słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!














Janusz Drzewucki

Idee, postawy, anachronizmy

Liczące ponad pół tysiąca stron studium Andrzeja Mencwela "Przedwiośnie czy potop" to rzecz o postawach polskiej XX-wiecznej inteligencji, o kształtowaniu się nowoczesnego myślenia na temat otaczającej rzeczywistości, której nie wystarczy opisywać, ale należy ją przekształcać i brać za to pełną odpowiedzialność. Tę książkę - nie ukrywam - czyta się z wypiekami na twarzy, warto nad nią dyskutować, warto kruszyć o nią kopie.

Jednym z głównych zadań, stojącym przed bohaterami Mencwela - a więc przed Stefanem Żeromskim, Marią Dąbrowską, Janem Strzeleckim, Jerzym Giedroyciem i Juliuszem Mieroszewskim, wreszcie przed Leszkiem Kołakowskim, Bronisławem Baczką i Stefanem Żółkiewskim - jest uwolnienie naszego myślenia o świecie i o naszym uwięzieniu w historii oraz w polityce od wszelkich w tym względzie mentalnych uprzedzeń, przesądów i stereotypów.

Zakorzenienie, zaangażowanie, klerkizm

Co najważniejsze, swoich rozważań Andrzej Mencwel nie snuje z perspektywy akademickiej, do czego wszak ma prawo, jako kierujący Katedrą Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, lecz z perspektywy egzystencjalnej: "stoję na mojej uliczce i piszę z jej poziomu". Dlaczego? Ano dlatego, że jest on przekonany, i przekonanie to wielokrotnie manifestuje, że współczesna postawa kulturalna ewokowana przez pisarzy, publicystów, filozofów "nie może być tylko literacką kreacją lub filozoficzną abstrakcją - musi wejść w życie, w powszednie obyczaje ludzi, w ich przeświadczenia i zachowania". Tymczasem to, co Mencwel widzi na swojej osiedlowej ulicy, jest tyleż znamienne, co przygnębiające. Widok został bowiem zdominowany przez wszechogarniające błoto: "Chlupie w dziurach asfaltu, tryska spod płyt parkingu, rozlewa się po trawnikach i miesi na placach zabaw. Kiedy w szary, przedwiosenny poranek staję w oknie i widzę, jak wciąż zdobywa teren, zaczynam podejrzewać, że to nie jest zwykłe błoto naturalne, lecz niezwykła substancja metafizyczna". Znamy to doskonale: kierowcy rozjeżdżają trawniki, na których walają się rozgniecione puszki po piwie i niedopałki papierosów, klatki schodowe straszą smrodem moczu, obrzydliwymi napisami, połamanymi klamkami i ciemnością, bo żarówki albo się poprzepalały, albo zostały wykręcone.

Jak to się dzieje, że umiemy doskonale zadbać o to, co własne, a z takim lekceważeniem traktujemy to, co wspólne? Jesteśmy przecież nienajgorzej wykształceni, z łatwością przyswoiliśmy elementarz demokracji politycznej i reguły ekonomicznej wolności, potrafimy korzystać z dobrodziejstw cywilizacji, a jednocześnie jesteśmy kompletnie pozbawieni zmysłu czy też instynktu społecznego i państwowego. Eseista twierdzi, że do dzisiaj w naszej mentalności tkwi spadek zaborów, czyli "tradycja uznawania państwa i prawa za obce i narzucone". Co więcej, uważa, że spadek nie tylko po zaborach, lecz także po Rzeczypospolitej szlacheckiej, po okupacji i po stalinizmie stanowi kulturowe podłoże rzeczywistości, w której żyjemy. Dzieje polskiej inteligencji, które spisuje Mencwel, to ciągle ponawiane próby przezwyciężania nagromadzonych w tym względzie anachronizmów.

Zastanawiając się nad sytuacją polskiej inteligencji na początku XX wieku, Mencwel zauważa, że przyjmuje ona trzy postawy: zakorzenienia, zaangażowania, klerkizmu. Ta pierwsza charakteryzuje ludzi prawicy, druga ludzi lewicy, klerkizm zaś jest programem dystansujących się wobec radykalnych haseł. Dalej Mencwel dopowiada, że zakorzenienie obowiązywało w zaborze pruskim, zaangażowanie w rosyjskim, w austriackim zaś właśnie klerkizm. Badacz nie ukrywa swoich upodobań, najbliższa jest mu postawa "Warszawiaków". W swoich rozważaniach wielokrotnie powołuje się na intelektualne świadectwo Wacława Nałkowskiego, Edwarda Abramowskiego, Stanisława Brzozowskiego, Ludwika Krzywickiego, Janusza Korczaka czy Mariana Bohusza, którym poświęcił swoją wcześniejszą ważną pracę "Etos lewicy. Esej o narodzinach kulturalizmu polskiego" (1990).

W kręgu "Kultury"

"Warszawiakami" kierowała "idea polska", natomiast - jak twierdzi Mencwel - jedną z fundamentalnych, podjętych przez Jerzego Giedroycia, jest nie tak od niej odległa idea państwa polskiego. Obszerny tekst poświęcony "Kulturze", znany wcześniej z publikacji na łamach "Twórczości", wydaje się być najważniejszym z zamieszczonych w książce. Jest to bowiem tekst o osobistej odwadze niewielkiej przecież grupy osób, która nie akceptując rzeczywistości krajowej, nie zaakceptowała też typowych postaw emigracji wobec kraju.

To fakt, program "Kultury" był antysowiecki, ale także antyemigrancki. Dlaczego antysowiecki, tłumaczyć specjalnie nie trzeba. Dlaczego zaś antyemigrancki? Emigranckość to dla Jerzego Giedroycia tyle samo, co "białogwardyjskość", a więc "ślepa wiara w historyczną realność fikcji politycznych". Giedroyc wiedział, że Polska po ewentualnym odzyskaniu niepodległości nie będzie takim samym państwem jak przed wojną. Nie będzie i być nie może. Orientacja niepodległościowa nie oznaczała dla niego uświęcenia i absolutyzacji państwa utraconego. Tymczasem rzecznicy "białogwardyjskości" odrzucali wszystko, co "wykraczało poza uświęconą rzeczywistość utraconą, musieli więc też odrzucać współczesne realia, sprawy i ludzi".

Rekonstruując poglądy Giedroycia z przełomu lat 40. i 50., Mencwel przypomina, że już w międzywojennym "Buncie Młodych" reprezentował on stanowisko, iż to właśnie państwo jest podmiotem dziejów, że jest przede wszystkim ojczyzną wszystkich obywateli, a nie tylko spętanym irracjonalnymi więziami narodem. Tak więc "Kultura" nie chciała spełnić misji dziejowej, miała za to ambicję wypełniać konkretne społeczne zadania. Jednym z tych zadań było tworzenie pomostu między emigracją a krajem, innym - "emigracja z emigracji", jeszcze innym - odzyskanie niepodległego bytu, ale wyłącznie "w ramach sfederalizowanej całej Europy" - jak to w roku 1953 ogłoszono w redakcyjnej nocie. Nieprzypadkowo sporo miejsca poświęca Mencwel wypracowanej przez Juliusza Mieroszewskiego idei U-L-B, zakładającej, że niepodległość Polski jest równoznaczna z niepodległością Ukrainy, Litwy i Białorusi. Jak się wydaje, jest to idea ciągle w Polsce niedoceniana, a nawet pogardzana, czego konsekwencje w naszej polityce zagranicznej lat 90. zanalizował niedawno Jerzy Pomianowski w książce "Ruski miesiąc z hakiem" (1997).

Zniewolenie literatury

Analizując pracę Redaktora, Publicysty, Poety i Pisarza, czyli Giedroycia, Mieroszewskiego, Miłosza i Gombrowicza, Mencwel dochodzi do kilku wniosków. Po pierwsze - naszym obowiązkiem jest wyzbycie się nacjonalizmu, dogmatyzmu i rytualizmu, po drugie - musimy zdobyć pełną świadomość naszego autentycznego istnienia w historii, po trzecie - nie ma koncepcji literatury bez koncepcji rzeczywistości. Ten ostatnio wniosek sformułowany został w części błyskotliwie referującej jedną z najistotniejszych dla kultury i twórczości dyskusji, jaka toczyła się między Gombrowiczem i Miłoszem na łamach "Kultury" na początku lat 50. Wcześniej Mencwel przypomina zapomniany odczyt Żeromskiego "Literatura a życie polskie", wygłoszony w 1915 roku w Zakopanem, w którym pisarz oddzielił europejską twórczość literacką od polskiej i wystąpił przeciw zniewoleniu polskiej literatury przez powinności moralne i dydaktyczne wobec narodu i wobec wiary.

Przeciw tak pojmowanemu piśmiennictwu, rozumianemu jako sztuka mityczna i plemienna, zdążyli już wystąpić Stanisław Witkiewicz w "Wędrowcu", Stanisław Przybyszewski w "Życiu" i Zenon Miriam Przesmycki w "Chimerze", Żeromski miał więc szansę trafić na przygotowany grunt. Dlaczego zatem - pyta Mencwel - zakopiańska prelekcja Żeromskiego okazała się tekstem bez konkretnych następstw i konsekwencji w jego twórczości, dlaczego to autor "Wiernej rzeki" ucieleśnił w końcu tak przez siebie atakowany, specyficznie polski - rzekomo nieprzekładalny na obce języki - rodzaj twórczości? Czyżby ugiął się pod narzuconym na jego barki ciężarem posłannictwa? Co ciekawe, w twórczości Marii Dąbrowskiej, osobliwie zaś w "Dziennikach", w "Ludziach stamtąd" i w "Na wsi weselu" Mencwel widzi odpowiedź na odczyt Żeromskiego, w których to tekstach Dąbrowska uwalniała naszą literaturę od przesądów tyleż stylistycznych, co ideowych, a nawet oddzieliła dość precyzyjnie marksizm i socjalizm od sowietyzmu i bolszewizmu.

Tropiąc stereotypy, Andrzej Mencwel podważa rzekome oczywistości, takie jak poetocentryczny wizerunek pokolenia wojennego. Z werwą kreśli portret konspiracyjnych pism "Płomienie" i "Droga", zainicjowanych przez Adama Próchnickiego i Leszka Raabe, w których pisali Karol Lipiński i Jan Strzelecki, przywołuje publicystykę Stanisława Ossowskiego, Czesława Bobrowskiego czy Juliana Hochfelda z łamów już powojennego "Przeglądu Socjalistycznego". Właśnie publicystyka Strzeleckiego z jego ideą "humanizmu socjalistycznego", stanowiąca przeciwwagę dla konspiracyjnego ofiarnictwa i mitotwórstwa "Sztuki i Narodu", ma dla Mencwela kapitalne znaczenie. Eseistyka Strzeleckiego wynika - jak chce Mencwel i z czym nie zgodzić się nie sposób - z doświadczenia dna historii, przy czym "doświadczenie to Strzelecki bada we wszystkich jego podstawowych odniesieniach: wobec nacjonalizmu i faszyzmu, wobec bolszewizmu i stalinizmu, wobec katolickiego fundamentalizmu i modernizmu, wobec różnych wariantów liberalizmu i socjalizmu". Intelektualna waga eseistyki Strzeleckiego jest równoznaczna, w opinii badacza, z poezją Baczyńskiego i prozą Borowskiego, a także z "Pamiętnikiem z powstania warszawskiego" Białoszewskiego. Fenomen tego ostatniego twórcy tkwi tkwi w tym, że zdał sobie brutalnie sprawę z "podstawowego doświadczenia swojego życia i uświadomił sobie też nieprzystawalność romantycznej literatury »religijnej i ojczyźnianej« do tego doświadczenia". Szukał więc nowej formy ekspresji - jak Dąbrowska, jak Gombrowicz, jak Miłosz - która byłaby adekwatna do przeżytych doświadczeń.

Sztuka zadawania pytań

Wyzwania czasu podjęli w trudnym momencie przywołani przez Mencwela w najbardziej osobistej części książki jego mistrzowie i nauczyciele: Żółkiewski, który "wierzył w rozum, siłę perswazji i sztukę negocjacji"; Baczko, który "pytał i uczył pytać"; Kołakowski pokazujący w zapoznanym dziele "Świadomość religijna i więź kościelna", że nie kwestią religijną, lecz sprawą głęboko ludzkiego doświadczenia jest to, czy przyjąć świat, czy go odrzucić: "przyjąć go jako zobowiązanie albo odrzucić jako nieuleczalnie skażony, sens własnego życia upatrywać w jego poprawie albo w stanowczej ucieczce od niego". Po której stronie stoi sam Andrzej Mencwel? Oczywiście po stronie tych, którzy chcą przekształcić kulturę narodową, którym zależy na emancypacji i samodzielności politycznej i kulturalnej własnego społeczeństwa.

Mencwel okazuje się apologetą więzi społecznych opartych na współdziałaniu, zainspirowanym wspólnymi potrzebami i marzeniami. Jego bohaterowie nie uchylają się od udziału w życiu zbiorowym, czują się odpowiedzialni za kształt rzeczywistości. W tym także tkwi idea kulturalizmu, którą Mencwel za Florianem Znanieckim rozumie jako tworzenie uniwersalnej przestrzeni kulturospołecznej. Ale, co najważniejsze, według Mencwela kultura nie jest czymś raz na zawsze poprzez tradycję danym, trzeba o nią nieustannie walczyć i codziennie ją kształtować. Kultura jest więc pracą i to nie pracą dla przyszłych pokoleń, lecz dla nas samych.

Pewnie dlatego studium "Przedwiośnie czy potop" jest tak wielogłosowe. Andrzej Mencwel przemawia bowiem głosem historyka idei, politologa, antropologa, socjologa kultury, historyka i krytyka literatury, posługuje się językiem literaturoznawczej analizy i filozoficznego dyskursu. Wszystko to sprawia, że jego książka nie jest w lekturze łatwa, wymaga skupienia, lekturowych nawrotów.

Dla tego eseisty nic nie jest oczywiste samo przez się, wszystko wymaga wielokrotnego namysłu, dyskusji. Mencwel bywa więc sceptyczny i nieufny, ale także pełen entuzjazmu, gdy przyjdzie mu omówić spełnienie literackie najwyższej miary. W zamykającym książkę szkicu "Horyzont otwarty" pokazuje szanse polskiej prozy, której głos - w odróżnieniu od głosu polskiej poezji - nie jest tak dobrze ustawiony, nie brzmi odpowiednio donośnie. Opisując artystyczny fenomen "Widnokręgu" Wiesława Myśliwskiego, stawia go w jednym rzędzie obok "Pamiętnika z powstania warszawskiego" Białoszewskiego, którego to twórcę zresztą uważa za kodyfikatora nowoczesnej prozy. Powieść Myśliwskiego jest dla Mencwela powieścią pytań. Na pytania, które swoim dziełem stawia Myśliwski, nie ma jednak prostych i łatwych odpowiedzi, ale co ważniejsze - od tych odpowiedzi ważniejsza jest "żywa dotkliwość" postawionych pytań. Tym właśnie jest, jak mniemam, kulturalizm postulowany przez Andrzeja Mencwela: sztuką uporczywego zadawania pytań.

Andrzej Mencwel "Przedwiośnie czy potop. Studium postaw polskich w XX wieku". Czytelnik, Warszawa 1997 (książka faktycznie ukazała się na rynku księgarskim w roku 1998).



Copyright © by Tygodnik Powszechny



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Zbigniew Kopczyński, Zaskakująca wypowiedź
Artur Sporniak, Małgorzata Borkowska, Żychiewicz się nie starzeje
Marek Dziewiecki, Szkoły ofiarami "postępowych" ideologii
Edward Czaja SJ, Dobre rady na trudne chwile w życiu. Walcz zdecydowanie i inteligentnie
Józef Michalik, O ważnych sprawach, których nie można zaniechać [N]
Jacek Wł. Świątek, "Honor" rewolucyjny
Łukasz Tischner, Filozof, przyjaciel filozofa
Jarosław Stróżyk, Norweski czarny piątek
Adam Suwart, Filozof z dworca
Jacek Wł. Świątek, Czynnik X
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła