Ks. Józef Zabielski
MI£OSIERDZIE - "WIELKIE WO£ANIE" CZ£OWIEKA I ¦WIATA
Refleksja nad prawd± ludzkiego losu prowadzi nas od pocz±tków zaistnienia cz³owieka do jego przeznaczenia. Dociekanie tej prawdy uwzglêdnia te¿ pragnienia i oczekiwania cz³owieka, jego niepokoje i ¼ród³a nadziei. Uwzglêdniaj±c to wszystko, chcemy w koñcowej refleksji zapytaæ o to, czego cz³owiek winien najbardziej oczekiwaæ, co mo¿e byæ - powinno(!) - najg³êbszym ludzkim pragnieniem, tzn. takim, którego spe³nienie by³oby realizacj± sensu istnienia i dawa³oby wewnêtrzny spokój. Tym, co cz³owieka mo¿e uszczê¶liwiæ, z pewno¶ci± nie jest ¿adne dobro rzeczowe, mo¿e nim byæ - jest(!) - tylko Bóg. Takie przekonanie towarzyszy³o cz³owiekowi od wieków, a szczególnym jego wyrazem jest znane stwierdzenie ¶w. Augustyna: "Stworzy³e¶ nas Bo¿e dla siebie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie"1. Cz³owiek, rozpoznaj±c wiêc i uznaj±c Boga jako Pana wszech¶wiata oraz swego osobi¶cie, przyjmuje Go dlatego, ¿e "jest Bogiem", ¿e jest Tym, "który Jest" (J 8, 58). Ten zasadniczy motyw posiada jednak bardziej szczegó³owe uzasadnienie, które odnosi siê do tego, jakim jest Bóg, a jeszcze bardziej jakim jest dla mnie - cz³owieka. Owo 'bycie' Boga 'dla cz³owieka' najbardziej okre¶laj± Jego przymioty. Rozpatruj±c przymioty Bo¿e pod k±tem tego, którego najbardziej cz³owiek pragnie, który jest najbardziej 'ocalaj±cy' cz³owieka, u¶wiadamiamy, ¿e jest to przymiot mi³osierdzia, wyra¿ony w prawdzie, ¿e Bóg jest "bogaty w mi³osierdzie" (Ef 2, 4).
Wobec Bo¿ego mi³osierdzia wspó³cze¶ni ludzie zajmuj± dwie skrajne postawy. Z jednej strony "umys³owo¶æ wspó³czesna, mo¿e bardziej ni¿ cz³owiek przesz³o¶ci, zdaje siê sprzeciwiaæ Bogu mi³osierdzia, a tak¿e d±¿y do tego, a¿eby sam± ideê mi³osierdzia odsun±æ na margines ¿ycia i odci±gn±æ od serca ludzkiego. Samo s³owo i pojêcie 'mi³osierdzie' jakby przeszkadza³o cz³owiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej ni¿ kiedykolwiek w dziejach sta³ siê panem: uczyni³ sobie ziemiê poddan±. Owo 'panowanie nad ziemi±', rozumie siê nieraz jednostronnie i powierzchownie, jakby nie pozostawia³o miejsca dla mi³osierdzia"2 . Z drugiej strony, wspó³czesny cz³owiek u¶wiadamia sobie wielorakie zagro¿enia swej egzystencji, przede wszystkim zagro¿enia siêgaj±ce dalej ni¿ kiedykolwiek w dziejach. Cz³owiek prze³omu tysi±cleci tak czêsto nawiedzany niespotykanym dot±d cierpieniem cia³a i ducha, zagro¿ony w samym rdzeniu swej egzystencji i ludzkiej godno¶ci, dostrzega jedynie w Bogu swój ratunek i nadziejê. "I dlatego te¿ wielu ludzi i wiele ¶rodowisk, kieruj±c siê ¿ywym zmys³em wiary, zwraca siê niejako spontanicznie do mi³osierdzia Boga w dzisiejszej sytuacji Ko¶cio³a i ¶wiata. Przynagla ich do tego zapewne sam Chrystus, dzia³aj±cy przez swego Ducha w ukryciu ludzkich serc. Objawiona bowiem przez Niego tajemnica Boga, który jest 'Ojcem mi³osierdzia', staje siê w kontek¶cie zagro¿eñ cz³owieka w naszej epoce, jakby szczególnym wezwaniem skierowanym do Ko¶cio³a"3 . Tê potrzebê zwrócenia siê do Bo¿ego mi³osierdzia ukazuj± te¿ prywatne objawienia, zw³aszcza ¶w. Faustyny Kowalskiej, które w du¿ym stopniu udostêpni³ ¶wiatu S³uga Bo¿y ks. Micha³ Sopoæko.
Mi³osierdzie jawi siê jako fundamentalna, a w³a¶ciwie jedyna p³aszczyzna spotkania Boga z cz³owiekiem w czasie jego ziemskiego pielgrzymowania. W wieczno¶ci bowiem, "w tym eschatologicznym spe³nieniu, mi³osierdzie objawi siê jako mi³o¶æ, podczas gdy w doczesno¶ci, w dziejach cz³owieka, które s± zarazem dziejami grzechu i ¶mierci, mi³o¶æ musi siê objawiaæ nade wszystko jako mi³osierdzie i wype³niaæ siê równie¿ jako mi³osierdzie"4 . ¦wiadomo¶æ owej mocy Bo¿ego Mi³osierdzia, oraz bezwzglêdna zale¿no¶æ cz³owieka od mi³osiernego Ojca sprawia, ¿e "w ka¿dym czasie, w ka¿dym okresie dziejów - zw³aszcza w okresie tak prze³omowym jak nasz - Ko¶ció³ nie mo¿e zapomnieæ o modlitwie, która jest wo³aniem o mi³osierdzie Boga wobec wielorakiego z³a, jakie ci±¿y nad ludzko¶ci± i jakie jej zagra¿a"5 . Koñcz±cy siê wiek dwudziesty i prze³om tysi±cleci dostarcza nam wielu powodów, aby jeszcze bardziej wzmóc to wo³anie ludzko¶ci o mi³osierdzie Boga. Do tego mobilizuj± nas tragiczne fakty - wielorakie z³o, jakie dokonuje siê 'na naszych oczach': bratobójcze wojny w wielu rejonach ¶wiata, cyniczne wprost deptanie godno¶ci i warto¶ci ludzkiego ¿ycia i zasad ¿ycia moralnego, czego wyrazem jest np. legalizowanie eutanazji i homoseksualnych "ma³¿eñstw", domaganie siê legalizacji wspó³¿ycia p³ciowego rodziców z dzieæmi, zabijanie "w majestacie prawa" nie narodzonych dzieci, legalizacja technicznych manipulacji nad poczêtym ¿yciem ludzkim i niebezpieczeñstwo klonowania cz³owieka, ¶miertelny g³ód i potworne nadu¿ycia gospodarcze, terroryzm i niszczenie wszelkich norm i autorytetów moralnych, oraz wiele innych zbrodni, które dokonywane s± "w imiê godno¶ci" cz³owieka, "wolno¶ci", "demokracji", "tolerancji" czy "postêpu". Tê, jak¿e powszechn± dzi¶ cyniczn± postawê i motywacjê, bardzo trafnie scharakteryzowa³ poeta: "Na ustach wielu s³owo 'postêp', ale w tej¿e samej chwili na dnie ich serc pomimo ich wiedzy, lecz nie woli, chuæ zawistna wszelkiemu ¶wiat³u, wszelkiej powadze, wszelkiej mi³o¶ci, zatem chêæ poni¿enia tego, co wy¿sze, a nie podwy¿szenia tego co ni¿sze, zatem chêæ zwrotu. St±d w republikanach czerwonych zamiary, godz±ce na wszelki ³ad i strój, w¶ciek³e podrywy przeciwko rodzinie i w³asno¶ci, pogarda wszelkich religijnych podañ rodu ludzkiego, natomiast nies³ychane nabo¿eñstwo do wszelkiego gwa³tu, wreszcie dziecinna, dzika, namiêtna ¿±dza zupe³nego zerwania z przesz³o¶ci±"6 .
Wymienione tu przejawy z³a s± ogólnie znane, choæ czêsto s± ma³o u¶wiadamiane lub nawet lekcewa¿one. Nie jest to wiêc jakie¶ 'demonizowanie' rzeczywisto¶ci wspó³czesnego ¿ycia, ale troskliwa próba krytycznego na nie spojrzenia. Wielu wspó³czesnych ludzi czuje te zagro¿enia i je przezywa. "Cz³owiek wspó³czesny pyta nieraz z g³êbokim niepokojem o rozwi±zanie straszliwych napiêæ, które spiêtrzy³y siê w ¶wiecie i zaleg³y miêdzy lud¼mi. A je¶li nieraz nie odwa¿a siê ju¿ wypowiedzieæ s³owa 'mi³osierdzie', albo nie znajduje dla niego pokrycia w swojej ¶wiadomo¶ci wypranej z tre¶ci religijnej, to tym bardziej trzeba, a¿eby Ko¶ció³ wypowiedzia³ to s³owo w imieniu nie tylko w³asnym, ale tak¿e w imieniu wszystkich ludzi wspó³czesnych"7 . To zadanie Ko¶cio³a dotyczy zw³aszcza tych, którzy uwa¿aj±, ¿e zwrócenie siê do Bo¿ego mi³osierdzia 'uw³acza' ich godno¶ci. Ludzie ci dali siê omamiæ has³ami 'absolutnego humanizmu' postrzegaj±cego osobê ludzk± za jedyn± i najwy¿sz± rzeczywisto¶æ, absolutn± i samowystarczaln±. Wed³ug nich Bóg jest tylko 'pojêciem' stworzonym przez ludzi s³abych i rezygnuj±cych z my¶lenia. Twierdz± wiêc, ¿e "klêkaj±cy przed kimkolwiek cz³owiek nie chce byæ prawdziwym cz³owiekiem"8 . W rzeczywisto¶ci jest za¶ odwrotnie. "Ludzko¶æ bez Bosko¶ci, sama siebie zdradza" - pisa³ C. K. Norwid. Wielu wspó³czesnych ludzi, to ci, którzy `sami siebie zdradzili`.
Zwrot ku Bo¿emu mi³osierdziu jawi siê jako jedyny ratunek dla cz³owieka i ¶wiata. Bowiem "w swoim w³a¶ciwym i pe³nym kszta³cie mi³osierdzie objawia siê jako dowarto¶ciowywanie, jako podnoszenie w górê, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwieñ z³a, które jest w ¶wiecie i w cz³owieku"9 . W zestawieniu tych dwóch rzeczywisto¶ci - Bo¿ego mi³osierdzia i sytuacji wspó³czesnego cz³owieka, wo³anie o mi³osierdzie Boga jest podstawowym "prawem i powinno¶ci± Ko¶cio³a wobec Boga, a zarazem w stosunku do ludzi. Im bardziej ¶wiadomo¶æ ludzka, ulegaj±c sekularyzacji traci poczucie sensu samego s³owa 'mi³osierdzie' - im bardziej oddalaj±c siê od Boga, oddala siê od tajemnicy mi³osierdzia - tym bardziej Ko¶ció³ ma prawo i obowi±zek odwo³ywaæ siê do Boga mi³osierdzia 'wo³aniem wielkim'. Takim 'wielkim wo³aniem' winno byæ wo³anie Ko¶cio³a naszych czasów do Boga o mi³osierdzie, którego pewno¶æ g³osi on i wyznaje w Chrystusie ukrzy¿owanym i zmartwychwsta³ym - czyli w tajemnicy paschalnej"10 .
opr. ab/ab
Copyright © by Czas Mi³osierdzia 1/2001

wy¶lij znajomym
jakie mi³osierdzie ? (racjonalista, 2005-09-19 08:48:32)