Luigi Accattoli
CZŁOWIEK KOŃCA TYSIĄCLECIA
Odpowiedź Paulowi M. Zulehnerowi
Mógłbym zgodzić się z poszczególnymi uwagami krytycznymi Zulehnera, a przynajmniej z większością z nich (ze wszystkich przebija szacunek i spokojna argumentacja), ale z całą pewnością nie podzielam jego ogólnej diagnozy. Sądzę, że zarówno siła (przesłania), jak i słabość (rządzenia) tego Pontyfikatu dadzą się sprowadzić obie do przyświecającej mu apostolskiej troski. A zatem, jeśli Jan Paweł II nie przeprowadza reform, to czyni tak dlatego, że postawił na ewangelizację.
Podzielam pogląd Zulehnera, że istoty pontyfikatu Jana Pawła II a zarazem jego twórczego i dynamicznego pierwiastka szukać należy w idei "nowej ewangelizacji" skierowującej jego niezwykłą misjonarską działalność ad extra. Zgadzam się także z uwagą, że jego następca będzie musiał w przyszłości stawić czoło kwestii kierowania Kościołem, którą Jan Paweł II pomijał lub której w każdym razie nie rozstrzygnął. W pierwszym rzędzie chodzi o stosunki między Stolicą Apostolską a episkopatami poszczególnych narodów. Zgadzam się wreszcie, że nierozstrzygnięty konflikt z Kurią, trwający przez cały obecny pontyfikat, stanowi być może jego główną słabość, polegającą na braku reform.
Sprzeciwiam się natomiast tezie Zulehnera uznającego, że misjonarską działalność Papieża hamuje a w każdym razie pozostaje z nią w sprzeczności równie istotna troska o spójność ad intra, mająca jakoby skłaniać Jana Pawła II do systematycznego wzmacniania jedności Kościoła w aspekcie światowym czy wręcz do przypisywania sobie bezprecedensowej roli sprawowania bezpośrednich rządów nad całą katolicką ekumene.
W ciągu ostatniego dwudziestolecia w Kościele katolickim ujawniła się tendencja do powstrzymywania ze strony Rzymu dążeń odśrodkowych, zgodnie zresztą z nauczaniem drugiej części pontyfikatu Pawła VI. Z pewnością, Jan Paweł II popiera taką tendencję, lecz pozostawia ją Kurii i rzadko występuje osobiście na jej rzecz. Samemu sobie Papież wyznacza zadanie wzmocnienia wewnętrznej spójności Kościoła poprzez działalność misjonarską; wybór taki został teoretycznie ujęty w encyklice "Redemptoris missio" (1991).
Aspekty pominięte
Mógłbym nawet zgodzić się z poszczególnymi uwagami krytycznymi Zulehnera, a przynajmniej z większością z nich (ze wszystkich przebija szacunek i spokojna argumentacja), ale z całą pewnością nie podzielam ogólnej diagnozy. Kiedy zgadzam się ze stwierdzeniem pewnej słabości, spostrzegam, że pojmuję ją inaczej. Krótko mówiąc: sądzę, że zarówno siła (przesłania), jak i słabość (rządzenia) tego pontyfikatu dadzą się sprowadzić obie do przyświecającej mu apostolskiej troski. A zatem, jeśli Jan Paweł II nie przeprowadza reform, to czyni tak dlatego, że postawił na ewangelizację.
Przedstawiłem taką interpretację w biografii Papieża, którą opublikowałem z okazji dwudziestolecia pontyfikatu, pod tytułem "Karol Wojtyła. Luomo di fine millennio" ("Karol Wojtyła człowiek końca tysiąclecia", San Paolo, Mediolan). Tym razem poruszę więc tylko zwięźle krótkie kwestie podniesione przez Zulehnera i uzupełnię jego diagnozę elementami, które on, jak sądzę, zlekceważył, a które mogą wyjaśnić moje odmienne stanowisko.
Za każdym razem powinniśmy rozgraniczać osobistą działalność papieską od rutynowego zarządzania Kurią; jest to istotne rozróżnienie dla każdego pontyfikatu, a już szczególnie dla tego ostatniego, co spróbujemy udowodnić na końcu. Żaden pontyfikat w naszym stuleciu nie zdziałał tyle ad extra, wychodząc poza tradycyjny model Kurii, zmieniając radykalnie utrwalony przez wieki papieski wizerunek, którego Kuria pozostaje naturalną strażniczką, nikt też nie przekazał Kurii tak szerokich prerogatyw do rządzenia ad intra.
Synody i episkopaty
Zwoływanie Synodów i stosunki z episkopatami w trakcie dwudziestu lat pontyfikatu Jana Pawła II przestrzegały wzorca ustalonego przez Pawła VI. Jedyną nowością było zwiększenie ilości Synodów specjalnych (dwa na Europę, jeden na Afrykę, jeden na Amerykę, jeden na Azję, jeden na Oceanię, jeden na Holandię, jeden na Liban). Wszystkie one odbyły się w Rzymie (w przypadku Afryki chodziło raczej o kwestię wizerunku niż o istotę sprawy), w przypadku zaś krytyki lub stanowisk zbyt odległych od papieskiego nauczania, zgoda poszukiwana była w trakcie podróży i ciągłych wezwań na "konsultacje".
Wydawać by się mogło, że Papież odczuwa niewystarczalność narzędzi kolegialnych, odziedziczonych po swoim poprzedniku. Postanowił wprawdzie ich nie zmieniać (jak gdyby pozostawiał to zadanie swemu następcy, który będzie miał więcej czasu na posługiwanie się nimi), a jedynie usiłuje zaradzić, jak tylko to możliwe, ich mankamentom. Jego głównym celem jak wielokrotnie to podkreślał jest raczej ewangelizacja, uwolniona od "wewnętrznej polaryzacji". Pewnego razu, w 1989 roku, w wywiadzie udzielonym włoskiemu dziennikarzowi Gianfranco Svidercoschiemu, powiedział, że podróże pasterskie pozwoliły mu "dotrzeć do serca Kościoła, do rzeczywistości ludu Bożego, a zarazem uniknąć zaangażowania się w konfrontację między prawicą a lewicą".
Mianowanie biskupów
W tym przypadku osobiste interwencje Papieża wydają się liczne (w Holandii, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Ameryce Łacińskiej...), choć w odniesieniu do całości ich liczba pozostaje minimalna. Przeważnie były to decyzje dramatyczne, wielokrotnie sam Papież wyjaśniał ich motywy w trakcie swych pasterskich wizyt in loco. Decyzje, powzięte w przekonaniu o konieczności skorygowania kolegialnej linii postępowania uznanej za niebezpieczną (na ogół chodziło o oddalenie się od Rzymu). Przekonany jestem, że nigdy, lub niemal nigdy, nie mieliśmy do czynienia z wtrącaniem się polskiego otoczenia Papieża, lecz że zachowana została normalna procedura Kurii, stosowana w pełni świadomie w celu skorygowania dominującej linii postępowania w lokalnym episkopacie. Wielokrotnie wybór poszczególnych osób mógł okazać się nieszczęśliwy, sądzę jednak, że idea przewodnia, jaką kierował się Papież, skłaniała go raczej do stawiania na ludzi zdolnych głosić słowo Boże ad extra niż do zarządzania ad intra. Podzielam opinię, że system mianowania biskupów wymaga reformy zdolnej bardziej zaangażować lokalne Kościoły.
Ruchy wewnątrz Kościoła
W tej dziedzinie osobista rola Papieża pozostaje w oczywisty sposób wybitnie nowatorska. Ponieważ Włochy są krajem, gdzie ruchy takie kwitną szczególnie intensywnie, mogłem obserwować fakt, że uznawane były w coraz większym stopniu przez Jana Pawła II. Nie uważam jednak wcale, że uznanie takie wynika z chęci wzmocnienia spójności katolickiej wspólnoty pod egidą Papieża, co stanowiłoby przeciwwagę dla coraz większej niezależności episkopatów. Sądzę, że Jan Paweł II postawił na te ruchy, gdyż ceni sobie ich misjonarski zapał, zdolność głoszenia Ewangelii, tak aby była ona atrakcyjna dla człowieka drugiego tysiąclecia. Co najwyżej Papież spodziewa się, że ruchy te z kolei staną się bodźcem do działalności misjonarskiej episkopatów, nie zaś, że spełnią funkcję decentralizującą.
Teologowie
Bariera hamująca działalność teologów nie wydaje się bardziej sztywna niż w czasach Pawła VI i wynika z takiej samej motywacji, a mianowicie intencji skorygowania linii episkopatów. Chodzi o poświęcenie części wewnętrznego pluralizmu na rzecz misji ad extra. Zważywszy na fakt, że we Włoszech odbywało się to w sposób stosunkowo najmniej konfliktowy, ośmielam się twierdzić, że wolność teologów została wprawdzie ograniczona, ale w istocie swej uszanowana. Wyznawcy teologii wyzwolenia mogli pełnić swobodnie swą misję, jeśli zaś Leonardo Boff zamilkł, to z pewnością nie z powodu rocznego zakazu wypowiedzi narzuconego mu przez Kongregację Nauki Wiary. Hans Küng poddany został cenzurze, ale decyzja taka była już podjęta, kiedy dokonywał się wybór Jana Pawła II. Także we Włoszech, gdzie kontrola ze strony Watykanu jest znacznie skuteczniejsza, dzieła Boffa i Künga oraz wszystkich nowatorskich teologów krążą bez przeszkód w środowisku katolickim.
Nie wydaje mi się, by można było twierdzić, iż ograniczenie kontestacji ze strony intelektualistów, jakiego dokonuje ten pontyfikat, przeszkodziło w intelektualnych poszukiwaniach teologów. Temat ostatniej sesji plenarnej Międzynarodowej Komisji Teologicznej brzmiał: "Stosunek Kościoła do własnych win w przeszłości". Sam Papież zażyczył sobie takiego właśnie sympozjum oraz opublikowania jego końcowego raportu, nie obawiał się zatem wypowiedzi teologów na najbardziej drażliwe tematy. Obawia się natomiast dysydenckich postaw wobec nauczania, szczególnie w dziedzinie moralności i to nie dlatego, że nie dostrzega potrzeby odnowy (jego "teologia ciała", otwarta na przyszłość, stanowi jeden z najwspanialszych darów pontyfikatu), ale dlatego, że kontestacje te osłabiają siłę oddziaływania nauki Kościoła, głoszenie której już i tak napotyka na przeszkody ze strony opinii publicznej. Czyż można zatem czynić z tego Papieżowi zarzut?
Rachunek sumienia
Tak oto przywołując sesję Międzynarodowej Komisji Teologicznej dotarliśmy do najważniejszego elementu, który, moim zdaniem, Zulehner lekceważy, a który mógłby doprowadzić do lepszego zrozumienia tego pontyfikatu. Rachunek sumienia na koniec tysiąclecia określany przez media jako "mea culpa" to inicjatywa o niezwykłej doniosłości i całkowicie nowa. Najoryginalniejsza inicjatywa pontyfikatu, najbardziej ewangeliczna, najbardziej otwarta na przyszłość. Nie można nakreślić całościowego obrazu pontyfikatu, nie biorąc jej pod uwagę. Łączy się ona z utopią ekumeniczną i marzeniem o dialogu między religiami (co również moim zdaniem, lekceważy analiza Zulehnera), charakterystycznymi dla całego tego dwudziestolecia i umożliwia wraz z nimi przygotowanie się na Wielki Jubileusz.
Jeśli nie udało się nam postawić decydujących kroków na drodze do jedności Kościoła mówi w istocie Papież wynika to z grzesznej historii samych chrześcijan, ciążącej wciąż nad nami, trzeba się więc z niej wyspowiadać, prosząc o wybaczenie Boga i naszych braci. Ta pokutna droga ku ekumenizmowi, dialogowi między religiami i między ludźmi dobrej woli łączy się z ideą misji, stanowiącą podstawę całego nauczania i działalności Jana Pawła II. Tylko wyznając i korygując "odstępstwa od Ewangelii" będziemy mogli dokonać nowej ewangelizacji.
Jakim prawem pozwalamy sobie mówić w czasie przeszłym o tym pontyfikacie, kreśląc negatywny bilans jego ekumenicznych wysiłków, skoro Jan Paweł II wyznaczył na 8 marca roku 2000 (Środa Popielcowa) akt pokuty, w trakcie którego, w imieniu Kościoła katolickiego, przeprosi za prześladowanie Żydów i heretyków? To samo można powiedzieć o zamiarze z którego Papież nigdy przecież nie zrezygnował spotkania się w roku 2000 z Żydami i muzułmanami na górze Synaj oraz zorganizowania w Jerozolimie lub Betlejem "ogólnochrześcijańskiego spotkania". Dwadzieścia lat po wyborze Jan Paweł II wyznaje w dalszym ciągu mimo głębokich rozczarowań ekumeniczną utopię.
Kuria
W jednej z moich książek "Quando il Papa chiede perdono" ("Kiedy Papież przeprasza", Mondadori, Mediolan) zebrałem około setki tekstów, w których Jan Paweł II zachęca Kościół do rozważenia ponownie "ciemnych stronic" własnej historii i do dokonania "rachunku sumienia na koniec tysiąclecia", nie można więc abstrahować od tych wypowiedzi, choćby zważywszy na ich aspekt ilościowy. Pozwala to nam powrócić do kwestii stosunków Papieża z Kurią: "mea culpa" jest bowiem jednym z tych elementów, na temat których nie dochodzi do spontanicznej współpracy między obiema stronami. Trudności w tej dziedzinie pojawiły się już na samym początku pontyfikatu; wystarczy przypomnieć niechęć Kurii do papieskich podróży. Wielokrotnie Jan Paweł II musiał bronić ich idei przed własnymi współpracownikami, na przykład na zebraniach przewodniczących kongregacji lub w trakcie corocznych przemówień skierowanych do Kurii. Musiał uzasadniać potrzebę dnia dialogu między religiami w Asyżu (1986), ostatnio zaś, swoje najnowsze projekty związane z Wielkim Jubileuszem.
Wraz z upływem lat, za sprawą trwania pontyfikatu i własnej silnej osobowości, Jan Paweł II uzyskał znaczną swobodę osobistego działania, którą przekaże kiedyś swemu następcy. Ale tę swobodę ad extra Papież okupił kompromisem ad intra, który określiłbym w sposób następujący: Kuria pozwala, aby Jan Paweł II prowadził swoją działalność ewangelizacyjną, Papież zaś godzi się na to, aby Kuria rządziła zgodnie z tradycją Kościołem. To dziennikarskie uproszczenie pozwala jednak zrozumieć jeden z najbardziej złożonych aspektów najdłuższego w tym stuleciu pontyfikatu.
przeł. Joanna Ugniewska
Luigi Accattoli włoski dziennikarz, watykanista, publicysta "Corriere della sera", autor książek o pontyfikacie Jana Pawła II.
opr. ab/ab
wyślij znajomym |
|
|


wyślij znajomym