Willi Hofsümmer
211 KRÓCIÓTKICH OPOWIADAŃ
Czas postu / Męka Pańska
JAK MISTRZ SZUKAŁ CISZY
Mistrz Polikarp nie mógł nigdzie znaleźć ciszy. Żył w świecie, który składał się z krzyków, wrzasków, pisków, tupotania, szeleszczenia, grzechotania, stukania, pukania, trzeszczenia, wycia i hałasu każdego rodzaju. Wkoło niego huczały maszyny, wrzeszczeli ludzie, głośno ryczało radio z ustawioną stacją muzyczną. Zrozpaczony Polikarp zamknął się w swojej wieży z kości słoniowej, uszczelnił wszystkie okna i drzwi, a na koniec zastąpił tapetę materiałem izolującym. Następnie siadł wygodnie w fotelu, zapalił swoją ukochaną fajkę, sięgnął po pióro, które zanurzył w kałamarzu — bowiem był zwolennikiem tradycyjnych przyborów do pisania — i właśnie chciał zacząć swoją pracę, gdy usłyszał gwizd, jakby z tysiąca piszczałek i syren, którzy przeniknął go aż do szpiku kości.
Mistrz skoczył na równe nogi: „Co to takiego?” — wrzasnął. „Co to takiego?”
„Nie obawiaj się — usłyszał donośny głos — to tylko ja cisza. Chciałam ci tylko powiedzieć, że jestem przy tobie i że już nigdy cię nie opuszczę”.
„Ale dlaczego tak wyjesz?” — spytał oburzony mistrz.
„Nowe czasy, nowe obyczaje” — odpowiedziała cisza. „Aby móc przetrwać w dzisiejszych czasach, muszę się dopasować do wszechwładnego hałasu i przejąć jego metody”.
„Czy mam to tak rozumieć, że ty, cisza, jesteś na służbie hałasu?” — wrzasnął Polikarp.
Cisza zaczerwieniła się lekko, opuściła zawstydzona wzrok i powiedziała: „Hm, no tak, właściwie to tak...”
„Szatanie!” — zagrzmiał mistrz Polikarp, a ponieważ przypomniał sobie Marcina Lutra, rzucił w ciszę kałamarzem, który roztrzaskał się na drobne kawałeczki na ścianie i pozostawił po sobie czarną atramentową plamę o niepokojących kształtach.
opr. ab/ab
Copyright © by Wydawnictwo Jedność 2001

wyślij znajomym