słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj


Beata Ewa Wielgat

Beata Izabela Żukowska

Zrozumieć siebie

czyli o „Wychowaniu do życia w rodzinie”

Wokół „Wychowania do życia w rodzinie” narosło wiele pytań, wątpliwości, nieporozumień i obaw... zarówno rodziców, jak i nauczycieli oraz samych uczniów.

Jestem katechetką. Ukończyłam drugi kierunek i prowadzę zajęcia z „Wychowania...” już trzeci rok w szkole średniej: w liceum ogólnokształcącym, w technikum, a wcześniej także w zawodówce. Moja przyjaciółka, Beata Wielgat, ma zajęcia w gimnazjum i szkole podstawowej (jest nauczycielką biologii i chemii). Chciałybyśmy razem podzielić się spostrzeżeniami związanymi z tym przedmiotem.

Nie miejsce i nie pora, aby się „skarżyć” na trudności związane z organizacją prowadzenia lekcji „Wychowania...”. Nie będziemy narzekać...

Chcemy ukazać ....

Podzielić się doświadczeniami, pobudzić do refleksji, bo każdy z nas żyje w rodzinie, ma swoją rodzinę...

Młody człowiek potrzebuje pomocy, by wkroczyć w dorosłość. Przygotowanie nastolatka, by kierował swoim życiem wymaga czasu i nie dokonuje się samo z siebie. Oczywiście, pomóc w tym powinni mu rodzice, najbliżsi. Wszyscy jednak wiemy, jak często dom rodzinny nie spełnia swoich zadań. Wprowadzony do szkół, po długich i głośnych debatach i dyskusjach „narodowych” przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” ma wielkie szanse, aby wypełnić tę lukę i wesprzeć rodzinę w działaniach wychowawczych.

Myli się ten, kto myśli, że młodzież interesuje się tylko jednym aspektem tego przedmiotu - edukacją seksualną. Chociaż wielu żartobliwie woła : „Idziemy na seksy”, to na zajęciach ten temat podejmowany jest gdzieś na końcu. I powodem tego nie jest nasza niechęć czy „wrogość” do tego tematu.

Młodzi ludzie chcą przede wszystkim zrozumieć siebie, innych i otaczający świat. Chcą nauczyć się budować dobre relacje z rówieśnikami, które będą oparte na szczerości, a nie na szpanie i zasobności portfela rodziców. W anonimowych ankietach wyrażają chęć rozmów na tzw. „życiowe tematy”. Cenią dyskrecję, szczerość nauczyciela oraz możliwość wypowiedzenia własnych poglądów bez obawy ich oceny i krytyki.

Pozytywnie zaskoczył nas fakt, że młodzi tak naprawdę wolą spędzać święta i uroczystości z rodziną, a nie tylko z rówieśnikami. Nie podoba im się skupienie uwagi dorosłych tylko na stole i telewizorze. Chcieliby także pójść na spacer, lepić bałwana z rodzicami. Dałoby im to poczucie ważności, bycia w rodzinie, skupienia uwagi na sobie.

Nauczanie także innego przedmiotu jest pomocne przy prowadzeniu tych zajęć. Fakt posiadania gruntownej wiedzy biologicznej i chemicznej ułatwia przekazywanie treści związanych z fizjologią człowieka. Wiarygodnym staje się prostowanie nieścisłości i przekłamań zamieszczanych w prasie młodzieżowej.

Na lekcjach religii koncentruję się na nauce Kościoła Katolickiego dotyczącej małżeństwa i rodziny, a na „Wychowaniu...” podnoszę aspekt psychologiczny, medyczny, prawny tych samych zagadnień. Satysfakcję dają mi wypowiedzi uczniów, którzy sami odkrywają zgodność i współbrzmienie obu tych uzasadnień np. wstrzemięźliwości przedślubnej, wierności małżeńskiej.

Przygotowanie ciekawej lekcji „Wychowania...” wymaga od nas sporo czasu i energii. Szukamy nowych metod i sposobów rozmowy o „starych sprawach”. Jest wiele trudności związanych z prowadzeniem tych zajęć, począwszy od kłopotów z salą, udostępnieniem magnetowidu, a skończywszy na różnej liczbie uczniów uczęszczających na zajęcia, bo są one nieobowiązkowe. Gdy uczeń ma dużo nauki czy zapowiedziane klasówki, pozwala sobie „zrezygnować” z zajęć w tym czasie, bo nie będzie miał z tego powodu żadnych konsekwencji.

Oczywiście, w błędzie jest ten, kto myśli, że szkoła zastąpi rodziców w wychowaniu ich dzieci. Rodzina jest niezastępowalna w tym zadaniu. Zajęcia „Wychowania...” mogą być jedynie pomocne.

Chociaż efekty wynikające z uczestnictwa w tych zajęciach nie są natychmiast widoczne (opanowanej wiedzy nie sprawdzimy na klasówce czy sprawdzianie, jak w przypadku biologii czy chemii), to zaprocentują przy budowaniu właściwych relacji z dziewczyną, chłopakiem, najbliższymi w rodzinie czy umiejętnej komunikacji, rozwiązywaniu konfliktów oraz podejmowaniu ważnych decyzji życiowych. Przy szeroko podkreślanym dziś w mediach kryzysie rodziny dziwi nas, że zajęcia te nie są obowiązkowe, a uczestnictwo w nich nie jest potwierdzane na świadectwie. Wielu rodziców wyraża swoje niezadowolenie i oburzenie z powodu braku wpisu tego przedmiotu na świadectwie.

Mamy nadzieję, że przyszłość pokaże pozytywną wartość tego przedmiotu.


opr. ab/ab



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Benedykt XVI, List Papieża z okazji 35. Kongregacji Generalnej Towarzystwa Jezusowego
Magdalena Korzekwa, Zniechęcenie czy fascynacja?
Wojciech Kuzioła, Bóg jest wierny
Krzysztof Krawczyk, Marcin Jastrząb, Jestem sobą
Marek Dziewiecki, Wojciech Kania, Miłość jest mądrością
Małgorzata Nawrocka, AMEN, czyli czego matki mogą się nauczyć od Matki Bożej?
Benedykt XVI, W nowych kardynałach odzwierciedla się katolickość Kościoła
Marek Dziewiecki, "Uświadamianie" seksualne czy wychowanie?
Benedykt XVI, Ludzie, którzy przypłacili życiem wierność Chrystusowi
Mirosław Pilśniak OP, Rytualne zaprzeczanie rytuałom
Komentarze internautów:

Przyszłość (gotfael@op.pl, 2004-08-27 13:59:16)
 Moi rodzice nigdy...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |