słodki cukiereczek
Strona główna Opoki | Liturgia na dziś | Baza Mszy św. | Porozmawiajmy o wierze | Życie Kościoła | Jan Paweł II | Dołącz do grona darczyńców

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!





Audiobooki w odcinkach




Wiadomości


 


"Puszczyk" - Wacław Grabowski

A gdyby stanął przede mną „Puszczyk”...

Kilka miesięcy temu wśród nazwisk wyczytanych podczas apelu poległych w telewizyjnym reportażu usłyszał pseudonim dowódcy: Puszczyk. Przed oczami stanął mu obraz sprzed lat: wraz z innymi żołnierzami przeczesuje porośnięte krzakami łąki. Zgodnie z wydanym w środku nocy rozkazem szukają „bandziorów”.

Jak to życie szybko przeleciało - dziwi się Eugeniusz Antoniuk z Horodyszcza, rocznik 1932, z nostalgią właściwą ludziom, którym wiek i bagaż życiowych doświadczeń służy. To znaczy uczy ocenić i docenić tę drogę, którą przyszło przebyć. - Myślę, że z tych moich wspomnień można by napisać książkę... - śmieje się. I dodaje po chwili, że jeśli po osiemdziesiątce człowiekowi jeszcze otwierają się oczy na wiele spraw, oznacza to, że umysł jest w miarę świeży.

Co to była za nauka...

Jego rodzina wywodzi się z Łubna w gminie Jabłoń (powiat radzyński). Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Antoniukowie: rodzice, troje rodzeństwa oraz babcia, przeprowadzili się na krótko do Romanowa, gdzie ojciec pana Eugeniusza najął się do pracy w majątku ziemskim, a następnie do Horodyszcza, gdzie również zatrudnił się jako robotnik we dworze Horodyskich, którego dzierżawcą był do 1944 r. Zygmunt Podhorecki.

- Zamieszkaliśmy w dworskich czworakach z czerwonej cegły. Gnieździliśmy się w niewielkim pomieszczeniu, jakieś trzy na cztery metry. Było w nim małe okno wychodzące na północ. Nigdy nie zaglądało tutaj słońce. Po ścianach aż ciekło, taka była wilgoć - wspomina, by po chwili przywołać wspomnienie o szkole. Jej kierownikiem był Stanisław Lesiuk, rozstrzelany później w Katyniu. - Uczyła nas jego żona. Ale co to była za nauka... Mało kto miał książki. Nie bardzo chcieli pożyczać sobie nawzajem. Jak ktoś krzyknął, że Niemcy są w wiosce, chowaliśmy je w specjalnej skrytce - dodaje.

Czas wojny

- Czasy wojny pamiętam dość dobrze - zaznacza E. Antoniuk, wyławiając z przeszłości obrazy widziane oczami dziecka.

Oto nocą kryją się w wykopanej w ziemi jamie. Dla dzieci - nurkujących wśród wrzuconych tam pierzyn - jakaż to była frajda... Słychać było lecące w górze samoloty, ale kto by tam się bał!

Inny obraz. Po pałacu kręcą się Niemcy. W rozległym, przypałacowym parku pracuje grupa Żydów. Pałacowa kucharka Julka Dobosz, stara panna, chodzi z koszem po ogródkach i zbiera warzywa, żeby Żydom nagotować zupy.

Wieczór w wieczór przez jakieś półtora tygodnie pod pałac podchodzą partyzanci. Próbują wykurzyć Niemców. Zaczyna się od odgłosu wystrzelonej z łąk za parkiem rakiety. W czworaku robi się widno jak w dzień. Potem dochodzi strzelanina. Niemcy wyciągają cekaem i z piętra pałacu tną seriami w ciemny park.

Pałac świeci pustkami. Kręci się po nim tylko „obelajter” [Obergefreite - red.], jak mówią o pozostającym tutaj Niemcu. W środku nocy do mieszkania Antoniuków z zapaloną latarką wpada żołnierz opasany nabojami. Każe ojcu szybko się ubrać i iść ze sobą. Za jakiś czas pozostałych mieszkańców czworaka wyciąga z łóżek łuna pożaru. Płoną obory, sprzęt, słychać przerażone wycie krów i rżenie koni. Pod czworak, gdzie wylegli wszyscy, wpada przerażony baran. Dzieci, jak to dzieci, podłapują - a jakże - okazję do zabawy i w tym całym zamieszaniu próbują go ujeżdżać.

W junakach

Po wojnie pałac opustoszał. Majątek został rozparcelowany na mocy reformy rolnej z 1944 r. - Ojciec dostał 5 hektarów ziemi: 3,5 gruntów ornych, 1,5 łąki i pół hektara olszyny - podobnie jak inni zatrudnieni w folwarku. Robotnicy najemni dostawali mniej. Dużo czasu musiało upłynąć zanim poszli na swoje - na kolonię. Pole początkowo obrabiali wołami, które później sprzedali w Parczewie i kupili konie. Było ciężko. Trzeba było mocno zakasywać rękawy. - Dwa razy byłem w „junakach” [Powszechna Organizacja „Służba Polsce” powołana w 1948 r. - przyp. red.]. Pracowaliśmy na torach kolejowych trasy Siedlce - Łuków - Skierniewice. Wybieraliśmy ziemię pod nasyp kolejowy. Przez osiem godzin trzeba było naładować osiem kubików ziemi - wspomina.

W listopadzie 1952 r. E. Antoniuk został zmobilizowany. Trafił do Góry Kalwarii.

„Banda w sile siedmiu osób”

W pierwszych dniach lipca 1953 r. jego pluton ćwiczył tzw. ostre strzelanie. Dowódca obiecał, że w nagrodę następnego dnia zawiozą żołnierzy na mecz do Warszawy. - Cieszyliśmy się. Po powrocie do koszar cały wieczór szykowaliśmy się do wyjazdu. Ni stąd ni zowąd koło północy ogłoszono alarm na wymarsz. Mówią: nie zabierać niczego, tylko broń i puste plecaki. Dostaliśmy trochę żywności: konserwy, chleb. Kazali nam szybko ładować się na samochody - wylicza, opisując niepewność i podróż w środku nocy nie wiadomo dokąd. - Wyrzucili nas pośrodku pól. Kazali rozstawić się tyralierą, rozczłonkowali nas. Było naprowadzenie: banda w sile siedmiu osób, uzbrojona w broń. Tropiąc ją, chodziliśmy cały dzień po jakichś porośniętych krzakami łąkach, mijaliśmy bunkry poniemieckie. Wieczorem rzuciliśmy się spać w wielkiej stercie słomy. Na drugi dzień to samo - szukamy bandy. Drugą noc spędziliśmy w wielkiej pegeerowskiej stodole. Rano wszystko się uspokoiło - opowiada.

Matka Boża czuwała

Po zakończonej akcji pluton E. Antoniuka został zakwaterowany w Piszu, na komendzie milicji. Spędzili tam jakieś trzy dni. Spanie - na słomie rozrzuconej pod ścianami dużej sali. Płaszcze i broń - na stojaku na jej środku. O efekcie obławy nic się nie mówiło. - Emocje opadły, a ja wdałem się w scysję z plutonowym. Podczas czyszczenia broni odezwałem się głośniej do kolegi. Plutonowy zwrócił mi uwagę. Powtórzyło się to raz, potem drugi. Krzyknął na mnie. Strasznie mnie to rozeźliło. Obowiązywał nas zakaz rozmowy w trakcie czyszczenia broni, ale w jednostce, nie na akcji. Wkurzony powiedziałem coś kulach, które nie mijają nawet plutonowych - przyznaje po latach, dodając: - Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło. Za niewyparzony język groził mi przecież prokurator. Plutonowy jednak przestraszył się. Po kolacji wydał mi rozkaz powrotu koleją do Góry Kalwarii. Wraz z kilkoma innymi żołnierzami został przemundurowany i już następnego dnia przewieziony do Warszawy, do brygady Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Głównym zadaniem było ochranianie osobistości państwowych. - Najczęściej stałem na posterunku przy sejmie na ul. Wiejskiej - wspomina, przywołując z pamięci ludzi, których miał okazję widzieć twarzą w twarz. - Matka Boża nade mną jednak czuwała - stwierdza, wracając do najtrudniejszych momentów w czasie służby.

Odpowiedział: nie poddam się

- Tak się to życie szybko się potoczyło - mówi, oglądając się w przeszłość, na co wcześniej nie było czasu.

W marcu 1955 r. po 28-miesięcznej służbie E. Antoniuk wrócił do domu. - Zastałem niesamowitą biedę. Nie było co na grzbiet włożyć. Nie było chleba - mówi, opowiadając, jak trudno było odnaleźć się w siermiężnej peerelowskiej rzeczywistości. W 1959 r. ożenił się i osiadł na stałe w Horodyszczu, ma czworo dzieci. Pracował w transporcie. Przez 40 lat był kościelnym w miejscowej parafii. W lipcu 2016 r. siedząc przed telewizorem, usłyszał relację z uroczystości upamiętniających żołnierzy wyklętych należących do oddziału Wacława Grabowskiego. Kiedy wybrzmiały słowa: „Stańcie do apelu”, a potem „Puszczyk”, mocniej zabiło mu serce. - Pomyślałem: „Mój Boże, toż ja go łapałem” - wspomina.

- Ani przed akcją w 1953 r., ani w jej trakcie nie padło żadne nazwisko czy pseudonim. Wiedzieliśmy tylko, że łapiemy „bandziorów”. Nie mieliśmy pojęcia, czy oprócz naszej jednostki biorą w tym udział inni żołnierze. Już kiedy służyłem w Warszawie, po jednostkach wozili „bohatera” - obwieszonego medalami żołnierza, który opowiadał o przebiegu akcji i rozbiciu „bandy Puszczyka”, do czego przyczyniła się, o ile dobrze pamiętam, łódzka jednostka. Opowiadał, że rozmawiał z samym „Puszczykiem”. Kiedy padł rozkaz: „Puszczyk, poddaj się!”, ten odpowiedział: „Tyle lat walczyłem, teraz też się nie poddam!”. Popełnił samobójstwo - relacjonuje.

Zginęło tylu ludzi

- To bardzo dobrze, że czcimy żołnierzy wyklętych. Że tak dużo się o nich dzisiaj mówi. Człowiekowi otwierają się oczy - stwierdza prostolinijnie 64 lata po obławie na siedmioosobowy oddział W. Grabowskiego. - Zginęło tylu wartościowych ludzi... I po co było to wszystko? - zastanawia się.

Opowiadając o swoich przeżyciach, E. Antoniuk przyznaje, że od kilku miesięcy chodziła za nim myśl, by powiedzieć głośno o swoim „spotkaniu” z żołnierzem wyklętym, bohaterem, który pojawił się w jego życiu zaledwie przez chwilę, i to po drugiej stronie barykady... - Mówi pani, że łapało go tysiąc trzystu żołnierzy? - pyta zaskoczony, by po chwili dodać. - Nie wiedzieliśmy, kogo tropimy. Taki był rozkaz i już. Hasło „banda” ogłupiało człowieka. I to do tego stopnia, że kiedy dzisiaj zastanawiam się, co zrobiłbym, gdyby stanął przede mną „Puszczyk” - nie umiem znaleźć odpowiedzi - przyznaje pan Eugeniusz.

LA

 

Tablica pamięci w Niedziałkach.

commons.wikimedia.org

Siedmioosobowy oddział Wacława Grabowskiego ps. Puszczyk działał na terenie powiatów: mławskiego, przasnyskiego, działdowskiego i ciechanowskiego. Został rozbity 5 lipca 1953 r. w miejscowości Niedziałki (miejsce jego stacjonowania wydał agent UB, którego nagrodzono później 5 tys. zł). Tego dnia został otoczony kilkoma pierścieniami liczącej 1300 osób grupy operacyjnej. Żołnierze „Puszczyka” nie złożyli broni. Odpierali atak UB i MO. Wacław Grabowski ostatni nabój przeznaczył dla siebie Jego oddział uważany jest za ostatnią grupę żołnierzy niepodległościowego podziemia działającą na północnym Mazowszu

Echo Katolickie 8/2017


opr. ab/ab








 wyślij znajomym

Zobacz także:
AW, Nie wystarczy być bohaterem
Mateusz Wyrwich, Na to muzeum czekała nie tylko Warszawa
Henryk Zieliński, Musimy to wygrać
Damian Wojciechowski SJ, Infantylne gaworzenie
L'Osservatore Romano, Umacnia się nadzieja na pokój
Agnieszka Porzezińska, Jan Paweł II - największy z Polaków
Gregory K. Popcak, Warto walczyć o swoje małżeństwo?
Damian Wojciechowski SJ, Patriotyzm upaństwowiony
Henryk Zieliński, Kościół o Polsce
Milena Kindziuk, Prawda Mszy św. za Ojczyznę
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Europa, Polska, Kościół | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | Papież Franciszek | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła