Ks. Alfons J. Skowronek
ANIO£OWIE I DEMONY
Za klarownym tytu³em tego szkicu kryje siê barwne spektrum ujêæ problemu. Zacznijmy od szatana. Jeden z katolickich teologów w poka¼nym dziele ¶wiêci swe po¿egnanie z diab³em, inny, protestancki, utrzymuje, ¿e duchy i demony nale¿± do ¶wiata, z którym nauki przyrodnicze i technika kategorycznie siê rozprawi³y. A Biblia? Stary Testament nie jest zainteresowany duchami i anio³ami, lecz Bogiem jednym i jedynym. W Nowym Testamencie szatan nigdy nie jest przedmiotem przepowiadania Jezusa, który swego dzia³ania nie pojmowa³ jako walki z nim. Dopiero po ¶mierci Jezusa na scenie chrze¶cijañskiej tradycji zaroi³o siê od anio³ów i diab³ów. Wspomnieæ te¿ nale¿y o nieprzewidzianych negatywnych nastêpstwach, jakie wiara w szatana wyzwoli³a w ob³êdzie opêtania — o polowaniach na czarownice i prze¶ladowaniach ¯ydów. Inne stanowiska s± mniej radykalne. Niektórzy autorzy odrzucaj± wprawdzie wiarê w demony wraz z opart± na nich praktyk± egzorcyzmów, nie neguj± jednak istnienia szatana. Wielu teologów sk³ania siê ku interpretacji Paula Tillicha, dla którego anio³owie i diab³y s± „konkretnie-poetyckimi symbolami okre¶lonych idei i mocy bytu”. Symbole te wskazuj± na dialektykê istnienia, na nieprzerwan± walkê miêdzy buduj±cymi a niszczycielskimi si³ami osobowo¶ci, spo³eczeñstwa i historii.
G³ówny kierunek wczesnochrze¶cijañski zna trzy ró¿ne podporz±dkowane Bogu duchy: anio³ów, demonów i szatana. Warto po¶wiêciæ im kilka refleksji.
Anio³owie
„Czy Pan/Pani wierzy w anio³ów?”. Z takim lub podobnym pytaniem spotkaæ siê mo¿na do¶æ czêsto. Odpowied¼ na nie zale¿y od tego, co pytani rozumiej± przez „wiarê”. W sensie najbardziej radykalnym i wewnêtrznym „wiara” oznacza postawê cz³owieka, który ca³kowicie i bez zastrze¿eñ powierza siê Bogu, postawê, która g³êboko wi±¿e siê z mi³o¶ci± i nadziej±. Powierzyæ siê Bogu znaczy widzieæ sens w³asnego ¿ycia w poszukiwaniu i znajdywaniu Boga, w oddaniu siê Mu z nadziej± i mi³o¶ci± tak¿e w ¶mierci. Ju¿ tutaj jeste¶my na tropie my¶li, ¿e wiara w anio³ów jest z gruntu inn± postaw± ni¿ wiara w Boga.
W¶ród rozlicznych danych biblijnych zatrzymajmy siê tylko na tych, które istotê anio³ów uwypuklaj± w ich roli Bo¿ych wys³anników, os³aniaj±cych cz³owieka i towarzysz±cych mu w umieraniu. W prze¶ledzeniu wielu odno¶nych tekstów, które ze wzglêdu na rozmiar trudno tu przytaczaæ dos³ownie, Czytelnika pozostawiæ musimy sam na sam.
