydał rozkaz odebrania Edgarda, ponieważ ma wiarygodną informację, że chłopiec jest ochrzczony i zgodnie z prawem nie może pozostać z rodzicami. Nie chciał jednak zdezorientowanemu ojcu wyjawić żadnych okoliczności chrztu. Zgodził się jedynie na to, by chłopca pozostawić jeszcze jeden dzień w domu rodzinnym. To napełniło Momola nadzieją, że uda mu się w tym czasie wyjaśnić całą sytuację i pozostawić syna w domu.

Przez cały następny dzień Mortarowie, ich rodzina i przedstawiciele społeczności żydowskiej szukali sposobu, by zatrzymać Edgarda w domu. Bezskutecznie. Mortarowie mieli przyjaciół wśród katolików i księży, ale ci niewiele mogli zdziałać wobec decyzji inkwizytora. Jedyną nadzieją była rozmowa z arcybiskupem, ale ten akurat przebywał poza Bolonią. Około godziny siedemnastej Momolo udał się do inkwizytora, prosząc go o odstąpienie od decyzji, ten jednak pozostał nieugięty. Zapewniał tylko, że Edgardo będzie traktowany bardzo dobrze i znajdzie się pod troskliwą opieką samego papieża Piusa.

Uspokojony Momolo postanowił przekazać syna, licząc na to, że wkrótce wszystko się wyjaśni i będzie mógł go odzyskać. Około ósmej wieczorem policjanci przyszli po chłopca, ojciec trzymał go na rękach. Malec był spokojny, ale gdy ojciec przekazywał go policjantom, z jego oczu popłynęły łzy. Nazajutrz Momolo chciał podać chłopcu ubranie i potrzebne rzeczy, udał się więc znów do kościoła św. Dominika. Nie pozwolono mu jednak zobaczyć się z chłopcem. Kilka dni później Edgarda przewieziono do Rzymu, a tam umieszczono w Domu Katechumenów, instytucji założonej dla Żydów przechodzących na chrześcijaństwo. Utrzymywano ją z podatków nałożonych na synagogi w Państwie Kościelnym.

Początkowo odmawiano rodzicom jakiegokolwiek kontaktu z Edgardem, w obawie że będą próbowali go wykraść. Po kilku tygodniach pozwolono im jednak spotkać się w Rzymie z synem. Marianna i Momolo opowiadali, że zastali Edgarda zapłakanego, zrozpaczonego, stęsknionego za domem i rodzeństwem. Błagał ich, by go nie zostawiali. Oni jednak byli bezradni wobec decyzji Inkwizycji, choć nie pozostawali bezczynni. Sprawa zyskała rozgłos, wieść o uprowadzeniu przez Kościół katolicki żydowskiego chłopca zataczała coraz szersze kręgi.

Wielka i mała polityka

Opowieść o tym zdarzeniu opublikował na łamach swojej gazety „Il Risorgimento” (wł. zjednoczenie) również Camillo Cavour (1810–1861), ówczesny premier Królestwa Piemontu i Sardynii, które było zalążkiem zjednoczonych Włoch. Jako zwolennik liberalizmu i zjednoczenia włoskich państewek Cavour był żywo zainteresowany osłabieniem pozycji papiestwa. Kolejni papieże byli bowiem bardzo nieprzychylni propagowanej głównie przez środowiska liberalne idei zjednoczenia państwa włoskiego.

Państwo Kościelne nie miało dobrych doświadczeń z liberalizmem. Duch rewolucyjny, który dotarł do Włoch z Francji po rewolucji 1789 roku, sprawił, że Państwo Kościelne na kilkanaście lat zniknęło z map Europy. Zgodnie z ustaleniami Kongresu Wiedeńskiego z 1815 roku powołano je znowu do życia, ale już w 1848 roku rewolucyjne nastroje znowu przeniknęły do Rzymu, z tego powodu papież Pius IX (pontyfikat: 1846–1878) musiał się ratować ucieczką z Wiecznego Miasta. O pomoc przeciwko swym buntującym się obywatelom poprosił wówczas Francję, Austrię, Hiszpanię i Neapol. Dzięki tej interwencji mógł powrócić do Rzymu.

W czasie, gdy w Bolonii rozgrywał się dramat małego Edgarda, czarne chmury znowu zawisły nad Państwem Kościelnym. Coraz silniej dawały o sobie znać nastroje wolnościowe, prawa przyznawane obywatelom sąsiednich państw stały się przedmiotem pożądania także mieszkańców Państwa Kościelnego. Papież stał się uosobieniem anachronicznej monarchii absolutnej. W państwie więc wrzało, kolejne regiony skłonne były przyłączyć się do Królestwa Piemontu i Sardynii.

Znając te nastroje, Camillo Cavour postanowił wykorzystać historię żydowskiego chłopca do osiągnięcia własnych celów politycznych. Uznał, że nagłośnienie tej sprawy osłabi poparcie dla papieża nie tylko wśród Włochów, ale także w całej Europie. I rzeczywiście, w dobie liberalizmu i racjonalizmu zachowanie Inkwizycji odebrane zostało jako naruszenie praw rodzicielskich i pogwałcenie europejskiego ładu prawnego. Nietrudno było w społeczeństwach Wielkiej Brytanii czy Francji wzbudzić oburzenia dla takiego postępowania papiestwa. Szczególnie newralgiczne było dla papieża poparcie Francuzów. Wojska Napoleona III strzegły bowiem bezpieczeństwa i nienaruszalności Rzymu. Cavour zdawał sobie z tego sprawę, dlatego przekonywał ambasadora francuskiego, że należy wykorzystać sprawę Mortarów, by skompromitować papieża w oczach Europy i postępowych katolików. Miał to być pretekst do tego, by Napoleon III mógł swobodnie wycofać swoje wojska z Rzymu. Aktywność Cavoura odniosła zamierzony skutek. W sprawie Edgarda Mortary interweniowali u Piusa IX ambasadorowie państw europejskich, interweniowały organizacje żydowskie w Stanach Zjednoczonych, interweniował wreszcie sam Napoleon III. Przekonywano, że chrzest Edgarda nie spełniał nawet wszystkich kanonów katolickich, nie ma więc powodu, by przetrzymywać chłopca z dala od rodziny.

W odpowiedzi na te naciski pojawiły się katolickie publikacje, w których przekonywano, że naruszenie przepisów Państwa Kościelnego i pozostawienie ochrzczonego dziecka żydowskiej rodzinie byłoby sprzeniewierzeniem się nauczaniu Jezusa. Opisywano też cudowną przemianę chłopca i jego nawrócenie, za sprawą których to on nie chciał wrócić do domu rodzinnego, uznając papieża za swojego ojca. Rzeczywiście Pius IX osobiście roztoczył opiekę nad chłopcem. Proponował ponoć rodzicom ugodę, obiecywał, że chłopiec będzie umieszczony w instytucji w rodzaju szkoły z internatem, oni będą mogli się z nim kontaktować, a w wieku siedemnastu lat Edgardo sam zdecyduje o swojej przynależności religijnej. Momolo i Marianna nadal dążyli do odzyskania pełni władzy rodzicielskiej.

Przegrani

Sprzyjały temu okoliczności polityczne, bo na skutek plebiscytu już w 1859 roku znaczna część Państwa Kościelnego (w tym ich rodzinna Bolonia) przyłączyła się do Królestwa Sardynii i Piemontu. Papieżowi pozostało tylko nieznaczne terytorium nad Adriatykiem. Jednoczenie Włoch postępowało, broniąca włości papieskich Austria przegrywała w wojnie z Francją i Królestwem Sardynii. W 1864 roku Francuzi wycofali się z Rzymu, w zamian za to Włosi zaoferowali papieżowi roztoczenie opieki nad Wiecznym Miastem. Pius IX odmówił, a w encyklice Quanta cura potępił i socjalistów, i liberałów. W 1869 roku zwołał w Watykanie sobór, na którym ogłoszono dogmat o nieomylności papieża. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1870 roku, wojska włoskie wkroczyły do Rzymu, armia papieska uległa im dość szybko. Na zdobywanych terenach ogłaszano plebiscyty na temat przynależności państwowej, które Państwo Kościelne przegrywało z kretesem. Sprawa małego Edgarda na pewno w części się temu przysłużyła. W końcu papieżowi pozostał jedynie Watykan, a Państwo Kościelne w ogóle przestało istnieć.

Wraz z upadkiem Państwa Kościelnego do Rzymu przybyli Marianna i Momolo Mortarowie. Mieli nadzieję, że wreszcie odzyskają syna. Miał już wtedy dziewiętnaście lat i od ponad trzech był zakonnikiem w zgromadzeniu kanoników regularnych laterańskich, gdzie przyjął imię Pio. Nie chciał wracać do domu, pragnął zostać księdzem katolickim. Po latach wspominał, że dziękuje Opatrzności za doprowadzenie go do wiary w Jezusa Chrystusa, mimo że stało się to w tak dramatyczny sposób.

Trzy lata później został wyświęcony. Pius IX zasugerował mu, że najlepiej będzie, jeśli pracę duszpasterską poprowadzi poza granicami Włoch, gdzie sprawa jego uprowadzenia wciąż jeszcze była żywa. Po latach wrócił do Bolonii z odczytami i nawiązał kontakt z rodziną. Utrzymywał go aż do swojej śmierci w 1940 roku.

Gdy w 1912 roku ruszał proces beatyfikacyjny Piusa IX, sprawa Edgarda Mortary powróciła. Z różnych stron pojawiały się głosy sprzeciwu wobec tej beatyfikacji ze względu na to, co przydarzyło się rodzinie Mortarów. Sam Edgardo, wtedy już jako ksiądz Pio, wypowiadał się o papieżu bardzo ciepło i z uznaniem. Twierdził, że nigdy nie czuł się ofiarą, był wdzięczny mu za to, co otrzymał.

Nowe światy

Czy historia małego żydowskiego chłopca rzeczywiście przyczyniła się do upadku Państwa Kościelnego? Można na ten temat spekulować. Z pewnością przysporzyła papieżowi wielu wrogów, nastawiła do niego nieprzychylnie całą społeczność międzynarodową w sytuacji, gdy przyszłość jego państwa od tej przychylności w dużym stopniu zależała. Natomiast gdy o stabilności terytorium tego państwa decydowały plebiscyty wśród ludności, nie pomógł Piusowi rozpowszechniany przez jego przeciwników politycznych wizerunek zacofanego papieża lekceważącego więzi rodzinne.

Upadek Państwa Kościelnego ukształtował relację między Kościołem a państwem włoskim na wiele lat. Papież nie uznał ustawy parlamentu włoskiego, która przyznawała mu Watykan, Lateran i Castel Gandolfo oraz 3 mln lirów dotacji: „Nie udzielamy zgody na żadne pojednanie, które w jakikolwiek sposób naruszałoby lub umniejszało nasze prawa, które są prawami Boga i Stolicy Świętej”. Pius IX, a po nim trzej kolejni papieże uznali się za „więźniów Watykanu”, co sprawiło, że relacje między papiestwem a państwem włoskim były stale napięte. Przez kolejne dziesięciolecia włoskim katolikom nie wolno było uczestniczyć w życiu politycznym ani oddawać głosów w wyborach.

Jeszcze w 1864 roku Stolica Apostolska wystosowała deklarację tzw. non expedit (łac. nie jest pożyteczne, właściwe), w której Pius IX – na znak protestu przeciwko działaniom rodzącego się państwa włoskiego – zabronił katolikom udziału w wyborach zarówno w sposób czynny, jak i bierny. Wielokrotnie potem przypominał ten zakaz. Przemawiając do kobiet katolickich 11 października 1874 roku, powiedział między innymi, że żaden wybór polityczny nie jest wolny, bo rządzą nim zbyt silne namiętności. Udział katolików w głosowaniu byłby zaakceptowaniem aneksji Państwa Kościelnego – tłumaczył wówczas Pius IX, odradzając w ogóle jakiekolwiek zaangażowanie w życie polityczne.

Pojawiały się jednak tworzone oddolnie ruchy i stowarzyszenia katolickie, które niosły pomoc najuboższym robotnikom i chłopom. Była to katolicka alternatywa wobec coraz popularniejszych idei socjalistycznych. Nowe warunki ekonomiczne związane z rozwojem przemysłu i kapitalizmu doprowadzały wielu ludzi do biedy. Ci, którzy chcieli być wierni Kościołowi, nie wstępowali do socjalistycznych stowarzyszeń, ale szukali chrześcijańskiej odpowiedzi na tę sytuację. Tworzyli grupy pomocy, opierając się na ewangelicznych zasadach. Często jednak spotykali się z niezrozumieniem i krytyką ze strony przedstawicieli hierarchii Kościoła. Wprawdzie poszczególni księża i biskupi mocno się w te akcje angażowali, ale było to bardzo źle widziane. Zrodziło się swoiste napięcie między „tradycjonalistami”, którzy mocno obstawali przy papieskiej decyzji zerwania kontaktów z laickim państwem, a „modernistami”, którzy byli zwolennikami większego zaangażowania społecznego.

Pierwsze tego typu organizacje rodziły się na północy Włoch, a zwłaszcza w prowincji Bergamo, gdzie sprzyjał im lokalny biskup Giacomo Maria Radini-Tedeschi. Biskup Radini był jednym z demokratyzujących hierarchów, nigdy nie sprzeciwiał się papieżowi, ale uważał, że należy się porozumiewać z państwami laickimi. Na terenie jego diecezji powstały pierwsze akcje katolickie.

Niedaleko Bergamo położona jest miejscowość Concesi, gdzie w 1860 roku urodził się Jerzy (Giorgio) Montini. Przyszedł na świat w okresie bardzo burzliwym, a dojrzewał w czasie wewnętrznych napięć w Kościele między „modernistami” a „tradycjonalistami”. Przyglądał się rodzącym się ruchom katolickim i postanowił w tę działalność się włączyć. Poświęcił jej całe swoje życie. Jego synowie, a wśród nich późniejszy papież Paweł VI, obserwowali z podziwem jego zaangażowanie i każdy na swój sposób je kontynuował.

Tymczasem nastawienie Kościoła do tych organizacji zaczęło się zmieniać, Leon XIII (pontyfikat: 1878–1903) w encyklice Rerum novarum z 1891 roku wręcz nakłaniał katolików do tworzenia społecznej alternatywy wobec rozwiązań kapitalistycznych i socjalistycznych. Z inicjatywy kolejnego papieża, Piusa X (pontyfikat: 1903–1914), tworzące się dotychczas oddolnie ruchy katolickie zyskały miano Akcji Katolickiej oraz błogosławieństwo Watykanu dla swojej działalności.

Upadek Państwa Kościelnego miał znaczenie nie tylko dla włoskich katolików. Przypieczętował postępujący od czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej rozdźwięk między Kościołem a świeckim społeczeństwem. Kościół postanowił izolować się od świata, który postrzegał jako zagrożenie dla reprezentowanych przez niego wartości. Najpierw w ogóle odrzucił jakikolwiek dialog z państwem laickim, z czasem stosunek do spraw świeckich ewoluował. Pewne aspekty życia społecznego i politycznego akceptował, inne zdecydowanie odrzucał. Dominującą cechą była jednak nieufność wobec świata. To rodziło niestety także dystans wobec człowieka, niezrozumienie wiernych żyjących i zaangażowanych w tej świeckiej przestrzeni. Potrzeba było wielu dziesięcioleci i pontyfikatu Pawła VI, by Kościół odważył się wkroczyć na drogę dialogu ze światem.

LUDZIE Z GÓR

„... ogłosił światu cywilizację miłości, której jako dziecko uczył się między tymi ścianami”.
Fragment napisu na tablicy pamiątkowej umieszczonej na domu, w którym urodził się Paweł VI

„Po Wniebowzięciu mam nadzieję być w Castel Gandolfo i tam, jak czas pozwoli na spokojną rozmowę, chciałbym z tobą powspominać... nasze stare Concesio, niezapomniane. I przez te drogie i pobożne wspomnienia powrócić do wspaniałych osób, które czekają na nas we wspólnocie wieczności: Och! Jak zawsze są przy mnie obecni i czuję ich teraz tak blisko...”
Fragment listu Pawła VI do kuzyna Wiktora Montiniego z 1978 roku, na kilka tygodni przed śmiercią

Concesio. Mała miejscowość leżąca w dolinie Trompia, na terenie Lombardii, na północy Włoch. Na jej obrzeżach, przy ulicy Rodolfa z Concesio, stoi okazały dom. Mimo przeprowadzanych kilkakrotnie remontów widać w nim pozostałości po typowym dworku z początków XV wieku, z wozownią, małym portykiem i niewielkim zacienionym ogrodem, w którym można znaleźć wytchnienie w czasie upałów. Dom jest wytworny, a jednocześnie rustykalny. Od wieków oferował swoim mieszkańcom bezpieczne i solidne schronienie przed niespodziankami, jakie mogły się kryć w okolicznych lasach. Został wybudowany na życzenie jednego z hrabiów rodziny Londrone, która sprowadziła się do Concesio w XII wieku z Trydentu. W XV wieku doszło do sporu w obrębie tej szlacheckiej familii i dlatego jeden z jej członków zapragnął domu na obrzeżach miejscowości, u zbocza zielonego wzgórza, nazywanego Wzgórzem Warzywnym.

Dom został zbudowany na planie prostokąta i ma trzy kondygnacje. Nad głównym wejściem w XVII wieku dobudowano balkon z kutego żelaza, który poza walorami estetycznymi nie miał większego znaczenia. Tuż za drzwiami wejściowymi znajdował się portyk prowadzący do ogrodu. Ogród ten rozciągał się szeroko i naturalnie przechodził w pole i wieś – wydawało się, że ciągnie się aż do alpejskich wzgórz.

Na dziedzińcu znajdował się zegar słoneczny z napisem: „Aeternitatem horas labentes indico” i datą: 1658 rok. W pokojach rezydencji do dziś pozostało wiele szczegółów dawnego zdobienia i wystroju tych wnętrz, na przykład sklepienie krzyżowe w jednej z sal albo plafony z symbolami orła i słońca znajdujące się w centralnej części sufitów w innych pokojach. Najwięcej XV-wiecznych elementów konstrukcji zachowało się na drugim piętrze budynku, między innymi oryginalne belki stropowe. W takim właśnie domu wzrastał późniejszy papież Paweł VI.

Błogosławieni górale

W 1830 roku do Concesio sprowadził się Kajetan Montini, kupując dom wraz z przyległymi terenami. Rodzina Montinich była już znana w tej okolicy. Od wieków zamieszkiwała w pobliskim mieście Brescia. Pierwsze wzmianki o jej obecności w tej okolicy pochodzą z 1416 roku, dotyczą przybycia na te tereny Bertolino de Benedictisa z synami. Był to protoplasta rodu, nadano mu przydomek „Montini” z uwagi na jego pochodzenie z gór (wł. monte oznacza górę). Przydomek ten odziedziczyli jego synowie, a po śmierci Bertolina nikt już nie używał pierwotnego nazwiska de Benedictis (łac. błogosławiony). Rodzina Montinich należała do starej szlachty wiejskiej, jakiej sporo było w okolicach Brescii. Pochodzące z XVIII wieku drzewo genealogiczne tego rodu znaleziono w Valle Sabbia, obok herbu Montinich (na czerwonym tle trzy zielone wzgórza i trzy srebrne lilie) znajdował się napis: „Sicut arbor producit ramos – Ita homo producit filios [kilka słów było wytartych] Illustre domus 1400 – Hic operi studium dedit Angelus Bosius”.. Dokument ten wraz kilkoma rodzinnymi portetami jest przechowywany w zabytkowej posiadłości Montinich w Sarezzo.

Właśnie z Sarezzo przeprowadził się Kajetan Montini w marcu 1830 roku do nabytego domu w Concesio wraz z żoną Marią Magdaleną Pievani oraz nowo narodzonym synkiem Ludwikiem (1830–1871). Sześć lat później Kajetan zmarł. Ludwika oddano pod opiekę wuja Karola Montiniego. Mając zaledwie osiemnaście lat, brał udział w wojnie między Królestwem Sardynii a Austrią (1848–1849), nazywanej też pierwszą włoską wojną o niepodległość. Mimo tych przeszkód ukończył studia medyczne i prowadził praktykę medyczną na terenie Serazzo i Concesio. Oddanie i miłość, z jakimi podchodził do swojej pracy, zostały zapamiętane przez lokalną społeczność. W czasie epidemii cholery w 1855 roku opiekował się chorymi i walczył z rozprzestrzenianiem się choroby. Wdzięczni mieszkańcy miasta uhonorowali go za to medalem. Ludwik był człowiekiem wiary, był pionierem ruchu katolickiego w Brescii. W październiku 1857 roku ożenił się z Franciszką Buffali (1835–1921), córką znanego lekarza, pochodzącą z szanowanej i religijnej rodziny. Z ich związku narodziło się ośmioro dzieci: Ludwik i Józef, którzy wcześnie zmarli, a następnie Jerzy (1860–1943), Elżbieta (1861–1941), Józef (1867–1953), Agnieszka Lavinia (1868–1922), Paulina (1869–1919) i Maria (1872–1951).

Obywatel Brescii

Urodzony 30 czerwca Jerzy Montini ukończył szkołę podstawową w Concesio, a następnie kontynuował naukę w Brescii. Tęsknił jednak bardzo za domem rodzinnym i gdy tylko kończył się rok szkolny, wracał do Concesio. W Brescii poznał księdza Piotra Caprettiego, który był ojcem duchowym akcji katolickiej w Brescii i wywarł duże wrażenie na młodym Montinim. Jeszcze w trakcie nauki w Brescii wstąpił do katolickiej wspólnoty św. Faustyna i św. Jowity, którzy ponieśli męczeńską śmierć w Brescii za panowania cesarza Hadriana (117–138). Jako sekretarz tej wspólnoty Montini w 1877 roku brał udział w kongresie ruchów katolickich w Bergamo.

Po ukończeniu szkoły w Brescii Jerzy udał się na studia prawnicze do Padwy. W lipcu 1881 roku otrzymał dyplom prawa uniwersytetu padewskiego, wrócił do Brescii i podjął się wydawania gazety katolickiej „Il Cittadino di Brescia” (wł. Obywatel Brescii), którą w 1878 roku powołała do życia grupa działaczy katolickich, a wśród nich również ksiądz Capretti. Idąc za przykładem swojego ojca Ludwika, Jerzy oddał się działalności publicznej, w której domagał się uznania dla chrześcijańskich wartości. W tym trudnym dla Kościoła czasie, kiedy społeczeństwa europejskie odwracały się od religii i papiestwa, Jerzy Montini próbował poprawić wizerunek Kościoła, przywrócić mu dawne znaczenie.

Na studiach w Padwie spotkał wielu wybitnych nauczycieli, między innymi profesora prawa kanonicznego i prawa międzynarodowego, który zaszczepił w nim ideę o moralnej i duchowej misji Kościoła zbudowania nowej cywilizacji. Natomiast od profesora prawa rzymskiego Ludwika Bellavite (1826–1885) zaczerpnął myśl o konieczności współpracy między Kościołem i państwem. W dobie narastającej wzajemnej nieufności, a okresowo nawet wrogości, między państwem włoskim a papiestwem były to poglądy bardzo odważne. Z jednej strony niełatwo było prezentować chrześcijańskie wartości w coraz bardziej zsekularyzowanym społeczeństwie albo publicznie opowiadać się za Kościołem w sytuacji, gdy świat widział w nim tylko anachroniczny twór, pozostałość po minionym reżimie. Z drugiej strony nie było też wielkiej przychylności wśród hierarchów kościelnych dla takiej działalności, bo od czasu upadku Państwa Kościelnego Kościół ignorował struktury państwowe i do zaangażowania katolików w życie polityczne podchodził z dużą ostrożnością. Począwszy od Leona XIII kolejni papieże coraz przychylniej patrzyli na udział katolików w życiu publicznym, ale wśród hierarchów i księży nie brakowało takich, którzy stali na stanowisku, że wchodzenie w jakikolwiek kontakt z państwem jest układaniem się z diabłem.

Po studiach prawniczych w Padwie Jerzy Montini czuł się dużo bardziej zmotywowany do działalności obywatelskiej niż do prowadzenia praktyki adwokackiej. Wspominał po latach jednego z profesorów, który mu zaimponował: „W przestrzeni uniwersyteckiej pozostawił wrażenie osoby wykształconej, wspaniałego nauczyciela, o ewidentnie katolickich fundamentach: to rzecz rzadka i niebezpieczna w tamtych czasach dla tych, którzy byli na początku swojej kariery uniwersyteckiej”.

Papieskie spojrzenie

Przed oficjalnym objęciem stanowiska w gazecie, latem 1881 roku, Jerzy Montini postanowił udać się na pielgrzymkę do Rzymu. Udało mu się wówczas dostać na audiencję do papieża Leona XIII, wspominał potem to spotkanie: „Po raz pierwszy widziałem wtedy tego wielkiego papieża. Kiedy zostałem przedstawiony jako redaktor naczelny «Il Cittadino di Brescia», papież patrzył na mnie przez chwilę tymi swoimi radosnymi oczami, potem położył mi rękę na głowie i pobłogosławił. Nawet teraz, po tylu latach, czuję na sobie to przeszywające spojrzenie”.

Kierując „Il Cittadino di Brescia” Jerzy oficjalnie przestrzegał papieskiej zasady non expedit, ale prywatnie bardzo usilnie optował na rzecz jej złagodzenia. Już następca Piusa IX, Leon XII, rozważał częściowe zniesienie ograniczeń wynikających z tej deklaracji, ale nie podjął żadnych wiążących decyzji w tym zakresie. Kolejni papieże nie traktowali już tak radykalnie deklaracji non expedit, w 1904 roku Pius X (pontyfikat: 1903–1914) po raz pierwszy zezwolił na udział katolików w wyborach. Katolicy sprzymierzyli się wówczas z liberałami przeciwko socjalistom. Chociaż Pius X nie odwołał deklaracji z 1864 roku, to stwierdził, że w określonych warunkach można wyjątkowo dopuścić katolików do udziału w życiu politycznym, aby reprezentowali stanowisko Kościoła. W kolejnych latach coraz mniej się przejmowano papieskim zakazem, pojawiła się nawet taka interpretacja, że dotyczył on tylko tamtej specyficznej sytuacji z okresu upadku Państwa Kościelnego. Powoli opadały emocje związane z tym wydarzeniem i chociaż następcy Piusa IX nadal uważali się za „więźniów Watykanu”, to zbliżenie między Stolicą Apostolską a państwem włoskim powoli postępowało. Ostatecznie Benedykt XV (pontyfikat: 1914–1922) w 1919 roku uchylił zakaz wyrażony w deklaracji non expedit.

W tych warunkach pewnej niejednoznaczności stanowiska Kościoła wobec spraw politycznych działał właśnie Jerzy Montini. Z roku na rok angażował się coraz bardziej. Tuż po studiach, już jako redaktor naczelny „Il Cittadino di Brescia”, w 1882 roku został wiceprezesem Klubu Młodzieży Katolickiej, a trzynaście lat później był jego prezesem. W ramach działalności w Klubie Młodzieży Katolickiej stworzył i rozwinął obiegową bibliotekę, akademik św. Wincentego, dbał o młodzież zatrudnioną, organizował wydarzenia i spotkania religijne, pielgrzymki, prowadził działalność charytatywną.

Zaangażował się także w działania strukturalne, wspomagał tworzenie rad parafialnych na terenie diecezji, był radnym Związku Banków Katolickich, napisał nawet statut dla jednego z nich – Banku św. Pawła. Wspierał inicjatywy wydawnicze inspirowane nauczaniem Kościoła katolickiego – ilustrowane czasopisma, takie jak na przykład „La Voce del Popolo” (wł. głos ludu), „Pro Familia” (wł. dla rodziny) czy satyryczny magazyn „Il Frustino” (wł. szpicruta).

Zakazana miłość

W 1893 roku podczas jednej z pielgrzymek do Rzymu Jerzy Montini poznał dziewiętnastoletnią Judytę Alghisi (1874–1943) i zakochał się w niej z wzajemnością. Wybranka Jerzego pochodziła z Verolavecchia, małej miejscowości oddalonej o 30 kilometrów od Brescii. Jej ojciec, Giovanni Battista, był notariuszem, wywodzącym się z bardzo religijnej rodziny właścicieli ziemskich. Judyta była jedynaczką, w wieku czterech lat została sierotą. Oddano ją pod opiekę ciotki. Ta zapewniła jej wykształcenie w mediolańskiej szkole sióstr św. Marceliny przy via Quadronno. Po ukończeniu nauki Judyta wróciła do Brescii. Miała znacznie spokojniejsze usposobienie od Jerzego, była raczej cicha i zamknięta w sobie. Urzekła go swoją delikatną urodą i refleksyjną naturą. Chociaż rzadko się wypowiadała publicznie, podzielała pasję młodego Montiniego, sama zaangażowała się w ruch kobiet katolickich.

Odziedziczyła po rodzicach spory majątek, ale jego zarządcą był Józef Bonardi, burmistrz Brescii o liberalnych poglądach. Nie spodobał mu się kandydat na męża, którego wybrała sobie jego podopieczna. Ostro sprzeciwiał się temu małżeństwu ze względu na znane powszechnie zaangażowanie katolickie rodziny Montinich, a zwłaszcza Jerzego, który był już wtedy znaną postacią w lokalnej społeczności. Wuj miał dla Judyty innego kandydata na męża, ale ona go odrzuciła. Młodzi czekali więc do uzyskania przez Judytę pełnoletności i prawa do samostanowienia o sobie oraz swoim majątku. W dniu 2 sierpnia 1895 roku w kościele pod wezwaniem św. Nazariusza Jerzy Montini poślubił Judytę Alghisi. W uroczystości uczestniczyły tłumy mieszkańców Brescii, bo ze względu na zaangażowanie społeczne pana młodego ślub stał się wydarzeniem publicznym. W podróż poślubną młodzi pojechali do opactwa benedyktyńskiego w Einsiedeln w Szwajcarii.

W maju następnego roku przyszedł na świat ich pierwszy syn, Ludwik (1896–1990), który poszedł w ślady ojca – ukończył prawo i zajął się polityką. Rok później urodził się Jan Chrzciciel (1897–1978), czyli późniejszy papież Paweł VI. W 1900 roku rodzina znowu się powiększyła wraz z narodzinami trzeciego syna – Franciszka (1900–1971), który podobnie jak jego dziadek poświęcił się medycynie.

Mimo że Judyta i Jerzy reprezentowali skrajnie różne typy osobowości, to stworzyli swoim dzieciom dom pełen miłości i wzajemnego szacunku. On był energicznym działaczem, podejmującym co wciąż nowe inicjatywy. Ona wolała zacisze domu, co bardziej odpowiadało jej temperamentowi. Nie oznacza to, że nie dzieliła z mężem jego pasji, robiła to na swój dyskretny sposób. Współpracowała z gazetą męża, tłumacząc z języka francuskiego powieści, które ukazywały się w odcinkach na łamach „Il Cittadino di Brescia”. Należała do tych osób, które dużo widzą, ale mało mówią. Działaczom religijnym zdarza się pogubić w życiu, utracić równowagę między zaangażowaniem zewnętrznym a życiem wewnętrznym. Cierpią przez to ich rodziny, dzieci, zamiast dziedziczyć ich świat wartości, odrzucają go. Judyta pomagała Jerzemu zachowywać tę równowagę, wtedy gdy on działał wśród tłumów, ona dbała o wiarę ich synów. Jerzy doceniał bardzo to, co robiła. W jednym z listów pisał do niej: „Błogosławione Twoje usta, które przekazują moim dzieciom imię i życie Zbawiciela...”.

Jerzy zmarł 12 stycznia 1943 roku. Judyta nie umiała chyba żyć bez niego, zmarła zaledwie pięć miesięcy po jego śmierci – 19 maja 1943 roku.


opr. aś/aś







 wyślij znajomym

Zobacz także:
Marek Gancarczyk, Podium, upokorzenie, świętość
Papież Franciszek, Ostatnie słowo historii
Marek Gancarczyk, A szat nikt nie rozdziera
Agata Adaszyńska-Blacha, Szaleniec Boży
Henryk Zieliński, Granie Wałęsą
Marek Gancarczyk, Piękna twarz Kościoła
Henryk Zieliński, Jak Stanisław z Bolesławem?
Sławomir Zatwardnicki, Kościół przed Kościołem
Monika Białkowska, Ireneusz Mroczkowski, Krzyżyk z przetopionej obrączki
Monika Waluś, Kościół moją jedyną ojczyzną
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Europa, Polska, Kościół | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | Papież Franciszek | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła