Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Sławomir Zatwardnicki

Katolicki Pomocnik Towarzyski

czyli jak pojedynkować się z ateistą

„Podobno jest Pan praktykującym katolikiem. To dziwne, przecież sprawia Pan wrażenie człowieka myślącego. Jak można w dzisiejszych czasach wierzyć w nieomylność papieża, w zmartwychwstanie Jezusa. Czy naprawdę uważa Pan, że antykoncepcja jest grzechem? Jeżeli już chce Pan wierzyć w Boga, to po co Panu Kościół? Przecież to umierająca, zdegenerowana instytucja”.
Znacie to? Oczywiście, że znacie. Wiele razy musieliście się tłumaczyć ze swojego światopoglądu, czasem brakowało wam już argumentów. Książka ta to zbiór odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Miejcie ją zawsze pod ręką.




„Podczas spotkań towarzyskich prędzej czy później pojawia się temat wiary, Kościoła, ekumenizmu, klerykalizmu, a przede wszystkim – etyki seksualnej. Osoba poważnie traktująca swoją wiarę i otwarcie się do niej przyznająca może mieć nie lada problem. Musi odpowiedzieć na wszelkie możliwe zarzuty i wątpliwości: a przecież taka ewangelizacja przy piwie może przynieść zarówno korzyści, jak i szkody. Autor tej książki pomaga dyskutować w sposób błyskotliwy, a zarazem pogłębiony”. — Stefan Sękowski, „Gość Niedzielny”


fragment:

Kościół zagląda pod kołdrę!

Nieprawda, to raczej coś nachalnie wychodzi spod zbyt krótkiej kołdry, tak że nie sposób nie widzieć. A jeśli już ktoś zagląda pod kołdrę, to raczej producenci środków antykoncepcyjnych. I jak dopuszczający się kradzieży krzyczy: „Łap złodzieja!”, tak oni oskarżają Kościół o ingerowanie w sprawy intymne.

Kościół broni wizji współżycia małżeńskiego nieoderwanego od pełni powołania i od samej natury małżeństwa: oprócz okazywania sobie miłości na sposób seksualny „konieczną jest rzeczą – nauczał Paweł VI – aby każdy akt małżeński zachował swoje wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego”. Dwa są bowiem naturalne cele aktu małżeńskiego: okazanie sobie nawzajem miłości (otwartość na drugiego – małżonka) oraz prokreacja (otwartość na trzeciego – dziecko). W tej podwójnej strukturze aktu „wyraża się – stwierdza Kazimierz Krajewski, etyk – podwójna «mowa ciała»: oblubieńczo-rodzicielska”. I właśnie tłumieniem owej mowy rodzicielskiej jest antykoncepcja. Oprócz tego prowadzi ona – na co zwrócił uwagę Jan Paweł II – do fałszowania „wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru”. Niedobrze jest obdarować małżonka tylko częścią siebie, tą częścią, która lubi seks, ale już nie potencjalną płodność; taka postawa oddzielania seksualnej przyjemności od zapisanego w naturze powołania Bożego dąży do zabawy drugim, zabawy, która nawet jeśli odbywa się za obopólną zgodą, nie przestaje być używaniem siebie nawzajem do sprawiania sobie przyjemności. To swego rodzaju małżeński onanizm, a nie miłość. Nie da się bowiem rozłożyć współżycia – jak to nazywa bp Andreas Laun – na „duchowo nienaruszalną miłość” i „manipulowany współczynnik cielesny”, gdyż każda manipulacja niszczy miłość. Jak bulimiczki, które aby więcej zjeść, potrafią zwymiotować to, co spożyły, tak seksoholicy pozbywają się skutku ubocznego (dziecka) związanego z seksualną rozkoszą; jak zwolennicy diety ekstremalnej połykają tasiemca, tak fani antykoncepcji łykają nie mniej groźne dla organizmu specyfiki.

Antykoncepcja obraca się ostatecznie zarówno przeciw małżonkom, jak i przeciw ich potomstwu. Prowadzi do wytworzenia mentalności anti-life, związanej z mentalnością aborcyjną, tyle że intencją nie jest mordowanie dziecka, a zapobieganie jego poczęciu. Antykoncepcja i aborcja mimo „odmiennej natury i ciężaru moralnego pozostają – na co zwraca uwagę Jan Paweł II – bardzo często w ścisłym związku, niczym owoce jednej rośliny”. To spostrzeżenie znajduje potwierdzenie w praktyce, ponieważ „antykoncepcja nie tylko nie zmniejszyła liczby aborcji, ale sama przybrała charakter aborcyjny” (J. Suaudeau). Innymi słowy, stało się odwrotnie, niż oczekiwali tego rzecznicy antykoncepcji, która według ich oczekiwań miała zapobiegać aborcji. Z kolei banalizacja aborcji spowodowała, że traktuje się ją jako ostateczny środek przeciwdziałania dziecku (już poczętemu!), jakby aborcję dało się zaliczyć do antykoncepcji przeciwdziałającej poczęciu.

Pigułka hormonalna – to zachwalane dobrodziejstwo nauki, które miało wyzwolić kobietę spod presji natury – okazało się prawdziwą «pigułką Pandory». Dziś obok środków antykoncepcyjnych pojawiły się tak zwane techniki przechwytujące (wychwytują embrion przed zagnieżdżeniem w macicy) czy poronne (niszczą embrion tuż po jego zagnieżdżeniu)! Nieuświadomione kobiety balansują więc nad przepaścią: łykając czy dając sobie implantować hormony w ilości, która została zmniejszona na tyle, że nie powoduje nazbyt szkodliwych działań niepożądanych, ale – coś za coś – nie daje też absolutnej pewności, że nie dojdzie do zapłodnienia. Statystycznie rzecz biorąc, kobieta stosująca pigułkę w okresie piętnastu lat zabija dwie osoby na tyle małe, że nawet nie powiadomią krzykiem o swojej śmierci. Także spirala, którą ponoć stosuje 19% par na świecie, działa poronnie. I – powiedzmy wprost – nic tu nie zmieni choćby gra słów, byle tylko bawić się dalej, której jednym z ostatnich przejawów jest wprowadzenie terminu «preembrion», co ma rozdzielić «poczęcie» od «zapłodnienia». Jednak na taką manipulację semantyczną odporne są fakty naukowe (biologia, embriologia, genetyka), filozoficzne i teologiczne. Mówi o tym Jacques Suaudeau: „Wartość istoty ludzkiej jest taka sama, niezależnie od cyklu życiowego, w którym się znajduje”. Nie ma przecież jakościowej (ontologicznej) różnicy między zarodkiem a w pełni ukształtowanym człowiekiem, a jeśli tak się rzeczy mają, trzeba powiedzieć wprost: stosujący antykoncepcję tego typu są – co z tego, że może nieświadomymi z własnej ignorancji czy winy innych, którzy wprowadzają ich w błąd – zabójcami!

I na koniec osobiste zdumienie, nadziwić się nie mogę, jak można, ze względu na pragnienie przyjemności czy lęk przed wcale nie nieprzyjemnym rodzicielstwem, tak łatwo porzucić romantyzm pożycia intymnego? I szprycować się substancjami o tak poetycko brzmiących nazwach jak: „octanu medroksyprogesteronu w postaci depot” czy „noretysteron oenanthate”. À propos, ponoć Arabowie i Turcy umieszczali kamyczki w macicy wielbłądów, by te nie zaszły w ciążę, a pustynię przeszły. Zaś pierwsze nowożytne spirale wykonywane były z jelita robaczka świętojańskiego! I chociaż technika poszła naprzód, to przecież i dziś trzeba niesamowitej desperacji, by pozwolić sobie na wprowadzenie do łona zwanego w chińskim języku miłości „nefrytową bramą” swoistego parasola zakończonego nitkami. Nic dziwnego, że rodzi to raczej męską impotencję niż ich pożądanie!

Można by oczywiście argumenty przeciwko stosowaniu antykoncepcji rozszerzyć o sprawy drugorzędne, choćby wskazując oprócz argumentów etyczno-moralnych również zdrowotne czy psychologiczne, bo i takich nie brakuje. Ale nawet jeśli nie byłoby tych skutków ubocznych, to ze względu na samo szczęście małżonków i ich potomstwa ważny staje się głos Kościoła wyrażony w encyklice Humanae vitae Pawła VI. „Odrzucić należy – pisze papież – bezpośrednie obezpłodnienie czy to stałe, czy czasowe, zarówno mężczyzny, jak i kobiety. Odrzucić również należy wszelkie działanie, które – bądź to w przewidywaniu zbliżenia małżeńskiego, bądź podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków – miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego” (nr 14).

I jeszcze jedno, choć Kościół tak naprawdę nie zagląda pod kołdrę, to nie jest ślepy na fakt, że inni ze swoją antykoncepcyjną propagandą wciskają się tam bez żenady i podrzucają współżyjącym coraz to nowe zabawki.


Książkę, z której pochodzi tekst, można kupić tutaj>>>

Czytaj dalej Katolicki pomocnik towarzyski>>>

Sławomir Zatwardnicki (ur. w 1975). Redaktor portalu Opoka, publicysta. Jego teksty ukazują się m.in. w: „Homo Dei”, oraz „Przeglądzie Powszechnym”. Razem z żoną i trójką dzieci mieszka w Zabrzu.


opr. aś/aś


 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: życie Kościół seks antykoncepcja propaganda antykoncepcyjna