słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!
















Giovanni Maria Vian

Lęk przed prawdą



Wydarzyło się coś, co było nie do pomyślenia: Benedykt XVI nie złoży wizyty na uniwersytecie La Sapienza z okazji inauguracji roku akademickiego. Ta wiadomość poruszyła Włochy, a potem obiegła świat. Narasta też fala reakcji, szczerych bądź o charakterze instrumentalnym: niedowierzania, ubolewania, oburzenia, pełnych patosu, w niektórych wypadkach wyrażających wręcz mniejszą czy większą satysfakcję. Ta fala oczywiście opadnie, ale pozostaje przykry fakt: Papież musiał zrezygnować z odwiedzenia pierwszego uniwersytetu w Rzymie, mieście, którego jest biskupem, największej uczelni w kraju, którego jest prymasem. Dlaczego do tego doszło? Odpowiedź jest prosta: z powodu zdecydowanie niedemokratycznej nietolerancji niewielu, nawet bardzo niewielu. A teraz, jak w bajce o uczniu czarnoksiężnika, w gronie tych, którzy — na różnych płaszczyznach — w nieodpowiedzialny sposób pozwolili, by narastał ten nacechowany uprzedzeniami i bezmyślny sprzeciw wobec papieskiej wizyty — który należy odróżnić od dopuszczalnej różnicy poglądów, oczywiście w pełni uprawnionej, jeśli się ją wyraża w sposób cywilizowany i metodami demokratycznymi — wyraża się wręcz żal i ubolewanie, po całkowitym niemal milczeniu w poprzednich dniach. Powagę tego faktu, bez precedensu w historii Republiki Włoskiej, potwierdza list skierowany do Papieża przez głowę państwa, szlachetny i szczery gest, który po części łagodzi wydźwięk zajścia.

Intencja Benedykta XVI była oczywista: chciał wyrazić zainteresowanie i sympatię największej włoskiej wspólnocie akademickiej, od dziesiątków lat borykającej się z różnego rodzaju problemami, która w ostatnich czasach przeżywa najrozleglejszy kryzys instytucji uniwersyteckich we Włoszech, a ogólniej w skali europejskiej. Chciał niewątpliwie wyrazić swoje zdanie na temat roli uniwersytetu z racjonalną jasnością, zachęcającą do konfrontacji idei, a także ze swoją niezwykłą łagodnością. Jako teolog i duszpasterz. A nie należy zapominać o wysokim poziomie intelektualnym i akademickim, na skalę prawdziwie międzynarodową, uznawanym na ogół nawet przez jego wrogów. Co więcej, w instytucji świeckiej i autonomicznej, której wielowiekowa historia jest ściśle powiązana z dziejami papiestwa — począwszy od jej założenia w 1303 r. przez Bonifacego VIII i niewątpliwych zasług na polu kultury — i gdzie w związku z tym następcy Piotra czuli się niemal jak u siebie w domu, jak powiedział 15 marca 1964 r. podczas swojej wizyty Paweł VI, dawny student rzymskiej uczelni, a potwierdził 19 kwietnia 1991 r. Jan Paweł II jako gość prastarego Studium Urbis. Śladem swoich poprzedników Benedykt XVI chciał wrócić tam, gdzie już był jako kardynał 15 lutego 1990 r., by mówić o konieczności pozytywnej dialektyki wiary i rozumu, ale musiał zrezygnować. Już Paweł VI, zdając sobie sprawę z istnienia pewnych opozycyjnych postaw, opartych na utartych opiniach i polemicznym nastawieniu osób, które mają zamknięte oczy i są wrogo usposobione, postanowił je uspokoić. Papież — powiedział — nie będzie przełamywał ich hermetycznego sposobu rozumowania, nie będzie wyważał żadnych drzwi, będzie stał na zewnątrz i pukał, jak opisany w Apokalipsie «świadek» (3, 20), i powie do tego, kto mu nie otwiera: ucz się, zrozum samego siebie, czytaj w swojej duszy, patrz na realne doświadczenia naszych czasów, będące skutkiem właśnie negowania wartości religijnych i prawd transcendentnych, a zobaczysz straszne i przygnębiające zniszczenia, a także desperację, absurd, jałową pustkę, jakie przyniosła ta powszechna udręka.

Teraz również Benedykt XVI puka niestrudzenie do drzwi każdej istoty ludzkiej, ufny, że rozum nie zamknie się na wiarę, na spotkanie z Chrystusem. Czy ktokolwiek może naprawdę uczciwie uznać tę postawę za obskurantyzm, nadużycie, wrogość wobec nauki? Któż może naprawdę bać się tego człowieka, łagodnego i rozważnego, tego pasterza, który zaraz po wyborze na Stolicę Piotrową oświadczył, że przyjął swój urząd ze świadomością, że nie jest sam? Papież nie jest sam, cały Kościół dziś modli się za niego, tak jak modlił się za Piotra w Jerozolimie, i są z nim również liczni niekatolicy i niechrześcijanie. Nie bojąc zmierzyć się z prawdą.

Giovanni Maria Vian


opr. mg/mg





 wyślij znajomym

Zobacz także:
Paul Josef Cordes, Przeciwstawiać się złu - w otaczającym świecie i w sercu
Paul Josef Cordes, Zło dobrem zwyciężaj. Granice psychologii i moc wiary
Benedykt XVI, Przybyłem tutaj, by spotkać ludzi i rozmawiać z nimi o Bogu
Jerzy Sosnowski, Nihilizmu dzieje najnowsze
Benedykt XVI, Orędzie na XX Światowy Dzień Chorego
Józef Zawitkowski, Jak przyjaciel z przyjacielem
Jan Pospieszalski, Węgry - odwaga samodzielności
Andrzej Zoll, Symbol, który trudno zastąpić
Henryk Markiewicz, Katalog wątpliwości
Wacław Oszajca SJ, Na chłopski rozum rzecz biorąc
Komentarze internautów:

Homo academicus? (Fred., 2010-03-05 23:17:35)
 Ciemnotę swą...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła