słodki cukiereczek
Strona główna Opoki | Liturgia na dziś | Baza Mszy św. | Porozmawiajmy o wierze | Życie Kościoła | Jan Paweł II | Dołącz do grona darczyńców

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!





Audiobooki w odcinkach




Wiadomości


 


Marek Skwarnicki

Jan Paweł II

Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2002
Seria: A to Polska Właśnie
ISBN 837023-965-5
Zamówienie: (071) 328 89 52, wysylka@wd.wroc.pl, www.wd.wroc.pl


PASTERZ ŚWIATA



Pełna tytulatura papieży znacznie przekracza to, co na ogół wiemy o ich władzy kościelnej. W przypadku naszego Papieża w oficjalnym, watykańskim „Roczniku Pontyfikatu" brzmi ona następująco (w przekładzie z włoskiego): „Jan Paweł II, Biskup Rzymu, Wikary Jezusa Chrystusa, Następca Głowy Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Powszechnego, Patriarcha Zachodu, Prymas Włoch, Arcybiskup i Metropolita Prowincji Rzymskiej, Głowa Państwa Watykańskiego".

W tych okolicznościach myśląc o Ojcu Świętym jako Proboszczu Świata musimy mieć na względzie nie tylko tytuły, ale i obowiązki, jakie się z nimi wiążą. Można też zastanawiać się, w jakim stopniu porównanie z „proboszczem" odpowiada o wiele głębszej roli Jana Pawła II jako „ojca". Byli, są i będą papieże, których osobowość bywa ojcowska, a kiedy indziej braterska, a jeszcze kiedy indziej tak oficjalna, że nieokreślona. Z pewnością w XX w. najbardziej „proboszczowski" był Jan XXIII. Ani Pius XII, ani Paweł VI nie mieli jego charyzmatu.

Dobrymi proboszczami wierni nazywają księży dbających o ludzi, przejmujących się ich życiem i mądrze kierujących parafią w zakresie, który do kleru należy. I takim proboszczem Rzymu, Włoch, Zachodu i całego świata Jan Paweł II jest na pewno. Zdumienie budzi zasięg i intensywność jego pracy duszpasterskiej, poza którą wszak ma również w zakresie swych kompetencji sprawy administracji, polityki i dyplomacji watykańskiej, a także odpowiedzialność doktrynalną w świecie tak straszliwie zróżnicowanym ideowo i niespokojnym moralnie jak obecny.

Obejmując swoją władzę Jan Paweł II zastawał kościół rozdarty sporami posoborowymi pomiędzy upartymi przeciwnikami zmian wprowadzonych przez Sobór Watykański II a tymi, którzy uznali, że soborowe reformy to punkt, od którego dopiero zaczyna się reformować Kościół według zasad powstających „nowych teologii". Wśród nich znalazł się nurt teologii wyzwolenia ogarniający kraje Trzeciego Świata, proklamujący głównie spo-łeczną i gospodarczą emancypację ubogich tej biednej ziemi. Sprawa teologii wyzwolenia wiązała się też z walką ateizmu marksistowskiego z chrześcijaństwem, bo podstawą do niej była teoria walki klas i budowy socjalizmu jako początku królestwa bożego na ziemi. A sobór stwierdzał, że rzeczywiście Królestwo Boże chrześcijanie winni zaczynać budować już w tym życiu. Chodziło jednak o znaczenia słów i rozumienie pojęć, a także konfrontację teorii z praktyką. Jan Paweł II przybywał do Rzymu właśnie z takim społeczno-politycznym i teologiczno-ideowym doświadczeniem Polski powojennej.

W wiele lat potem Papież wspomniał w jednej z homilii, że gdy obserwuje się postać Jezusa w Ewangelii, to odkrywa się, że Chrystus bez ustanku zmieniał miejsca pobytu i nauczania, by zetknąć się z jak największą liczbą ludzi. Myśl taka leżała u podstaw koncepcji stałego pielgrzymowania Jana Pawła II, w Rzymie od parafii do parafii, we Włoszech od diecezji do diecezji, a w świecie od kraju do kraju, od kontynentu do kontynentu. Ta cecha pełnienia swej „proboszczowskiej" roli przyniosła mu miano Papieża Pielgrzyma, co już odkryliśmy, witając go wciąż w ważnych momentach historii Polski po 1978 r. A przecież polskie pielgrzymki to zaledwie kilka procent pielgrzymiej drogi Jana Pawła II.

Według danych przygotowanych na 23. rocznicę pontyfikatu Jana Pawła II przez Radio Watykańskie oraz Watykańskie Biuro Prasowe Ojciec Święty spędził w podróżach 928 dni (552 za granicą i 376 w Włoszech), czyli ponad 11% czasu trwania pontyfikatu. W ramach 95 podróży zagranicznych był w 604 miejscach w 127 krajach i wygłosił 2357 przemówień. Odwiedził 296 rzymskich parafii (na 328 istniejących). Na terenie Włoch w tym czasie złożył 140 wizyty. Ogłosił 13 encyklik, 12 adhortacji apostolskich, 11 konstytucji apostolskich i 41 listów apostolskich.

W czasie 129 beatyfikacji wyniósł 1272 błogosławionych (1018 męczenników i 254 wyznawców), kanonizował zaś 452 świętych (401 męczenników i 51 wyznawców) w czasie 42 uroczystości kanonizacyjnych.

Do tych danych dodać wypada 1330 spotkań z politykami, w tym 38 wizyt oficjalnych głów państw.

Wreszcie w 1008 audiencjach generalnych udział wzięło 16 133 200 wiernych z całego świata. A do dziś wszystkie te liczby jeszcze wzrosły. Po objęciu swego urzędu Jan Paweł II już na początku 1979 r., przed bytnością w Polsce, udał się do Meksyku, czyli w pierwszą podróż do krajów Trzeciego Świata, które, jako że chodziło o kraje w większości katolickie, stanowiły priorytet w pielgrzymkowym duszpasterstwie. Odrębną kategorią pielgrzymek okazały się podróże do krajów Pierwszego Świata, czyli Zachodu europejskiego i amerykańskiego, wszędzie tam, gdzie wiara zagrożona została przez nowoczesną cywilizację elektroniczno-konsumpcyjną, co jednocześnie otwiera przed Kościołem nowe perspektywy. Osobnym celem wielu pielgrzymek okazała się Afryka, kontynent nowej ewangelizacji a zarazem „dekolonizacji chrześcijaństwa", znanego na Czarnym Lądzie jako wiara importowana wraz z zachodnią kulturą i uciskiem. Wiele pielgrzymek trudno zaliczyć do bardzo ogólnych kategorii pielgrzymkowego duszpasterstwa zagranicznego Papieża (w tym wspomniane już - polskie), bo miały charakter albo ekumeniczny, albo zainicjowane były przez aktualne potrzeby danego czasu.

By jeszcze głębiej wniknąć w sens pielgrzymkowego duszpasterstwa Jana Pawła II (inaczej nazywanego duszpasterstwem osobistego kontaktu), wziąć trzeba pod uwagę, że już kardynał Wojtyła często podróżował po swoim mieście i archidiecezji, uczestnicząc w lokalnych uroczystościach i wizytując parafie.

Słynna stała się potem jego czarna wołga z lampką na tylnym siedzeniu, gdzie w czasie jazdy coś czytał lub pisał. Obecnie czarną wołgę produkcji radzieckiej zastąpiły amerykańskie boeingi pokonujące tysiące kilometrów rocznie z Białym Pielgrzymem na pokładzie.

Pierwszą pielgrzymką związaną z Trzecim Światem i specyficznymi problemami katolicyzmu Ameryki Łacińskiej, była trwająca od 25 stycznia do l lutego 1979 r. podróż, której głównym celem było miasto Puebla w Meksyku, gdzie kolejna Konferencja Episkopatów Ameryki Łacińskiej obradowała na temat nowej ewangelizacji całego kontynentu.

W Santo Domingo, będącym pierwszym krajem odwiedzin w drodze do Puebla, rządziła junta, w Meksyku też była dyktatura, ale cywilna i liberalno-laicka, o tradycji ogromnych prześladowań Kościoła w latach 20. XX w. W roku 1979 była to już dyktatura łagodna. Dlatego właśnie w Meksyku mogła się odbyć konferencja, mimo że nadal obowiązywał tam prawny zakaz noszenia duchownych ubiorów poza obrębem świątyń i klasztorów!

Oczywiście w czasie papieskiej wizyty nie był on egzekwowany. Ale najważniejszy w czasie tej duszpasterskiej wyprawy nie był problem laicyzacji, lecz teologii wyzwolenia opartej na marksistowskich zasadach walki klas i dochodzenia sprawiedliwości społecznej przemocą, w której bierze udział również duchowieństwo. Miała to być próba poglądów społecznych Papieża z komunistycznej Polski.

Spór opiniotwórczy światowych mediów na temat społecznych poglądów Jana Pawła II, które pierwszy raz ujawniały się wtedy w pełni, rozpoczął się już w papieskim samolocie w czasie lotu do Santo Domingo. Ojciec Święty zjawił się wśród dziennikarzy towarzyszących podróży w godzinę po starcie. Rozmawiał chwilę z każdym, a były tam 62 osoby. Spytałem, co mam przekazać czytelnikom „Tygodnika Powszechnego". Usłyszałem w odpowiedzi wyznanie Papieża, że podążając w pielgrzymce do Matki Bożej z Guadalupe, tym samym oddala się od sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej, ale im bardziej się oddala od brzegów Europy, tym kraj nasz staje mu się coraz bliższy. Papież podkreślił też, że w historii oba narody: meksykański i polski poniosły wiele ofiar walcząc o niepodległość, co je do siebie zbliża. W obydwu wypadkach walką tą opiekowała się Matka Boża.

Po latach widzę, że ta niby prosta odpowiedź na pytanie polskiego dziennikarza (pierwszego, który brał udział w takiej podróży, przyjeżdżając z kraju) była bardzo bogata w treści. Po pierwsze Papież tę podróż apostolską (jak brzmiała oficjalna nazwa) określił jako pielgrzymkę i to do sanktuarium maryjnego. Po drugie podkreślił meksykańskie walki o niepodległość. Były to walki z USA. Po trzecie - obdarzając czułością i Meksyk, i Polskę czynił to już jako pasterz uniwersalny. I takim do dzisiaj pozostał. Wspomnienie Częstochowy było też oznaką, że nowy Papież ma zamiar metody masowego duszpasterstwa pielgrzymkowego wypróbowane w Polsce stosować obecnie na całym świecie, a zwłaszcza w krajach, gdzie nadal jest żywy tzw. katolicyzm ludowy. Już to zapisywało go wśród elit opiniotwórczych Zachodu na listę „posoborowych konserwatystów". Taka krytyka nie była zgodna z nauką II Soboru Watykańskiego, który definiował Kościół jako wspólnotę Ludu Bożego. Jan Paweł II brał nieraz to określenie dosłownie. O tym, że miał rację, świadczyły nieprzebrane tłumy towarzyszące wizycie w Santo Domingo, a przede wszystkim 8-milionowa rzesza wiernych 13-miliono-wego Mexico City obecna na lotnisku po przylocie i wzdłuż szerokich alej prowadzących do katedry metropolitalnej. W wielkiej tej świątyni Papież wykrzyknął w czasie homilii Mexico semper fidelis! (na wzór sentencji Polonia semper fidelis) Bogu, Kościołowi i Rzymowi.

Szczególnie istotne było słynne, aktualne do dziś przemówienie do biskupów Ameryki Łacińskiej w Puebla, mieście położonym w pobliżu łańcucha wielkich wulkanów (ponad 5 tysięcy m wysokości) około 120 km od stolicy. Papież przemawiał do biskupów bez świadków z zewnątrz, ale treść jego wystąpienia była potem ujawniona. Stanowiło ono odpowiedź daną światu na temat stosunku Kościoła Jana Pawła II do rewolucyjnej i podminowanej rebelią sytuacji w Ameryce Łacińskiej. Papież na początku zdefiniował charakter sesji Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej. „Przyjechaliście tutaj - powiedział do biskupów - by obradować nie jako sympozjum ekspertów, nie jako parlament polityków, nie jako kongres naukowców lub technologów, bez względu na to, jakie znaczenie miałoby tego rodzaju sympozjum. Jesteście braterskim zgromadzeniem pasterzy Kościoła. A ja-" ko pasterze posiadacie żywą świadomość, że macie być nauczycielami Prawdy. Nie ludzkiej, racjonalnej, ale Prawdy, która pochodzi od Boga, Prawdy, dającej podstawę do autentycznego wyzwolenia człowieka. Ona jest jedyną prawdą, która daje solidną podstawę do praxis, czyli ewangelizacyjnej pracy duszpasterskiej... Chrystus nie akceptuje stanowiska tych, którzy mieszają sprawy Boga ze sprawami czysto politycznymi. Chrystus odrzuca jednoznacznie przemoc. Jego posłanie jest otwarte dla każdego, nie wyłączając tych, którzy zajmują się sprawami publicznymi. Perspektywa jego misji jest o wiele głębsza. Polega ona na pełnym zbawieniu dokonującym się przez transformację rzeczywistości, przez szerzenie pokoju, przebaczenia i miłości dającej wszystkim pojednanie. Ponadto nie ma wątpliwości, że to wszystko jest prawdziwym nakazem dla chrześcijan, pragnących służyć najmniejszym swoim braciom, biednym i będącym w potrzebie, wyrzuconym na margines społeczeństwa jednym słowem wszystkim, w których życiu dostrzegamy cierpiącą twarz Chrystusa...". Chrystus nigdy nie był agitatorem ani rewolucjonistą - powiedział Papież.

Potwierdzeniem postawy Jana Pawła II i jego osobistego zaangażowania po stronie biednych i prześladowanych była następnie wizyta w Oxace, gdzie spotkał się z Indianami domagającymi się równości prawnej i pomocy w awansie społecznym.

Z jednej strony unikanie przez Papieża jednoznacznego potępienia teologii wyzwolenia, z drugiej zaś separowanie Kościoła od sojuszów z członkami junt bądź rebeliantami, wprowadziło niezwykłe zamieszanie w komentarzach o meksykańskiej pielgrzymce na całym świecie. Wypada też przypomnieć, że zwrot o ludziach ubogich, „w których życiu dostrzegamy cierpiącą twarz Chrystusa" i cała koncepcja wzajemnych stosunków między duchowieństwem a politycznymi grupami katolików pokrywała się z tym, co odkrył niegdyś, jeszcze w późnych latach 40. i wyraził w formie literackiej młody ksiądz Karol Wojtyła w dramacie Brat naszego Boga.

Skoro już znaleźliśmy się w kręgu poezji Karola Wojtyły, przypomnijmy sobie notatkę amerykańskiego biografa Jana Pawła II George'a Weigla, któremu Papież dał przy pisaniu książki wskazówkę: „Próbują mnie zrozumieć od zewnątrz, a mnie można zrozumieć tylko od wewnątrz".

Kraje Ameryki Łacińskiej Papież odwiedzał 12 razy, w tym najczęściej Brazylię i Meksyk. Kontynent ten zamieszkuje ponad 50% wiernych Kościoła katolickiego. Nie tylko problem teologii wyzwolenia lub próby oswobodzenia się tamtejszych krajów spod dyktatur prawicowych były głównymi motywami tak częstych odwiedzin, lecz po prostu dramatyczna bieda większości tamtejszych społeczeństw. W słynnych dzielnicach nędzy Buenos Aires, fawellach, Papież w czasie pierwszej swej podróży podarował mieszkańcom swój Piotrowy pierścień.

Nie sposób tu ogarnąć wszystkich aspektów latynoamerykańskich podróży. Ważne wśród nich były w sposób specjalny pielgrzymki do Nikaragui w 1983 i 1986 r., a także na Kubę w roku 1998.

Pierwsze odwiedziny Polski w skali światowej były fragmentami jednej i tej samej bitwy chrześcijaństwa walczącego pod wodzą Jana Pawła II z ateizmem marksistowsko-leninowskim. Bitwa była pokojowa, rozmiękczająca ideologicznie lewicowych dyktatorów. W grę jednak wchodzili też i prawicowi dyktatorzy, wyznawcy faszyzującego, militarystycznego i nacjonalistycznego chrześcijaństwa. Przed poprzedzającą polską pielgrzymkę wyprawą Jana Pawła II do Ameryki Środkowej, w Salwadorze, do którego udawał się biskup Rzymu, prawicowy „szwadron śmierci" zastrzelił w czasie odprawiania mszy św. tamtejszego arcybiskupa Oskara Arnulfa Romero. W Nikaragui zaś komendant Daniel Ortega oświadczył, że dekoracją placu, na którym Papież odprawi nabożeństwo, będą portrety Marksa i Lenina. Sandiniści objęli władzę w tym kraju w 1979 r. w imieniu „kościoła ludowego". Papież udał się do zrewolucjonizowanej Nikaragui w roku 1983 r. W rządzie tego państwa było wtedy aż trzech duchownych katolickich pełniących funkcje ministerialne. Najważniejszym z nich był Ernesto Cardenal, znany poeta rewolucyjny, który został ministrem kultury. Nie dał się namówić, by zrezygnować z powitania Papieża na lotnisku, co skończyło się tym, że Papież nie podał mu ręki i podniesionym głosem zalecił uregulowanie jego stosunków z Kościołem. W czasie centralnej mszy św. na skutek manipulacji systemami nagłaśniania władze doprowadziły do wielkiego zamieszania i ordynarnych manifestacji antypapieskich. Ojciec Święty w pewnym momencie nawet okrzykami silencio mitygował tłum podburzany przez sandinistowskich bojówkarzy. Ponieważ wszystko to było transmitowane na żywo przez telewizję na obszar całej Ameryki Środkowej, oburzenie na sandinistów przerosło nagle niechęć do Papieża, o ile taka istniała. Z czasem dyktatura upadła. Nic więc dziwnego, że w rok po tej wizycie, 6 sierpnia 1984 r. Kongregacja Nauki Wiary kierowana już wtedy przez kardynała Josepha Ratzingera wydała Instrukcję o niektórych aspektach teologu wyzwolenia. Instrukcja nie była potępieniem całej teologii wyzwolenia, lecz wykazem jej odstępstw od oficjalnej doktryny kościelnej, czyli Magisterium Kościoła, i proponowała prawdziwie chrześcijańską teologię wyzwolenia „z grzechu i śmierci", która daje człowiekowi „większą wolność" niż ta proponowana przez rewolucję. Instrukcja mówiła też, że: „Należy ostrzegać przed polityzacją życia, która nie zauważając specyficznej natury Królestwa Bożego i transcendencji osoby, prowadzi do sakralizacji polityki i wykorzystywania religijności ludu do przedsięwzięć rewolucyjnych".

Wątek teologii wyzwolenia właściwie na tym się urywa jako jeden z głównych nurtów zmagań chrześcijaństwa z komunizmem, gdyż po „jesieni ludów" w 1989 r. oraz rozpadzie Związku Sowieckiego doktryna, na której opierała się owa teologia, kompletnie skompromitowała się historycznie i w praktyce. Gdy w lutym 1996 r. Papież powtórnie odwiedził Nikaraguę, panowała tam już demokracja.

Jedynym bastionem „realnego socjalizmu" pozostała wtedy Kuba, do której Jan Paweł II udał się w budzącą sensację podróż w roku 1998. Rozgłos tej podróży nadawali nie tylko Amerykanie, nadal stosujący blokadę ekonomiczną wobec Kuby, ale też i swoista symbolika tego dziwnego państwa, które po upadku marksizmu w całym świecie nadal pozostawało w jego dyktatorskich rygorach. Podróż Papieża spowodowała jedynie zelżenie warunków działalności Kościoła i życia jego wiernych.

Drugim wielkim problemem chrześcijaństwa, a więc i Kościoła katolickiego, począwszy od przełomu XIX i XX w. była, a także i jest laicyzacja, czyli wpływ na umysły, życie intelektualne i duchowe, a wraz ze wzrostem roli mass mediów na obyczajowość i masową kulturę narodów, wizji świata, człowieka, wszechświata zupełnie zdesakralizowa-nego. Właściwie ateizm komunistyczny był tylko pewną odmianą procesu dokonującego się, zwłaszcza w krajach Zachodu, chrześcijańskich czy też postchrześcijańskich, jak chcą inni. Zarówno w swym nauczaniu, jak i duszpasterstwie pielgrzymkowym, Jan Paweł II tym sprawom nadał priorytet, co wyraziło się m.in. w stosunkowo wczesnej jego podróży do USA, jako centrum tworzącej się, nowej cywilizacji. Jest paradoksem, że Stany Zjednoczone są wielkim krajem ludzi procentowo najliczniej wierzących w istnienie Boga, w absolut, pielęgnujących życie kościelne lub wspólnotowore-ligijne w formie wielkiej liczby kościołów i sekt. Wśród nich Kościół katolicki jest od XX w. najliczniejszy. Jednocześnie cywilizacja USA desakralizuje najsilniej inne ludy i narody.

Stany Zjednoczone Ameryki kształtowały niezliczone miliony imigrantów przybywających w ciągu paru wieków do USA ze „starych krajów". Wśród nich były też już w XIX w. masy katolików irlandzkich, których dziś zastąpili katolicy meksykańscy. Może więc i trasa Jana Pawła II, prowadząca jesienią 1979 r. przez Irlandię do Stanów nie była przypadkowa. Kościół rzymskokatolicki Stanów tworzą przede wszystkim grupy etniczne irlandzka i polska, a w wieku XX rozrosły się te katolickie grupy o wiernych pochodzenia latynoamerykańskiego, zwłaszcza Portorykańczyków i Meksyka-nów. Papież lecąc z Irlandii wylądował w Bostonie, a więc w „amerykańskich Atenach" i w silnym centrum katolicyzmu. Kardynał Karol Wojtyła był tutaj do tej pory znany jako uczony i miał filozoficznych przyjaciół, także wśród protestantów. W roku 1976 brał udział w Światowym Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii, biskupim miejscu Johna Króla - kardynała polskiego pochodzenia. Znał wiele polonijnych ośrodków, łącznie z Chicago i Detroit, oraz położonym w pobliżu tego miasta Polskim Seminarium Duchownym dla księży pracujących wśród Amerykanów polskiego pochodzenia w Orchard Lake. Miał więc też prawo przemawiając na lotnisku w Bostonie powiedzieć: „Ameryka otworzyła przede mną swoje serce. Z mojej strony, Ameryko, przybywam do ciebie z uczuciami przyjaźni, szacunku i poważania. Przybywam jako ktoś, kto ciebie już zna, kocha ciebie, jako ten, kto ci życzy, byś spełniła w pełni twoje szlachetne przeznaczenie dodawania światu odwagi...".

Po uroczystościach bostońskich i przemówieniu w ONZ odwiedził Ojciec Święty Harlem i Bronx, dwie najbiedniejsze dzielnice nowojorskiej metropolii: murzyńską oraz latynoamerykańską. Msza św. odprawiona została na olbrzymim stadionie sportowym Yankee Stadium.

W sercu współczesnej cywilizacji, w pobliżu Wall Street i Rockefeller Center, Papież mówił: „Chrystus domaga się otwarcia na naszych biednych braci i siostry, otwarcia się ze strony bogatych, zamożnych, zaawansowanych ekonomicznie, otwarcia się na biedotę, zaniedbanych ekonomicznie i pozbawionych szans. Chrystus domaga się otwarcia większego niż ulotne zwrócenie uwagi na biednych, większego niż chwilowe akcje, albo tylko w pewnej mierze angażujące serca wysiłki, które pozostawiają biednych jeszcze bardziej ubogimi niż poprzednio".

Cytuję tak wiele słów ze słynnej wówczas i potem homilii na Yankee Stadium, by ukazać, że nie tylko w Trzecim, ale i w Pierwszym Świecie Papież walczyć zaczął przede wszystkim o prawa i godność każdego człowieka. Powiedział tam też: „Zatem w imię solidarności, która łączy nas wszystkich razem we wspólnym człowieczeństwie, ja znowu proklamuję godność każdej ludzkiej osoby: bogacz i Łazarz obydwaj są istotami ludzkimi, obydwaj zostali stworzeni na wzór i podobieństwo Boga, obydwaj zostali odkupieni przez Chrystusa i to za wielką cenę «cennej krwi Chrystusa»".

Wizyta apostolska Jana Pawła II w USA objęła potem Filadelfię, Des Moines (Iowa), Chicago i Waszyngton. Papież spotkał się w Waszyngtonie, z prezydentem Carterem, którego doradcą do spraw bezpieczeństwa państwa był wtedy dobrze w Polsce znany Amerykanin polskiego pochodzenia Zbigniew Brzeziński. Ojciec Święty podjął bardzo w Ameryce kontrowersyjny problem aborcji. Mówił na tle Kapitelu z widokiem na obelisk Waszyngtona: „Ludzkie życie nie jest po prostu ideą albo abstrakcją; życie ludzkie jest konkretną realnością istnienia, które żyje, działa, wzrasta i rozwija się; ludzkie życie jest konkretną realnością istoty, która potrafi kochać i służyć ludzkości".

Na finale wizyty Jana Pawła II w USA zaciążyło jednak nieprzyjemne wydarzenie w Waszyngtonie, które miało miejsce po olbrzymiej mszy św. w Narodowym Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia. Papież spotkał się z kilkunastoma tysiącami zakonnic ze Stanów. Przemówiła wtedy ich reprezentantka siostra Teresa Kane, fanatyczna feministka. Domagała się dopuszczenia kobiet do wszystkich posług Kościoła, a więc i kapłaństwa. Po swym wystąpieniu siostra Teresa podeszła do tronu, przyklękła i ucałowała pierścień papieski. Wzbudziło to protesty wśród grupy zakonnic. Ten incydent był potem obficie eksploatowany przez kanały telewizyjne i komentatorów na Zachodzie.

Dodam ze swoich własnych wspomnień, że tydzień po odlocie Papieża z USA miałem okazję zwiedzić ze znajomym dziennikarzem amerykańskim redakcję magazynu „Time" w Nowym Jorku. Dowiedziałem się wtedy, że właśnie zakończono dyskusję nad tym, kto będzie Człowiekiem Roku na noworocznej okładce magazynu; Jan Paweł II, czy ajatollah Chomeini rozpętujący właśnie krwawą i fanatyczną rewolucję w Iranie. Po opowiedzeniu się Papieża za regulacją urodzin, przeciw aborcji i przeciw kapłaństwu kobiet zdecydowano, że na okładce sylwestrowej atrakcyjniejsza będzie dla czytelników twarz Cho-meiniego. Wpływ na to mógł też mieć fakt, że Iran właśnie wymykał się ze strefy wpływów USA. W artykułach grudniowych prasy amerykańskiej pisano o after-shocku. Po szoku euforii wzbudzanej perspektywą wizyty papieskiej i początkowym jej przebiegiem miało nastąpić rozczarowanie.

Na Zachodzie rozczarowanie dotyczyło wąskich kręgów ludzi przekonanych, że Papież pochodzący z „postępowej" ideologicznie części Europy nie jest za kapłaństwem kobiet i zniesieniem celibatu księży ani przeciwko dotychczasowej nauce Kościoła w sprawie aborcji. Nie okazał się też zwolennikiem teologii wyzwolenia. W Polsce nie przychodziło nam do głowy, do jakiego stopnia „lewicowe" były wtedy poglądy intelektualnych i uniwersyteckich warstw Paryża, Nowego Jorku i części kręgów opiniotwórczych samego Rzymu.

Zastanowić się też wypada, jak Jan Paweł II podchodził i podchodzi do problemów kontynentów takich jak Europa, o starych strukturach państwowo-narodowych, do których zaliczamy i nasz kraj, a jak do uniwersalnych struktur państwowych, wielokulturo-wych, takich jak właśnie USA, Kanada, Australia, a w przyszłości być może Zjednoczona Europa.

Pogląd na te zagadnienia ujawnił Papież przed światem 2 czerwca 1980 r., wygłaszając w czasie swej pierwszej podróży apostolskiej do Francji wspaniale i doniosłe przemówienie na plenarnej sesji UNESCO w Paryżu. W tym przemówieniu Papież wyłożył własną teorię powstawania i roli kultury w sensie jednostkowym i narodowym, czy też plemiennym i wspólnotowym. Była to odpowiedź tym, którzy wciąż uważali, że jest „nacjonalistą ", że chce spolonizować cały Kościół.

Po stwierdzeniu, że w przyrodzie jedynie istota ludzka, człowiek, ma zdolność tworzenia i rozwijania kultury, Papież poruszył przede wszystkim problem rozchodzenia się w ostatnim 100-leciu dróg Kościoła z życiem (i środowiskami) kultury współczesnej; „Natomiast - głosił w UNESCO Papież -mówiąc o miejscu Kościoła i Stolicy Apostolskiej przy waszej organizacji, nie myślę tylko o wszystkich dziełach kultury, w których w ciągu ostatnich dwóch tysiącleci wypowiadał się człowiek, przyjmujący Chrystusa i Ewangelię, ani o różnego rodzaju instytucjach, które uczestniczyły w narodzinach oświaty, nauczania, dobroczynności, opieki społecznej i tylu innych. Myślę przede wszystkim, Panie i Panowie, o podstawowej więzi Ewangelii, to znaczy spotkaniu Chrystusa i Kościoła z człowiekiem w samym jego człowieczeństwie. Ta więź jest bowiem kulturotwórcza w samej swojej podstawie. Na to, by tworzyć kulturę [...] trzeba uważać człowieka za wartość szczególną i autonomiczną, za podmiot noszenia transcendencji osoby".

Po długich wywodach Jan Paweł wypowiedział swoje „kulturotwórcze credo": „Zwracając się do was, Panie i Panowie, którzy zbieracie się na tym miejscu już przeszło od trzydziestu lat w imię prymatu kulturowych rzeczywistości, wspólnot ludzkich, ludów i Narodów, mówię wam: za pomocą wszystkich dostępnych wam środków czuwajcie nad tą podstawową suwerennością, jaką ma każdy Naród na mocy własnej kultury. Strzeżcie jej jak źrenicy oka, myśląc o przyszłości całej rodziny ludzkiej. Opiekujcie się nią! Nie pozwólcie, by ta podstawowa suwerenność miała stać się łupem jakiegoś politycznego czy ekonomicznego interesu. Nie pozwólcie jej paść ofiarą totalitaryzmów, imperializmów czy hegemonii, dla których człowiek liczy się jedynie jako przedmiot panowania, a nie jako podmiot własnej egzystencji".

Wspomniał też o obronie narodowych w swej strukturze i podmiotowości kultur przed współczesnymi manipulacjami kultury masowej.

W taki oto sposób Jan Paweł II objawił się uniwersalnemu zgromadzeniu UNESCO w krytycznym momencie załamywania się rozmów Wschód-Zachód na temat rozbrojenia atomowego; nie jako prowincjonalny biskup - jak starali się go przedstawić coraz liczniejsi krytycy - lecz jako Proboszcz Świata, któremu wszyscy ludzie i ludy leżą jednakowo na sercu.

Ameryka, o której była mowa, ale także i Kanada z Australią to wielkie lub bardzo duże twory naro-dowo-państwowe, których rządy po wielu doświadczeniach ustaliły oficjalną politykę wielokulturowości swych społeczeństw składających się w sporej mierze z imigrantów z innych części świata i wielu narodowości o różnych wiarach, tradycjach, kolorach skóry i obyczajach. Równość wobec prawa i tolerancja to jedyne wyjście z sytuacji, w której zresztą mieszające się kultury tworzą nowe kulturowe jakości, jak to przede wszystkim widać w USA. Praca ewangelizacyjna Kościoła katolickiego już od dawna natrafiała na trudności w państwach wielokul-turowych. Przypomnijmy, że za pontyfikatu Jana Pawła II przyjęto ogólną politykę „inkulturacji" Ewangelii, tzn. wyrażania jej treści również w wielu formach liturgicznych zewnętrznych, jak i w księgach liturgicznych, w rozumieniu zakorzenionym w miejscowej tradycji. Ojcze nasz tłumaczone na użytek Eskimosów północy kanadyjskiej, nieznąjących w ogóle chleba, przełożono: „ryby naszej powszedniej daj nam Panie". Poza tym w tych protestanckich, „anglikańskich" z reguły, krajach z coraz liczniej przybywającymi wyznawcami islamu, buddyzmu, hinduizmu, nie mówiąc o starej tradycji wspólnot mojżeszowych, utrzymywanie ducha jedności, miłości i tolerancji to sprawa niełatwa. Z tymi problemami zmagał się Jan Paweł II nie tylko w czasie swych pasterskich podróży, ale i w kierowaniu Kościołem z Rzymu. A do tego jeszcze dodajmy wieloplemienną wielokul-turowość Afryki i pozostałości w wielu krajach Afryki i Azji uprzedzeń do katolicyzmu i nieraz w ogóle chrześcijaństwa, które w czasach kolonizacji pojawiło się tam jako wiara najeźdźców i prześladowców. Ale pontyfikat Jana Pawła II przypada już na okres nieomal pełnej dekolonizacji ludów. On sam, jako Polak, nie kojarzył się i nie kojarzy nikomu z tym Zachodem, który gwałcił prawa człowieka i łupił ludność z bogactw ziemi.

Kanadę Papież odwiedził w roku 1984, a Australię w 1986. Zupełnie lokalnymi kwestiami tych kontynentalnych państw i narodów była dwujęzyczność Kanady francuskiej i angielskiej, coraz liczniejsze skupiska w Australii katolików uciekających z Wietnamu Południowego i Aborygenów. Papież w czasie swych pielgrzymek stykał się z wszystkimi grupami tej ludności. Zapalił fajkę pokoju na Midweście pod Toronto i na terytoriach północnych Kanady, uczestniczył w niezwykłych obrzędach Aborygenów wewnątrz spalonego słońcem Kontynentu Kangurów. Tu i tu dołączał się do protestów mniejszości przeciw pozbawianiu ich praw do ziemi, której byli przecież właścicielami wcześniejszymi niż późniejsi przybysze anglosascy.

Tak się jednak składa, że właśnie ta cywilizacja anglo-amerykańska, zazwyczaj madę in USA w sensie przedmiotów konsumpcyjnych i materialnych, jest dziś najatrakcyjniejszą masową kulturą współczesności. Jej permisywizmowi Papież wytoczył walkę wszędzie, ale najgłębiej zdążył się już on zakorzenić w krajach Zachodu. Przykładem problemów, jakie stwarza taka walka, była wizyta Jana Pawła II w krajach Beneluksu.

Ojciec Święty odwiedził Beneluks w dniach 11-15 maja 1985 r. Był w Holandii, Luksemburgu i Belgii. Uwagę opinii medialnej skupiała na sobie Holandia, niegdyś kraj gorąco katolicki, po II Soborze Watykańskim laicyzujący się gwałtownie na skutek praktycznej, konsumpcyjnej sekularyzacji i opanowania centrów intelektualnych katolicyzmu przez nowe prądy teologiczne, tym razem zbyt „humanizujące" „odsakralizowującą" religię. W latach 70. słynny był „katechizm holenderski", który został doktrynalnie zdezawuowa-ny przez Watykan. Potem królowała tu teologia szwajcarskiego księdza Hansa Kunga poddana krytyce Rzymu w grudniu 1979 r., w następstwie której Kung stracił prawo nauczania teologii na katolickich uczelniach. Głosił jednak nadal swe idee zaprzeczające m.in. Bożemu synostwu Chrystusa przed ukrzyżowaniem. Ojciec miałby go „usynowić" na krzyżu.

Na początku pontyfikatu, w styczniu 1980 r. Papież zwołał synod biskupów holenderskich do Watykanu po to, by nie obradowali pod presją środków masowego przekazu, silnie antypapieskich i libertyńskich w ich kraju. Wreszcie jednak Papież sam podjął wyzwanie i udał się do Holandii. Był w Hadze, Utrechcie i Maastricht. Wizyta obfitowała w burzliwe demonstracje antypapieskie zwolenników Hansa Kunga, zwolenników zniesienia celibatu i obieralności j (jak u protestantów) biskupów przez wier-nych, małżeństw homoseksualnych i zniesienia priorytetu władzy pasterskiej biskupa Rzymu. Znaleźli się tam również gorący zwolennicy ortodoksji. W sumie zamieszanie było duże, ale Papież był zadowolony, że postawił na swoim i odwiedził tych, którzy pozostają wierni Ewangelii i Rzymowi w niesprzyjających warunkach. Holandia stanowiła już wtedy (i taka jest także dzisiaj) najgłębiej zlaicyzowany kraj w Europie, który prawnie uchwalił w roku 2001 możliwość eutanazji i zatwierdził śluby par homoseksualnych obydwu płci.

W dniach 16-27 lutego 1981 r. Papież odleciał z Rzymu do Pakistanu (Karaczi), na Filipiny, wyspę Guam (protektorat USA), do Japonii i poprzez Anchorage na Alasce wrócił do Rzymu. Na tle europejskich pielgrzymek Papieża ta pierwsza podróż dalekowschodnia jest dobrym przykładem rozpiętości problemów życia Kościoła powszechnego i trosk jego rządcy.

Głównym celem apostolskiej podróży na Daleki Wschód były wtedy Filipiny, jedyny kraj w tym regionie legitymujący się ponad 80 % katolików. Tylko na północy (Mindanao) znajdziemy wyznawców islamu, a poza tym kraj położony na 7500 wysp jest w sensie religijnym wielką diasporą między olbrzymimi obszarami neoateizmu komunistycznego (Wietnam, Chiny), oraz wielkich religii Wschodu. Dodajmy, że w ciągu pontyfikatu Jana Pawła II katolicyzm począł się wyjątkowo żywo rozwijać w Korei Południowej, gdzie Papież pojawił się w roku 1989.

W czasie planowania podróży na Filipiny, upragnionej m.in. przez dyktatora Ferdinanda Marcosa i jego równie dyktatorską żonę Imeldę, obowiązywał w tym kraju stan wyjątkowy. Różnice w zamożności ludu filipińskiego i prywatnych właścicieli plantacji czy przemysłu były wielkie i Marcos, należący do oligarchii bogaczy, rządził siłą. Jednocześnie, tak samo jak w Ameryce Łacińskiej, dyktator deklarował się jako wierzący i praktykujący katolik. Watykan postawił Marcosowi warunek, że Papież nie zjawi się w jego kraju, o ile nie zostanie zniesiony stan wyjątkowy. Dyktator uczynił to na przyjazd Papieża, którego poglądy na sprawy społeczne były mu dobrze znane. Nie zwolnił jednak wszystkich więźniów politycznych, których w Manili odwiedził w więzieniu ówczesny sekretarz stanu Agostino Casaroli.

Pierwszym, parogodzinnym postojem w czasie lotu z Rzymu na Filipiny w lutym 1981 r. było Karaczi w Pakistanie. Papież poza oficjalnymi ceremoniami na lotnisku odprawił jedynie mszę św. na miejscowym stadionie sportowym dla katolików Pakistanu. Przed przybyciem Jana Pawła II wybuchła na trybunach domowej roboty bomba. Mimo to program przebiegł bez zakłóceń. Niektórzy uczestnicy mszy św. wędrowali do Karaczi z odległych terenów górskich po kilka dni.

Wybuch bomby, mimo że poczyniła małe szkody, był zdarzeniem, które z perspektywy dziesięcioleci jest jakby pierwszym błyskiem dramatycznych wydarzeń, które miały nastąpić po powrocie do Rzymu.

Na samych Filipinach bunt przeciw Marcosowi narastał na skutek przerażającej korupcji rządzącej oligarchii arystokratyczno-wielkokapitałowej powiązanej z USA. Filipiny wyzwoliła od Japończyków w czasie II wojny światowej armia amerykańska i lukier cywilizacyjny amerykanizacji pokrywał wszystko, co było tradycyjnie filipińskie. Obok stacjonujących tu amerykańskich baz wojskowych wegetowali wietnamscy uciekinierzy, tzw. boat people, czyli ci, którzy przepłynęli morze na prymitywnych nieraz tratwach. W czasie wizyty Papież odwiedził i te bazy, i Wietnamczyków, w większości wiernych Kościoła katolickiego. Wreszcie sąsiedztwo Indochin, bliskość kontynentalnych Chin, tradycji żywego buddyzmu czy szintoizmu przy zachowaniu czystej, nasiąkniętej wpływami hiszpańskimi religijności ludowej, wszystko to tworzyło niezwykłą aurę pierwszej dalekowschodniej pielgrzymki Papieża do „kochanego ludu Filipin". Trzeba było być w bazie floty amerykańskiej na Filipinach, a potem w Hiroszimie, gdzie na placu Pokoju przemawiał Jan Paweł II w wielu językach, również po japońsku i rosyjsku, by zdać sobie sprawę, że front walki o pokój lub wojnę nie przebiega tylko przez granicę na Łabie i mur berliński, ale także przez Pacyfik i Morze Chińskie.

Jeżeli każdą podróż apostolską Jana Pawła traktować jako pielgrzymkę, to w tym wypadku mogła to być podróż do sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy, patronki Filipin, a potem do polsko-japońskiego Niepokalanowa w Nagasaki, założonego przez ojca Kolbego.

W czasie wizyty w Tokio odbyła się msza św. dla małej liczby wiernych na miejscowym stadionie sportowym, a przed odlotem do Hiroszimy Papież odwiedził katolicki Uniwersytet Sofia i zaraz po przylocie modlił się z całym katolickim klerem Japonii w nowoczesnej, pięknej katedrze. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że większość Japończyków, łącznie z mieszkańcami Tokio, albo w ogóle nie wiedziała, kto to jest Papież, albo miała o nim mgliste pojęcie.

W tym świetle ważnym wydarzeniem był show papieski zorganizowany w hali słynnej z występów takich piosenkarzy jak Bob Dylan - w Budokan. Pośród napisów Pope is Hope (Papież jest nadzieją) i Nadzieja, milość, pokój w amfiteatralnej sali zasiadło kilkanaście tysięcy młodych Japończyków, w większości niewierzących, a w każdym razie niechrześcijan. Wychodzili pojedynczo stając przed Ojcem Świętym w czarnych garniturkach i zadawali takie np. pytanie: „Obecny dobrobyt Japonii uważam za surogat religii. Czuję również, że Twój przyjazd do Japonii ma wielkie znaczenie. Byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś nam Ojcze Święty powiedział, jaki jest cel przybycia do naszego kraju, który jest uwikłany w burzliwą walkę o podstawę swojej egzystencji. Co chcesz przekazać nam, młodym Japończykom". Potem pytała nauczycielka ze sparaliżowanymi nogami, na wózku, nadal czynna zawodowo: „Społeczeństwo japońskie ma skłonność do oceniania wartości człowieka wyłącznie według jego nabytych umiejętności życiowych i wiedzy technicznej. W tych warunkach słowo «rów-ność» staje się czasem puste. W tak nieludzkim otoczeniu, jaką nadzieję mają ludzie kalecy i w jaki sposób mają walczyć z uprzedzeniem w stosunku do nich". Kolejne pytanie brzmiało tak: „W poszukiwaniu szczęścia Japończycy zdobyli dobrobyt. Z drugiej strony wyszły na jaw ciemne strony tego procesu, takie jak mnożenie się samobójstw i chuligaństwa wśród dzieci szkół podstawowych. Świadczy to o rozpaczy w sercach japońskich dzieci. Myślę, że przyczyną tego jest brak miłości w rodzinach. Jak na to reagować po chrześcijańsku?". Wreszcie młoda Japonka w kimonie zapytała: „Czuję, że miłość jest bezsilna w świecie polityki i ekonomii, gdzie obowiązuje prawo ucisku i wyzysku. Odkryłam, że problem ten jest bardziej charakterystyczny dzisiaj i był w przeszłości dla tak zwanych krajów chrześcijańskich niż dla niechrześcijańskich. Gdzie dostrzegasz Ojcze Święty, ducha miłości w naszym świecie?".

Papież odpowiadał na kolejne pytania przez tłumacza, którym był ksiądz profesor Obłąk z Uniwersytetu Sofia.

Następnego dnia pod Pomnikiem Pamięci w parku w Hiroszimie, na którego terenie znajduje się „atomowy dom", czyli ocalały szkielet dawnej prefektury miasta, obok Pomnika Dusz, łuku betonowego z wielką fontanną i przed kamienną trumną zwierającą tabliczki z nazwiskami poległych oraz napisem „Prosimy was śpijcie w pokoju, gdyż błąd ten już się więcej nie powtórzy", Jan Paweł II wygłosił wielki apel pokojowy do świata. Był to wieloczęścio-wy tekst, który Papież wygłaszał w różnych językach. Ojciec Święty przemawiał po: japońsku, angielsku, francusku, hiszpańsku, portugalsku, polsku, chińsku, niemiecku, rosyjsku i znów japońsku.

Najbardziej przejmującym fragmentem apelu była modlitwa: „Przeto modlę się do Stwórcy natury i człowieka, prawdy i piękna: Usłysz mój głos, bo to jest głos ofiar wszystkich wojen i zbrodni pomiędzy jednostkami i narodami; usłysz mój głos, bo on jest głosem wszystkich dzieci, które cierpią i będą cierpiały, gdy ludzie pokładają swą wiarę w broni i wojnie; usłysz mój głos, kiedy Cię błagam, byś zaszczepił w sercach wszystkich istot ludzkich mądrość pokoju, moc sprawiedliwości i radości braterstwa; usłysz mój głos, gdy przemawiam w imieniu wielkich rzesz z każdego kraju, żyjących w każdym okresie historii, które nie pragną wojny i są gotowe iść drogą pokoju; usłysz mój głos i daj zrozumienie wewnętrzne i siłę, abyśmy mogli zawsze odpowiedzieć na nienawiść miłością, na niesprawiedliwość całkowitym ofiarowaniem się sprawiedliwości, wobec potrzebujących oddaniem samych siebie, w obliczu wojny pokojem. O Boże, usłysz mój głos i ofiaruj światu Twój niema-jący końca pokój".

Jest to być może najbardziej kapłańska, ofiarni-cza i profetyczna modlitwa Jana Pawła II w czasie całego pontyfikatu, której treść zagu biła się w zamęcie historii współczesnej. Ale ktoś nią się wtedy bardzo przeraził, skoro włożył rewolwer do rąk Ali Agcy, który strzelał do Papieża w ponad trzy miesiące potem na placu św. Piotra.

W maju 1982 r., rok po zamachu i komplikacjach chorobowych, które z niego wynikły, Jan Paweł II udał się w podróż dziękczynną za uratowanie życia do Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej. Był i jest przekonany, że dokonanie zamachu w święto fatimskie 13 maja, i to o godzinie, o której w roku 1917 Matka Boska ukazała się trojgu pastuszkom w Fatimie, przepowiadając apokaliptyczną przyszłość epoki, nie może być przypadkowe. Tym bardziej że kula Agcy ocierając się o palec wzniesionej ręki Papieża przeszyła jego ciało o milimetr od głównej aorty brzusznej i od kręgosłupa. W pierwszym wypadku wykrwawienie byłoby natychmiastowe, a w drugim nastąpiłby paraliż.

Podróż do Fatimy połączono z pierwszą apostolską podróżą Jana Pawła II do Portugalii. Poza sanktuarium był więc w Lizbonie, gdzie odprawił mszę św. w parku św. Edwarda dla około miliona młodych Portugalczyków, potem zaś helikopterem odwiedził cztery inne miasta.

Jednak pobyt z 13-14 maja w Fatimie jest najważniejszym wydarzeniem nie tylko dlatego, że natychmiast po przybyciu pod wieczór Papież modlił się w kaplicy Matki Boskiej, ale i dlatego, że następnego dnia odprawił mszę na placu przed bazyliką z udziałem ponad miliona pielgrzymów i dokonał aktu zawierzenia ludzkości, wszystkich ludów i narodów współczesnego świata Matce Bożej.

13 maja 1967 r. podobnego aktu dokonał przybyły też do Fatimy Paweł VI, a 13 maja 1956 r. uroczystości przewodniczył kardynał Wenecji Angelo Giuseppe Roncalli, późniejszy Jan XXIII. W roku 1947 legat papieski Piusa XII koronował figurę koroną, która była darem kobiet portugalskich. Wieczorem 13 maja Jan Paweł II zawiesił na dłoniach Matki Boskiej różaniec z wielkich pereł i ofiarował kulę rewolwerową, która po przeszyciu jego ciała upadła na podłogę jeepa. Tkwi obecnie w koronie figury.

Pośród podróży apostolskich Jana Pawła do krajów Trzeciego Świata szczególne miejsce zajmuje Czarny Ląd. Do Afryki Papież podróżował kilkanaście razy: 2-12 maja 1980 r. - Zair, Kongo, Kenia, Ghana, Górna Wolta i Wybrzeże Kości Słoniowej; 12-19 lutego 1982 r. - Nigeria, Benin, Gabon i Gwinea Równikowa; 8-19 sierpnia 1985 r. -Togo, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun, Republika Środkowoafrykańska, Zair, Kenia i Maroko; 10-19 września 1988 r. -Zimbabwe, Botswana, Lesotho, Suazi, Mozambik; 28 kwietnia do 6 maja 1989 r. - Madagaskar, Reunion. Zambia i Malawi; 21 stycznia do l lutego 1990 - Republika Zielonego Przylądka, Mali, Gwinea-Bissau, Burkina Faso i Czad; 1-10 września 1990 - Tanzania, Burun-di, Ruanda, Wybrzeże Kości Słoniowej; 19-26 lutego 1989 r. - Senegal, Gambia i Gwinea; 4-10 czerwca 1992 - Angola, Wyspy św. Tomasza i Książęca; 3-10 lutego 1993 r. - Benin, Uganda, Sudan; 14-20 września 1995 - Kamerun, RPA i Kenia; 11-14 kwietnia 1996 r. - Tunezja; 21-23 marca 1998 r.-Nigeria.

Wymieniam tu wszystkie afrykańskie podróże, gdyż stanowią one stały motyw ewangelizacyjny działalności Papieża, dowód jego wyjątkowego umiłowania Afryki i przywiązywania wagi raczej do „podbojów" duchowych, a nigdy terytorialnych.

Wszystko to, o co najistotniej chodzi Janowi Pawłowi II w podróżowaniu do Afryki, streszcza nota w zapiskach księdza Adama Bonieckiego w Notesie rzymskim, który jako reporter „Tygodnika Powszechnego" towarzyszył Ojcu Świętemu w 3 podróżach do Afryki. „W czasie lotu koło godz. 11.30 Papież wchodzi do dziennikarzy. Pytanie - «Dlaczego już trzeci raz do Afryki?» Odpowiedź: «Jest w Afryce pięćdziesiąt krajów, podróże objęły tylko czternaście» - Czy wybiera się do Republiki Południowej Afryki? Odpowiedź: «Kościół miejscowy bardzo tego pragnie, wielu odradza. Trzeba się jeszcze zastanowić.» - Do Etiopii? «Na-przód trzeba tych ludzi nakarmić.» - Co robić, by zapobiec nędzy i głodowi? «Trzeba mówić, nie tylko mówić, krzy-czeć». - Co konkretnie? «Odpowiedź nie leży w kompetencji Kościoła.» - Czy grozi afrykanizacja Kościoła? «Afrykani-zacja? Ona zaczęła się od św. Augustyna.» - Czy rzeczywiście małżeństwo katolickie funkcjonuje w Afryce niedobrze? «Niejednokrotnie lepiej niż na Zachodzie»".

14 września 1995 r. w Rzymie ogłoszona została posynodalna adhortacja apostolska Ecclesia in Africa skierowana do „biskupów, kapłanów i diakonów, do zakonników i zakonnic, oraz do wszystkich wiernych, o kościele w Afryce i jego misji ewangelizacyjnej u progu roku 2000". Dokument był owocem specjalnego zgromadzenia Synodu Biskupów Afryki i Madagaskaru, który rozpoczął się 10 kwietnia 1994 r. i trwał 4 tygodnie. Zgromadzenie to podsumowało bieżącą sytuację Kościoła i stan ewangelizacji w Afryce oraz rozważało jej perspektywy na przyszłość. Tego rodzaju synody zwoływane były w czasie pontyfikatu Jana Pawła II również na temat innych kontynentów, ale afrykański był wśród nich jednym z najważniejszych. Adhortacja jest dokumentem urzędowym, ale niektóre jej fragmenty mówią najpełniej o stosunku Papieża do Czarnego Kościoła.

Po przeglądzie historii powolnego rozwoju chrześcijaństwa w Afryce Papież zajął się problemami obecnymi. „Niespełna trzydzieści lat temu - czytamy w dokumencie - liczne kraje afrykańskie odzyskiwały niezależność od mocarstw kolonialnych. Rozbudziło to wielkie oczekiwania, związane z rozwojem politycznym, ekonomicznym, społecznym i kulturalnym krajów afrykańskich". Te oczekiwania w wielu wypadkach zawiodły. „Według wielu ojców synodalnych dzisiejszą Afrykę można porównać do owego człowieka, który schodził z Jerycha do Jerozolimy: wpadł w ręce zbójców, którzy go obdarli, zadali mu rany i rzucili na pół umarłego. Afryka to kontynent - pisze Papież - gdzie niezliczone ludzkie istoty - mężczyźni i kobiety, dzieci i młodzi leżą jak gdyby porzucone przy drodze, chore, poranione, bezsilne, odepchnięte i opuszczone. Ludzie ci pilnie potrzebują dobrych Samarytan, którzy pospieszą im z pomocą".

W obszernym rozdziale adhortacji „Ewangelizacja i inkulturacja" Papież podkreśla niezwykłe i głębokie bogactwo kulturowe Afryki. W dokumencie znajdujemy też bardziej dokładne określenie, czym jest inkulturacja ewangelii: „inkulturacja, to znaczy proces, poprzez który «katecheza wciela się» w różne kultury". Inkulturacja ma dwa wymiary: z jednej strony „oznacza wewnętrzną integrację w chrześcijaństwie, z drugiej zaś jest zakorzenieniem chrześcijaństwa w różnych kulturach". Jest to najważniejsze zadanie dla Kościoła w Afryce w nadchodzącym 1000-leciu.

Wspomniany już termin „inkulturacja ewangelii", powstały za tego pontyfikatu, oznacza nie narzucanie ewangelii ludom pogańskim, animistom lub wyznawcom innej religii, lecz takie ich formowanie w sensie indywidualnym i wspólnotowym w duchu istniejącej tam od wieków kultury miejscowej (chociażby prymitywnej, plemiennej), by one same dojrzewały do chrztu, czyli przyjęcia wiary katolickiej. Inkulturacja to dokładna odwrotność podboju kolonialnego Afryki przez chrześcijańskie kraje, które narzucały siłą własne chrześcijaństwo w obcej ludom miejscowym formie kultowej, obyczajowej i nawet językowej.


opr. mg/mg








 wyślij znajomym

Zobacz także:
Papież Franciszek, Katecheci, dziękuję wam za wasze zaangażowanie w Kościele
Papież Franciszek, Duchowy profil przedstawicieli papieskich
L'Osservatore Romano, Kard. Kevin Joseph Farrell
L'Osservatore Romano, Kard. Patrick D'Rozario CSC
Maria Zboralska, Jak żyć - 7 rad świętego Jana Pawła II
Papież Franciszek, To nie jest wojna religijna, ale wojna interesów
Hanna-Barbara Gerl-Falkovitz, O miłości i o bólu
Marceli Prawica, Krzysztof Tadej, Serce zostawiłem w Zambii i w Polsce
Magdalena Chwalibóg, Czy piekło jest puste?
Nicola Gori, Sergio da Rocha, Kościół liczący na ubogich
Komentarze internautów:

Skąd te informacje o Nikaragui (1789, 2006-11-26 18:12:33)
 Pierwsze kłamstwo to...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Europa, Polska, Kościół | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | Papież Franciszek | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła