Hansjakob Stehle z Wiednia
"To Księdza wina..."
O Kardynale Franzu Königu
Przejdzie do historii jako budowniczy mostów nawet bez tytułu pontifexa: kardynał Franz König, emerytowany arcybiskup Wiednia. Mimo 93 lat nadal aktywny duchowo i fizycznie, został nareszcie uhonorowany za to, że przez wiele dziesiątków lat pracował - ponad wszelkimi żelaznymi kurtynami, także tymi wewnątrzkościelnymi - na rzecz dialogu między Polską a Zachodem. Fakt, że nawet pod rządami komunistycznymi Polska pozostała katolicka, dodawał mu odwagi, aby - jak mi to kiedyś powiedział - patrząc na Europę Wschodnią "nigdy nie tracić nadziei".
W przekonaniu tym utwierdziło go już w maju 1957 roku pierwsze spotkanie z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, któremu władze komunistyczne pozwoliły wówczas po raz pierwszy pojechać do Rzymu. Kardynał Wyszyński miał jechać przez Wiedeń. König wsiadł więc do samochodu i - aby ochronić Prymasa przed ciekawskimi dziennikarzami - wyciągnął go z pociągu pośpiesznego Warszawa-Wiedeń jakieś 10 kilometrów za austriacką granicą. Dalszą gpodróż do Wiednia odbyli razem samochodem. "Dla mnie był to niemal mały cud" - tak kard. König wspomina dziś tamtą pierwszą rozmowę z Wyszyńskim. Prymas opowiadał podczas niej o prześladowaniach, które zamiast osłabiać, wzmacniały polski Kościół. "Jestem szczęśliwy - mówił - że Kościół w mojej ojczyźnie nie posiada już prawie w ogóle żadnych bogactw..."
Kardynał König wiele razy próbował przyjechać do Polski. W latach 60. dwukrotnie odmówiono mu wizy, za co później zresztą komuniści go przepraszali, gdy zaprosili Königa do Belwederu. Wreszcie udało się - i 29 maja 1963 roku Kardynał znalazł się na moście granicznym w Cieszynie. Pamięta tamten dzień do dziś: po polskiej stronie granicy oczekiwali na niego nie tylko Jerzy Turowicz i Stanisław Stomma, ale także nieznany mu jeszcze wtedy krakowski biskup pomocniczy nazwiskiem Wojtyła. König wspomina, że szybko nabrał sympatii do tego "młodego człowieka", który zdawał się bardziej interesować filozofią niż polityką. Nawiązany wówczas kontakt nie urwał się już, ale rozwijał - także wtedy, gdy w 1964 roku kard. König założył "Fundację Pro Oriente", i gdy cztery lata później został przewodniczącym watykańskiego Sekretariatu ds. Niewierzących. Wojtyła odwiedzał Königa podczas swej podróży do Rzymu w czerwcu 1967 roku. Szczególnie ciepło König wspomina też wizytę w kwietniu 1971 roku w Częstochowie, na zaproszenie polskich biskupów.
Relacja, jaka powstała w ten sposób między oboma hierarchami, nabrała nagle wagi historycznej w pamiętnym roku 1978, owym "roku trzech papieży", gdy po śmierci Jana Pawła I konklawe w pierwszym głosowaniu nie udało się wyłonić następcy.
Kard. König wspominał później, co się wtedy wydarzyło. Podszedł do kardynała Wyszyńskiego i powiedział: "Księże Kardynale, wydaje mi się, że w Polsce znalazłby się kandydat na papieża". Wyszyński spojrzał zdumiony: "Ja miałbym pójść do Rzymu? Toż to przecież byłby dopiero triumf dla komunistów, którzy zawsze chcieli się mnie jakoś pozbyć!". König na to: "Tak, ale jest jeszcze jeden polski kardynał, w Krakowie!". Prymas uśmiechnął się łagodnie: "Ach, on nie ma żadnych szans, jest prawie nieznany, a poza tym jeszcze trochę za młody...". Później jednak nie kto inny, tylko Wyszyński miał namawiać Wojtyłę do przyjęcia godności...
Rozmawiałem z kardynałem Königiem w Rzymie 19 października 1978 roku; opowiadał mi o tym, co wydarzyło się trzy dni wcześniej. Podczas liczenia głosów kardynał Wojtyła siedział spokojnie, jakby trochę na uboczu, nieobecny i "czytał jakieś czasopismo pod tytułem »Znak«". Kiedy ogłoszono wynik głosowania, König - który siedział naprzeciwko krakowskiego kardynała - zerwał się z miejsca i podszedł do Wojtyły, aby mu pogratulować wyboru. Nowy papież spojrzał poważnie na Königa i powiedział: "Księże Kardynale, to Księdza wina...".
Jeżeli później Jan Paweł II ze swym charyzmatycznym posłaniem w znacznym stopniu przyczynił się do obalenia komunistycznych dyktatur w Europie Wschodniej - co przyznał mu nawet sam Gorbaczow - to niewątpliwie duże znaczenie miał tu fakt, że papieska strategia postępowania wobec komunistycznego Wschodu w zasadzie pokrywała się z tym, co König mówił już od lat 50.: że Kościół nie tylko nie może odwracać się od Europy Wschodniej, ale musi "wsadzać stopę w tę wąską szparę w drzwiach", jaka istniała między komunistyczną teorią a praktyką. Ale mimo komunizmu - mówił mi König już w roku 1965, obserwując wydarzenia po obu stronach żelaznej kurtyny - "na końcu może się okazać, że problem ateizmu jest na Zachodzie dużo poważniejszy niż na Wschodzie". Teraz można powiedzieć, że także pod tym względem Wschód Europy stał się bardziej "zachodni" - uważa dziś König. W 1993 podczas wizyty w Warszawie wygłosił wykład; mówił w nim o potrzebie większej demokracji w Kościele. Ale rad sędziwego kardynała rzadko się dziś słucha...
Przeł. WP
Hansjakob Stehle (ur. 1927) - watykanista, historyk i publicysta, pod koniec lat 50. był jednym z pierwszych dziennikarzy z Niemiec Zachodnich, akredytowanych w Polsce. Od 1970 r. mieszka w Rzymie oraz Wiedniu jako publicysta niemieckiej prasy i radia. Autor szeregu książek, w tym "Sąsiad Polska" (1962) i "Tajna dyplomacja Watykanu" (wyd. polskie 1993).


wyślij znajomym