Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Boné Édouard

Bóg, niepotrzebna hipoteza?


Tytuł oryginału. DIEU. Hypothèse inutile?
Wydanie w języku polskim zrealizowane za pośrednictwem
Agencji Literackiej Eulama
Wydawnictwo WAM 2004




Część III. OSIĄGNIĘCIA BIOTECHNOLOGII

 

Rozdział IX. Bioetyka — stanowcze wezwanie

Spektakularne wyniki osiągane od zakończenia ostatniej wojny światowej w dziedzinie medycyny i biotechnologii w znacznym stopniu zmodyfikowały nasz stosunek do ciała i do duszy: w coraz większym stopniu opanowujemy domenę płciowości, genetyki i systemu nerwowego. Na naszych oczach w wyjątkowo szybkim tempie postępuje odczytywanie kodów praw i Natury, nasze możliwości ingerowania stają się z każdym dniem coraz śmielsze i głębsze, a także coraz bardziej agresywne — dobieramy się do coraz bardziej złożonych i ukrytych mechanizmów życia fizycznego i psychicznego. W przeciągu dwu pokoleń biologia i medycyna objęły nowe tereny egzystencji człowieka, w okresie paru dziesięcioleci do tego stopnia zmodyfikowały tradycyjną problematykę etyczną, że szybko stanęliśmy wobec tych kwestii w dużej mierze bezbronni. Mimo iż nie zestarzały się całości, to klasyczne kategorie okazały się jednak nieadekwatne i nie były już w stanie dawać odpowiedzi na nowe wyzwania i nie umiały sprostać nowym wymogom. Z dnia na dzień z coraz większą oczywistością narzucała się konieczność znalezienia nowych, oryginalnych rozwiązań. Domagali się ich niewątpliwie moraliści, ale jednocześnie i to jeszcze bardziej stanowczo profesjonaliści sektora zdrowia, rządy, prawnicy i ciała ustawodawcze — sami obywatele zresztą. Tu właśnie należy szukać genezy tej nowej dyscypliny, jaką jest bioetyka.

Weszliśmy w epokę społeczeństwa głęboko naznaczonego przez technikę i naukę. Stało się to rzeczywistością nie tylko w odniesieniu do naszych sieci komunikacji i komfortu mieszkań (od GSM do klimatyzacji i łańcucha stereo); dotyczy to narodzin, życia, śmierci, choroby, pojęcia pary ludzkiej i rodzicielstwa; krótko mówiąc — całej naszej egzystencji, a nawet filozofii. Ten przełom biotechnologiczny jest zupełnie świeżej daty. Historia nauk mogłaby oczywiście bez trudności wskazać słupy milowe, opisać długą drogę i znaczenie odkryć, jakie w ciągu wieków wyznaczały szlak, którym kroczyła ludzkość. Od medycyny egipskiej po medycynę Hipokratesa i Galena — to etapy postępu. Medycyna arabska, ponownie odkryta u schyłku średniowiecza, a zwłaszcza epoka renesansu, stanowią nowe, doniosłe kamienie milowe, które w historii zapisały się decydującym wkładem. Vésale, Harvey, Malpighi, Claude Bernard, Pasteur, Koch i setki innych umożliwiły powolny, stopniowy rozwój współczesnej biologii i medycyny oraz ich wpływ na metody terapeutyki. Trzeba by napisać całą książkę, ażeby w pełni ukazać stały i progresywny charakter ewolucji sztuki lecznictwa poprzez całe dzieje, a szczególnie w ostatnich czterech stuleciach.

Ale to właśnie była nieprzerwana ewolucja i jeśli można w jej procesie odkryć jakieś progi, to były one przekraczane bez wstrząsów; nie ma tu mowy o gwałtownych skokach, tym mniej o rewolucji. W przeddzień drugiej wojny światowej pojawiały się już pierwsze oznaki nowego, ale w gruncie nie były to jeszcze przemiany fundamentalne: tradycyjną medycynę każde poprzednie pokolenie przekazuje następnemu; szczepionki, techniki badania chorego, aseptyka... postęp dokonuje się w sposób organiczny, przez nakładanie się nowych zdobyczy na dotychczasowe, ale bez zrywania z tradycją. W roku 1940 nie były jeszcze odkryte antybiotyki, chirurgia ciągle jeszcze nie pozwalała sobie na bardziej śmiałe zabiegi, nie przewidując nawet tego, co się stanie nazajutrz. Endokrynologia była dopiero w powijakach, genetyka stawiała zaledwie pierwsze kroki, nie dokonywano jeszcze przeszczepów. Perspektywa skutecznego kontrolowania cech dziedzicznych, zachowań czy życia płciowego z medycznego punktu widzenia w ogóle jeszcze nie wchodziła w grę.

W tej epoce ludzie zajmujący się profesjonalnie problemami zdrowia mieli oczywiście swój kodeks etyczny, ale ich zainteresowania w tej dziedzinie były relatywnie dyskretne i ograniczały się do kilku tematów, które nie trudno skatalogować. Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego przedwojennego traktatu etyki lekarskiej czy do jakiegoś specjalistycznego periodyku poświęconego tym kwestiom („Cahiers Laennec”, na przykład), ażeby sobie uświadomić, że cała refleksja ograniczała się do czterech czy pięciu tematów: aborcja, stosowanie morfiny i innych środków odurzających, tajemnica lekarska, mówienie prawdy pacjentowi, zagadnienia deontologiczne związane ze współpracą lekarzy pierwszego kontaktu ze specjalistami.

Wyraźną i niezwykłą cezurę stanowią dopiero lata wojenne i powojenne. Seria odkryć dokonanych w dyscyplinach podstawowych i stosowanych, eksplozja technologii i głębokie przeobrażenia społeczeństwa wpłynęły razem na radykalną i brutalną zmianę perspektywy; w biologii dokonuje się istna rewolucja, której następstw jeszcze dzisiaj nie da się dokładnie ocenić. W następstwie tej rewolucji medycyna znalazła się na nowym obszarze, którego zasięg określają odtąd zupełnie nowe współrzędne. Pojawiły się i mnożą ciągle nowe problemy etyczne, takie, których nigdy przedtem nie stawiano. Na naszych oczach zaistniał nowy fenomen cywilizacyjny, a jednym z jego najbardziej istotnych aspektów jest pojawienie się bioetyki.

 

Nowe współrzędne sztuki lekarskiej

Podstawowa wiedza naukowa, aplikacje terapeutyczne, postęp technologiczny, ewolucja społeczeństwa — oto cztery ściśle ze sobą powiązane sektory, a postęp dokonujący się w każdym nich ma reperkusje na pozostałych. Wzajemne wpływy i powtarzające się sprzężenia zwrotne nadają tej rewolucyjnej przemianie coraz potężniejsze wymiary. Nie sposób adekwatnie odizolować sukcesy odnotowywane przez jedną z tych dziedzin, nie uwzględniając jednocześnie tego, co zawdzięcza odkryciom czy udoskonaleniom dokonującym się w pozostałych. Dla zilustrowania tego można by tu, spośród wielu innych dyscyplin biologii, wymienić spektakularne osiągnięcia biochemii i endokrynologii, odkrycie penicyliny w latach czterdziestych, a za nią całego arsenału specyficznych antybiotyków, którymi zacznie się posługiwać radykalnie odnowiona w ten sposób współczesna terapeutyka. Wyjaśnia się stopniowo podstawy systemu immunologicznego, lepiej zaczyna się rozumieć mechanizmy odpowiedzialne w mózgu za ból. W roku 1953 Crick i Watson ogłaszają odkrytą przez siebie, wraz ze słynną „podwójną spiralą”, strukturę DNA, kamienia węgielnego dziedziczności, co dało początek stopniowemu rozszyfrowywaniu kodu genetycznego — preludium całej związanej z tym inżynierii, która niebawem zacznie się rozwijać. Dzisiaj projekt HUGO wirtualnie zakończył już proces analizy ludzkiego genomu.

W tym samym czasie Pincus opracował formułę pierwszych chemicznych środków antykoncepcyjnych, a ich szybko postępujące udoskonalanie umożliwi wkrótce skuteczną kontrolę zapładniania; odtąd aktywność seksualną będzie można rozwijać bardziej niezależnie od jej konsekwencji prokreacyjnych; spowoduje to radykalną modyfikację psychologii kobiety i zachowań pary ludzkiej, wraz z dobrze znanymi zakłóceniami w życiu społecznym. Jest jeszcze za wcześnie, by móc przewidzieć, jaki wpływ może tu wywrzeć wiagra, od niedawna sprzedawana w naszych aptekach.

Około 1954 roku zaczyna wchodzić w życie intensywna terapia; jest to złożona z wielu elementów nowa technika, pozwalająca zadośćczynić niedomogom wielkich systemów organiczno-oddechowych, obiegów, narządów wydzielniczych... niezbędnych w przypadku urazów, patologii, zatruć lub przedawkowania. Można ją stosować do przezwyciężenia krytycznego momentu u ofiar wypadków i przywrócenia im zadowalającego stanu zdrowia; takie zabiegi intensywne lub reanimacyjne można stosować także w przypadku konających, znajdujących się w stanie koma, chorych na raka w jego końcowej fazie, którym chce się mimo wszystko, niekiedy nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi i na przekór względom humanitarnym, przedłużyć ziemską egzystencję: oznacza to zapoczątkowanie uporczywej terapii i woli przeżycia za wszelką cenę.

Lata sześćdziesiąte zaznaczają się postępem i pierwszymi sukcesami w chirurgii przeszczepów. Przeprowadza się coraz odważniejsze przeszczepy nerki, serca, trzustki, żołądka, rogówki, szpiku kostnego, a nawet komórek nerwowych. Przeszczepianie nerki stało się zabiegiem banalnym i korzystnie uwalnia od konieczności stosowania niepraktycznej i uciążliwej dializy. Lekarze zaczynają sobie coraz lepiej radzić z odrzutami przeszczepu, związanymi z inkompatybilnością tkanki — do tego stopnia, że bierze się pod uwagę dokonywanie w przyszłości przeszczepu organów pochodzących nie od człowieka, lecz od małp człekokształtnych czy nawet świń. Pacjenci znoszą dość dobrze operacje przeprowadzane na otwartym sercu, czterokrotne, pięciokrotne, a nawet sześciokrotne bajpasy.

Transplantacja serca może zapewnić przedłużenie życia, jakiego nawet nie brano pod uwagę jeszcze piętnaście czy dwadzieścia lat temu. Podejmowane są odważne próby, prowizorycznego przynajmniej, wszczepienia człowiekowi serca wziętego od babuina. Od piętnastu lat próbuje się stosować protezy serca, wykonane w całości z metalu lub plastyku; wieńczone są one na razie ograniczonym tylko powodzeniem, ale nie należy go lekceważyć.

Czy trzeba jeszcze przypominać o coraz pełniejszym kontrolowaniu płodności — osiągnięciu ostatnich lat? „Dziecko, którego się chce, kiedy się chce, i takie, jakiego się chce — jeśli się chce...” Wzmiankowaliśmy nieco wcześniej o kontroli negatywnej przez stosowanie chemicznych środków antykoncepcyjnych (trzeba by tu wspomnieć nadto o zabiegach sterylizacyjnych i innych praktykach wewnątrzmacicznych). I na odwrót: z powodzeniem zaczęto się mierzyć z problemem niepłodności, zarówno u mężczyzny, jak i u kobiety: w związku z tym zaczęto najpierw stosować sztuczną inseminację, homologiczną czy heterologiczną, a teraz, od jakichś piętnastu lat, praktykuje się zapłodnienie in vitro, połączone z transplantacją embrionu (szeroko nagłośniana IVF), stosowane dzisiaj w setkach ośrodków klinicznych, którego owocem jest urodzenie dziesiątków tysięcy dzieci na świecie, normalnych jak się wydaje.

W tym czasie pojawiły się nowe techniki, umożliwiające liczne warianty tamtych dwu (GIFT, ICSI i wszystkie inne), pozwalające dziś adekwatnie oddzielać zapłodnienie, ciążę i wychowanie dziecka przez rodziców: można na przykład korzystać z oferty dawców gamet (spermatozoidy czy spermatydy i jajeczka), anonimowych czy przynajmniej obcych, albo z wypożyczania łona; jesteśmy świadkami prób inseminacji post mortem, praktykuje się zamrażanie embrionów. Szacuje się dzisiaj na jakieś 300 000 liczbę zapłodnionych jajeczek, przechowywanych w zakładach ginekologicznych, zanurzonych w płynnym azocie, w temperaturze poniżej -200o — większość z nich bez wyraźnego przeznaczenia, w związku z rezygnacją z rodzicielstwa lub rozwiązaniem problemu na innej drodze... (ginekolodzy nie bardzo wiedzą, co począć z tymi embrionami; mają pokusę potępianego często eksperymentowania, liczą się z ewentualnością obdarowania kogoś albo oczekują paruzji...). W ten sposób rozdzielono nie tylko funkcje — niegdyś nierozłącznie związane ze sobą czy swoiste — płci, ale rozbito też samą jedność rodzicielstwa. Rozłącza się nawet genetykę i środowisko. Można sobie wyobrazić zakres i powagę związanych z tym problemów etycznych, społecznych i prawnych.

Jedną z bezpośrednich konsekwencji tego kontrolowania płodności jest pojawienie się mentalności obiektywizującej w odniesieniu do embrionu i dziecka. „Dziecko, którego się chce, kiedy się chce, i takie jakiego się chce — jeśli się chce”: temu marzeniu sprzyjają nadto osiągnięcia naszych diagnostyków prenatalnych i przedimplantacyjnych. W rzeczy samej, ginekolodzy i położne mają dziś do dyspozycji sześć lub siedem metod przeprowadzania testu embriologicznego — amniocenteza, echografia, alfa-fetoproteina itd. dostarczają coraz bardziej godnych zaufania, dokładnych i odpowiednio wczesnych informacji dotyczących zdrowia czy normalności embrionu. Biopsja owłosienia łonowego i analiza DNA płodu informują teraz, poczynając od ósmego tygodnia, o ewentualnej obecności najcięższych dziedzicznych obciążeń. Nie ma wątpliwości co do możliwości dalszych osiągnięć w tym kierunku. Nasze zdolności interwencji korekcyjnych powiększają się w wolniejszym tempie niż jakość otrzymywanych informacji (co oczywiście stwarza coraz większy hiatus pomiędzy wiedzą i możnością działania), ale z drugiej strony wzrastają też możliwości terapii embrionalnej czy nawet chirurgii płodu in utero. Niektórzy specjaliści uważają, że tu właśnie należy oczekiwać wielkiego rozwoju terapii, który będzie charakterystyczny dla początku nowego tysiąclecia.

Należałoby jeszcze powiedzieć parę słów na temat kontrolowania zachowań, które można stopniowo urzeczywistniać posługując się terapią szoku, zdobyczami neochirurgii i całym zespołem coraz doskonalszych środków farmakologicznych: uspokajających, neuroleptycznych...

Rozwój nauk podstawowych, zastosowanie w terapeutyce... mówiliśmy już kiedyś o dwu skrzydłach tej rewolucji biomedycznej i nie można było uniknąć aluzji do zaawansowanych technologii, które ona wykorzystała i które ją umożliwiły. Dializa, krioskopia, radiologia, spektrofotometria i medycyna nuklearna, ultradźwięki, promień laserowy, skalpel elektroniczny, rezonans magnetyczny, tomografia osiowa, scyntygrafia pozytronowa, monitoring — bez końca można by wyliczać aparaty, narzędzia i techniki analizy, jakimi posługują się współczesna biologia i medycyna. Są one nawet podwójnie odpowiedzialne za nowe sukcesy, napawające nas taką dumą: po pierwsze, często im właśnie zawdzięczamy nowe odkrycia ściśle naukowe; po drugie, przyczyniają się one do ich wykorzystywania w praktyce i do kolejnych zdobyczy nauki. Wystarczy wejść do gabinetu lekarza, by jednym spojrzeniem, nawet jeśli jest to spojrzenie kompletnego laika, ocenić ścisłe powiązania nauki z technologią zaprzęgniętą w służbę terapii.

Ażeby zakończyć ten pobieżny zarys panoramy nowych warunków terapii u schyłku naszego XX stulecia, przynajmniej w technologicznie rozwiniętych krajach, należałoby też przypomnieć o postępującej socjalizacji i instytucjonalizacji medycyny, a także o coraz częstszej hospitalizacji. Niegdyś ograniczające się niemal do „rozmowy w cztery oczy” spotkania pacjenta z lekarzem pierwszego kontaktu w domu chorego lub w gabinecie przyjęć, obecnie spotkania z profesjonalistami sektora zdrowia, z natury rzeczy i w następstwie ewolucji medycyny zarówno w sensie jej socjalizacji, jak i specjalizacji, stały się bardziej anonimowe i grupowe. Chorobowe dossier pacjenta przechodzi często z ręki do ręki, od pierwszej ogólnej konsultacji do niezliczonych specjalistów, pielęgniarek, opieki społecznej, laborantów i księgowych kliniki; w każdym razie wszyscy oni przykładają rękę do jego sprawy, a to pociąga za sobą rozmywanie się odpowiedzialności i utratę wizji całościowej na niekorzyść „medycyny osobowej”.

Coraz częściej praktyka medyczna i różne związane z tym czynności wykonywane są na terenie szpitala. Jeszcze przed narodzeniem, przy okazji konsultacji genetycznej i badań kontrolnych ciąży, na czas porodu, z każdym błahym nawet zabiegiem, często po zwykłą poradę — przekracza się bramę szpitala. W razie jakichkolwiek kłopotów ze zdrowiem, nawet kłopotów bez większego znaczenia, pacjent tam powraca. Do zakładu leczniczego albo do domu starców przychodzi się najczęściej po to, by tam umrzeć. Jak zatem widzimy, całe życie układa się powoli w rytm wymogów systemu zdrowotnego, w coraz większym stopniu zinstytucjonalizowanego, uspołecznionego, upaństwowionego, wciśniętego w gorset formularzy oraz przepisów regulujących ubezpieczenia chorobowo-inwalidzkie i opiekę społeczną.

Tak więc dyscypliny podstawowe, konkretna praktyka medyczna, z wszystkimi rodzajami terapii i niezbędnymi interwencjami, osiągnięciami technologicznymi i strukturami społecznymi, przeżyły autentyczną rewolucję. Dwa pokolenia — czy nawet mniej — okazały się wystarczające do wzniesienia się na inny poziom wiedzy i działania. W każdym z czterech wzmiankowanych wcześniej sektorów dokonał się znaczący postęp i przeobrażenia, nadto zachodzą między nimi liczne i głębokie sprzężenia zwrotne. Chcielibyśmy teraz powiedzieć o wynikających stąd fundamentalnych zmianach mentalności. Następnie należałoby zwrócić uwagę na problematykę bioetyczną — osobliwy produkt tej cywilizacji nauki i technologii. Nie, to nie jest moda ani snobizm. To jest zupełnie nowe, pilne i potężne wyzwanie!

 

 Czytaj dalej...

opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: odpowiedzialność medycyna zdrowie choroba moralność etyka Bóg bioetyka terapia leczenie szpital przeszczep biotechnologia nauka a wiara przysięga Hipokratesa kodeks etyczny naukowy obraz świata światopogląd naukowy