Ks. Paweł Brostowicz, dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej
WAKACYJNA AKCJA CARITAS 2000
— Czy Caritas diecezji jest przygotowana do akcji wakacyjnej?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna: tak — bo to, co było do zrobienia, zrobiliśmy, nie — bo brakuje nam pieniędzy. Mamy przygotowane ośrodki w Kołobrzegu. Każdy z nich może pomieścić po 120 osób w pokojach dwu- i trzyosobowych. Mamy też do dyspozycji, budowane przy naszym współudziale, ośrodki parafialne w Łącku (80 miejsc) i w Duninowie (50 miejsc). Wszystkie one leżą w pasie nadmorskim i w sumie posiadają 370 miejsc. Ponieważ planujemy pięć turnusów, więc w ciągu wakacji z wypoczynku skorzysta 1850 osób. Ponadto studwudziestoosobowa grupa dzieci z Koszalina i okolic wybiera się w góry. Jednak wiele dzieci, bo około 70 procent, to będą mieszkańcy południa kraju.
— Jaką rolę w organizacji wypoczynku spełniają Caritas parafialne?
One właściwie robią wszystko, począwszy od rezerwacji miejsc i znalezienia funduszy, aż po wytypowanie dzieci i zapewnienie im opiekunów. My, jako Caritas Diecezji, akcję wakacyjną tylko koordynujemy i wspieramy. Przykładem niech będzie to, że w ubiegłym roku współorganizowaliśmy szkolenia dla wolontariuszy, aby mogli być opiekunami grup. W tym roku wraz z dziećmi wyjedzie ich aż stu pięćdziesięciu. Aby wypoczynek dzieci miał również charakter edukacyjno-formacyjny, udało nam się dopracować „Caritasowski program spędzania wolnego czasu w wakacje”. Są tam propozycje zajęć na każdy dzień wakacji. Przez cały rok prowadzono seminaria i szkolenia na temat zdobywania środków finansowych. Ze sprawnością organizacyjną wciąż nie jest najlepiej. Wiele pieniędzy przepada, bo ktoś się za późno „obudził” i za późno złożył wniosek.
— Doszliśmy więc do pieniędzy...
Tych nigdy nie mieliśmy w nadmiarze, tym bardziej że na terenie diecezji prawie nie ma „poważnych” sponsorów. W tym roku na pomoc dzieciom podczas wakacji możemy przeznaczyć około 50 tys. zł. Z tego aż 30 tys. zł pochodzi z Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Te pieniądze już dotarły do Caritas parafii, które się do nas z wnioskiem o pomoc zwróciły. Ta kwota oznacza, że dziennie do każdego dziecka dokładamy 4,5 zł. Dzieci wcale nie muszą mieszkać w naszych ośrodkach, choć nasze ceny są oczywiście korzystne. Doba kosztuje 25 zł, gdy tymczasem ośrodki wypoczynkowe swój cennik rozpoczynają od 40 złotych. Jednak dzięki dowolności w zakwaterowaniu, zwiększa się liczba dostępnych miejsc. Pieniądze można też znaleźć w Kuratorium Oświaty, trzeba jednak odpowiednio wcześniej przesłać do nich wniosek. W tym roku z tego źródła otrzymaliśmy nieco ponad 4 tys. złotych. Trafiają się też sponsorzy, którzy w naszym wypadku pokrywają trzydzieści pięć procent kosztów. Mniej więcej tyle samo, w miarę swoich możliwości, dokładają uczestnicy.
— Kto w tym roku pojedzie na wakacje?
Około osiemdziesiąt procent wyjeżdżających dzieci pochodzi z rodzin wielodzietnych. Te rodziny mają ogromne problemy z utrzymaniem. Liczymy, że około dziesięciu procent to będą dzieci z rodzin patologicznych. Staramy się też, aby znalazło się miejsce dla mieszkańców wsi popegeerowskich, z terenów od wielu lat dotkniętych bezrobociem.
— Czy jesteście w stanie pomóc wszystkim dzieciom, które o to proszą?
Kryteria wyboru dzieci zależą od Caritas parafii. Zachęcamy je do współpracy z pomocą społeczną w gminie. Wówczas łatwiej uniknąć nadużyć. Myślę też, że dobrze by było, gdyby Caritas parafialne lepiej ze sobą współpracowały. Mogłoby to polegać na zapraszaniu przez Caritas parafii wiejskiej 10 czy 15 osób z miasta i odwrotnie. Dzięki temu zdecydowanie większa liczba dzieci mogłaby mieć ciekawsze wakacje. Ciągle jednak pozostaje pytanie: kto to zrobi? Jestem pewien, że jest dużo dzieci, którym trzeba by jeszcze pomóc. Są przecież takie miejsca, gdzie zorganizowanej pomocy nie ma, gdzie ludzie są zupełnie zapomniani przez gminę, czasem również przez parafię.
Rozmawiał
ks. Zbigniew Zalewski
opr. mg/mg
Copyright © by Gość Niedzielny (27/2000)
wyślij znajomym |
|
|

wyślij znajomym