słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!




Dziś polecamy


W księgarni Opoki












Adam Fijałkowski

Kto w średniowieczu czytał naukowe traktaty



Odpowiedź na to z pozoru proste pytanie nie jest bynajmniej bardzo łatwa. Od razu odpowiedzieć możemy: ówcześni naukowcy, to znaczy prawie bez wyjątku duchowni — klerycy, profesorowie uniwersytetów, mnisi, kaznodzieje. Wszyscy ci, to wiekach średnich niemal wyłącznie duchowni. Czy istniała jednak także „książka dla świeckich” — zwłaszcza książka naukowa?

Badania przeprowadzone dzięki Polskiemu Instytutowi Kultury Chrześcijańskiej — Fundacji Jana Pawła II w Rzymie pozwalają na dotarcie do takich książek, przechowywanych wśród ogromnej ilości innych średniowiecznych rękopisów w Bibliotece Watykańskiej. Już od ponad stu lat, dzięki łaskawemu pozwoleniu Ojca św. Leona XIII (1878-1903), biblioteka ta otwiera swe podwoje dla ogółu badaczy z całego świata. Widziałem tam chrześcijańskich, czarnoskórych, tajemniczych mnichów etiopskich przepisujących długopisami (!) stare, średniowieczne, zupełnie obce nam pismo etiopskie z odwiecznych rękopisów do swych notatników. Byli świeccy naukowcy, którzy codziennie rano, wciąż na tym samym miejscu, kopiowali nuty gregoriańskie ze średniowiecznych antyfonarzy. Studiowało tu — w Bibliotece Watykańskiej i Archiwum Watykańskim — dziesiątki polskich historyków: od ks. prof. Jana Fijałka z Krakowa, który — jeszcze w XIX wieku — zdobył w Bibliotece Watykańskiej zaszczytny tytuł: „Palaeographus Romanus”, do prowadzonych obecnie m.in. przez Państwo prof. I. i S. Kurasiów i dr M.Kowalczyk badań nad opublikowaniem kolejnego tomu wielotomowego „Bullarium Poloniae”. Jakże cenne i pouczające były dla mnie, młodego historyka, codzienne rozmowy z nimi na dziedzińcu Biblioteki i Archiwum, po wypiciu cappucino w bibliotecznym bufecie... Później — powrót do pracyć pod czujnym okiem Leona XIII w sali druków i Piusa XI w sali rękopisów.

Jednym z ciekawszych, w moim mniemaniu, a stosunkowo mało znanym autorem średniowiecznych jest Wincenty z Beauvais, dominikanin żyjący w XIII wieku. Napisał on wiele dzieł. Najbardziej znana jest jego ogromna pod względem rozmiarów encyklopedia pt. „Speculum maius” (Zwierciadło większe) oraz krótsze traktaty o wychowaniu. Duża część tych dzieł zachowana jest w Bibliotece Watykańskiej w postaci. Sam Wincenty, rówieśnik i konfrater św. Alberta Wielkiego, starszy mniej więcej trzydzieści lat od św. Tomasza z Akwinu, pisał — zgodnie z duchem epoki — tylko po łacinie, w języku nauki. Niejednokrotnie wypowiadał się w swych traktatach o wychowaniu za nauką tylko łaciny — jakby zapominał o istnieniu języków narodowych. Łacinę zalecał nawet w edukacji świeckich dziewcząt. Być wykształconym — to znać łacinę. Naukowiec nie musi znać języków „barbarzyńskich”, w jakim tworzą poezję dworską żonglerzy, trubadurzy, wędrowni grajkowie, gawędziarze itp. — popularni w XIII-wiecznej Francji. Wincenty, podobnie jak zdecydowana większość współczesnych mu autorów, nic nie wspomina o tej literaturze — mimo że był człowiekiem z najbliższego otoczenia francuskiego króla Ludwika IX Świętego. Była ona świecka — a więc „gorsza”, dziś powiedzielibyśmy po prostu: inna, na innym poziomie. Wincenty pisał po łacinie, zaś mało kto poza duchowieństwem z łatwością rozumiał ten język, więc czytali go tylko wykształceni duchowni. To nic, że teksty Wincentego adresowane były często do świeckich, że treści — na przykład historyczne — mogły być pożyteczne w kształtowaniu świadomości narodowej (nie wnikając w definicję tego terminu) francuskich elit świeckich. Wiedza pozostawała niemal zamknięta na klucz — łacińskie rękopisy dzieł Wincentego były dostępne niemal wyłącznie w bibliotekach klasztorów benedyktyńskich.

Przełom przyszedł w XIV wieku. W tym to czasie przetłumaczono z łaciny na język francuski jedną, najbardziej popularną część „Speculum maius” — część historyczną: „Speculum historiale” (Zwierciadło historyczne). Sam Wincenty z Beauvais byłby pewnie oburzony z takiej „profanacji”. Księgę z tłumaczeniem francuskim, zazwyczaj w kilku opasłych tomach in folio, zamawiali świeccy — panujący, elity władzy. Była bardzo kosztowna. Inni byli czytelnicy, inne były rękopisy. Łacińskie rękopisy „Zwierciadła historycznego”, które widziałem w Bibliotece Watykańskiej, to kodeksy „poważne”, czytane przeważnie przez mnichów — niemal zupełnie pozbawione miniatur, dekoracji. Ważna była naukowa treść, erudycja, a nie forma. Inaczej było w przypadku rękopisów francuskich (może więc słuszne byłyby obawy Wincentego). Treści naukowe pozostały, tyle tylko że po francusku, lecz ważne stały się dekoracje: miniatury, które dodatkowo mówiły świeckiemu czytelnikowi, co jest najważniejsze. A były tam rzeczywiście rzeczy frapujące. Na miniaturach więc widzimy: pełne męstwa bitwy Aleksandra Macedońskiego (z odciętymi głowami i ramionami leżącymi pod końmi), smoki i inne potwory w legendarnych Indiach, pełne tajemnic arabskie ogrody, krajanie piłą proroka Izajasza (też dużo krwi), walki Juliusza Cezara (ubranego w średniowieczną zbroję, z orłem dwugłowym, herbem cesarskim stosowanym od średniowiecza, na tarczy) w Galii (to było dla Francuzów bardzo ważne!), a obok — scena Bożego Narodzenia i pokłonu Trzech Króli, Męki Chrystusa, Wstąpienia Chrystusa do piekieł (autor miniatury zadbał, by Adam, któremu Chrystus podaje rękę, nie miał pępka, bo przecież nie narodził się z niewiasty), Zmartwychwstania i niesamowitych cudów dziejących się za pośrednictwem Maryi. Cały fascynujący świat, pełne tajemnic dzieje, które uobecniały się dla średniowiecznych czytelników francuskiego „Zwierciadła historycznego” tu i teraz — stąd ówczesny, a nie starożytny strój Juliusza Cezara, żołnierzy przy Grobie Chrystusa itp.

Powróćmy więc do postawionego na początku pytania: „Kto w średniowieczu czytał naukowe traktaty?” Okazuje się, że nawet wówczas często czytali je ludzie świeccy. Musieli sobie często pomagać: przetłumaczyć tekst z łaciny na język narodowy, zamieścić ilustracje, dodać ornamenty. Ważne było jednak, że czytali, że historia uobecniała się w ich ówczesnym życiu, że wpływać mogła — jak niesamowite historie Aleksandra Macedońskiego i Juliusza Cezara — na kształtowanie ich osobowości, ideałów, tożsamości. Wszak historia vitae magistra est.






Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła