Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Boné Édouard

Bóg, niepotrzebna hipoteza?


Tytuł oryginału. DIEU. Hypothèse inutile?
Wydanie w języku polskim zrealizowane za pośrednictwem
Agencji Literackiej Eulama
Wydawnictwo WAM 2004




Rozdział IV. Nauka a mądrość

Pochodne racjonalizmu

W książce La crise des sciences européennes et la phénoménologie transcendentale Edmund Husserl ogłasza to, co nazywa „upadkiem humanizmu”. Jego zdaniem, możliwe jest ustalenie ścisłej relacji pomiędzy nauką i technologią, zredukowanych do skuteczności ich osiągnięć, a kryzysem racjonalizmu. Im skuteczniejsze okazują się nauka i technologia — mniema on — tym mniej są wrażliwe na wartości. „W drugiej połowie XX stulecia globalną wizję świata, cechującą nowożytnego człowieka, określiły i oślepiły nauki pozytywne i zawdzięczana im prosperity. Sposób, w jaki się to stało, oznaczał, że odwrócono się obojętnie od zagadnień, które dla autentycznego człowieczeństwa mają decydujące znaczenie; zwykłe nauki faktu dają zwykłe człowieczeństwo faktu”.

To dryfowanie racjonalizmu przejawia się w rozwodzie dwóch kultur, który pod wpływem cywilizacji przemysłowej staje się coraz głębszy9: nauki przyrodnicze i nauki humanistyczne, umiejętność oddziaływania na przyrodę i umiejętność myślenia o człowieku. Jakieś rozgraniczenie jest tu niewątpliwie konieczne: nauki przyrodnicze kierują się swymi własnymi zasadami i potrzebują pewnej autonomii; cała ich skuteczność jest uwarunkowana metodą eksperymentalną i matematyką. To właśnie doskonale określała karta Royal Society sformułowana w 1662 roku; za cel stawiała ona „doskonalenie poznania natury i wszelkich użytecznych rodzajów sztuki, rękodzielnictwa, mechaniki, narzędzi i wynalazków na drodze eksperymentowania — bez udziału teologii, metafizyki, etyki i polityki”.

Ale granice i rozróżnienia niełatwo ograniczają się do terenu samej metodologii. Istnieje ryzyko, że coraz częściej będą one funkcją kultury, środowiska, typu umysłowości; systemy odniesień ulegają podziałom i narażamy się na kult skuteczności i użyteczności, posuwający się aż do lekceważenia pewnej „mądrości”. W wywiadzie poświęconym edukacji Thomas Edison nie przebierał w słowach: „Potrzebujemy ludzi, którzy potrafią czegoś dokonać. Złamanego szeląga nie dałbym za dyplomowanych kierowników katedr, z wyjątkiem tych, którzy kończą instytuty technologii. Ci przynajmniej nie są nafaszerowani łaciną, filozofią i tym podobną błazeńską dziecinadą. Ameryka potrzebuje wykształconych inżynierów, obdarzonych zmysłem praktycznym, ludzi interesu i przemysłowców”10. Pozwolimy sobie zauważyć, że to trochę jednak za mało: ten właśnie ideał doprowadził nas do aktualnych kryzysów, w których króluje jedynie pieniądz, a społeczeństwo robi się chore od materialistycznego postępu.

 

Kwestia etyczna

Na naszych oczach dokonuje się dzisiaj zbawienne przebudzenie. Niedawno temu socjalistyczny premier w słowach pozdrowienia, skierowanych do papieża Jana Pawła II na zakończenie Światowych Dni Młodzieży, oświadczył: „Republika powinna bez wątpienia szerzyć wiedzę, ale ma ona także przekazywać wartości!” Wymowna i godna uwagi przenikliwość! Odkrycie granic, uznanie nieuniknionych ograniczeń metody naukowej, złożony charakter rzeczywistości, wieloraka interaktywność „systemów” będących owocem ludzkich inicjatyw — to wszystko uzasadnia odmowę zaufania wobec samouwielbienia tej czy innej wiedzy specjalistycznej, otaczającej się wspaniałym murem izolacji. Ale coś więcej jeszcze. Paradoksalnie, to właśnie nadmiar ich sukcesów i przepaści, jakie przed nami żłobią, zmuszają dzisiaj naukę i technologię do stawiania kwestii etycznej. Społeczność naukowa końca tego stulecia raczej nie opowiada się za sceptycznym chłodnym i niegodnym antyscjentyzmem; sama stawia sobie pytania natury moralnej, w konieczności podejmowania odpowiedzialnych decyzji, na podstawie wartości związanych z konkretną koncepcją człowieka i planety. Nauka, zwłaszcza technologia, domaga się dzisiaj uzupełnienia — chcielibyśmy powiedzieć: jakiegoś równoważnika „mądrości” czy „uzupełniającego czynnika duszy”, tym pilniej potrzebnego temu ciału, że przybrawszy gigantyczne rozmiary, nadal nie przestaje się ono rozrastać.

Przed chwilą przypomnieliśmy o strukturalnej granicy wiedzy i techniki; w sobie samej nie posiada ona żadnego wskaźnika użyteczności czy sposobu jej wykorzystywania dla osiągnięcia szczęścia człowieka i dobra świata. Istotnym powołaniem nauki jest zdobywanie obiektywnej, precyzyjnej i ścisłej wiedzy. Z pomocą techniki, która zwielokrotnia jej skuteczność, daje człowiekowi coraz większą, a obecnie groźną już władzę, pozwalającą posługiwać się zasobami materii i życia oraz brać w ręce losy tego świata.

Tak więc zastosowania techniczne będą zadośćczyniły potrzebom powierzchownym czy wręcz podejrzanym oraz mniej czy bardziej brudnym postulatom ekonomii; będą służyły zaspokajaniu potrzeb społeczeństwa konsumpcyjnego, budziły chciwość i zaspokajały żądzę władzy; ale mogą także wychodzić naprzeciw uzasadnionym wymogom i zaspokajać potrzeby istotne i pierwszoplanowe — zawsze jednak zgodnie z opcjami, wyborami i programami, jakie zostaną dla nich ustalone. A same te wybory nie należą wszak do domeny nauki. W dużej mierze podyktowane są one racjami arbitralnymi, czerpanymi ze skali wartości, która z kolei wiąże się z ogólną koncepcją życia i człowieczeństwa, a więc ze sfery zdecydowanie pozanaukowej. I tak: podejmuje się decyzję wyprawy na Księżyc, zamiast leczenia trądu czy raka; decyzję wyścigu zbrojeń i odstraszania bronią nuklearną; biotechnologia nastawia się na wytwarzanie takich czy innych produktów, przy czym przy wyborze znowu decydują zazwyczaj racje nie naukowe, takie jak: wartości kulturalne, czynniki polityczne, strategia zdrowotna, interesy ekonomiczne.

W tak nowej i delikatnej domenie nauk biomedycznych i ich zastosowania do ludzkich potrzeb podejmuje się decyzję uwzględniania lub nieuwzględniania ludzkich komórek rozrodczych przy interwencjach genetycznych; w materii prokreacji przyjmuje się lub odrzuca udział osoby trzeciej jako nosiciela zarodka; decyduje się o przerwaniu programu intensywnej terapii; podejmuje się lub nie podejmuje decyzji aktywnego dokonania eutanazji. Pozanaukowe także, polityczne często, racje decydują o przeszczepach jądrowych, doborze środków zapobiegających czy kwarantannie w związku z zagrożeniem epidemii AIDS, gdy zawiedzie system immunologiczny. Tę listę naszych wyborów mających istotne znaczenie dla dobra społeczeństwa można by bez trudności przedłużyć: są one jednak pozbawione charakteru naukowego. Wynikają one z pewnej „idei człowieka” i wartości, jaką on reprezentuje w naszych oczach. Odwołują się do jakiejś „mądrości”. A technologia, która daje człowiekowi coraz większą władzę, absolutnie nie jest zdolna powiększyć tej mądrości nawet o jedną uncję, jedną piędź czy jotę.

Na wzmiankowanym wcześniej sympozjum Evandro Agazzi zestawiał racjonalność technologiczną z rozumem czerpiącym natchnienie z mądrości. W przypadku pojawienia się nowych możliwości nauka odczuwa pewien przymus ich wykorzystania i rezygnacja z tego oznacza dla niej porażkę. Rozum czerpiący natchnienie z mądrości kieruje się odmienną logiką; jego spojrzenie w mniejszym stopniu ulega zogniskowaniu, a w konsekwencji jest szersze. Ideałem dla tego ostatniego byłoby objęcie całości, uwzględnienie wszystkich aspektów podejmowanej inicjatywy, osobistych i społecznych, wzięcie pod uwagę wszystkich konsekwencji, zarówno bezpośrednich, jak i pośrednich, dla ludzkiej rodziny i całego naszego ogromnego globu, który wynajęliśmy od przyszłych pokoleń. Rozum czerpiący natchnienie z mądrości ocenia, osądza, rozróżnia i podejmuje decyzje. A jeśli przypadkiem uzna za konieczne powiedzieć sobie: „mógłbym niewątpliwie podjąć tę inicjatywę, ale wycofuję się” — nie będzie to porażką czy dymisją, lecz inną formą zdobyczy — dodatkowym przejawem człowieczeństwa.

