Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Akademia Walki z Rakiem. Walka o zdrowie i życie

¬ródło: MeLADY

Justyna Tobolska

Rak kontra kobiecość

Akademia Walki z Rakiem, która ma swoje filie w miastach w całej Polsce, już od 10 lat, dzięki szerokiej i unikatowej ofercie, wspiera chorych na nowotwory w zwycięskim boju o zdrowie i życie! AWzR jest odpowiedzią na potrzeby pacjentów chorych onkologicznie. W ofercie Akademii znaleźć można m.in.: wsparcie psychologa, psychoonkologa, masażysty, dietetyka czy kosmetologa – i to wszystko za darmo.

Zapraszam Państwa do poznania historii pani Edyty Głos i pani Doroty Jaworskiej – dwóch niezwykle dzielnych kobiet, które musiały stawić czoła diagnozie: nowotwór. Obie Panie należą do toruńskiej AWzR i w ramach obchodów 10-lecia Akademii, pod czujnym okiem Pani kosmetolog Doroty Rybarczyk – poddały się zewnętrznej przemianie. Celem metamorfozy było pokazanie, że wygląd zewnętrzny oraz samopoczucie, które za nim idzie, są bardzo istotne w walce ze śmiertelną chorobą.

Pani Edyta siebie i swoją chorobę przedstawia tak:

„Mam 42 lata, kochającego męża i dwoje dorosłych dzieci: syna i córkę. Poza tym otacza mnie cudowna rodzina. Do mojego ginekologa – dr Lucyny Palacz-Marchwińskiej chodziłam regularnie na kontrolę raz w roku. Dzięki temu, że Pani doktor podjęła decyzję o usunięciu mięśniaka tylko z powodu jego szybkiego wzrostu przeszłam przez trud choroby i jestem tu, na ziemi. Wczesna diagnoza i wykrycie oraz podjęcie leczenia daje duże szanse na przeżycie pięciu lat.
Moja «przygoda» z rakiem zaczęła się w lutym 2014 roku od zabiegu usunięcia mięśniaka. W badaniu histopatologicznym okazało się, że to złośliwy i agresywny nowotwór – mięsak. W sobotę 15 marca 2014 usłyszałam diagnozę – wykonujący zabieg usunięcia mięśniaka dr J. Stankiewicz w bardzo delikatny sposób przekazał mi informację na temat choroby oraz zaproponował konsultacje u profesora Wicherka w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. W środę (19 marca) byłam na komisji w Centrum Onkologii w celu ustalenia ścieżki leczenia. Już 31 marca rozpoczęłam chemioterapię, a w czerwcu przeszłam bardzo poważną i rozległą operację, następnie była hormonoterapia”.

Z kolei Pani Dorota przedstawia się tak:

„Jestem żoną i mamą wspaniałych synów. Po 50. roku życia profilaktycznie zrobiłam mammografię. Zabieg refundowany przez państwo. W chwili wykonywania badań, byłam czynna zawodowo – pracowałam w Zakładzie Opiekuńczo-Pielęgnacyjnym jako opiekun medyczny. Moimi pacjentami byli ludzie po ciężkich udarach, wylewach, zawałach serca oraz w śpiączce. W trakcie badania okazało się, że mam małego guza. Dostałam skierowanie na badania do Bydgoszczy. A tam szybka operacja, podczas której okazało się, że są przerzuty do węzłów chłonnych – w czasie operacji zostały wycięte. Zaraz po operacji przeszłam chemioterapię, która trwała pół roku, następnie radioterapia – 20 zabiegów oraz brachyterapia. W lutym zeszłego roku leczenie zostało zakończone”.

Jakie emocje towarzyszą kobiecie, która dowiaduje się, że choruje na nowotwór?

Dorota Jaworska (DJ) – Straszne. Załamałam się. Gdyby nie mój mąż oraz bliska koleżanka Wiesia Górecka, nie wiem, gdzie byłabym dziś. Towarzyszyli mi na co dzień. Walczyli o mnie. A ja miałam najgorsze myśli: widziałam siebie w trumnie. Całymi dniami leżałam, patrzyłam w sufit. Świat, który znałam runął jak domek z kart.

W końcu podjęłam leczenie psychiatryczne. Zaczęłam się podnosić. Wspierała mnie moja najbliższa rodzina. W tym czasie wiele znajomości się przewartościowało. Wiele nie przetrwało. Ale w te miejsca pojawiły się nowe.

Miejscem, które postawiło mnie na nogi jest Akademia Walki z Rakiem. Zajęcia są za darmo, wyjazdy, pomoc psychoonkologiczna. Poznałam inne osoby, które też się zmagają z tą chorobą. To wszystko powoli pozwala mi uspokajać swoje emocje.

Edyta Głos (EG) – W moim przypadku był to szeroki wachlarz emocji: strach, rozżalenie, rozpacz, obawa, bagatelizowanie diagnozy, ośmieszanie choroby, zmniejszanie jej wymiaru. Nastąpiła wzmożona chęć walki: nie poddam się, wyśmieję chorobę, zaakceptuję mojego raka, nadam mu imię. Z drugiej strony były myśli: „nie pozbędę się go”. Jedno wykluczało drugie. Chciałam krzyczeć, płakać – zabrakło tchu i łez. Szukanie w Internecie informacji na temat „mojego raka”. Ogromny trud sprawiło mi powiedzenie mamie, że jestem chora. Tyle osób zmarło u nas na raka, kilka lat temu tata, a teraz ja idę po tej drodze. Wiele łatwiej było mi przekazać tę wiadomość mężowi i dzieciom.

Jak sobie poradzić z tymi emocjami?

EG – To trudne, te emocje trzeba przejść, każdą z nich przerobić. Zmierzyć się. Często bywa bardzo trudno. Dzięki temu, że chodzę na spotkania grupowe w Akademii Walki z Rakiem praca nad „emocjami” jest bardzo owocna. Rozmowa, zabawa, śmiech, płacz, krzyk, spotkania z osobami, które rozumieją mnie bardzo dobrze, to wszystko pozwala na owocną pracę nad emocjami.

Co się dzieje z najbliższymi osoby, która jest chora? Jak rozmawiać o chorobie, i czy w ogóle?

DJ – Ja mówiłam wszystko, niczego nie ukrywałam. Jestem szczera, bardzo. Moja rodzina przeszła koszmar. Mój mąż robił wszystko w domu, a do tego wszystkiego doszło mu kolejne małe dziecko – ja. Nie było ze mnie żadnego pożytku. Tylko leżałam i płakałam. Ja, matka-Polka, gdzie zawsze najważniejsi byli dla mnie mąż i dzieci i nagle mnie nie ma. Mąż był przy mnie dzień i noc.

Ten stan w pewnym sensie nadal trwa. Wciąż biorę leki – uspakajające. Często się wzruszam. Nie mogę pogodzić się z pewnymi rzeczami. Nie przyjęłam swojej choroby. Choć jest już i tak dużo lepiej, niż było na początku. Jednak do pełnego powrotu do życia sprzed choroby jeszcze daleka droga.

Ogromne wsparcie dostałam od mojego Taty: 80-latka, który z ogromną determinacją wspiera swoje dorosłe dziecko. Mój mąż i moi synowie – są dzielni ci moi mężczyźni. Wyciągali mnie na spacery. Chłopcy są bardzo uczuciowi – „mama, nie poddawaj się”. Choć sami się bali, to robili wszystko, abym ja zaczęła normalnie żyć. A przecież ze mnie wtedy niewiele mieli. Nie dawali po sobie poznać niczego. Choć inni widzieli i dzisiaj jeszcze docierają do mnie informacje, że chłopaki strasznie to przeżywali. Ja chciałam zamknąć się w domu, oni wyciągali mnie na zewnątrz. Rozmawialiśmy ile tylko się dało, o uczuciach, o lękach.

EG – Najbliżsi osoby chorej są w bardzo trudnej sytuacji. Pomagają, wspierają, starają się być silni i nie okazywać słabości. Ich walka jest podwójna, walczą o osobę chorą i walczą ze sobą oraz swoimi słabościami. Ich problemy i troski schodzą na drugi plan, zawsze na pierwszym miejscu jest osoba chora. Mam wspaniałą rodzinę, która daje mi wsparcie, radość, z którą dzielę smutki i troski. Wiem, że otaczają mnie cudowni ludzie.

Rozmawialiśmy o chorobie, o obawach. Rozmawialiśmy w sposób otwarty i szczery. Omawialiśmy wszystkie możliwe scenariusze. Wszyscy jesteśmy świadomi jak trudna jest to choroba i jak ciężko przez nią przejść, wspólnie ją przeżywaliśmy. Potrafiliśmy też „wyśmiać” tę chorobę.

Uważam, że warto rozmawiać. Każdy z nas powinien mieć świadomość, jakie są oczekiwania drugiej osoby w różnych sytuacjach życiowych, nawet tych najtrudniejszych. Rozmowa pozwala na wyrzucenie z siebie swoich obaw, daje ukojenie. Pozwala również zrozumieć wiele zachowań drugiego człowieka. Przynosi ulgę.

Czego, poza oczywiście wsparciem medycznym, potrzeba choremu?

DJ – Potrzeba ogromnego wsparcia psychicznego. Dużo miłości, zrozumienia, czasu. Wiele osób mówi: „nie daj się, trzymaj się, dasz radę” – ale to tylko utarte slogany. My potrzebujemy czasu i towarzystwa innych. Potrzebujemy psychologa, czasami psychiatry. Brakuje fachowej pomocy w strefie psychicznej ze strony państwa. Gros kobiet zostaje sama. Wielu ludzi wraz rakiem dostaje w bonusie depresję. Ja jako pracownik medyczny miałam ogromne wsparcie również z zakładu pracy, i to zarówno finansowe, jak i personalne.

Brakuje również psychoonkologów. Nawet lekarz, który przekazuje diagnozę, często mówi do nas jak do robota. Zero współczucia – „ma pani raka” i koniec.

Skąd wziął się pomysł na metamorfozę, której się Panie poddały? Czy było warto?

EG – Kosmetyczka zaprzyjaźniona z AWzR, pani Dorota Rybarczyk, zaproponowała, że zrobi metamorfozę dwóch chętnych osób i się zgłosiłam. Zaczęła się moja wspaniała przygoda.

DJ – Dołączyłam do Edyty. Chciałam się czymś zająć. Przyznam się szczerze, że nie wiedziałam, na co się piszę. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co to makijaż permanentny. Do tej pory zajmowałam się głównie pracą i domem. Na początku miałam mieszane uczucia: włosy krótkie, buzia smutna, zapłakana.

EG – Metamorfoza była cudowną przygodą, pokazała, że choroba nie skazuje człowieka na życie na marginesie, że nic mi się nie należy. Mam wspaniałe wspomnienia i dużo zdjęć, może dożyję dnia, w którym pokażę je wnukom.

DJ – Po metamorfozie czuję się bardziej kobieca. Wiem już, że ta kobiecość nadal jest. Że ciągle mogę o siebie zadbać, że choroba jej nie zabrała, że mam o co walczyć i iść do przodu.

Obie Panie kładą szczególny nacisk na rolę wiary w ich walce z chorobą. Pani Edyta mówi tak: „Przed pierwszą operacją i jeszcze przed diagnozą poprosiłam księdza o udzielenie mi sakramentu chorych, było to dla mnie bardzo wzniosłe i wzruszające wydarzenie. Każdy mój dzień zaczynam od słów „Jezu Ufam Tobie” oraz „Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”. W trakcie chemioterapii pojechałam do Częstochowy prosić o siłę do walki z chorobą. Mam za co dziękować. Wierzę, że dostajemy tyle, ile jesteśmy w stanie znieść, nic ponad to. W trakcie zmagań z chorobą przychodzą różne chwile, dużo rozmów przeprowadziłam z Panem Bogiem i zadałam mu wiele pytań… czasem odpowiedzi są trudne. Mnie też trudno odpowiedzieć Panu Bogu na jego pytania. Jak porównać cierpienie Chrystusa do swojego? Jak powiedział ks. Tischner: „W każdym momencie życia trzeba być gotowym na odejście”. Pani Dorota z kolei podkreśla rolę siostry zakonnej Hani, z którą jest w kontakcie od samego początku swojej choroby do dziś dnia.

***

Skąd wziął się pomysł metamorfozy?

Sam pomysł to tylko ubranie w fotograficzne ramy wieloletniej pracy z kobietami po przebytych chorobach nowotworowych. Metamorfozy dzieją się prawie każdego dnia, te powstały na potrzeby II Sympozjum „Piękno mimo wszystko”. Zwyczajnie – czasem, jeśli czegoś nie widzimy, to trudno nam uwierzyć. Cały czas zdarzają się ludzie, którzy dziwią się, po co kobietom chorym kosmetyczka… W tym samym celu, co zdrowym, tylko kilka razy bardziej. Pod tą metamorfozą kryje się wszystko, co współczesna kosmetologia może zaoferować kobietom pozbawionym kobiecości w wyniku chorób onkologicznych – pielęgnacja cery, dłoni, stóp, rekonstrukcja brwi i rzęs, makijaż, dobór kolorystyki etc.

Jak wyglądała praca przy metamorfozach?

Spotkania z panią Dorotą i panią Edytą były niezwykłe, tak jak spotkania ze wszystkimi kobietami, które przeszły choroby nowotworowe, a które mam przyjemność pielęgnować i upiększać. Nasz praca różniła się ilością spotkań oraz obecnością fotografa i stylistki. Upiększanie Pań trwało ok. sześciu miesięcy. Pierwsze spotkania były trudniejsze, wymagały wzajemnego poznania się i zaufania. Sesja końcowa to już świetna zabawa w gronie roześmianych, pięknych i pewnych siebie kobiet.

Czy były (a jeśli tak, to jakie?) kryteria wyboru pań, które mogły poddać się serii zabiegów?

Kryteria wyboru? Nie ośmieliłabym się zrobić castingu na upiększanie kobiet po chemii… Poprosiłam o pomoc psychoonkolog Małgorzatę Rębiałowską-Stankiewicz – koordynatora Akademii Walki z Rakiem w Toruniu. To anioł w ludzkiej postaci. Jest najbliżej kobiet i to ona wiedziała, kto najbardziej takiej przemiany potrzebuje.

Jakie to uczucie zmieniać kogoś, kto właśnie walczy lub właśnie wygrał walkę z rakiem?

To nie ja zmieniam kobiety. To one zmieniają mnie i całe moje spojrzenie na sens mojej pracy oraz możliwości, jakie posiada pozornie próżna branża. Nauczyłam się dostrzegać inne piękno. Poznaję wartościowych ludzi, którzy uczą mnie dystansu do pędu, jaki trwa na świecie. Nie miałam zamiaru bawić się w Boga. To On poprowadził mnie.

Odpowiadała: Dorota Rybarczyk – właścicielka „Upiększarni”, kosmetolog w AWzR w Toruniu.

"MeLADY" nr 1/2016

opr. ac/ac


 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: zdrowie choroba rak nowotwór społeczeństwo kobiecość leczenie kobiety walka z chorobą Akademia Walki z Rakiem