Co o anio³ach mówi nauczanie Ko¶cio³a? W epoce ¶redniowiecza zwo³any zosta³ IV Sobór Laterañski (1215), na którym og³oszono dokument o anio³ach, i jest to do dzi¶ jedyna uroczysta oficjalna deklaracja na ich temat: Trzy Osoby Boskie „s± jednym wszystkich rzeczy pocz±tkiem, stwórc± wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. Ten jeden Bóg wszechmocn± swoj± potêg±, od pocz±tku czasu, utworzy³ jednakowo z nico¶ci i jeden, i drugi rodzaj stworzeñ, tj. istoty duchowe i materialne: anio³ów i ¶wiat, a na koniec naturê ludzk±, jakby ³±cz±c± te dwa ¶wiaty, z³o¿on± z duszy i cia³a. Diabe³ bowiem i inne z³e duchy zosta³y przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale sami uczynili siê z³ymi”. Tê naukê z 1215 roku powtórzy³ prawie dos³ownie Sobór Watykañski I (1870). Obydwa sobory nie wspominaj± o jakiej¶ rzeczywistej po¶rednicz±cej misji anio³ów. W ca³ej historii Ko¶cio³a przyjmuje siê ich istnienie, lecz nigdy nie zosta³o ono zdefiniowane jako obowi±zuj±cy dogmat, co oznacza³oby, ¿e chrze¶cijanie „nie musz±” wierzyæ w egzystencjê tych czysto duchowo-osobowych istot. Chrze¶cijanin wierzy w Boga Trójjedynego. Mimo to poetyckie pojêcie „anio³” zros³o siê nierozerwalnie z ludzkim ¿yciem i przeniknê³o do naszego codziennego jêzyka. A bierze siê to st±d, ¿e my mo¿emy wprawdzie mieæ bezpo¶rednie prze¿ycie Boga, jest ono jednak jednocze¶nie i po¶rednie — dokonuje siê bowiem poprzez medium „rzeczy stworzonych”.
Sk±din±d zakodowa³o siê w nas cudne prze¶wiadczenie, ¿e w sensie ¶cis³ym ludzie s± dla innych ludzi anio³ami (oczywi¶cie i na odwrót). Mog± byæ dla siebie niebem (Gabriel Marcel) i piek³em (Jean-Paul Sartre). Ludzie w ten sposób staæ siê mog± „wys³annikami i zwiastunami” Boga, innych „dotykaæ”, z sob± „jednaæ”. Wcale nie tak rzadko us³yszeæ mo¿na przecie¿ wyznanie: „Jeste¶ moim anio³em”. S³owo „anio³” ma to do siebie, ¿e z lekko¶ci± przenosi siê na drugiego. Istnieje szkockie powiedzenie: „Anio³owie potrafi± fruwaæ, poniewa¿ traktuj± siebie lekko”. Naturalnie, przestrzegaæ nale¿y przed lud¼mi, którzy dla drugich ustawicznie chc± byæ „anio³ami”, poniewa¿ nie traktuj± siebie lekko, lecz ze ¶mierteln± powag±. Anio³owie w ludzkiej postaci istniej± jednak rzeczywi¶cie.
Istniej± te¿ si³y i moce, pozytywne lub negatywne, które s± nieosobowe, a przy tym wywieraj± na nasze ¿ycie decyduj±cy wp³yw. Je¿eli wp³ywy te s± pozytywne, wówczas poszerzaj± siê mo¿liwo¶ci i horyzonty naszego ¿ycia, swobodnie mo¿emy nabraæ tchu i odprê¿yæ siê. Tak¿e i te b³ogie stany s± „wys³annikami Boga”, si³ami odbudowy, rekonstrukcji, których prze¿ywanie zawdziêczamy Stwórcy. Czêsto mówi siê wtedy o ener- giach, których przyp³yw cz³owiek odczuwa niemal fizycznie. O anio³ach mówiæ mo¿emy i tam, gdzie nasze dzia³ania i czyny wywar³y dobry wp³yw na nas samych i na innych. Faktycznie: nasze czyny s± naszymi anio³ami, dobre czy z³e. Tak¿e losowe cienie staæ siê mog± dla nas ochronn± tarcz±, któr± zawdziêczamy rzeczywisto¶ci nie z tej ziemi. Istniej± wiêc „anio³owie” osobowi i nieosobowi.
Idea³ anio³a staæ siê mo¿e jednak antropologicznie bardzo niebezpieczny, poniewa¿ kwestionuje, wzglêdnie deprecjonuje, fundamentalny wymiar bycia cz³owiekiem — jego cielesno¶æ. Teresa z Lisieux, w nawi±zaniu do biblijnego passusu: Czy¿ nie wiecie, ¿e bêdziemy s±dzili tak¿e anio³ów? (1 Kor 6, 3), przed stu laty postawi³a sobie pytanie: Co odró¿nia cz³owieka od anio³ów? I odpowiada: Cz³owiek ma cia³o. Podatno¶æ na cierpienie wynosi nas ponad anio³ów. Miêdzy Bogiem a cz³owiekiem istnieje wiê¼ krwi. Bóg jest nam o wiele bli¿szy od wszystkich anio³ów. Anio³owie nie mog± byæ tak szczê¶liwi jak ludzie, albowiem — jak pisze ¶w. Teresa — byæ lepszym od anio³a znaczy byæ osob± mi³uj±c± sercem, cia³em i krwi±.
Demony — upadli anio³owie
Stary Izrael zna wiarê w duchy (demony) wyrz±dzaj±ce szkody, które trawionego gor±czk± chorego osaczaj± jak dzikie zwierzêta (por. Ps 22, 13-14) albo jak Bóg wypuszczaj±cy z ko³czana strza³y, aby zadaæ mu rany (por. Hi 6, 4). Na ¼ród³a informuj±ce o pochodzeniu fenomenu demonów natrafiamy dopiero w czasach Nowego Testamentu w opowiadaniu o grzechu i karze anio³ów (por. 2 P 2, 4; Jud 6 oraz pozabiblijna etiopska Ksiêga Henocha 6-16). Wed³ug tego mitu anio³owie zadaj±cy siê z ludzkimi kobietami byli karani degradacj± i musieli opu¶ciæ niebo. Wyros³a na tym gruncie etiologia demonów mówi: Przedstawiane jako giganci pó³ludzkie dzieci upad³ych anio³ów wzajemnie siê zabijaj±, a z ich zw³ok wydobywaj± siê demony, które odt±d, bezciele¶nie, siej± na ziemi spustoszenie. Wykszta³cenie siê wczesno¿ydowskiego mitu zainspirowa³ starszy mityczny przekaz o ma³¿eñstwach bogów z Ksiêgi Rodzaju (por. 6, 1-4). Podczas gdy anio³om obcy jest popêd seksualny i nie rozmna¿aj± siê one (por. Mk 12, 25; Ksiêga Henocha 15, 3-6; Tb 12, 19), upadli anio³owie i demony opanowane s± przez bardzo silny instynkt p³ciowy.
Pozostaj±c na gruncie Starego Testamentu, trzeba powiedzieæ, ¿e za z³o odpowiedzialny jest cz³owiek, ¿e demony i figura szatana nie maj± tu wiêkszego znaczenia i ¿e nawet u Hioba za sprawcê cierpienia uwa¿any jest Bóg. Pochodzenie grzechu i winy ³±czone jest z cz³owiekiem. W³a¶ciwe opêtanie cz³owieka przez szatana nie jest w ogóle tematem dla Starego Testamentu. Demoniczne duchy wystêpuj± tu tylko na peryferiach i raczej w sensie metaforycznym.
Nowy Testament zderza siê natomiast ze ¶wiatem, w którym mity grecko-hellenistyczne przenika³y ju¿ do judaizmu. W jêzyku nowotestamentowym s³owo „szatan”, wzglêdnie „diabe³” wystêpuje tylko w liczbie pojedynczej i jest wyra¼nie odró¿niane od demonów. Nowy Testament nigdy nie mówi o wypêdzeniu diab³a, szatan nigdy nie jest przedmiotem egzorcyzmów, lecz wystêpuje jako silny kontrpartner Jezusa i Boga. W roli kusiciela przystêpuje wy³±cznie do Jezusa. Nowy Testament nie mówi nigdzie, ¿e szatan nak³ania cz³owieka do grzechu lub do z³ego. A je¿eli Judasz opisany jest jako diabe³ albo m±¿ przechwycony przez diab³a, wówczas wyra¼nie zarysowany zostaje niepojêty wewnêtrzny status tego ucznia (por. £k 22, 3; J 13, 27). W podobny sposób — jako szatan — przedstawiony zostaje przez Jezusa Piotr, poniewa¿ usi³uje Go odwie¶æ od mêki i ¶mierci i wystêpuje jako kusiciel (por. Mt 16, 23). Dlatego te¿ w Piotra nigdy nie wmawiano opêtania, a jego dzia³aniu nie przypisywano diabelskiego pod³o¿a. Gdy Jezus sam nazwany zostaje przez faryzeuszy szatanem (Belzebubem), wówczas w interpretacji Ewangelisty wystêpuje ten¿e w³a¶nie jako kontrpartner, który obrazuje negatywn± — a przecie¿ z gruntu nierealn± —mo¿liwo¶æ Jezusa. Nieodparcie powstaje wra¿enie, ¿e nowotestamentowi narratorzy pragn± wyeksponowaæ Jezusowe „tak” w stosunku do Boga i do woli Ojca. W szatanie ukazana zostaje tylko inna mo¿liwo¶æ, „Nie” rzucane Bogu jest jednocze¶nie upersonifikowane.
Inaczej ma siê sprawa z demonami. Zaskakuj±ce jest, ¿e w Nowym Testamencie demony nie wystêpuj± jako si³y pod¿egaj±ce do grzechu, podczas gdy w tradycji ¿ydowskiej jawi± siê jako wspólnicy szatana. Z tym nie spotykamy siê w Nowym Testamencie. Demony nie zak³ócaj± bezpo¶rednio stosunku Boga i cz³owieka. Owszem, s± opisywane jako duchowe si³y sprowadzaj±ce na cz³owieka choroby i wyrz±dzaj±ce fizyczne szkody. W liczbie siêgaj±cej a¿ po „legion” wdzieraj± siê w cz³owieka i znów mog± z niego wychodziæ. Ich opis, szczególnie u Synoptyków, sprawia wra¿enie, ¿e cz³owiek zostaje przez nie opêtany, tak ¿e przestaje byæ sob±. Tego typu zaw³aszczenie przez demona nigdy nie jest jednak rozumiane jako osobista wina cz³owieka — z takim ujêciem sprawy Jezus polemizuje. Równie¿ wypêdzenie demonów nie jest u Jezusa egzorcyzmem we w³a¶ciwym tego s³owa znaczeniu, jak by³o to w rytualnym zwyczaju w judaizmie, lecz dokonuje siê w kontek¶cie orêdzia zbawienia cz³owieka. Zamanifestowany ma byæ fakt, ¿e z przyj¶ciem Jezusa ¶wiat zostaje oddemonizowany. Pokazane ma byæ, jak cudownie Bóg dzia³a dla cz³owieka i uwalnia go od najró¿niejszych chorób. Cz³owiek, miotany przez si³y demoniczne, wyzwolony zostaje ku temu, co pozytywne, do zbawienia i pokoju. W tym sensie wypêdzanie demonów przez Jezusa staje siê znakiem wyzwolenia z ogólnej sytuacji zatracenia cz³owieka. W ¶lad za Chrystusem w³adza nad demonicznymi si³ami dana jest tak¿e uczniom. W ¶wietle literackich rodzajów biblijnych wypowiedzi mo¿na dostrzec, jak ma³o Staremu i Nowemu Testamentowi zale¿y na dogmatycznym u¶ci¶leniu postaci szatana, z³ych si³ i demonów. S± one raczej form± wyrazu dla permanentnego zagro¿enia cz³owieka.
Szatan w potrzasku
W intrygê tego krótkiego artyku³u szatan wpisa³ siê ju¿ si³± rzeczy i do¶æ obszernie w poprzedni paragraf o demonach. Spogl±dam na dwa tytu³y ksi±¿ek: Realno¶æ szatana, swego rodzaju zwiêz³y almanach o tytu³owym „bohaterze”, i zeszyt „Lumiere'Vie” z 1993 roku zatytu³owany Le diable sur mesure („Diabe³ ponad miarê”) w ca³o¶ci po¶wiêcony szatanowi. Nasuwa siê my¶l, ¿e w niniejszym eseju szatan zas³uguje pewnie na osobne zakwaterowanie. W literaturze zagwarantowa³ sobie niepodwa¿aln± pozycjê. Przyk³adem tego mog± byæ chocia¿by: Pod s³oñcem szatana Georgesa Bernanosa, Doktor Faustus Thomasa Manna, Esej o diable Giovanniego Papiniego, Rozmowy z diab³em Leszka Ko³akowskiego, Diab³y z Loudun Aldousa Huxleya czy opera Krzysztofa Pendereckiego o tym samym tytule.
Czy wiara w diab³a jest filarem chrze¶cijañstwa? Czy mo¿na wierzyæ w diab³a? Odpowied¼ bêdzie inna, ale równocze¶nie podobna do tej, gdy pytali¶my o wiarê w anio³ów. Czasownik „wierzyæ” w jêzyku polskim wystêpuje w trzech podstawowych kolokacjach: wierzyæ w co¶ — wierzyæ komu¶ — wierzyæ w kogo¶. Pierwszy modus wierzenia ma charakter raczej neutralny. Inaczej ma siê sprawa w dwu pozosta³ych przypadkach, a wiêc z wiar± komu¶ i wiar± w kogo¶. Wierzyæ komu¶ (lepiej zawierzyæ) to darzyæ drugiego g³êbokim i bezwarunkowym zaufaniem — cz³owiek wie, ¿e tutaj czeka na niego szczê¶cie. Wierzyæ w kogo¶ jest natomiast synonimem o¶wiadczenia, ¿e tego kogo¶, tê drug± osobê siê kocha. Jêzyk chrze¶cijañski zwi±za³ te tre¶ci ze stosunkiem cz³owieka do Boga: w sensie pe³nym i w³a¶ciwym wierzyæ, zawierzyæ i siebie powierzyæ mo¿emy tylko Bogu i wierzyæ tylko w Niego.
Maj±c to wszystko na uwadze, nale¿y powiedzieæ, ¿e w szatana z ca³± pewno¶ci± wierzyæ nie mo¿na, skoro — wedle chrze¶cijañskiego wyobra¿enia — jest on uciele¶nieniem z³a i nieszczê¶cia. Bêd±c chrze¶cijanami, nie mo¿emy mi³owaæ Z³ego. Dlatego te¿ „wiara w szatana” (ani w wiekuiste potêpienie) nie mog³a znale¼æ siê w ¿adnym wyznaniu wiary Ko¶cio³a. Postawa chrze¶cijan w odniesieniu do Z³ego nie mo¿e byæ oddana za pomoc± czasownika „wierzyæ”, lecz jedynie i wy³±cznie przez bezokolicznik „wyrzekaæ siê”, co zreszt± dzieje siê w czasie obrzêdu udzielania sakramentu chrztu. W sensie religijnym i teologicznym diabe³ nie nale¿y do skarbca chrze¶cijañskiej wiary. Katechizmowym absurdem by³oby pytanie o wiarê w szatana.
„Jednak — kto¶ móg³by zripostowaæ — je¿eli nie ma szatana, nie ma i piek³a”. Tego rodzaju rozumowanie nie ma ¿adnych podstaw. To, co zwiemy piek³em, mo¿e istnieæ tak¿e bez „wiary w diab³a”. Krótko mówi±c: grzech jest rzeczywisto¶ci± antropologiczn±, a nie demonologiczn±. Innymi s³owy, tam, gdzie odpowiedzialno¶æ za grzech spada na cz³owieka, gdzie chodzi o jego zbawienie lub potêpienie, tam zawsze i wszêdzie zak³ada siê istnienie osobistej winy jednostki. To nie diabe³ mo¿e pozbawiæ cz³owieka zbawienia, lecz sam cz³owiek pozbawia siê zbawiaj±cego Boga, sam odwraca siê od zbawienia. Czy oznacza to, ¿e rzeczywi¶cie mo¿emy po¿egnaæ siê z diab³em? Jak dot±d, daleko nie zaszli¶my. Sêk pewnie w tym, ¿e brak nam kryteriów do rozstrzygniêcia zasygnalizowanego w tytule tego podrozdzia³u problemu. Có¿ mo¿emy powiedzieæ o Z³ym, skoro nie jest on przedmiotem bezpo¶redniego Objawienia?
Za przyjêciem pogl±du, ¿e szatan jest bytem osobowym, przemawia³yby przypisywane mu cechy: chytro¶æ, kamufla¿, przebieg³o¶æ, wyrafinowanie, inteligencja itp. Z drugiej jednak strony — je¿eli pe³nia ¿ycia cechuje tylko Boga, wtedy to, co jest najbardziej radykalnie przeciwne tej pe³ni, stacza siê nad przepa¶æ nico¶ci. Diabe³ to si³a niszczycielska, destrukcja, to swego rodzaju „nic”. Je¿eli Bóg jest osobowy, to szatan stacza siê nad przepa¶æ nie-osoby. Trudno odnosiæ do niego pojêcie osoby w sensie okre¶lonej godno¶ci. Szatan jawi siê jako zak³amanie, jako perwersja osobowej godno¶ci.
Joseph Ratzinger, zg³êbiaj±c specyficzne w³a¶ciwo¶ci pierwiastka demonicznego, zwraca uwagê na szatañsk± „bezobliczowo¶æ”, „anonimowo¶æ”, która cechuje go jako istotê bytuj±c± „pomiêdzy” uchwytnymi kategoriami. Wynika z tego bardzo wa¿ny wniosek: Gdy pytam o to, czy diabe³ jest osob±, w³a¶ciwa odpowied¼ winna wtedy brzmieæ, ¿e jest on nie-osob± (Un-Person), ¿e jest rozk³adem i rozpadem osobowo¶ci; dlatego cech± dlañ charakterystyczn± jest to, ¿e wystêpuje bez oblicza, ¿e jego w³a¶ciw± si³± jest to, i¿ jest nierozpoznawalny. Jedno pozostaje w ka¿dym razie pewne, ¿e owo „miêdzy” jest si³± realn±; lepiej — jest skupiskiem si³, a nie tylko sum± ludzkich podmiotów „ja”. Jest to wiêc jaka¶ rzeczywisto¶æ rozpostarta miêdzy dwoma biegunami „ja” i „ty”. Ratzinger odwo³uje siê przy tym do my¶lenia dalekowschodniego, które choroby psychiczne t³umaczy nie tylko zachwianiem równowagi przez owo „miêdzy”. To „miêdzy” jest si³± decyduj±c± o losach cz³owieka: moc ta wymyka siê spod kontroli „ja”.
Leszek Ko³akowski w Stenogramie metafizycznej konferencji prasowej szatana w usta szatana wk³ada s³owa: „Nie zale¿y mi na tym, by moje istnienie by³o uznane, zale¿y mi na tym, by dzie³o zniszczenia nie os³ab³o. Wiara albo niewiara w mój byt nie wp³ywa na rozmiar mojej surowej pracy”. Bezosobowo¶æ i bezobliczowo¶æ decyduj± o sile szatana. Je¶li nawet istnieje on osobowo, to w sensie tego s³owa dalekim od zwyk³ego, normalnego ¿ycia. Ca³kowita negatywno¶æ wymyka siê przecie¿ wszelkim próbom dok³adniejszych ustaleñ.
Zbadanie fenomenu opêtania te¿ nie prowadzi dalej. Empirycznie nie sposób bowiem rozstrzygn±æ, czy dany przypadek opêtania da siê wyja¶niæ za pomoc± psychologii, czy te¿ kryje siê za nim jeszcze co¶ innego. Mo¿emy siê nie wiem jak wysilaæ, a szatan pozostanie zagadk±, rzeczywisto¶ci± zagmatwan±, niedaj±c± siê rozja¶niæ. Pewnie dlatego, ¿e tak ma³o o nim wiemy, musimy tak du¿o o nim mówiæ.
Tajemnica z³a nale¿y do permanentnego i podstawowego do¶wiadczenia chrze¶cijanina. Cz³owiek bardziej lub mniej wyra¼nie i dramatycznie czuje siê wystawiony na dzia³anie gro¼nej rzeczywisto¶ci, czyhaj±cej na niego zasadzki, której nie sposób omin±æ. Ta potworna moc przewija siê we wszystkich naszych do¶wiadczeniach. W tê z³± i przewrotn± rzeczywisto¶æ cz³owiek czuje siê niejako zanurzony. Atmosfera ta jawi siê jako — by powiedzieæ z ³aciñska — id (zaimek „to”), jako sytuacja rodzaju nijakiego, ale zarazem kryj±ca w sobie moment osobowy. Z³o jako takie ukazuje siê zawsze dopiero wtedy, gdy dosiêga cz³owieka-osobê; atakuje go w ca³ej jego intymno¶ci. Je¿eli cz³owiek ulegnie temu natarciu, osobowa rzeczywisto¶æ ulega zmianie. W tym przedziwnym procesie z³o staje siê zdarzeniem osobowym. Jednak czy uporali¶my siê ze z³em, próbuj±c je „uosabiaæ”?
Ks. Alfons J. Skowronek (ur. 1928), teolog, emerytowany profesor Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyñskiego, wieloletni cz³onek Komisji Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu i Podkomisji ds. Dialogu z Ko¶cio³ami zrzeszonymi w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Opublikowa³ miêdzy innymi: Sakramenty wiary; Anio³owie s± w¶ród nas; Kim jest Jezus z Nazaretu?
opr. aw/aw
Copyright © by Wydawnictwo WAM

wy¶lij znajomym
Wiêcej wiary! (Micha³ Starczewski, 2007-04-21 19:42:30)
dziekuje (Beata S, 2007-05-05 16:50:13)