 

Wnioski

Mimo wszystko powinniśmy zająć postawę głęboko optymistyczną. Mówiliśmy często o ryzykach, zagrożeniach czy dryfowaniu nauki pozbawionej sumienia. Ale przecież jesteśmy istotami świadomymi i odpowiedzialnymi, zdolnymi do reagowania. Posługując się dwumianową klasyfikacją Linneusza, antropologia naukowa określa współczesnego człowieka mianem homo sapiens; nasza tradycyjna filozofia widzi w nim „zwierzę rozumne”... Sapiens — mądry rozsądny, a nie tylko racjonalny — co, jak się wydaje, nasuwa myśl o powołaniu do refleksji i do odpowiedzialności.

Otóż można powiedzieć, że ta odpowiedzialność jest dzisiaj dość powszechnie akceptowana: w społeczeństwie u schyłku XX stulecia przesłanki etyczne są wszędzie obecne, i to na szczycie instancji, które najmniej byśmy o to podejrzewali. Znana jest znacząca rola, jaką w sektorze biotechnologii medycznych odgrywa Państwowy Komitet Doradczy ds. Etyki, powołany do życia przez prezydenta Mitterranda, a analogiczne ciała można znaleźć także w innych domenach. We Francji, na przestrzeni ostatnich piętnastu lat, ten areopag złożony z trzydziestu pięciu osobistości ze świata nauki i praktyki lekarskiej, przedstawicieli socjologii, filozofii i prawa, antropologii i rozmaitych rodzin duchowych, ogłosił około pięćdziesięciu „opinii” dotyczących aktualnych problemów, wynikłych z rozwoju medycyny i jej praktycznych osiągnięć. Niektóre z tych opinii dotyczyły kwestii mających kapitalne znaczenie dla przyszłości naszego społeczeństwa i legły u podstaw nowych praw bioetyki, w których sformułowaniu inicjatywa wyszła od Francji. Mimo zdecydowanie zróżnicowanego składu tego Komitetu, udawało się najczęściej wypracować konsens.

Inny przykład: Kolejne inicjatywy podejmowane przez Państwowy Ośrodek Badań Naukowych, który w Saline Royale d'Arc-et-Senans, obok setki badaczy, specjalistów z różnych dziedzin nauki, regularnie gromadzi liczną grupę młodych w wieku 18-30 lat, studentów i pracujących zawodowo, na trzy dni debat i wymiany poglądów związanych z nauką i etyką, granicami fizyki, rodziną i jej ewolucją, istotą człowieka.

Wyraziliśmy przed chwilą słuszne i głęboko optymistyczne przekonanie, że we współczesnym społeczeństwie mądrość wyraźnie sekunduje nauce w poszukiwaniu sposobów zapobiegania negatywnym skutkom niekontrolowanej technologii. Swe zaniepokojenie okazują także politycy; w walce z bezrobociem, w tworzeniu nowych zawodów, kierują uwagę przede wszystkim na różne dziedziny życia społecznego, edukacji i kultury, rewaloryzacji wartości tradycyjnych, resocjalizacji więźniów, ochrony środowiska. Michel Lacroix opublikował niedawno pasjonującą książeczkę, której nadał tytuł Le principe de Noé (Zasada Noego)11. Temat jest prosty, ale zdecydowanie aktualny i zręcznie sformułowany: zdaniem autora, przez dwa ostatnie wieki ludzkość robiła wszystko, co mogła, by zapanować nad światem. Jednakże w zaraniu trzeciego tysiąclecia mit Prometeusza sam nie jest w stanie zaradzić potrzebom i aspiracjom współczesnego człowieka; powinien on zwrócić się w stronę innego modelu — modelu Noego. W obliczu ekscesów modernizacji ten nie próbuje już „zmieniać świata”, lecz stara się go „ocalić” — wzorem Noego zapraszając do swej arki istoty zagrożone potopem. Od ekologii po zachowanie wartości tradycyjnych i ochronę instytucji, w obliczu aktualnych kryzysów i gwałtownych przemian, wszystkim przyświeca jedna intencja: ocalić „narzędzia cywilizacji”, zająć się naszym kruchym światem, po to by go chronić, naprawiać, konsolidować i zabezpieczać, ażeby dać początek nowemu społeczeństwu, bardziej ludzkiemu i dojrzałemu. Po epoce postępu powinna nastąpić epoka ocalenia. Noe przybywa na ratunek Prometeusza; nauka oczekuje współpracy i przeciwwagi mądrości.

 Czytaj dalej...

opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: PRAWDA poznanie życie etyka naukowość Bóg technika mądrość humanizm technologia istnienie Boga racjonalizm laboratorium DNA teoria poznania nauka a wiara naukowy obraz świata światopogląd naukowy