słodki cukiereczek
Strona główna Opoki | Liturgia na dziś | Baza Mszy św. | Porozmawiajmy o wierze | Życie Kościoła | Jan Paweł II | Dołącz do grona darczyńców

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!





Audiobooki w odcinkach




Wiadomości


 


Ks. Antoni Dunajski

WYNIESIENI DO SŁUŻBY



Dwaj synowie Zebedeusza — Jakub i Jan, którzy zabiegali o pierwsze „teki ministerialne” w królestwie Bożym, mogą być uznani za pierwszych „karierowiczów” w Kościele Jezusa Chrystusa. Zasiąść w Jego chwale — jeden po prawej, a drugi po lewej stronie — oznaczało po prostu mieć udział we władzy, a w konsekwencji także w profitach wynikających z faktu tak bliskiej przynależności do swojego Mistrza i Pana. Można nadto podejrzewać, że dziesięciu pozostałych, którzy „poczęli oburzać się na Jakuba i Jana”, mogło nosić w swoich sercach podobne aspiracje, a ich oburzenie wynikało z faktu, że ktoś inny ich po prostu ubiegł. Podejrzewamy to, bo znamy samych siebie. Podejrzewamy, bo w swojej naiwności my również sądzimy, że mieć udział we władzy — to mieć po prostu lepiej i wygodniej. A przecież tak być nie musi.

Wspomniany wyżej incydent dał Chrystusowi doskonałą okazję do wyjaśnienia, na czym ma polegać władza i wszelkiego rodzaju przełożeństwo wśród Jego wyznawców: „Kto by między wami chciał się stać wielki, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”. Okazało się, że synowie Zebedeusza nie wiedzieli, o co proszą. Mieć udział w arcykapłańskiej władzy Chrystusa — to znaczy mieć udział w Jego „kielichu”, w Jego męce i śmierci, bo właśnie tędy prowadzi droga do „tronu łaski”, do zmartwychwstania i udziału w Jego chwale. Wszystko to dzieje się na podobieństwo Syna Człowieczego, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć, i dać swoje życie na okup za wielu”.

Niestety, w naszym polskim języku słowo „służyć” bardzo się zdewaluowało. Kto chce być dzisiaj sługą? „Służącą twoją nie będę!” — grozi zbyt wymagającemu mężowi wyemancypowana żona. „Od kiedy to sługa ma lokaja?” — wymawia się ktoś poproszony o posłużenie w zbyt prozaicznej (jego zdaniem) sprawie. Można komuś w czymś „pomóc”, „zainterweniować”, „załatwić”, można wyprać i posprzątać, ale nie wypada być sługą. Doświadczył tego pewien obywatel, poszukujący za pośrednictwem gazetowego ogłoszenia „zacnej pani w średnim wieku do prac służebnych” w swojej willi. Mimo że gwarantował solidne wynagrodzenie, nikt się nie zgłaszał. Poradzono mu zmienić formułę ogłoszenia: zaczął szukać „pani domu”. Do podjęcia tej funkcji zaczęła się już ustawiać kolejka kandydatek i — o dziwo — żadna pani nie miała wątpliwości, o jakie prace chodzi.

W tym kontekście przypomina się inna zabawna anegdota. Swego czasu papież Jan XXIII odwiedził dość niespodziewanie szpital pod wezwaniem Świętego Ducha. Bardzo przejęta tym faktem siostra przełożona przedstawiła się słowami: „Jestem przełożoną Świętego Ducha”, na co „sługa sług Bożych” z uśmiechem wyraził podziw dla tej „możliwie najwyższej funkcji” i z zabawną skromnością wyznał, że sam jest tylko „wikariuszem Pana Jezusa”.

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli nasza cała formacja religijna ma być coś warta, musimy raz na zawsze zrozumieć, że to właśnie służba jest podstawową figurą naszej chrześcijańskiej egzystencji. Niezależnie od tego, co każdy z nas chciałby w życiu robić i na jakiej drodze chciałby realizować swoje życiowe powołanie, będzie to — zgodnie z naszym najważniejszym przykazaniem — zawsze powołanie do miłości. Zwykle kojarzy się nam ona z poezją. Ale miłość, jeśli zaczniemy ją realizować w duchu Ewangelii, rozkłada się na prozę życia. I to jest właśnie służba.

Właśnie dlatego, zapowiadając nadejście Odkupiciela, prorok Izajasz nazywa Go cierpiącym Sługą, który „usprawiedliwi wielu”. Dlatego też, odpowiadając na wezwanie do przyjęcia Bożego macierzyństwa, Maryja nazywa siebie „służebnicą Pańską”. I dlatego „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć”. Nie jest także przypadkiem, że szczególną formę powołania (oprócz udziału w kapłaństwie wspólnym) nazywamy fachowo kapłaństwem „służebnym”, a kandydatów na ołtarze sługami Bożymi. I chyba dobrze się stało, że przy zawodach wymagających szczególnego rodzaju poświęcenia używamy nadal określenia „służba” (służba zdrowia, służba wojskowa). Bo służba jest najskuteczniejszą formą nobilitacji człowieka, a Bogu służyć — znaczy królować.


opr. mg/mg








 wyślij znajomym

Zobacz także:
Papież Franciszek, Patrzeć sercem
Papież Franciszek, Kiedy Jezus mówi "niewiasta"
Papież Franciszek, Dwie pokusy
Andrzej Muszala, Ojcze nasz - skrót Ewangelii
Jan Hadalski SChr, Żywa Korona Maryi
Lidia Dudkiewicz, Przez Maryję wszystko dla Boga
Marek Studenski, MD, Uczmy się od Maryi
Andrzej Cichoń, Miłuj bliźniego
Stefan Porossa, Monika Lipińska, Głos Maryi został usłyszany
Henryk Zieliński, Jesienna ofensywa
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Europa, Polska, Kościół | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | Papież Franciszek | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła