Ks. Roman Kempny
WYJĄTKOWE WESELE?
Refleksję nad tym, co Ewangelia mówi o wydarzeniach,
jakie miały miejsce podczas wesela w Kanie Galilejskiej, trzeba rozpocząć
od ostatnich zdań, które stanowią podsumowanie wszystkiego: "Taki
to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę
i uwierzyli w Niego Jego uczniowie" (J 2,11). Niełatwo nam przyjąć
ten właśnie sposób odczytywania Ewangelii. Często zdarzenia z życia Jezusa
rozważamy w oderwaniu od siebie. Kościół od samego początku wszystkie wydarzenia
ziemskiej pielgrzymki Zbawiciela widział jako jeden wielki proces epifanii,
czyli objawiania się Mesjasza światu. Nie możemy zapominać, że cała historia
dziejów przyjaźni człowieka z Bogiem jest historią coraz liczniejszych
znaków pełniejszego objawiania miłości Boga do człowieka. W samym centrum
tego objawiania się Boga znajduje się Osoba Jezusa, Syna Bożego, który
przyszedł na świat. Przyjście to jednak dokonało się w sposób odbiegający
od oczekiwań i wyobrażeń większości ówczesnych ludzi. Dalekie od triumfu,
spełniło się prawie w ukryciu, osiągając swój finał w wywyższeniu Zbawiciela
na krzyżu. Bóg bowiem nie chciał manifestować swojej miłości za pomocą
potęgi i siły, ale przez podjęcie wespół z człowiekiem realiów jego ziemskiego
życia. Wydarzenie z Kany uczy nas, że nie ma takiej dziedziny życia, w
której Chrystus nie byłby obecny. Zauważmy, że w Kanie Galilejskiej uczestnicy
wesela znaleźli się w zasięgu oddziaływania Chrystusa. Tam, wśród tańców
i śpiewów, otwarli serca na działanie łaski. Trzeba dostrzec, że Jezus
pierwszego cudu nie dokonał ani w synagodze, ani w świątyni, lecz uczynił
to w domu weselnym. Chrystus dokonuje wielu cudów w drodze. Wstępuje do
domu celnika Zacheusza, by ogłosić, że i jemu stało się zbawienie. Udaje
się do oficera wojskowego, by leczyć jego sługę. Chwali Jana, który za
odważne upomnienie władcy przebywa w więzieniu i czeka na śmierć. Zasiada
za stołem razem z grzesznikami, broni jawnogrzesznicy przed ukamienowaniem.
Uczestniczy w dyskusjach na temat nierozerwalności małżeństwa i płacenia
podatków. Głosi Ewangelię w senacie Izraela, czyli przed Sanhedrynem, w
twierdzy okupanta przed Piłatem, w pałacu Heroda, w sali tortur, przy słupie
biczowania i na miejscu straceń, z wysokości krzyża. W swoich przypowieściach
dotyka spraw społecznych i gospodarczych. Mówi o fałszowaniu kwitów, o
pękających magazynach chciwca i umierającym u jego progu nędzarzu, o długach
i ich umorzeniu. Mówi o siewcy i żniwiarzu, ogrodniku i robotnikach w winnicy,
o pasterzach i najemnikach, o pieniądzach i niesprawiedliwej zapłacie.
Taka jest Ewangelia. Chrystus jej światłem opromienia każdą dziedzinę ludzkiego
życia. W każdym małżeństwie powtarza się wydarzenie z Kany. Rozpoczyna
się ono w radości i entuzjazmie (czego symbolem jest wino), lecz początkowa
euforia, podobnie jak wino w Kanie, wraz z upływem czasu zużywa się i zaczyna
jej brakować. Coraz częściej więc robi się rzeczy już nie z miłości oraz
z radością, ale z nawyku. Jeśli zabraknie czujności, rodzinę może ogarnąć
chmura szarości i nudy. Zaproszonym na wesele - czyli własnym dzieciom
- ma się do ofiarowania jedynie zmęczenie i zmartwienia. Także o tych małżonkach
trzeba ze smutkiem powiedzieć: "Nie mają już wina!". Ewangelia
wskazuje małżonkom, jak nie popaść w tę sytuację lub jak z niej wyjść,
jeśli już się w niej znaleźli: trzeba zaprosić Jezusa na swoje gody! Jeżeli
jest obecny, zawsze można Go poprosić, żeby powtórzył cud z Kany i przemienił
wodę w wino. Wodę przyzwyczajenia, rutyny, oziębłości w wino miłości i
radości wspanialszych niż początkowe, podobnie jak wino rozmnożone w Kanie.
Co natomiast oznacza zaproszenie Jezusa na swoje wesele? Oznacza ono otaczanie
szacunkiem w swoim domu Ewangelii, wspólną modlitwę, przystępowanie do
sakramentów, uczestniczenie w życiu Kościoła. Nie zawsze małżonkowie są
na tym samym poziomie religijnym. Może jedno jest wierzące, drugie natomiast
nie, a przynajmniej nie tak bardzo. W takim przypadku niech Jezusa na gody
zaprosi to, które Go zna, i postara się - swoją delikatnością, szacunkiem,
miłością i życiem zgodnym z wiarą - by Jezus stał się jak najszybciej przyjacielem
także drugiej osoby, żeby stał się przyjacielem rodziny! Czy to było wyjątkowe
wesele? Było wyjątkowe, bo Jezus, Syn Boży, był fizycznie na nim obecny
i dokonał pierwszego cudu. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że jest On
obecny na każdym innym weselu, gdzie małżonkowie przez sakrament małżeństwa
zapraszają Go do swojej wspólnoty.
opr. mg/mg
Zobacz także: |
| Benedykt XVI, Bezgraniczna miłość Boga do człowieka
|
| Jan Glapiak, Ślub po stwierdzeniu nieważności małżeństwa
|
| Elżbieta Wiater, Ikona człowieczeństwa
|
| Dariusz Andrzejewski, Wartość ojcostwa i obrona rodziny
|
| Kinga Ochnio, Czego Bóg nie złączył...
|
| Jacek Poznański, Małżeństwo i rodzina w czasach emigracji
|
| Mariusz Pohl, Krocząc po śladach Mistrza
|
| Ks. Wojciech, W sercu i poza nim
|
| Anna, Między zdradą a nawróceniem
|
| Bogusław Górka, Samarytanie w starożytności
|
|
|