Anna Szałapak
KOCHAĆ LUDZI
Muszę, chcę wypowiedzieć się w imieniu własnym, ponieważ odeszła mi kolejna bardzo ważna Osoba. Jedna z najbliższych, z najważniejszych. Osoba, która dawała mi dowody czułej myśli, troski, a przez to w trudnych chwilach poczucie siły.
Wielki autorytet, człowiek-instytucja, nie taił, że lubi kabaret pod wodzą Piotra Skrzyneckiego, że lubi artystów.
Przybyłam do "Piwnicy" w 1979 roku i wtedy osobiście poznałam Jerzego. Byłam nieśmiała, przytłoczona wielkością poprzedników. Po jednym z pierwszych występów Jerzy podszedł do mnie i obsypał pochwałami. Odtąd zawsze, gdy był na widowni, śpiewałam dla Niego i rozkwitałam. Piotr był zachwycony. Kiedyś szepnął Jerzemu: "Dobrześmy ją wychowali". "Nie" - spokojnie odparł Jerzy - "Ania wychowała się sama".
Bywalec wszystkich piwnicznych opłatków i jajeczek przesiadywał z nami do późna. Nie wiem, skąd czerpał siły. Niewiele mówił, ale bacznie obserwował, wszystko Go interesowało, zadawał wiele pytań. Domagał się relacji z każdej podróży. Sam wysyłał urocze karteczki. Zawsze pamiętał o urodzinach, imieninach, świętach. Zaszczycał swoją obecnością moje krakowskie występy.
Nie mieliśmy żadnej sprzeczki.
Nigdy mnie nie krytykował.
Wielokrotnie powtarzał, że lubi wszystko, co i o czym śpiewam. Wiedziałam, że w każdej sprawie mogę liczyć na Jego dobrą radę i pomoc.
Dawał mi tyle komfortu psychicznego.
Wiem, miałam niebywałe szczęście, ale czy rzeczywiście nań zasłużyłam?
W myśl księdza Twardowskiego: "spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..." starałam się odwdzięczyć choć odrobinę.
Jerzy. Nie wiem, czy mi się udało.
Z całego serca dziękuję.
wyślij znajomym |
|
|


wyślij znajomym
kochac ludzi... (PS, 2003-09-13 22:56:18)