słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!















"Tygodnik Powszechny" nr 17/2009


Tomasz Ponikło


Filozof w czasach zarazy




Zbigniew Stawrowski: Pomysł czytania w 1981 r. Hegla był wyborem odwagi, która wiąże się z mądrością.
Dobrosław Kot: Musimy sobie radzić z tymi tropami, które nam wskazał Tischner.


TOMASZ PONIKŁO: „Ksiądz Tischner uczy ludzi tchórzostwa”. Czy ten napis na kamienicy, w której mieszkał ks. Józef Tisch¬ner, to jeden z gorzkich owoców jego wykładów na Uniwersytecie Jagiellońskim w czasie stanu wojennego?

ZBIGNIEW STAWROWSKI: Napis pojawił się na ul. św. Marka w Krakowie już na początku stanu wojennego. Półmetrowe litery przyciągały wzrok. Siostry zakonne chciały je zmyć, ale on sam protestował: „Zostawcie, może to i prawda”. I napis przetrwał aż do końca lat 80. Myślę, że wypowiedzi Tischnera podczas tych wykładów mogły niektórych denerwować, bo w gorącym czasie początków stanu wojennego lał zimną wodę na rozpalone głowy: nie bezpośrednio, ale okazując dystans towarzyszący zawsze refleksji filozoficznej. Trzeba pamiętać, że wykłady z Hegla rozpoczęły się jeszcze w karnawale Solidarności, w październiku 1981 r. Kiedy przychodzi stan wojenny, Tischner kontynuuje omawianie „Fenomenologii ducha”. I na tle opisanych przez Hegla dziejów ludzkiego ducha zadaje pytanie, jak należy rozumieć wolność? U Hegla pojawia się m.in. wolność stoicka: czy w kajdanach, czy na tronie, człowiek będzie wolny, jeśli pozostanie niezależny w myśleniu – święte słowa, tylko że za oknami chodzi ZOMO, lecą gazy łzawiące. Nie dziwię się, jeśli ktoś ze słuchaczy dostrzegł w tym ucieczkę od rzeczywistości. Ale takie stoickie rozumienie wolności, owszem, jest pewną prawdą o człowieku, tylko niepełną. Tischner dopowiadał za Heglem: kto zna tylko taką wolność, szybko umrze z nudy, bo to nie jest wolność rzeczywista, tylko pojęcie wolności. Może autor napisu już nie usłyszał, kiedy Tischner, cytując dalej „Fenomenologię ducha” podkreślał, że wolność to przede wszystkim czyn?

DOBROSŁAW KOT: Ten napis prowokuje do pytania o rolę filozofa w mrocznych czasach. Czy Tischner miał wysłać studentów na przysłowiowe barykady, czy uczyć dalej myślenia? Wybrał uczenie myślenia. Ale jakie? Skupione na tym, w imię czego na owe barykady się szło – na wolności – ale bez dawania prostych recept. W tym kontekście co innego nie daje mi spokoju. Przecież Tischner zaczynał wykłady z jakąś intencją, nie wiedząc, co się zdarzy 13 grudnia. Niedługo po wygłoszeniu cyklu kazań na I Zjeździe Solidarności wchodzi do auli Witkowskiego i czyta Hegla. Pytanie tylko, czemu wobec zmiany, która zaszła w Polsce po jego pierwszych wykładach, nie zmienił ani lektury, ani sposobu jej wykładania?

Jako autor „Etyki solidarności” musiał czuć, że na jego słowa się czeka...

DK: „Etyka solidarności” to zbiór pisanych na gorąco tekstów o dużym ładunku treści. Każdy akapit ma ukryte odniesienia do Ewangelii i tekstów filozoficznych. Tischner, jak podejrzewam, chciał dać grunt pod to, co na szybko wtedy zakreślił, stąd lektura Hegla. W wykładach tę relację słychać, kiedy wręcz używa tych samych co w „Etyce solidarności” fraz.

ZS: Ciekawe, że gdy w czerwcu 1982 r. Tischner zakończył swoje wykłady na I tomie „Fenomenologii ducha”, zapowiedział ich kontynuację od października. Dalsza część dzieła Hegla jest o wiele bardziej polityczna od pierwszej, bo dotyczy już nie jednostki, lecz rozwoju dziejowego wspólnoty. I po wakacjach, bez słowa, Tischner zabiera się za czytanie Kanta. Nadal kluczowym jest tu problem wolności, ale inaczej przedstawionej niż u Hegla. Nie ma już tu dziejów, rozwoju wolności, lecz wolność pojmowana jest ahistorycznie. Kantowska kategoria autonomii wskazuje na coś, co zawiera się w ludzkiej naturze. W każdym człowieku ta autonomia jakoś jest, trzeba tylko odkryć, kiedy i jak się ona przejawia. Widać w tym intencję Tischnera, żeby budzić w słuchaczach doświadczenie wolności i w ten sposób wewnętrznie ich budować. Ludzie wówczas już wiedzą, że czeka nas długi marsz, nadzieje: „zima wasza, wiosna nasza” okazały się mrzonką. I teraz Tisch¬ner odsłania fundamenty, wskazuje wraz z Kantem na „dobrą wolę”, na coś, co zależy tylko od człowieka i – jeśli on sam na to nie pozwoli – jest nie do zniszczenia.

Zresztą zaplanował te wykłady pierwotnie pod innym, odwrotnym tytułem: „Historia i etyka” – ten akcent na dziejowość jest bardzo heglowski. Od wykładu o Kancie mamy już tytuł „Etyka a historia”. Ten szczegół zdaje się pokazywać głęboką zmianę w postrzeganiu rzeczywistości przez Tischnera. Tak właśnie próbuję sobie zrekonstruować ówczesne myślenie Tischnera: teraz trzeba zająć się tym, co trwa i powinno przetrwać w człowieku, niezależnie od wiatru historii.

Komentując Hegla, Tischner mówi też o lęku. Ten, kto boi się śmierci, staje się niewolnikiem, a kto nie odczuwa strachu, zostaje panem. Czy Tischner bał się o studentów?

ZS: Strach u Hegla nie jest jedynie znamieniem niewolnictwa, ale również początkiem mądrości. Człowiek lękający się, wycofujący się ze świata w poczuciu zagrożenia własnej egzystencji, może zacząć myśleć. Natomiast heglowski pan to ktoś, kto bez lęku idzie na barykady, bo niczego się nie boi. Ale to nie odwaga, która ma zawsze w sobie pierwiastek mądrości, tylko bezmyślna brawura. Warto dodać, że wyraźne zainteresowanie polityką pojawiło się u Tischnera dopiero po zamordowaniu w 1977 r. Stanisława Pyjasa. Nagle ze zdziwieniem zauważył, że jego studenci paradoksalnie przestali się bać. Wtedy sam zaczął odważnie podejmować w refleksji intelektualnej problemy polityczne, choć wcześniej ani się o nich nie zająknął. Pomysł czytania w 1981 r. Hegla był, jak sądzę, kontynuacją tego wyboru; był wyborem odwagi, która wiąże się z mądrością.

DK: Tischnera krytykuje się też z innej strony. Kiedy podjął decyzję, żeby – jak sam napisał – stać się „tępym filozofem Sarmatów”, odszedł od bardzo obiecującej drogi filozoficznej, czego dowodzi wydana przez nas dwa lata temu jego praca habilitacyjna. Jak sam mówił, zakopał skarb i do końca życia miał świadomość, że kopie obok niego, choć gdyby los rzucił go w inne miejsce, być może byłby jednym z najwybitniejszych fenomenologów. To już ogromna cena, którą zapłacił – a teraz jeszcze ma mu się dostać za to, że nie poszedł na barykady?

Tischner nie był historykiem filozofii. Czy w tych wykładach więcej jest Hegla, Kanta, Schelera – czy samego Tischnera?

ZS: W sumie to mało istotne; ważniejsze jest, co tam zostało powiedziane o nas samych i naszej wolności. A oprócz filozofów jest tam również bogaty świat polskiej literatury. Ostatecznie były to wykłady dla polonistów! I to też jest wielką zasługą Tischnera, że wywody Hegla świetnie ilustruje polską literaturą: Wyspiańskim, Norwidem – te odwołania do naszej kultury to znakomita robota!

DK: Dobrych omówień dzieł tych filozofów nie brak, ale ciekawe jest to, jak twórczy, samodzielny filozof mówiący własnym językiem czyta wielkich myślicieli. Zostawia egzegezę egzegetom, a sam zadaje im swoje konkretne pytania: o wolność, o pracę, wspólnotę, wartości, spotkanie z drugim człowiekiem. Niejako wywołuje ich do odpowiedzi: co możecie mi zaproponować?

Pada w wykładach charakterystyczne zdanie, że „kiedy będziemy widzieć ostatnią scenę dramatu, to będziemy lepiej wiedzieć, do czego zmierzają sceny poprzednie”. Czy po 25 latach te wykłady się bronią?

ZS: Wykłady – przez to, że nie były bezpośrednio zaangażowane w politykę – dziś są równie aktualne. Można je czytać, i to z dużą przyjemnością, bez historycznych przypisów.

DK: Filozofia dramatu Tischnera to projekt niedokończony. Mam głębokie przekonanie, że najważniejsze filozoficzne teksty Tischnera nie powstały, projekt jego antropologii pozostał niedokończony. Musimy sobie radzić z tymi tropami, które nam wskazał. W wykładach wielkie wrażenie zrobiły na mnie osobiste wtrącenia Tischnera. Kiedy pół żartem, pół serio pyta: „Co po mnie zostanie – tych parę góralskich dowcipów, które tu powtarzam?”. To jest prorocze – był rok 1982.

Prof. ZBIGNIEW STAWROWSKI (ur. 1958) jest filozofem, dyrektorem Instytutu Myśli Józefa Tischnera, w latach 1982–2000 był uczniem i asystentem ks. prof. Józefa Tischnera.
Dr DOBROSŁAW KOT (ur. 1976) jest filozofem, wicedyrektorem ds. programowych Instytutu Myśli Józefa Tischnera, redaktorem naukowym II tomu Dzieł Zebranych Józefa Tischnera, „Etyka a historia”.
JÓZEF TISCHNER, ETYKA A HISTORIA. WYKŁADY, Instytut Myśli Józefa Tischnera, Kraków 2009


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Ethos, Pierwszeństwo prawdy - pierwszeństwem osoby
Henryk Seweryniak, Monika Białkowska, Spotkania na dziedzińcu pogan
Seweryn Wąsik, Z Wietnamu szlakiem św. Maksymiliana Kolbe
Józef Michalik, Mieć czas dla innych
Bob Hartman, Carol
Agnieszka Wawryniuk, Jak lilia między cierniem...
Dominik Różański, Czas otwierania się na Boga
Wiesław Dawidowski OSA, Kwestia czasu
Arkadiusz Nocoń, Okruchy Ewangelii. Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan przyjdzie
Waldemar Turek, Okruchy Ewangelii. Trzydziesta druga niedziela zwykła
Komentarze internautów:

Laudacja (Iskra, 2009-05-02 17:23:18)
 Pamietam taka mniej...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła