słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!















Agnieszka Warecka

Ból macierzyństwa

Dwie kobiety, dwie historie, jeden temat: poporodowa depresja i to samo życzenie: niech ludzie nie szafują tak łatwo określeniami typu: wyrodna matka, nieczuła żona... Bo problem bólu macierzyństwa sięga znacznie głębiej.

Anna i Piotr czekali dwa lata. Świadomie - chcieli zachować pożądaną kolejność, ale przede wszystkim nacieszyć się sobą. Po powrocie z wakacji wszystko stało się jasne. Mąż szalał ze szczęścia. „Będę ojcem!” - obwieścił z dumą swoim rodzicom - przyszłym dziadkom. - Ja byłam nastawiona mniej optymistycznie. Albo inaczej: cieszyłam się, ale nie chciałam zapeszać. Tyle się słyszy o chorobach, trudnych ciążach - relacjonuje mama 2-letniej Aleksandry.

Jednak systematyczne kontrole znacznie poprawiły jej samopoczucie - upewniła się co do płci i zdrowia potomka. „Jak dąb!” - powiedział lekarz. Pozostała słodycz kompletowania wyprawki i planów: jak to w środku nocy będzie zaglądać do łóżeczka i godzinami wpatrywać się w śliczną twarzyczkę nowo narodzonego dziecka albo spacerować po osiedlu z wózkiem, do którego wszyscy zaglądają z zachwytem... Zupełnie jakby sam fakt posiadania dziecka miał zastąpić inne pragnienia. Jakby jego bliskość gwarantowała stan wiecznej euforii.

Baby blues razy dwa!

Rzeczywistość okazała się o wiele bardziej prozaiczna. - Może problem tkwi w tym, że ja zawsze byłam bardzo poukładana? Lubię mieć sprawy dopięte na ostatni guzik, a tu nagle: trach! - zaznacza Anna. Po czym wspomina: - Wieczorem odeszły mi wody. Pojechaliśmy na oddział. Lekarza nie było już na dyżurze. Podłączyli mnie... - nagle urywa. - Nie będę opowiadać - rzuca, wyjaśniając, iż minęły dwa lata, a trauma wciąż trwa. - Poród był bardzo ciężki. Jak przez mgłę pamiętam kolejne etapy, za to świetnie uczucie niechęci i żalu do Oli, że tak mnie wymęczyła. Zamiast radości od początku dominował płacz. Zaskoczonemu mężowi lekarz tłumaczył, że to baby blues: poporodowe przygnębienie i huśtawka nastrojów, że organizm potrzebuje czasu, by się reaktywować. Tyle że taka chandra mija zwykle po kilkunastu dniach, a moja...

Anka mówi o tygodniach, które przeleżała w łóżku - uczuciu otępienia i wpatrywaniu się w sufit. - Słyszałam, że ona płacze. Ale moja wola nie podążała za instynktem. Przerażała mnie myśl o kąpieli czy przewijaniu. Bywało i tak, że zastanawiałam się, co jej zrobić, by przestała krzyczeć. Mężowi nic nie mówiłam, bo wiedziałam, że i tak nie zrozumie. A już najgorzej było z teściową - pomstowała, że Bóg skarze mnie za tę znieczulicę. Że zdrowe dziecko to dar, a ja zamiast dziękować, robię łaskę, że w ogóle je urodziłam. Wstydziłam się siebie takiej, ale nie potrafiłam zrobić kroku, by to zmienić. Zupełnie jakby ktoś odarł mnie z godności, jakby macierzyństwo nie było powołaniem, a karą, dopustem Bożym - mówi dalej.

Choć nie byłam supermamą

Annę uratował nie czas, ale ciotka. - Czas tylko pogłębiał mój stan. Po kilku miesiącach odwiedziła nas Helena. A że podobny stan przeżyła w latach, kiedy o rozkładaniu na czynniki pierwsze ludzkiej psychiki nikt by nie pomyślał, rzuciła okiem, posłuchała mojego męża i już wiedziała, co i jak. Później mówiła, że na depresję poporodową najczęściej zapadają kobiety, które żyją aktywnie, a ciąża oznacza kres ich wolności, albo matki po przejściach, tj. poronieniach, martwych ciążach. Tyle że ja nie byłam ani jedną, ani drugą. Przecież bardzo czekałam na to dziecko - zaznacza.

Pod rządami ciotki szybko zaczęły obowiązywać nowe zasady. - Powtarzała, że sprzątanie nie zając, poleciła Piotrowi przejąć część domowych obowiązków. Zaczął mi pomagać przy karmieniu i kąpielach, ale też interesować się moim stanem - wspomina. Helena zaleciła Ance wizytę u fryzjera. Gdy z dzieckiem zostawała ona lub babcia, oboje udawali się na spacer albo do kina. - I choć nie byłam supermamą, powoli budziłam się do życia - przyznaje.

Z perspektywy lat winowajcą swojego stanu czyni świat, który domaga się od współczesnego człowieka, w tym matki, by była najlepsza, -piękniejsza, -mądrzejsza, -czulsza, -wytrwalsza... - Potem wyczytałam gdzieś, że każdy bohater miał swojego pomocnika, np. Don Kichot Sancho Pansę, a ja wszystko chciałam robić sama. Że dziecko woli sztuczne mleko z rąk zrelaksowanej mamy niż zestresowaną, choć karmiącą piersią - podsumowuje.

Zasada złotego środka

Krystyna nie miała tyle szczęścia. Od kilkunastu miesięcy pod opieką psychologa na nowo uczy się sensu słów: wiara w siebie, poświęcenie, zasada złotego środka. Zaszła w ciążę dwa razy. Za pierwszym poroniła, drugą zwieńczyło pojawienie się Jacka. Z jej opowieści wynika, że podobnie jak Anna miała problem z przytuleniem, nakarmieniem, ale przede wszystkim samą sobą. Wcześniej dusza towarzystwa, nagle przestała się rozumieć. - Teraz wiem, że ten, kto nie akceptuje siebie, nie zaakceptuje drugiego. Że jeśli chcesz, by inni cię szanowali, uszanuj siebie. Wtedy dzień zaczynał się od wzajemnych pretensji, a kończył nieodzywaniem. Wydawało mi się, że skoro to ja rodziłam, obowiązkiem męża jest wspierać mnie i być na każde skinienie. Małżeństwo z dnia na dzień popadało w ruinę. A kiedy podczas rozprawy mąż zażądał opieki nad synem, nie oponowałam. Tak, wiem - rzuca w międzyczasie. - Wiem, że nie mogę zwalać wszystkiego na tamten stan, choć rozumiem też, że nieleczona depresja trwa latami, a jedne decyzje pociągają za sobą drugie. Podczas terapii dowiedziałam się, że gdybym otrzymała w porę pomoc, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Ale też, że źródłem mojego stanu były nieuporządkowane relacje z matką. Ona nigdy mnie nie przytuliła, więc i ja podświadomie karałam własne dziecko. Nie potrafiłam odpowiedzieć miłością na miłość...

 

Psycholog Elżbieta Trawkowska-Bryłka

Depresja czy apatia?

W świetle statystyk depresja poporodowa dotyka 20% kobiet. Co łączy matki, które na nią zapadają?

Wystąpienie depresji poporodowej zależy od czynników psychologicznych, biologicznych i środowiskowych. Uważa się, że prawdopodobieństwo pojawienia się jej jest wyższe w sytuacjach, gdy występują komplikacje okołoporodowe, a kobiecie brakuje wsparcia otoczenia; rodzice są młodociani i ciąża nie była planowana (niedojrzałość do ojcostwa, macierzyństwa); matka będzie samotnie wychowywać dziecko; urodziło się ono chore lub jest wcześniakiem; kobieta późno zaszła w nieplanowaną ciążę (pojawienie się potomstwa zaburza dotychczasowy, uregulowany tryb życia). Depresja częściej występuje u kobiet, które nie radzą sobie ze stresem i nowymi sytuacjami albo są w konflikcie z partnerem lub w trudnej relacji z matką. Istotnym czynnikiem zwiększającym ryzyko jej wystąpienia okazuje się też przebyty wcześniej epizod depresyjny bądź występowanie depresji poporodowej w przeszłości. Nie bez znaczenia będzie także przebieg ciąży - kwestia jej zagrożenia, czy matce towarzyszył lęk o zdrowie dziecka i wreszcie - czy jest ono kochane od poczęcia - planowane i oczekiwane.

Kobiety, które przeszły przez ten rodzaj depresji, mówią o apatii oraz niechęci do jakiejkolwiek aktywności związanej z opieką nad nowo narodzonym dzieckiem...

Depresja poporodowa to poważna choroba, wymagająca leczenia farmaceutycznego i psychoterapii. Jednak większość kobiet, które rozpoznają u siebie jej objawy, tak naprawdę cierpi na apatię poporodową lub stres pourazowy związany z traumą po przebytym porodzie. Te stany mijają zwykle same, chociaż mogą, gdy matka jest pozbawiona wsparcia najbliższych, doprowadzić do depresji. Objawami depresji poporodowej są: obniżony nastrój, zaburzenia snu, utrata apetytu, płacz bez wyraźnej przyczyny, brak zainteresowania dzieckiem, zaniedbywanie potrzeb swoich i jego, brak odczuwania radości w kontaktach z potomkiem. Dodatkowo objawom tym może towarzyszyć nieustanny lęk o zdrowie swoje i dziecka, niepokój oraz napady paniki, obsesyjne myśli dotyczące skrzywdzenia go, myśli samobójcze, a nawet nieuzasadnione bóle fizyczne.

Wspomniała Pani, że depresja bywa mylona z apatią. Jak je rozróżnić?

Apatia poporodowa, czyli tzw. baby blues, zdarza się o wiele częściej. Dotyczy on 50-80% młodych mam, podczas gdy depresja - ok. 10%. Ma też znacznie łagodniejszy przebieg - sprowadza się głównie do niepokoju o dziecko i niepewności, czy sprosta się nowej roli. Apatia występuje od razu po porodzie i trwa do kilku tygodni, natomiast depresja zaczyna się zwykle ok. 2-3 miesiąca i ciągnie się kilka miesięcy, a nieleczona nawet kilka lat. Apatia jest spowodowana przemęczeniem i wyczerpaniem organizmu matki porodem oraz stresem w związku z nową dla niej sytuacją. Kobiety dotknięte apatią są wprawdzie płaczliwe, smutne i zestresowane, ale nie towarzyszy temu bezsenność ani inne objawy fizjologiczne. Nie mają myśli samobójczych ani poczucia, że zrobią dziecku krzywdę. Nie tracą też kontaktu z nim. Apatia może przejść w depresję poporodową, ale nie zdarza się to często.

Innym, mylonym z depresją, zaburzeniem jest PDST (z ang. posttraumatic stress disorder), czyli zespół pourazowy, szok wywołanym porodem i pobytem w szpitalu. Charakteryzuje się on tym, że nastrojom depresyjno-lękowym towarzyszy silny przymus odtwarzania w myślach porodu oraz opowiadania o jego przebiegu innym osobom. Kobieta może mieć też koszmarne sny związane z porodem, problemy z oglądaniem zabiegów medycznych w filmach, silny opór przed przejściem obok szpitala, lęk przed konsultacją ginekologiczną.

Można zapobiec tym niepożądanym stanom?

Przyczyn depresji poporodowej jest wiele, dlatego nie sposób jej się ustrzec. Można natomiast - przez odpowiednie przygotowanie na przyjęcie dziecka - zmniejszyć ryzyko jej wystąpienia, a wiedząc o pewnych czynnikach z grupy ryzyka, zatroszczyć się wcześniej o swój stan psychofizyczny, np. gdy przyszła mama jest osobą samotną albo w konflikcie z ojcem dziecka, zaszła w nieplanowaną ciąża czy jest ryzyko urodzenia wcześniaka - powinna zawczasu zatroszczyć się o siebie. Już będąc w ciąży, może skorzystać z pomocy psychologa, zmierzyć się z lękiem o siebie i dziecko, nauczyć sposobów radzenia sobie ze stresem. Nie daje to wprawdzie gwarancji, że uchroni się przed depresją, ale nawet będąc w trakcie terapii, szybciej powróci do zdrowia.

opr. aw/aw



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Iwona Galińska, Wielodzietność to nie patologia
Piotr Kieniewicz MIC, Bioetyczny labirynt. Podwójne oblicze medycyny prenatalnej
Krzysztof Ołdakowski SJ, Mirosław Dłużniewski, Musi się chcieć
Krzysztof Ołdakowski SJ, Cierpienia psychiczne współczesnych ludzi
Frantiska Jana Majercikova, Wypalenie wewnętrzne
Marek Dziewiecki, Wstydliwość – ochrona godności
Marek Dziewiecki, Współczesne dzieci: pokolenie zagrożone
Henryk Zieliński, Pan Jezus i Białe Czarownice
Kajetan Rajski, IV niedziela Adwentu - B
Carla Barnhill, Niesforne aniołki
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła