słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!
















KS. EUGENIUSZ DERDZIUK

NIE PATRZ NA SIEBIE, PATRZ NA NIEGO

Po ponad trzech latach pracy duszpasterskiej jako wikariusz i po dwóch latach studiów specjalistycznych zostałem ojcem duchownym w seminarium. 9 lat smakowałem tylko tego chleba i był to bardzo ważny etap w moim życiu. Już od 10 lat jestem proboszczem; od roku w drugiej parafii.

Przed powołaniem do kapłaństwa uciekałem w duchu Mojżesza: „Mówić nie potrafię” i: „Cóż ja powiem ludziom?”. A gdy Pan Bóg dał mi możliwość przebierania w kierunkach studiów i wiele innych powodzeń, dał też przekonanie, że cokolwiek bym czynił, kimkolwiek i z kimkolwiek był, to i tak będzie mi czegoś brakowało. Do dziś nie opuszcza mnie ta pewność. Moje słabości i niewierności nie pomniejszają tego przeświadczenia, a tylko bardziej bolą.

Miałem szczęście spotkać wspaniałych kapłanów i spowiedników: przed seminarium i w trakcie. Byli cierpliwi w słuchaniu i odważni w stawianiu trudnych pytań, ażebym mógł zobaczyć i nazywać to, z czego nie zdawałem sobie sprawy, że we mnie tkwi. Ukazywali mi przede wszystkim, że Bóg jest dobry i że moc w słabości się doskonali.

Od posługi bycia spowiednikiem i kierownikiem duchowym też uciekałem. Odsyłałem ludzi do starszych i bardziej doświadczonych. Nigdy nie zapomnę, jak kiedyś siostra urszulanka szara poprosiła mnie o tę posługę i to w Lublinie, gdzie tylu jest — i to nie tylko na KUL-u — mądrych kapłanów. Była uparta i dziękuję jej za to.

Ojcostwo w seminarium spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Wstępem do tego wydarzenia było spotkanie pewnej rodziny w Niemczech, nazywanych wtedy Zachodnimi. Małżonkowie owi zawstydzili mnie swoją wiarą i wstrząsnęli postawionym pytaniem: „Czemu Ksiądz boi się oddać cały Panu Bogu?!”. Gdy mówiłem prawdę, że po prostu się lękam, usłyszałem od nich: „Nie patrz na siebie, patrz na Niego”. Pomogło mi to wtedy i pomaga do dziś. Dało mi też wtedy odwagę, by powiedzieć „tak” pracy z alumnami.

Również na czas ojcowania w seminarium dał mi Bóg odpowiednią pomoc. Podczas pierwszego tygodnia rekolekcji ignacjańskich doświadczyłem mocnego potwierdzenia dotychczasowych intuicji, jaki Bóg jest: On naprawdę „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał...” (słowa te miałem umieszczone na obrazku prymicyjnym). Spotkanie z ojcem „dającym” te rekolekcje owocuje do dziś synowsko-ojcowską więzią. Poczytuję to sobie za wielką łaskę. Obecnie spotykam się z moim ojcem duchownym raz na kilka miesięcy. Nie liczą się setki kilometrów do przejechania. Owoce tych spotkań nie dadzą się na nic zamienić.

W posłudze seminaryjnej odkrywałem głębiej — może to niezbyt dobrze zabrzmi — o co chodzi w chrześcijaństwie, a tym bardziej w kapłaństwie. Udział w spotkaniach ojców duchownych, w sympozjach i rekolekcjach pomagał układać te sprawy w głowie i formować serce. Cenna była dla mnie praca z alumnami, ale zaczęły też przychodzić osoby spoza seminarium. „Rozwiązaniem” był cotygodniowy dyżur w konfesjonale w katedrze — sanktuarium Matki Bożej Płaczącej. Dziwiłem się, że siostry zakonne zapraszają mnie do pomocy w formacji i studenci przyprowadzają swoich znajomych. Do dziś nie przestaje mnie zadziwiać, że człowiek dopuszcza mnie do tego, co dzieje się pomiędzy nim a Bogiem. Zdumiewa mnie to, ale i krzepi.

Po 14 latach przygotowań przyszedł czas na wspólnotę parafialną w stolicy diecezji i w parafii, gdzie poprzedni proboszcz tyle dobrego uczynił i porozpoczynał nowe dzieła. Obawy o to, czy sobie poradzę — zwłaszcza w sprawach gospodarowania i zarządzania — cichły, ilekroć stawałem przy ołtarzu Pańskim. Słowo Boże zawsze mnie wzmacniało. Odczytywałem je tak: „Tu jest twoje miejsce”. Miałem szczęście współpracy z gorliwymi wikariuszami. Znaleźli się też dobrzy ludzie, którzy podjęli się pracy z niepełnosprawnymi, dziećmi i młodzieżą, ich rehabilitacji i formacji. Poczucie radości dawały mi kręgi Kościoła domowego i Legion Maryi, jak też oaza oraz współpraca ze szkołami. Można było oczywiście jeszcze więcej uczynić, choćby w sprawie projektu „Nowy Obraz Parafii”...

W parafii „smakuję” ojcostwa duchowego. Czekam zawsze na wizytę duszpasterską, zwaną kolędą. I choć jest to zaledwie „dotknięcie” rodzin i miejsc ich zamieszkania, to spotykając się, poznając wzajemnie i wspólnie się modląc, stajemy się sobie bliżsi. Jest to też częsty punkt wyjścia do następnych spotkań indywidualnych w konfesjonale czy w rozmowie duchowej.

Zauważam jedno. Im bardziej ja sam zdumiewam się dobrocią naszego Boga, tym bardziej On przysyła do mnie swoje cierpiące dzieci. Od pięciu lat pełnię również posługę egzorcysty w naszej diecezji, co dodatkowo prowadzi do spotkań z ludźmi bezradnymi wobec zła, słabości i cierpienia. Posługa ta przekonuje mnie ciągle na nowo o prawdzie, że Bóg szuka człowieka po to, by go wyprowadzić z manowców, na które wciąga go grzech. Pragnie dać swoim dzieciom pokój i radość, a przede wszystkim sens życia.

Od roku jestem proboszczem w parafii przy sanktuarium maryjnym. Przybywają tu nie tylko parafianie, lecz także pielgrzymi i turyści. Są nowe wyzwania, ale i radości.

W ojcowskiej posłudze towarzyszenia wiernym za najistotniejszą uważam modlitwę za nich. Zawsze przed snem modlę się do Niepokalanej Matki, św. Michała Archanioła i św. Ojca Pio (patroni polskich egzorcystów) i proszę Boga, by błogosławił pasterza mojej diecezji, parafię, w której teraz jestem, seminaria i parafie, gdzie wcześniej pracowałem. Zanurzam w tym błogosławieństwie osoby, którym posługiwałem i posługuję jako kierownik duchowy, oraz mojego ojca duchownego i spowiedników.

W spotkaniach z ludźmi nastawiam się na ich wysłuchanie. W trakcie rozmowy modlę się za nich. Kiedyś mój duchowy ojciec podpowiedział mi, bym prosił wtedy Ducha Świętego o światło. Staram się to czynić. Wykorzystuję też okazję, by przekazać prawdę o miłości Boga, o wcieleniu, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i darze Ducha Świętego. Gorąco też zachęcam wszystkich, aby ufali orędownictwu Niepokalanej.

 

opr. aw/aw





 wyślij znajomym

Zobacz także:
Henryk Zieliński, Znak powołania
Andrzej Adamski, Oddany na służbę Bogu
Agnieszka Wawryniuk, Dajemy bliźnim Pana Boga
Benedykt XVI, Słudzy i towarzysze drogi
Aleksander Kowalski, Wspólne dziedzictwo. Rabin i świadectwo
Jolanta Krasnowska-Dyńka, Wstyd wierzyć?
Seweryn Wąsik, Barbara Marczewska, Tradycje religijne - Kolędy
Tomasz Bieliński, Kolęda, która odmieniła życie
Jan Kozłowski, Męczeństwo jako paradoksalne świadectwo życia
Kajetan Rajski, IV niedziela Adwentu - B
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła