słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!




Dziś polecamy


W księgarni Opoki











Ks. Andrzej Draguła

Czy ściąganie z internetu jest grzechem?

Na to proste pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Statystyczny użytkownik mediów, który nie wie np., co to jest dozwolony użytek prywatny, porusza się w gąszczu moralno-prawnym niczym w labiryncie. Do tego prawie każdy ma dostęp do technologii, które umożliwiają naruszanie prawa autorskiego. Niegdysiejsze radiomagnetofony, następnie magnetowidy, a dzisiaj odtwarzacze DVD mają przecież funkcję record.

W 1992 r. Kongres USA wydał dokument zatytułowany Audio Home Recording Act (AHRA), według którego pojedyncze osoby nie mogą być oskarżone o wykonanie pojedynczej kopii materiału chronionego prawami autorskimi, dopóki robią to na własny użytek. Tyle że ten akt powstał przed upowszechnieniem nagrywarek CD. Sądy amerykańskie zezwoliły także na produkcję odtwarzaczy MP3, mimo że zachęcają one do jeszcze częstszego ściągania muzyki z sieci. Dodajmy jeszcze, że amerykański Sąd Najwyższy stwierdził, iż nie można oskarżać technologii (chodziło o magnetowid Betamax) tylko dlatego, że za jej pośrednictwem możliwe jest pogwałcenie praw autorskich.

Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy grzech się zaczyna już w momencie, gdy pożyczamy sąsiadowi płytę z nagraną z telewizora komedią bądź koncertem (którą też może sobie skopiować). Niektórzy szukają w takich przypadkach analogii z wymianą plików za pomocą technologii P2P. Jest w tym także pewne podobieństwo do książki: nie słyszałem, żeby zabraniano komuś pożyczania książki kupionej czy kserowanej. Wydawcy próbują nas przekonać, że ksero zabija książki, ale — choć wielu z nas o tym nie wie — posiadacze kserokopiarek muszą wnosić opłaty od zysków za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Skoro płacimy, to nie kradniemy.

Ale ściąganie na własny użytek to oczywiste narażenie autora na pomniejszenie zysków ze sprzedaży, zaś rozpowszechnianie pirackich kopii dla pieniędzy to z kolei czerpanie zysków, do których nie ma się prawa. Nie ma wątpliwości, że to niemoralne.

Punkty graniczne wyznaczają więc dwa elementy: cudza szkoda materialna i ewentualny zysk ściągającego (nagrywającego). Nikt z nas nie płaci bezpośrednio autorowi, lecz niezliczonym pośrednikom po drodze. Jeśli nagrywam film z telewizji, by go sobie później obejrzeć, to zapłaciłem za prawo do tego, uiszczając abonament na tej czy innej platformie. Czy pieniądze wydane w księgarni nie dają mi prawa do tego, bym pożyczył książkę koledze? Czy płacąc za usługę internetową, nie płacę także za możliwość umieszczenia na twardym dysku komputera piosenki, której zwykłem słuchać na jakimś portalu? Takie jest myślenie przeciętnego użytkownika internetu, który szuka logicznych — jak mu się wydaje — analogii.

Tak, w tym wszystkim jest zapewne jakieś działanie na szkodę właścicieli praw autorskich, emisyjnych itd. Podchodząc do tego rygorystycznie, należałoby nie pożyczać po przyjacielsku książek, tylko zmuszać wszystkich do ich kupowania; nie nagrywać sobie filmów, tylko kupić DVD, nie kopiować piosenki na twardy dysk, tylko nabyć całą płytę. I nie pozwolić jej słuchać nikomu innemu niż samemu sobie. Trudno to sobie wyobrazić.

Napisałem tutaj o sytuacjach wątpliwych. To, co obiektywnie złe, jest raczej oczywiste: nikt nie zamierza usprawiedliwiać umieszczania w internecie pirackiej kopii filmu przed jego kinową premierą ani książki przed jej wydaniem, tudzież rozpowszechniania pirackich programów czy gier (np. za pośrednictwem sieci P2P). Również o ściąganiu pirackich kopii bez chęci ich rozpowszechniania nie zaszkodziłoby porozmawiać ze spowiednikiem.

Inna sprawa, że czasami po prostu trudno użytkownikowi internetu odróżnić, która witryna umożliwia legalne, a która nielegalne kopiowanie. Trudno też nie być zaskoczonym, gdy z renomowanego portalu pobierze się program, który — jak się okazuje — umożliwia kradzież.

Słowem: więcej wątpliwości niż pewności. 

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Wiesława Lewandowska, Oswajanie tygrysa [N]
Michał Klementowicz, Emotikon zamiast twarzy
Artur Stelmasiak, Świecka twarz Kościoła [N]
Grzegorz Piątek, Jolanta Krasnowska-Dyńka, Służyć Bogu, nie mamonie
Elżbieta Ciszewska, Weto sumienia
Elżbieta Ciszewska, Solidarność sumień
Monika Lipińska, Przemoc on-line
Zbigniew Kaliszuk, Feministki atakują Kościół
Anna Łoś, Leon Knabit, Blog roku
Piotr Kieniewicz MIC, Bioetyczny labirynt. Zasady interwencji medycznej
Komentarze internautów:

błędy i mylne informacje, dlaczego? (AnnaMaria , 2012-02-19 22:28:22)
 Przede wszystkim...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła